Niedziela, 3 lipca, jest sto dwudziestym dziewiątym dniem inwazji Rosji na Ukrainę.


» Kluczowym celem Rosji jest dominacja na Morzu Czarnym. Relacja z 2 lipca.
Prezydent Zełenski: siły ukraińskie odbiją Lisiczańsk i inne okupowane tereny
Ukraina niczego nie oddaje; nasi żołnierze wycofali się z niektórych miejsc, w których wróg ma przewagę, ale wrócimy tam, dotyczy to również Lisiczańska - powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w przemówieniu wygłoszonym w niedzielę wieczorem.
Jeśli dowództwo naszej armii wycofuje żołnierzy z pewnych punktów frontu, gdzie wróg ma największą przewagę ogniową, w szczególności dotyczy to również Lisiczańska, oznacza to tylko jedno: że wrócimy dzięki naszej taktyce, dzięki nowoczesnej broni - mówił prezydent Ukrainy (https://tinyurl.com/2h3wyeh9).
"Ukraina niczego nie oddaje - kontynuował Zełenski - a jak ktoś tam w Moskwie mówi coś dzisiaj o obwodzie ługańskim, niech przypomni swoje słowa i obietnice przed 24 lutego, z pierwszych dni tej inwazji, wiosną i teraz".

Ocenił, że rosyjscy dowódcy powinni "naprawdę ocenić, co osiągnęli w tym czasie i ile za to zapłacili. Ponieważ obecne doniesienia równie dobrze obrócą się w proch, jak wtedy. Stopniowo posuwamy się naprzód – zarówno w obwodzie charkowskim, jak i w obwodzie chersońskim oraz na morzu: Wyspa Węży jest tego dobrym przykładem. Nadejdzie dzień, w którym to samo powiemy o Donbasie".
Ukraiński prezydent powiedział też, że rosyjska gospodarka znalazła się w największym kryzysie od 50 lat. "Świat odmawia kontaktów z Rosją. Słowa „upadek”, „deficyt” i „ubóstwo” będą charakteryzować rosyjskie życie tak długo, jak długo to państwo zamierza być państwem terrorystycznym. Rosja straciła ponad 35 tysięcy żołnierzy, a to wciąż ostrożne szacunki. Po co to wszystko? By zadowolić szalonych propagandystów, którzy gdzieś w audycjach telewizyjnych pokazują na ruinach rosyjską lub radziecką flagę... Po prostu nie ma innej odpowiedzi" - mówił Zełenski.
Po ciężkich walkach o Lisiczańsk w obwodzie ługańskim Siły Zbrojne Ukrainy były zmuszone wycofać się z zajmowanych pozycji – powiadomił w niedzielę Sztab Generalny ukraińskiej armii. Dodano, że decyzję podjęto w celu ochrony życia ukraińskich żołnierzy.
Sztab Generalny: po ciężkich walkach nasze wojska były zmuszone wycofać się z Lisiczańska
Po ciężkich walkach o Lisiczańsk w obwodzie ługańskim Siły Zbrojne Ukrainy były zmuszone wycofać się z zajmowanych pozycji – powiadomił w niedzielę Sztab Generalny ukraińskiej armii w opublikowanym komunikacie .
"Decyzja o wycofaniu się została podjęta w celu zachowania życia ukraińskich obrońców" – zaznaczono w komunikacie (https://tinyurl.com/wmp2ma4z).
Podkreślono, że "w warunkach wielokrotnej przewagi rosyjskich wojsk okupacyjnych pod względem artylerii, lotnictwa, wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, amunicji i żołnierzy, kontynuowanie obrony miasta doprowadziłoby do fatalnych następstw".
"Kontynuujemy walkę. Niestety, by osiągnąć powodzenie, nie wystarczą żelazna wola i patriotyzm. Konieczne są środki materiałowo-techniczne" – napisano.
Wpis zakończono słowami: "Wrócimy i z pewnością zwyciężymy!".
