Poniedziałek, 4 lipca, był sto trzydziestym dniem inwazji Rosji na Ukrainę.


» Ukraińskie wojska były zmuszone wycofać się z Lisiczańska. Relacja z 3 lipca 2022
Sztab Generalny: odparliśmy rosyjskie ataki na kilku kierunkach
Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował w poniedziałek wieczorem o odparciu rosyjskich ataków na kilku kierunkach: charkowskim, kramatorskim i bachmuckim.
Jak czytamy w komunikacie sztabu, na kierunku charkowskim ukraińskie siły powstrzymały próbę rosyjskich działań szturmowych w okolicy miejscowości Sosniwka.
Na kierunku słowiańskim armia rosyjska prowadzi działania szturmowe w okolicy Mazaniwki, odnosi częściowy sukces - przekazano.

Na kierunku kramatorskim strona ukraińska odparła szturmowe działania w miejscowości Biłohoriwka, rosyjskie siły wycofały się.
Ukraińcy - jak dodano - zmusili też Rosjan do wycofania się na kierunku bachmuckim po przeprowadzonym przez nich ataku w kierunku elektrowni Wuhłehirskiej w Switłodarsku oraz nieudanym rozpoznaniu bojem w okolicy Berestowego.
"Rosyjscy okupanci, by choć w jakiś sposób usprawiedliwić niszczenie przez siebie obiektów cywilnych na terytorium Ukrainy, kontynuują wrzutki informacyjne na temat rozlokowania jednostek wojskowych w szkołach, kościołach, szpitalach" - podał sztab.
Doradca mera: w Mariupolu zaczęły zawalać się ostrzelane budynki
W okupowanym przez Rosjan Mariupolu, na południowym wschodzie Ukrainy, zaczęły zawalać się ostrzelane przez armię rosyjską budynki - informuje w poniedziałek Petro Andriuszeczenko, doradca lojalnego wobec Kijowa mera miasta. W uszkodzonych blokach wciąż mieszkają ludzie.
"W Mariupolu zaczęły zawalać się uszkodzone budynki. Pierwszy wczoraj (...), w piwnicy była kobieta, którą na szczęście udało się wydostać spod gruzów" - pisze Andriuszczenko.
Według niego przyczyną zawalenia się budynku są "piwnice pełne wody", co z kolei - jak dodaje - jest spowodowane "eksperymentami z dostawami wody".
"Woda kończy to, co rozpoczęły bomby okupantów" - dodał doradca mera.
Jak ocenił, w mieście nie ma żadnych "bezpiecznych budynków, ale nadal mieszkają tam ludzie". "Bo nie mają gdzie indziej" - wskazał Andriuszczenko.
W okupowanym Chersoniu w sklepach transakcje barterowe
W sklepach w okupowanym przez Rosjan Chersoniu na południu Ukrainy w związku z problemami w sektorze finansowym wprowadzono transakcje barterowe, towary można też kupować na kreskę - podaje w poniedziałek ukraiński wywiad wojskowy.
"Problemy w sektorze finansowym tymczasowo okupowanego Chersonia doprowadziły do przywrócenia +naturalnej wymiany+ w lokalnych sklepach. Towary wydawane są w ramach wymiany na inne towary" - czytamy w komunikacie.
Jak zaznaczono, sprzedawca za każdym razem oddzielnie uzgadnia z kupującym kurs takiej wymiany.
Wywiad przekazał też, że odnotowywane są liczne przypadki kupowania na kreskę: sprzedawcy wydają towar, naliczając 10-20 procent prowizji.
Chersoń jest pod rosyjską okupacją od początku marca.
Od początku wojny zarejestrowano 1600 niezidentyfikowanych ciał
"Na terytorium Ukrainy - według danych policji - obecnie mamy ponad 1600 niezidentyfikowanych ciał. Ale pewne terytoria jeszcze znajdują się pod okupacją i zdajemy sobie sprawę, że to nie jest pełny obraz" - przekazała wiceminister.
Według niej najwięcej ciał zakatowanych cywilów znaleziono dotychczas w obwodzie kijowskim.
