REKLAMA

Trump: Zamachowiec był niekompetentny. Ochrona wykonała dobrą robotę

2026-04-27 03:02, akt.2026-04-27 06:38
publikacja
2026-04-27 03:02
aktualizacja
2026-04-27 06:38

Prezydent USA Donald Trump ocenił w wywiadzie dla CBS, że zamachowiec, który zamierzał go zabić, był „niekompetentny”, zaś ochrona wykonała dobrą robotę. Trump wyraził też oburzenie z powodu zacytowania przez dziennikarkę CBS słów zamachowca, który nazwał go gwałcicielem i pedofilem.

Trump: Zamachowiec był niekompetentny. Ochrona wykonała dobrą robotę
Trump: Zamachowiec był niekompetentny. Ochrona wykonała dobrą robotę
fot. Elizabeth Frantz / / FORUM

W wywiadzie dla programu „60 Minutes” telewizji CBS na temat sobotniego udaremnionego zamachu, Trump odniósł się m.in. do zarzutów o niedostateczny poziom ochrony sobotniej gali korespondentów w hotelu Washington Hilton. Na słaby - jego zdaniem - poziom zabezpieczeń zwrócił uwagę również sam niedoszły zabójca Cole Allen, który napisał w swoim manifeście o „szalonej niekompetencji” Secret Service.

- Cóż, on też jest niekompetentny, bo dał się złapać. I dał się złapać dość łatwo. Powiedziałbym więc, że to on jest dość niekompetentny - powiedział prezydent USA. - Wiesz, mogę wziąć każde wydarzenie związane z bezpieczeństwem czy czymkolwiek innym, zawsze znajdę w nim jakiś błąd. Ale ci goście zrobili wczoraj świetną robotę - dodał.

Wezwał przy tym prowadzącą wywiad dziennikarkę Norę O'Donnell, by powiedziała organizatorom gali, żeby ponownie zorganizowali imprezę w ciągu miesiąca.

- Wtedy będą mieli jeszcze lepsze zabezpieczenia i większe zabezpieczenia obwodowe, będzie dobrze. Ale powiedz im, żeby to zrobili jeszcze raz. Nie możemy pozwolić (...) Myślę, że to bardzo ważne, żeby to zrobili jeszcze raz - zaznaczył.

Prezydent z wyraźnym oburzeniem zareagował, kiedy O'Donnell poprosiła go o komentarz do słów zamachowca z manifestu, który powiedział, że „nie zamierza dłużej pozwalać pedofilowi, gwałcicielowi i zdrajcy na obciążanie go swoimi zbrodniami”.

Wakacje na giełdzie

- Cóż, czekałem, aż to przeczytasz, bo wiedziałem, że to zrobisz. Bo jesteście, jesteście okropnymi ludźmi. Okropnymi ludźmi. Tak, rzeczywiście to napisał. Nie jestem gwałcicielem. Nikogo nie zgwałciłem - powiedział Trump. Kiedy dziennikarka zapytała, czy myśli, że Allen miał na myśli jego mówiąc o gwałcicielu, prezydent dodał, że nie jest pedofilem.

- Przeczytałeś te bzdury jakiegoś chorego człowieka (...) powiązano mnie z czymś, co nie ma ze mną nic wspólnego. Zostałem całkowicie oczyszczony z zarzutów. Twoi przyjaciele po drugiej stronie to ci, którzy byli zamieszani, powiedzmy, w aferę Epsteina czy inne sprawy - powiedział Trump. - Powinnaś się wstydzić, że to czytasz, bo ja nie jestem żadną z tych rzeczy. Przepraszam, nie powinnaś tego czytać w „60 minut”. Jesteś haniebna - dodał.

Pytany o moment, w którym prezydent upadł podczas wyprowadzania go przez służby, Trump przekonywał, że spowalniał akcję służb, bo chciał zobaczyć, co się dzieje. Dodał też, że eskortujący go funkcjonariusze polecili, aby on i jego małżonka, Melania, położyli się na ziemi.

Niemiecka praca: Trump chce zbić polityczny kapitał na strzelaninie w Waszyngtonie

Niemiecka prasa przewiduje, że prezydent USA Donald Trump wykorzysta strzelaninę w Waszyngtonie do poprawy swojej reputacji nadszarpniętej kryzysem i wojną z Iranem. Komentatorzy wskazują na pojednawcze reakcje Trumpa, ale uważają, że spokój w Ameryce nie potrwa długo.

„Trump zwietrzył szansę na wyjście z dołka sondażowego” – pisze „Der Tagesspiegel”.

„Instynkt Trumpa jest niezniszczalny. Dopiero co uniknął prawdopodobnie zamachu, a już błyskawicznie przełożył zwrotnicę. Zwietrzył szansę na wyjście z dołka sondażowego – tłumaczy Christoph von Marschall. Komentator przypomniał, że Trump w lipcu 2024 r. pokazał swoją „siłę mentalną”, gdy po strzale zamachowca, kula musnęła jego głowę, wbrew sugestiom ochroniarzy podniósł do góry zakrwawioną twarz i zaciskając pięść zawołał – „Fight, fight , fight”.

