Rząd w Pradze zdecydował w poniedziałek, że państwo zaostrzy kontrole bezpieczeństwa w obiektach należących do 428 firm, które posiadają licencję na produkcję i eksport broni. Części z nich grozi cofnięcie zezwoleń. To reakcja na piątkowy pożar w zakładach w Pardubicach. Śledczy zakładają, że przyczyną tego zdarzenia mógł być akt terroru.


Wicepremier, minister przemysłu i handlu Karel Havliczek podkreślił, że do przeprowadzenia kontroli w zakładach zbrojeniowych nie są potrzebne specjalne przepisy. Obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa wynika bezpośrednio z ustawy o postępowaniu z materiałami niebezpiecznymi. W razie potrzeby będzie można też powołać się na zapisy ustawy o broni i amunicji.
W strefie przemysłowej w Pardubicach spłonęły w piątek hala magazynowa i budynek administracyjny firmy LPP Holding. Firma szacuje, że wielkość szkód wyniesie setki milionów koron. W Pardubicach pracowano nad systemami łączności dla kolei oraz urządzeniami optoelektronicznymi. Policja bada sprawę pod kątem podejrzenia, że mogło dojść do ataku terrorystycznego.
Po incydencie premier Andrej Babisz przyznał, że obiekt w Pardubicach nie był wystarczająco zabezpieczony. Według LPP Holding teren był jednak chroniony w sposób zgodny z obowiązującym prawem. Część firm zajmujących się produkcją specjalną poinformowała w poniedziałek, że wzmocniła swoje zabezpieczenia.
Z Pragi Piotr Górecki (PAP)

ptg/ rtt/





























