"I tam w każdym przypadku ciało było oglądane i było kierowane na ekspertyzę, ustalano przyczynę śmierci. Ale chcę powiedzieć, że nie w każdym przypadku można przeprowadzić ekspertyzę pod kątem przemocy seksualnej" - zaznaczyła Pawliczenko.
W obwodzie kijowskim wiele zwłok było spalonych. Według wiceminister rosyjscy żołnierze palili ciała, by zatrzeć ślady innych przestępstw.
Sztab: wojska rosyjskie sforsowały rzekę Doniec
Wojska rosyjskie sforsowały rzekę Doniec w obwodzie ługańskim na wschodzie Ukrainy i umacniają się w zajętym Lisiczańsku - poinformował w poniedziałek w komunikacie ukraiński sztab generalny.
Trwają działania bojowe na kierunku Słowiańska; Rosjanie - jak podał sztab - próbują opanować miejscowości: Bohorodyczne, Mazaniwka i Dołyna. Z rejonu miasta Izium Rosjanie przerzucili jedną batalionową grupę taktyczną w rejon miejscowości Sniżkiwka. Rozmieszczono dodatkowe oddziały artylerii lufowej.
"Na kierunku donieckim główne wysiłki oddziałów przeciwnika skoncentrowane są na stopniowym wypieraniu oddziałów sił obrony (ukraińskiej) na linię: Siwersk-Fedoriwka-Bachmut" - relacjonuje sztab. Na kierunku Bachmutu Rosjanie ostrzeliwują pozycje ukraińskie z artylerii lufowej i rakietowej, i prowadzą zmasowane ostrzały rakietowe.
Trwa szturm rosyjski na innych odcinkach frontu w Donbasie: na kierunkach Awdijiwki i Kurachowego (miejscowości: Pobieda i Marjinka). Rosjanie użyli tam samolotów szturmowych. "Przy wsparciu artylerii wróg prowadzi działania ofensywne w rejonach miejscowości: Wasyliwka, Berestowe, Spirne, Kłynowe i Majorsk, bez powodzenia" - czytamy w komunikacie.
W obwodzie chersońskim na południu kraju Rosjanie starają się nie dopuścić do kontrofensywy ukraińskiej. Z anektowanego przez Rosję Krymu do miejscowości Myrne w obwodzie chersońskim przerzuconych zostało 17 wagonów z amunicją.
Były szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego ds. Rosji: rosyjskie wojsko nie będzie w stanie zająć całego Donbasu
Rosja nie będzie w stanie zająć całego Donbasu, ani poczynić dalszych strategicznych postępów w obecnej wojnie - ocenia w rozmowie z PAP Jeffrey Edmonds, były dyrektor Rady Bezpieczeństwa Narodowego ds. Rosji w Białym Domu i ekspert think-tanku CNA. Jak dodał, możliwości Rosjan ograniczają m.in. problemy z rekrutacją żołnierzy.
Ponad dwa miesiące po tym, jak rosyjska inwazja przeniosła się niemal wyłącznie na teren wschodniej Ukrainy, Rosja - po serii powolnych i kosztownych, ale systematycznych postępów - kontroluje niemal cały obwód ługański i ponad połowę obwodu donieckiego. Według Jeffreya Edmondsa, byłego analityka wojskowego CIA i eksperta ds. rosyjskiego wojska, obecny stan posiadania Rosji może być blisko maksimum tego, co jest w stanie osiągnąć Moskwa.
"Jednym z głównych problemów Rosjan jest po prostu brak ludzi. Moskwa ma duże problemy z rekrutacją kolejnych żołnierzy, by uzupełnić ponoszone straty. W rezultacie nie ma wystarczających zasobów ludzkich, by prowadzić znaczące manewry, dzięki którym mogłaby dokonać jakichś znaczących przełomów" - mówi Edmonds. Jego zdaniem, duży wpływ na to miała porażka Rosji w pierwszej fazie inwazji oraz brak przygotowania - politycznego i operacyjnego - do wojny, co przełożyło się na niskie morale wśród rosyjskich żołnierzy.
Według eksperta, Moskwie będzie trudno rozwiązać problem z niedoborem żołnierzy bez szerszej mobilizacji. Zaznacza jednak, że taki krok byłby ryzykowny politycznie, a do tego pochłonąłby wiele środków i oznaczałby wielomiesięczny wysiłek.