Dwa tygodnie później, na zjeździe Republikanów, Trump dał się nominować na kandydata na prezydenta, który jest „w sojuszu z Bogiem lub opatrznością”. To utorowało mu drogę do zwycięstwa w wyborach. Marschall zastrzega, że jeszcze nie znamy motywów zamachowca, ale Trump chce wykorzystać sytuację do odwrócenia niekorzystnego dla niego trendu. Wizerunek prezydenta znajduje się od miesięcy w upadku. Wielu Amerykanów wścieka się na rosnące ceny, karne cła, wojnę z Iranem. Negatywne opinie o Trumpie osiągnęły rekordowy poziom, szczególnie krytykowana jest jego polityka gospodarcza. Komentator uważa, że Trump uzna zajście w Waszyngtonie za „kolejny z dowód na swoją niezniszczalność” i będzie chciał „wyciągnąć z tej sytuacji polityczne korzyści”. „Należy wątpić, że mu się to uda” – ocenił. „Wściekłość z powodu wzrostu cen i wojny z Iranem wkrótce znów zdominuje nastroje w Ameryce” – przewiduje „Tagesspiegel”.

Według „Sueddeutsche Zeitung” Ameryka „pozostaje zakładnikiem osób gotowych do przemocy, które mają zbyt łatwy dostęp do broni”.

Komentator gazety, Nikolas Richter, zastrzegł, że jest za wcześnie na precyzyjną analizę. Zajście w Waszyngtonie prowokuje jednak pytania o polityczny klimatu panujący w Ameryce oraz rolę prezydenta. Trump jest „specjalistą od podgrzewania nastroju” – pisze Richter. Prezydent „obraża swoich krytyków, wymyśla członkom innych organów konstytucyjnych, nasyła paramilitarne oddziały przeciwko migrantom, dyskredytuje wyniki demokratycznych wyborów”, a równocześnie sam jest ofiarą przemocy.

Zdaniem komentatora Trump raczej nie zmieni swojego „konfrontacyjnego i bezwzględnego sposobu postępowania”. W przemocy skierowanej przeciwko niemu, Trump widzi bowiem potwierdzenie dla swoich poglądów. Potwierdzają to sondaże, z których wynika, że w Ameryce wzrasta przemoc polityczna, ale każdy obóz polityczny obarcza za to odpowiedzialnością swoich przeciwników. „Ameryka tak szybko nie uspokoi się” – czytamy w konkluzji.

„Jak długo potrwa spokój?“ – zastanawia się „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przypominając, że amerykańscy prezydenci żyją niebezpiecznie, a w historii USA czterech z nich padło ofiarą zamachów”. Jak pisze Tatjana Heid, ostatni incydent różni się od poprzednich tym, że w niebezpieczeństwie był nie tylko prezydent, lecz także wiceprezydent i znaczna część rządu oraz szef FBI, dziennikarze i parlamentarzyści.

Czy zmieni się coś w „nieprzejednanym, pełnym nienawiści tonie” w amerykańskiej polityce? – pyta komentatorka. Heid zwróciła uwagę, że w pierwszych wystąpieniach prezydent zachowywał się łagodnie - chwalił służby i zgromadzonych dziennikarzy. „Musimy przezwyciężyć nasze różnice” – mówił. „FAZ” przypomina, że tak samo Trump zachowywał się po pierwszym zamachu w kampanii wyborczej, aby następnie „powrócić do dawnych schematów”. Należy przypuszczać, że spokój po strzałach tym razem także potrwa krótko. Za pół roku odbędą się wybory.

„Jedni wielbią Trumpa, a inni go nienawidzą. To jedno. Po drugie – sięgnięcie po broń w kraju, gdzie każde nawet najmniejsze zaostrzenie prawa do posiadania broni jest tematem sporu, jest stosunkowo proste” – pisze „Stuttgarter Zeitung” zastrzegając, że nie należy pochwalać zamachu, nawet jeżeli celem jest Trump.Trump będzie chciał zbić na tej sytuacji polityczny kapitał – czytamy w komentarzu. Atak podczas kampanii wyborczej, zdjęcia, które stały się ikoną, jak i jego ówczesna reakcja na zamach bardziej mu pomogły niż zaszkodziły.

„Stanami Zjednoczonymi wstrząsnął kolejny polityczny akt przemocy. Z ulgą przyjęto fakt, że służby bezpieczeństwa zapobiegły krwawej łaźni” – komentuje „Frankfurter Rundschau”. Autor komentarza uznał powściągliwą reakcję prezydenta na próbę zamachu za niecodzienną. Trump „nie spekuluje i nie atakuje swoich przeciwników lecz akcentuje solidarność panującą w sali”. Takie zachowanie pasuje do sytuacji – Ameryce jest to potrzebne – czytamy we „Frankfurter Rundschau”.