Zełenski: Lisiczańsk nie jest kontrolowany przez rosyjską armię
Nie można powiedzieć, że Lisiczańsk w obwodzie ługańskim jest pod kontrolą rosyjskiej armii - oświadczył w niedzielę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, cytowany przez portal Suspilne. Zaznaczył, że pod miastem toczą się walki, a sytuację ocenił jako trudną.
"Tam rzeczywiście jest najtrudniejsza sytuacja, najbardziej niebezpieczna i nie mamy tam przewagi i to prawda, to nasze słabe miejsce" - powiedział Zełenski podczas briefingu z premierem Australii Anthonym Albanesem.
Zapewnił, że władze i Siły Zbrojne Ukrainy robią wszystko, co możliwe, by przyspieszyć dostawy broni, która - jak dodał - umożliwi stronie ukraińskiej osiągnięcie przewagi ogniowej i zwiększenie nacisku na Rosję na kierunku lisiczańskim.
"Jest takie ryzyko, że cały obwód ługański będzie okupowany, jest ono zrozumiałe. Ale trzeba zdawać sobie sprawę, że sytuacja może zmieniać się codziennie. Było już tak w wielu miastach (...)" - dodał prezydent.
Ukraińskie władze nie potwierdzają podawanych przez stronę rosyjską informacji o tym, że wojska rosyjskie przejęły pełną kontrolę nad Lisiczańskiem.
Według amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) siły ukraińskie prawdopodobnie wycofały się z Lisiczańska, w wyniku czego miasto zajęły w sobotę rosyjskie wojska.
Instytut przeanalizował nagranie wideo z Lisiczańska, na którym, według ekspertów ISW, widać rosyjskich żołnierzy znajdujących się w północnych i północno-wschodnich dzielnicach. W ocenie think tanku mogłoby to sugerować, że w mieście 2 lipca (w sobotę) nie było już sił ukraińskich albo było ich niewiele.
Ukraińscy urzędnicy nie ogłosili publicznie wycofania garnizonu broniącego Lisiczańska. Doradca szefa MSZ Ukrainy Wadym Denysenko oceniał natomiast, że Rosjanie z "dużym prawdopodobieństwem" zajmą Lisiczańsk, ale trudno będzie im osiągać postępy w obwodzie donieckim za Słowiańskiem i Kramatorskiem – przekazał ISW.
Doradca szefa MSW: Biełgorod ostrzelano z zestawów Pancyr, których Ukraina nie posiada
Ukraina nie posiada zestawów rakietowych Pancyr - oświadczył w niedzielę doradca ministra spraw wewnętrznych Anton Heraszczenko. Polityk poinformował, że w murze uszkodzonego domu w rosyjskim Biełgorodzie znaleziono części pocisku należącego do kompleksu Pancyr.
"W Biełgorodzie znaleziono części zestawu rakietowego Pancyr, który jest na uzbrojeniu armii rosyjskiej" - napisał Heraszczenko na komunikatorze Telegram. W jego ocenie Rosjanie "sami ostrzelali własne domy".
Doradca ministra podkreślił, że w internecie pojawiły się zdjęcia pocisku, który utknął w murze uszkodzonego domu mieszkalnego. "Obserwatorzy są zgodni, że jest to zestaw rakietowy Pancyr" - oznajmił Heraszczenko. Zapewnił, że "takie zestawy nie znajdują się na uzbrojeniu armii ukraińskiej".
Zdjęcie części pocisku opublikował lokalny kanał Zhest_Belgorod na Telegramie. Podano, że pocisk został znaleziony w murze budynku przy ulicy Narodny Bulwar. Ukraiński ekspert Ołeh Żdanow powiedział niezależnemu rosyjskiemu portalowi Insider, że na zdjęciu widać część rakiety z zestawu Pancyr.
Tymczasem ministerstwo obrony Rosji oświadczyło, że Biełgorod został ostrzelany przez siły ukraińskie trzema rakietami Toczka U, które zostały strącone przez obronę przeciwlotniczą, a szczątki jednego z pocisków spadły na dom mieszkalny.
Gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow poinformował wcześniej w niedzielę, że w mieście doszło do eksplozji, w której zginęły trzy osoby. Potem gubernator przekazał, że liczba zabitych wzrosła do czterech, a trzy osoby spośród ofiar śmiertelnych były obywatelami Ukrainy.
Mer: siły ukraińskie zniszczyły jedną z rosyjskich baz w okupowanym Melitopolu
Siły ukraińskie zniszczyły w nocy z soboty na niedzielę bazę wojsk rosyjskich w okupowanym Melitopolu - poinformował Iwan Fedorow, mer miasta lojalny wobec władz w Kijowie. Wyjaśnił, że jest to jedna z czterech baz działających na terenie miasta.
Fedorow, którego cytuje agencja Interfax-Ukraina, relacjonował, że siły ukraińskie "oddały ponad 30 strzałów o godz. 3 w nocy i 5 rano (godz. 2 w nocy i 4 rano czasu polskiego - PAP)", których celem była baza. Zapewnił, że nie jest prawdą, iż ostrzał dotknął dzielnice mieszkalne.
Według mera Rosjanie próbują teraz wywieźć pozostałości sprzętu ze zniszczonej bazy. Płonie magazyn paliw i smarów i z tego powodu w Melitopolu już od kilku godzin utrzymuje się dym - powiedział Fedorow.
Wcześniej pojawiły się doniesienia o ostrzałach lotniska w Melitopolu, na którym stacjonują rosyjskie wojska. Do kilkunastu wybuchów doszło około godz. 3 w nocy z soboty na niedzielę (godz. 2 w nocy czasu polskiego). Podobna seria kilkunastu wybuchów nastąpiła o 5 rano (godz. 4 czasu polskiego).
Brytyjskie ministerstwo obrony: Rosja planuje nielegalne referendum w obwodzie chersońskim
Rosja planuje do jesieni tego roku przeprowadzić nielegalne referendum w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy, które ma legitymizować trwającą okupację i najprawdopodobniej będzie gotowa sfałszować wyniki głosowania, by osiągnąć pożądany wynik - przekazało w niedzielę brytyjskie ministerstwo obrony.
"Wspierani przez Rosję urzędnicy zapowiedzieli, że do jesieni 2022 roku przeprowadzą referendum w sprawie przyłączenia obwodu chersońskiego do Federacji Rosyjskiej. Kreml prawdopodobnie priorytetowo traktuje pseudokonstytucyjne głosowanie, próbując w ten sposób legitymizować swoją kontrolę nad regionem" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.
Jak podkreśliło brytyjskie ministerstwo obrony, 28 czerwca mer Chersonia Ihor Kołychajew został aresztowany, najprawdopodobniej w celu stłumienia oporu wobec okupacji. Szeroko zakrojony zbrojny i pokojowy opór na tych terenach jest jednak kontynuowany.
"Obwód chersoński jest regionem, który od lutego został w największym zakresie objęty rosyjską okupacją. Znalezienie konstytucyjnego rozwiązania dla okupacji to najpewniej priorytetowy cel Rosji. Z dużym prawdopodobieństwem Kreml gotów sfałszować wyniki głosowania, aby osiągnąć zadowalający wynik" - dodano.
Doniesienia o przygotowaniach do pseudoreferendum w obwodzie chersońskim, które miałoby usankcjonować przyłączenie tych obszarów do Rosji lub utworzenie zależnej od Moskwy Chersońskiej Republiki Ludowej, pojawiają się już od kwietnia. 25 maja prezydent Władimir Putin wydał dekret przewidujący uproszczony tryb nadawania rosyjskiego obywatelstwa mieszkańcom okupowanych terenów w regionach chersońskim i zaporoskim.
ISW: siły ukraińskie wycofały się z Lisiczańska, rosyjskie wojska zajęły miasto
Siły ukraińskie prawdopodobnie wycofały się z Lisiczańska na wschodzie Ukrainy, w wyniku czego miasto zajęły w sobotę rosyjskie wojska – ocenił amerykański ośrodek analityczny Instytut Studiów nad Wojną (ISW). Doniesienia te nie zostały jak dotąd potwierdzone przez władze w Kijowie.