Jak dodaje, także i siły ukraińskie zmagają się z wyczerpaniem i znaczącymi stratami, choć na ich korzyść działa jednak obowiązująca mobilizacja, dzięki której na front dociera coraz więcej żołnierzy, a także i sprzętu - dzięki dostawom z zagranicy.
"Myślę jednak, że żadna ze stron nie będzie w stanie osiągnąć swoich maksymalistycznych strategicznych celów" - ocenia ekspert. Jak dodał, mimo to nie spodziewa się "zamrożenia" konfliktu, lecz raczej tego, że będzie on przebiegał "zrywami".
Odnosząc się do dostaw amerykańskich systemów artylerii rakietowej HIMARS i MLRS, Edmonds stwierdził, że może on znacząco pomóc Ukrainie na polu bitwy - o ile będzie dobrze używany.
"Ze względu na swój dłuższy zasięg, może on być szczególnie przydatny w rażenie kluczowych celów za linią frontu, np. składów amunicji czy jednostek dowodzenia i kontroli a nie tylko na rosyjską artylerię" - mówi Edmonds. Dodał jednak, że jest zawiedziony niewielką liczbą przekazanych dotychczas systemów.
Były oficjel Białego Domu stwierdził przy tym, że z punktu widzenia Ukrainy kluczowy może być nie wschodni, lecz południowy odcinek frontu, w obwodach zaporoskim i chersońskim, m.in. ze względu na ich znaczenie gospodarcze.
"Ukraińcy prowadzą tam obecnie ograniczone ofensywy, ale na razie bez znaczących efektów. Myślę, że po ustabilizowaniu sytuacji na wschodzie, powinni rzucić tam większe siły. Kontrola tych terenów przez Rosję pozwoli jej na +duszenie+ ukraińskiej gospodarki+" - mówi Edmonds. Przyznał jednak, że będzie to trudne, m.in. ze względu na mocno ufortyfikowane pozycje Rosjan.
Resort obrony: po zajęciu Lisiczańska Rosja skupi się na obwodzie donieckim
Wojska ukraińskie wycofały się z Lisiczańska, który był ostatnim dużym skupiskiem ludności w obwodzie ługańskim pod kontrolą Ukrainy, i Rosja teraz skupi się na zajęciu pozostałej części obwodu donieckiego - przekazało w poniedziałek brytyjskie ministerstwo obrony.
"Siły ukraińskie wycofały się z Lisiczańska, prawdopodobnie cofając się na przygotowane pozycje obronne. Ministerstwo obrony Rosji twierdziło wcześniej, że zakończyło okrążanie Lisiczańska i zapewniło sobie pełną kontrolę nad miastem. Walki w mieście i wokół niego w obwodzie ługańskim nasiliły się w ciągu ostatniego tygodnia, a siły rosyjskie czyniły stałe postępy. Miasto było ostatnim dużym skupiskiem ludności w obwodzie ługańskim pod kontrolą Ukrainy. Rosja niemal na pewno skupi się teraz na zajęciu obwodu donieckiego, którego duża część pozostaje pod kontrolą sił ukraińskich. Walka o Donbas ma charakter wyniszczający i jest mało prawdopodobne, by to się zmieniło w najbliższych tygodniach" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.
"Jako że trwają żniwa, inwazja Rosji nadal ma niszczycielski wpływ na ukraiński sektor rolniczy. Wojna spowodowała poważne zakłócenia w łańcuchach dostaw nasion i nawozów, na których polegają ukraińscy rolnicy. Rosyjska blokada Odessy nadal poważnie ogranicza eksport ukraińskiego zboża. Z tego powodu eksport rolny Ukrainy w 2022 r. prawdopodobnie nie przekroczy 35 proc. wartości z 2021 r. Po wycofaniu się z czarnomorskiego przyczółku na Wyspie Węży Rosja, wprowadzając w błąd, twierdziła, że +piłka jest teraz po stronie Ukrainy+ w kwestii poprawy eksportu zboża. W rzeczywistości to zakłócenia w sektorze rolnym Ukrainy spowodowane przez Rosję nadal zaostrzają światowy kryzys żywnościowy" - dodano.
