Znów najwięcej informacyjnego szumu wzbudzała pogrążona w kryzysie Europa. Niemiecki minister finansów nawet nie próbował udawać, że jest w stanie porozumieć się z nowymi władzami Francji w sprawie emitowania wspólnych „euroobligacji”. W miarę spokojna kooperacja Niemiec i Francji i pro-oszczędnościowy kurs w polityce europejskiej właśnie dobiegł końca.
Świadczył o tym także komunikat po szczycie G8. Władcy ośmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata zaakcentowali potrzebę „wsparcia wzrostu gospodarczego” ponad redukcją rozdętych deficytów budżetowych. Jakby na złość rząd Hiszpanii zrewidował zeszłoroczny deficyt budżetowy z 8,5% do 8,9% PKB. Jednakże dla inwestorów komunikat G8 był jasnym sygnałem: pieniądze pożyczone na koszt przyszłych pokoleń znów zasilą portfele właścicieli giełdowych korporacji.
Źródło: Bankier.pl
Był to wątpliwej jakości pretekst do kupowania akcji. Jednakże po tak wyraźnej i jednostajnej wyprzedaży z ostatnich dni rynek potrzebował niewielkiej iskry, by odpalić w górę. Silne wyprzedanie w połączeniu z politycznym pretekstem wystarczyło, by Nasdaq wzrósł o 2,5%, a S&P500 o 1,6%.
Tymczasem w poważnych tarapatach znalazły się akcje banku JP Morgan, które w poniedziałek przeceniono o 2,9%. To efekt wiadomości ze spółki o zawieszeniu programu skupu własnych akcji. Ta decyzja pokazuje, jak mocno na bilansie banku odbiła się strata przynajmniej 2 mld dolarów na pochodnych instrumentach kredytowych. Spektakularna wpadka czołowej amerykańskiej instytucji finansowej skutecznie ostudziła zapał do kupowania akcji banków.
W jeszcze gorszych humorach dzień kończyli akcjonariusze Facebooka. Kurs akcji globalnego portalu społecznościowego spadł w poniedziałek o ponad 10%, zmniejszając wycenę firmy o przeszło 10 mld USD. Na piątkowym debiucie walory Facebooka rozpoczęły handel z 11-procentową przebitką względem ceny emisyjnej, by ostatecznie zakończyć dzień tylko na nieznacznym plusie. Najwyraźniej facebookowa bańka prysła, zanim na dobrze zdołała urosnąć. Sam Facebook ma szansę powielić historię Petrolinvestu, gdzie marzenia zderzyły się z twardą rzeczywistością.
Poniedziałkowa sesja w żaden sposób nie zmienia obrazu rynku. Majowa korekta raczej się jeszcze nie zakończyła, choć pole do spadków znacznie się zawęziło. Teraz wszystko zależy od tego, kto w czerwcu wygra wybory w Grecji i czy europejscy politycy dogadają się w sprawie ratowania hiszpańskich banków i generalnego kierunku zmian funkcjonowania strefy euro.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