Instytut przeanalizował nagranie wideo z Lisiczańska, na którym, według ekspertów ISW, widać rosyjskich żołnierzy znajdujących się w północnych i północno-wschodnich dzielnicach. W ocenie think tanku mogłoby to sugerować, że w mieście 2 lipca (w sobotę) nie było już sił ukraińskich albo było ich niewiele.
Ukraińscy urzędnicy nie ogłosili publicznie wycofania garnizonu broniącego Lisiczańska. Doradca szefa MSZ Ukrainy Wadym Denysenko oceniał natomiast, że Rosjanie z "dużym prawdopodobieństwem" zajmą Lisiczańsk, ale trudno będzie im osiągać postępy w obwodzie donieckim za Słowiańskiem i Kramatorskiem – przekazał ISW.
Rzecznik ukraińskiej Gwardii Narodowej Rusłan Muzyczuk oświadczył w sobotę, że wokół Lisiczańska trwają walki, lecz miasto nie zostało okrążone przez wojska rosyjskie i wciąż znajduje się pod kontrolą Ukraińców. Według ISW te informacje są jednak nieaktualne.
Instytut ocenił, że w nadchodzących dniach siły rosyjskie przejmą kontrolę nad pozostałymi obszarami obwodu ługańskiego, a następnie ich priorytetem stanie się prawdopodobnie atakowanie ukraińskich pozycji w Siwersku w obwodzie donieckim, zanim skupią się na ofensywie w kierunku Słowiańska i Bachmutu.
Wycofanie się sił ukraińskich do Siwerska pozwoli im zmniejszyć ryzyko okrążenia przez Rosjan. Ukraińcy mogą również kontynuować walkę, przy jednoczesnym wycofywaniu się na pozycje w pobliżu odcinka drogi E40 pomiędzy Słowiańskiem a Bachmutem – napisano w raporcie.
Tymczasem rosyjskie ministerstwo obrony opublikowało zdjęcia z rzekomej inspekcji wojsk przez generała Walerija Gierasimowa, mające zapewne dowieść, że wciąż pełni on funkcję szefa sztabu generalnego. Była to najprawdopodobniej reakcja na spekulacje, że Gierasimow został odwołany w ramach czystek wśród oficerów, związanych z niewystarczającymi postępami rosyjskiej inwazji.
Nie zamieszczono jednak żadnego nagrania, a zdjęcia nie są jednoznacznym dowodem, że Gierasimow przebywał w ostatnim czasie na Ukrainie. Ich publikacja wskazuje jednak na to, że Kreml jest wrażliwy na punkcie doniesień o czystkach wśród wysokiej rangi oficerów. Rosyjskie władze próbują odzyskać zaufanie do dowódców w obliczu zmian organizacyjnych i dużych strat osobowych ponoszonych na Ukrainie – podkreślili eksperci ISW.
Instytut Studiów nad Wojną to niezależny think tank, założony w 2007 roku w Waszyngtonie. Zajmuje się analizami z zakresu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, w tym kwestiami militarnymi.
W Biełgorodzie przy granicy z Ukrainą doszło do eksplozji, są zabici
W Biełgorodzie, mieście w Rosji położonym nieopodal granicy z Ukrainą, doszło do eksplozji; są trzy ofiary śmiertelne, uszkodzonych zostało 11 bloków mieszkalnych - poinformował w niedzielę gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow.
Szef regionalnych władz, cytowany przez agencję Reutera, przekazał doniesienia o 11 blokach mieszkalnych i 39 domach prywatnych, które zostały uszkodzone w wyniku wybuchu. Pięć domów uległo zniszczeniu. Dodał, że ranne są cztery osoby.
Przed informacjami o zniszczeniach urzędnik poinformował o "serii głośnych dźwięków" przy jednej z ulic oraz pożarze jednego z domów. Napisał także w mediach społecznościowych, że "prawdopodobnie zadziałała obrona przeciwlotnicza".























