Rosja wzmocniła się na Morzu Czarnym okrętem podwodnym
Grupa rosyjskich okrętów wojennych na Morzu Czarnym w pobliżu Ukrainy została wzmocniona okrętem podwodnym - poinformowała w niedzielę ukraińska armia.
"W północno-zachodniej części Morza Czarnego grupa okrętów sił wroga została dodatkowo wzmocniona okrętem podwodnym. W gotowości jest więc 28 pocisków typu Kalibr" - napisano w komunikacie, cytowanym przez agencję Ukrinform.
Do tej pory na Morzu Czarnym w pobliżu Ukrainy były trzy rosyjskie okręty z 24 pociskami manewrującymi na pokładzie i dwie duże jednostki desantowe.
Ukraińcy o oczekiwanym zakończeniu wojny: Rosja sama się nie zatrzyma; jakakolwiek umowa z nimi to odłożona w czasie porażka
Rosja nigdy sama się nie zatrzyma, nigdy nie zaspokoi się terytoriami, które zagarnia i ludźmi, których zabija. Oddanie im części Ukrainy uspokoiłoby ich jedynie na chwilę, żeby później znów w środku nocy obudzili nas bombami. Każda umowa z nimi to odłożona w czasie porażka – mówi PAP Inna, 31-letnia mieszkanka Kijowa.
Według opublikowanego w czerwcu przez think tank European Council on Foreign Relations (ECFR) sondażu więcej obywateli 10 państw europejskich chce jak najszybszego zakończenia wojny na Ukrainie - nawet kosztem ustępstw wobec Rosji - niż zdecydowanej porażki Kremla i przywrócenia integralności terytorialnej Ukrainy. Jedynie w Polsce więcej ankietowanych – 41 proc. z nich - poparło ukaranie Moskwy za rozpoczętą agresję.
„Wyniki tego badania w ogóle nie są dla mnie zaskoczeniem. Polacy są najlepsi i to wy rozumiecie nas lepiej, niż ktokolwiek inny. No i rozumiecie też to, że raszyści się nie zatrzymują i Polska może być następna. Staram się też rozumieć inne narody; skupiają się na wzroście cen, są zmęczeni przygnębiającymi wiadomościami z Ukrainy” - tłumaczy Inna. „Musimy jednak pamiętać, że jedynym sposobem na zakończenie wojny jest kontynuowanie walk, niezależnie od kosztów” – dodaje.
W sondażu ECFR ankietowanych podzielono na obóz "Pokoju" - zwolenników jak najszybszego osiągnięcia pokoju, nawet kosztem ustępstw wobec Rosji oraz obóz "Sprawiedliwości" - tych, którzy jedynie w zdecydowanej porażce Rosji widzą szansę na zakończenie wojny na Ukrainie. Zsumowane wyniku badania wskazują na 35 proc. poparcie dla „Pokoju” wśród obywateli Hiszpanii, Portugalii, Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji, Niemiec, Finlandii, Szwecji, Rumunii oraz Polski. 22 proc. ankietowanych z tych państw wybrało opcję „Sprawiedliwości”. W Polsce, jedynym kraju z przeważającą liczbą głosów oddanych na „Sprawiedliwość”, opcję „Pokoju” wskazało 16 proc. badanych.
„Rosja jako kraj musi się rozpaść, oddać wszystkie skradzione ziemie. Bez względu na to, jak bardzo chcemy pokoju, nadejdzie on dopiero wraz z naszym zwycięstwem” – mówi, komentując wyniki sondażu, 26-letnia Adrianna. Podobnego zdania jest 36-letnia, pochodząca z położonego na północy Ukrainy Czernihowa, Iryna. „Moi krewni walczą na froncie, walczą za Ukrainę. Co oznaczałaby śmierć ich przyjaciół i piekło, którego doświadczają, gdyby kazano im się poddać? Nie, walczymy do końca” – zapewnia.
„Tak wiele osób oddało życie za wolną Ukrainę, nie ma innej możliwości niż sprawiedliwość” – zaznacza 58-letnia Wira. „Każdy skrawek oddanej im ziemi będzie terenem umożliwiającym wystrzeliwanie kolejnych rakiet. Tak, jak dzieje się teraz z Krymem” – dodaje.
