Od początku grudnia amerykańskie indeksy poruszają się tylko w jednym kierunku: w górę. Przeszło 10-procnetowa zwyżka sprawiła, że S&P500 oraz Dow Jones znalazły się wczoraj na najwyższych poziomach od połowy 2008 roku. Oba indeksy flirtują z okrągłymi poziomami w postaci odpowiednio 1.300 pkt. oraz 12.000 pkt. Byłby to więc dobry moment na rozpoczęcie porządnej korekty, która poprzedziłaby atak na rekordy wszech czasów z lipca 2007 roku.
Ale na razie brakuje istotnych pretekstów do sprzedawania akcji. Takich dostarczyć mogą jednak dane z Departamentu Handlu. Ekonomiści szacują, iż rządowy raport pokaże przyspieszenie wzrostu gospodarczego w USA. Mediana prognoz mówi o annualizowanej zwyżce PKB rzędu 3,5% wobec 2,6% odnotowanej w trzecim kwartale. Progności liczą na pozytywny wpływ wzrostu konsumpcji i eksportu.
Tymczasem wynikami za czwarty kwartał rozczarował Ford. Jedyny prywatny amerykański koncern motoryzacyjny zarobił tylko 5 centów na akcję (i 30 centów bez uwzględnienia jednorazowych odpisów), wobec oczekiwań każących się spodziewać 48 centów. Mimo to w całym 2010 roku zysk Forda sięgnął 6,6 mld dolarów i był najwyższy od 1999 roku. Dobrą wiadomością były też przychody na poziomie 32,5 mld dolarów, które okazały się aż o cztery miliardy wyższe od szacunków analityków.
Wśród pozostałych spółek inwestorom nie spodobały się wyniki Amazon.com. Ta największa w USA księgarnia internetowa odnotowała nieoczekiwany spadek marży, a w handlu posesyjnym jej walory przeceniano o 8%. Dla kontrastu dobrze spisywały się akcje Microsoftu, którym pomogła informacja o 5-procentowym wzroście przychodów.
K.K.



























































