Trwają spekulacje nad odwołaniem wicepremiera Jacka Rostowskiego. Podobno premier Donald Tusk poważnie rozważa dymisję szefa resortu finansów, który stał się twarzą niepopularnych wśród Polaków zmian, m.in. podniesienia podatku VAT. Czy jest to dobry moment na jego odwołanie?
Jacek Rostowski jest szefem resortu finansów od 2007 roku, czyli sprawuje ten urząd najdłużej w historii III Rzeczpospolitej. W tym czasie zasłynął jako człowiek twardy i raczej bezkompromisowy. Jego decyzje nierzadko spotykają się z dużym sprzeciwem społecznym.
O ile w Polsce nie ma on dobrej prasy, o tyle jest bardzo ceniony za granicą, czego dowodem jest dwukrotne wyróżnienie Finance Minister of the Year nadawane przez serwis Emerging Markets. Poniżej przedstawiamy argumenty za i przeciw jego dymisji.
Argumenty przeciw dymisji:
Rentowność polskich obligacji spadła do najniższego poziomu w historii. Oznacza to, że Polska jest oceniana jako kraj stabilny przez inwestorów zagranicznych. Dzięki temu polski rząd wciąż oszczędza bardzo wiele na obsłudze długu publicznego, który niestety niebezpiecznie zbliża się do 1 biliona złotych. Niemniej, gdyby nie wiarygodna polityka prowadzona przez szefa resortu finansów, polskie obligacje byłyby wyprzedawane w tempie podobnym do obligacji tureckich.

Uszczelnienie systemu podatkowego. Dla wielu osób jest to oznaką represji podatkowej, jednak w gospodarce, gdzie blisko ¼ podmiotów działa w szarej strefie, uszczelnienie systemu jest warunkiem koniecznym do uzdrowienia finansów publicznych. Podjęte działania są bardzo niepopularne, ale w dłuższej okresie nieodzowne. Ocenie nie podlega wysokość obciążeń podatkowych, która ma zdecydowanie niekorzystny wpływ na gospodarkę. Jednak wszystko wskazuje na to, że po uszczelnieniu systemu polityka resortu finansów skierowałaby się na tory zmniejszenia poziomu opodatkowania.
Podjęcie reformy systemu emerytalnego. Dłuższe tolerowanie statusu quo w polskim systemie emerytalnym było już niemożliwe. Blisko milion ludzi straciło przywileje emerytalne, niemniej jest to ciągle zbyt mało, aby mówić o reformie odpowiadającej skali potrzeb. Propozycje zmian w OFE przedstawione przez ministra Rostowskiego są nie do końca trafione, ale dają nadzieję, że ostateczny kształt reformy emerytalnej korzystnie wpłynie na gospodarkę.
Argumenty za odwołaniem:
Podwyżki podatków zamiast cięcia wydatków. Resort finansów ma niebagatelny wpływ na kształt ustawy budżetowej. Mimo że większość wydatków ma charakter sztywny, nie podjęto żadnych prac nad zmianą ich statusu, a co za tym idzie – zmniejszeniem wydatków, które mogłyby ograniczyć napięcie w finansach publicznych. Naturalnie niosłoby to za sobą duże koszty społeczne ze względu na niechęć Polaków do wyrzeczeń. Zarówno resort finansów jak i cały rząd nie chcą wziąć tego ciężaru na siebie. Uciekanie przed cięciami zaowocowało wzrostem długu publicznego o ponad 300 mld zł, co odpowiada 1/5 PKB Polski. Zmusiło to rząd do zwiększeniem fiskalizmu m.in. poprzez podniesienie podatku VAT i nic nie wskazuje na to, by miał on ulec zmniejszenie. Ponadto resort finansów uciekał się do takich działań jak zwiększenie planowanych dochodów z tytułu mandatów.
Konieczność nowelizacji budżetu na niespotykaną wcześniej skalę. Pomimo ostrzeżeń większości analityków resort finansów przyjął założenia do budżetu, które nie miały większej szansy na spełnienie. Od początku roku było wiadomo, że rząd będzie musiał dokonać nowelizacji ustawy budżetowej m.in. z powodu mniejszych niż spodziewane dochody z tytułu podatku VAT. Niestety, utrzymanie stabilności finansów publicznych wymagało od rządu zniesienia progu ostrożnościowego, co jest ewidentnie skutkiem błędnie prowadzonej polityki uciekania od trudnych decyzji cięcia wydatków budżetowych. Deficyt w 2013 roku wyniesie 50 mld zł. Za te błędy Polacy będą musieli zapłacić w przyszłości.
Dymisja Rostowskiego niewskazanaNietrafione prognozy gospodarcze. Zdarzają się one każdemu, kto kiedykolwiek podejmował się tego niewdzięcznego zadania. Niemniej upór ministra finansów w kwestii bronienia ewidentnie przestrzelonych prognoz na 2013 roku został bardzo źle odebrany przez Polaków. Zamiast przyznać się do błędu, a następnie niezwłocznie przystąpić do jego naprawy przez pół roku resort finansów poświęcał czas na odpieranie argumentów krytyków rządu, którzy ewidentnie mieli rację. Arogancja jest bardzo kosztowna, co najlepiej oddaje fakt, że osoba dwukrotnie wybrana najlepszym ministrem finansów jest typowana do dymisji.
Stoimy przed wielkimi wyzwaniami m.in. reformą OFE, stabilizacją finansów publicznych oraz unowocześnieniem rynku pracy. Pomimo wielu słów krytyki dymisja ministra finansów mogłaby negatywnie wpłynąć na zaufanie inwestorów zagranicznych do Polski, co byłoby bardzo niebezpieczne. To nie jest dobry moment na dymisję szefa resortu finansów. Lepiej wstrzymać się z tym do momentu aż poprawa koniunktury stanie się faktem.
Łukasz PiechowiakPiotr Lonczak
Bankier.pl




























