Zdecydowanie opowiadający się za „Sprawiedliwością” Ukraińcy zwracają uwagę na umacniające ich w tym przekonaniu zbrodnie, których na Ukrainie dopuszczają się żołnierze rosyjscy, zbiorową traumę, której doświadczają jako naród oraz osobiste przeżycia i tragedie.
„Zdecydowanie wybieram +Sprawiedliwość+ – reparacje i trybunały dla zbrodniarzy wojennych. Wiesz, kiedy kolejną noc siedzisz w schronie lub na korytarzu w bloku w Kijowie, zaczynasz myśleć, że pokój - nawet oznaczający ustępstwa – też jest jakimś wyjściem. Tak wiele już wycierpieliśmy, tyle jest już ofiar i zniszczeń, a przecież to wcale nie jest koniec. Ale później przypominasz sobie historię... przecież Rosja nigdy sama się nie zatrzyma” – wspomina Inna.
„Koniec wojny nie nastąpi szybko. Wydaje mi się, że nikt nie wybaczy Rosjanom tego, co tu zrobili i robią nadal, a naszej ziemi będziemy bronić dla tych, którzy zginęli z ich rąk. Nie jest też tak, że pragniemy krwi; to, czego chcemy, to właśnie sprawiedliwość. To Rosja przyszła do nas z wojną i musi zrozumieć, że nigdy nie dostanie tego, co do niej nie należy” – zaznacza 41-letni Ołeksandr.
„Tylko sprawiedliwość i izolowanie Rosji dopóki nie dojdzie tam do zmiany reżimu” – ocenia 26-letnia Katia. „Nie ma pokoju z państwem terrorystycznym; byłoby dobrze, gdyby ktoś wyeliminował Putina, chociaż osobiście wolałabym zobaczyć go w Hadze (holenderskie miasto mieszczące Międzynarodowy Trybunał Karny – PAP)” – dodaje.
Zapytany o ewentualne koncesje terytorialne 27-letni Wasyl mówi, że „nie obchodzi go, jaką karę poniesie Rosja i czy w ogóle ją poniesie, ale żadnych ustępstw nie będzie – Donbas to Ukraina i kropka”. „W ogóle nie obchodzi mnie Rosja, obchodzi mnie tylko to, żeby zniknęli z naszego kraju” – dodaje. Pochodząca z Krymu Inna mówi, że odzyskanie go „byłoby fair”. „Ale czy wierzę, że nastąpi to wkrótce? Niestety nie” – przyznaje.
Wasyl, odpowiadając na pytanie o możliwość przywrócenia w przyszłości relacji z Rosją, odpowiada: „Na pewno musimy uzyskać od nich reparacje za to, co tu robią. Moskwa jest niestety ważnym graczem gospodarczym, dlatego negocjacje z nią będą nieuniknione, jakieś stosunki będą musiały być ustanowione, chociaż będzie to moralnie bardzo trudne”.
Mer ukraińskiego Irpienia: koszt odbudowy miasta zniszczonego przez Rosjan wyniesie ok. 1 mld euro
Całkowity koszt odbudowy zniszczonego przez Rosjan Irpienia to ok. 1 mld euro. Pilne potrzeby związane z budową niezbędnej infrastruktury przed nadchodzącą zimą to koszt ok. 50 mln euro - powiedział w rozmowie z PAP Ołeksandr Markuszyn, mer Irpienia, miasta w obwodzie kijowskim Ukrainy. W wyniku rosyjskiej agresji w Irpieniu zostało zniszczonych 50 proc. budynków.
Podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę Irpień został zaatakowany przez wojska rosyjskie w trakcie ofensywy na Kijów. Obrońcom udało się powstrzymać wojska przeciwnika przed natarciem. Miasto było silnie ostrzeliwane przez rosyjska artylerię. 28 marca Markuszyn ogłosił, że cały Irpień został w pełni wyzwolony przez siły ukraińskie.
