Z powodu wycieku firma Enbridge zamknęła drugą z trzech głównych rur dostarczających ropę z Kanady do rafinerii na środkowym-zachodzie Stanów Zjednoczonych. Ograniczony został też napływ do węzła w Oklahomie, gdzie gromadzony jest surowiec będący przedmiotem obrotu na nowojorskiej giełdzie.
To wydarzenie zupełnie zmieniło krótkoterminową perspektywę na rynku. W piątek o godzinie 14:40 kontrakty na ropę w Nowym Jorku były wyceniane na 75,29 dolarów za baryłkę, czyli o 1,8% wyżej niż wczoraj. Ropa Brent nie zareagowała i była notowana po 77,17 USD.
Wcześniej „czarne złoto” taniało za sprawą danych o zapasach. Co prawda rezerwy surowej ropy nieoczekiwanie zmniejszyły się o 1,8 miliona baryłek (spodziewano się wzrostu o milion baryłek), ale było to efektem silnego spadku importu. Mimo przedłużonego weekendu zmalało zapotrzebowanie na benzynę, co kiepsko świadczy o popycie zgłaszanym przez amerykańskich kierowców.
Powolnej erozji ulegają także średnioterminowe fundamenty. Międzynarodowa Agencja Energii ostrzegła wczoraj, że jeśli globalna gospodarka nadal będzie zwalniać, to przyszłoroczne prognozy popyt na ropę trzeba będzie obniżyć.
K.K.




























