Mer powiedział w rozmowie z PAP w Brukseli, że przybył do tego miasta, by rozmawiać o planach odbudowy Irpienia. „Wiemy jak to zrobić, przedstawiliśmy prezentacje decydentom instytucji Unii Europejskiej” – podkreślił. Jak dodał, są już pierwsze pozytywne przykłady współpracy z UE, bo jedno z portugalskich miast przekazało 500 tys. euro na odbudowę przedszkola w mieście.
„Całkowity koszt odbudowy całego Irpienia to ok. 1 mld euro. Jeśli jednak rozmawiamy o pilnych potrzebach, niezbędnej infrastrukturze przed nadchodzącą zimą, to potrzebujemy ok. 50 mln euro” – powiedział dodając, że ta pierwsza faza odbudowy potrwa około pół roku.
Markuszyn w Brukseli rozmawiał m.in. ze Stałym Przedstawicielem Polski przy UE Andrzejem Sadosiem i marszałkiem woj. podkarpackiego Władysławem Ortylem.
„Jesteśmy bardzo wdzięczni Polsce, która pomaga Ukrainie na wiele sposobów. Rozmawialiśmy o hubach ekonomicznych, transportowych, żywnościowych oraz z materiałami i sprzętem do odbudowy. Jednym z tematów był projekt budowy hubu firm sektora budowalnego w Irpieniu. Rozmawialiśmy też o wykorzystaniu gruzu ze zniszczonego Irpienia, który mógłby być poddane recyklingowi i następnie wykorzystany do odbudowy” – relacjonował.
Obecnie – jak mówił – 60 proc. mieszkańców powróciło do miasta. „Wielu ludzi chce wrócić, ale ich mieszkania są zniszczone. Zdajemy sobie sprawę, że na odbudowę nie ma pieniędzy w budżecie państwa, ponieważ środki są przeznaczane na finansowanie obrony Ukrainy. Dlatego przejechaliśmy tutaj, by rozmawiać o możliwym wsparciu” – zaznaczył Markuszyn.
Z inicjatywy Europejskiego Komitetu Regionów w czwartek w Brukseli zainaugurowano Europejski Sojusz Miast i Regionów na rzecz Odbudowy Ukrainy.
Obok Komitetu Regionów założycielami sojuszu są cztery ukraińskie stowarzyszenia samorządowe, m.in. Związek Miast Ukraińskich, oraz sześć europejskich stowarzyszeń regionów i miast. Inicjatywa stanowi odpowiedź na apel prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, poparty przez przewodniczących Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej, Charles'a Michela i Ursulę von der Leyen.
Uczestniczący w inauguracji Markuszyn podziękował za udzielenie schronienia milionom Ukraińców. „Na zawsze zachowamy w naszych sercach wdzięczność” – powiedział samorządowiec. Zaznaczył, że jako mer chciałby, „żeby wszyscy mieszkańcy wrócili do Irpienia i żeby śmiech dzieci ponownie rozbrzmiewał we wszystkich zakątkach miasta”, ale wymaga ono odbudowy.
„W Irpieniu powstrzymaliśmy wroga i to jest miasto, które broniło stolicy Ukrainy, ale Irpień zapłacił niezwykle wysoką cenę za to zwycięstwo. Ponad 50 proc. naszego miasta zostało zniszczone, 73 proc. miasta w jakiś sposób uszkodzono” – zaznaczył Markuszyn. Dodał, że w Irpieniu zostały zniszczone wszystkie przedszkola i szkoły.
Po stronie UE założycielami zainaugurowanego sojuszu są stowarzyszenia: Eurocities, Konferencja Peryferyjnych Regionów Morskich Europy (CPMR), Rada Gmin i Regionów Europy (CEMR), Konferencja Europejskich Regionalnych Zgromadzeń Ustawodawczych (CALRE), Zgromadzenie Regionów Europy (AER) oraz Stowarzyszenie Europejskich Regionów Granicznych (SERG). Inicjatorzy podkreślają jednak, że „sojusz pozostanie otwarty dla każdej strony, która będzie zainteresowana uczestniczeniem w jego pracach”.
Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)
luo/ adj/























