Zdaniem komentatora dziwne byłoby, gdyby „narcyz w Białym Domu” zmienił trwale swoją dotychczasową polityczną retorykę, w której nie brakuje „rasistowskich i wrogich wobec kobiet haseł”.

Ekspert: pretensje co do zabezpieczenia gali z Trumpem są nieuzasadnione

Udaremniony zamach na prezydenta Trumpa podczas sobotniej gali w hotelu Washington Hilton wywołał w USA kolejną falę debaty - i krytyki - zabezpieczeń imprezy z udziałem prezydenta i najważniejszych osób w państwie.

Na to, że środki bezpieczeństwa nie były wystarczające zwracało uwagę wielu uczestników imprezy. Republikański kongresmen Mike Lawler wskazał na „rażące luki w zabezpieczeniach”, w tym brak wymogu okazywania dokumentu tożsamości ze zdjęciem, brak zweryfikowanej listy uczestników oraz brak wykrywaczy metalu przed wejściem na salę balową. Senator Demokratów John Fetterman stwierdził, że obiekt „nie był przystosowany do imprezy, w której uczestniczy cała linia sukcesji prezydenckiej".

Sam niedoszły zamachowiec, Cole Allen, w swoim manifeście – którego treść ujawnił w niedzielę dziennik „New York Post” – drwił z poziomu zabezpieczeń hotelu. Allen pisał, że spodziewał się „kamer na każdym rogu, podsłuchiwanych pokoi hotelowych, uzbrojonych agentów co trzy metry i wykrywaczy metalu na każdym kroku”, tymczasem – jak stwierdził – nie było „żadnej ochrony: ani w transporcie, ani w hotelu, ani na imprezie”. Dodał, że gdyby był irańskim agentem, mógłby z łatwością przemycić karabin maszynowy.

Jednak zdaniem Campbella, byłego funkcjonariusza wywiadu wojskowego DIA, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA)oraz eksperta w kwestiach ochrony VIP-ów, krytyka zabezpieczeń nie jest uzasadniona. - Nie uważam, by te zastrzeżenia miały podstawy – powiedział, odnosząc się do fali krytyki, jaka przetoczyła się po tym, jak 31-letni Cole Tomas Allen z Kalifornii, uzbrojony w strzelbę, pistolet i noże, sforsował punkt kontrolny Secret Service w lobby waszyngtońskiego hotelu Hilton, oddając strzały w kierunku agentów.

Jak powiedział Campbell w rozmowie z PAP, rezultaty pracy Secret Service - zatrzymanie napastnika tuż za punktem kontrolnym - pokazały, że system zadziałał jak trzeba, a zamachowiec był zbyt pewny siebie.

Ekspert wyjaśnił, że fundamentem ochrony takich wydarzeń jest system koncentrycznych warstw bezpieczeństwa – wewnętrznej, środkowej i zewnętrznej. - Każdy wchodzący do hotelu musiał okazać zaproszenie Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu (WHCA), przepustkę hotelową albo bilet na jedno z pozostałych wydarzeń w hotelu. To stanowi to zewnętrzną warstwę ochrony, która nie przestaje nią być tylko dlatego, że przed wejściem do hotelu nie ustawiono wykrywaczy metalu – argumentował Campbell.

Ekspert zaznaczył, że taki model zabezpieczeń stosowano podczas poprzednich edycji gali, i dodał, że „nierealistyczne byłoby oczekiwanie, by hotel nie przyjmował rezerwacji gości w trakcie kolacji WHCA”. Zwrócił też uwagę, że szybko zadziałały protokoły Secret Service, a wszyscy urzędnicy administracji zostali ewakuowani z miejsca.

Campbell odniósł się też do pojawiającego się pytania, czy tak wielu wysokich rangą urzędników – prezydent, wiceprezydent, sekretarze stanu i obrony, szef FBI, prokurator generalny – powinno przebywać jednocześnie w tym samym miejscu poza Białym Domem.

- Nie widzę w tym problemu – stwierdził, wskazując, że rząd federalny traktuje kwestię ciągłości władzy bardzo poważnie. - W przeszłości, gdy kilku urzędników z linii sukcesji prezydenckiej uczestniczyło w tym samym wydarzeniu, zawsze wyznaczano „designated survivor”, który przebywał w osobnym, niejawnym miejscu" – wyjaśnił.

Campbell zastrzegł jednak, że za niewskazane uważa wspólne podróże lotnicze wysokich rangą urzędników, przywołując przy tym katastrofę smoleńską. - Katastrofa samolotu przewożącego (...) członków polskiej delegacji do Rosji w kwietniu 2010 roku to niestety przykład złego lub nieistniejącego planowania ciągłości władzy – powiedział.

Opinia Campbella kontrastuje z głosami krytyki, które nasiliły się po sobotnim incydencie, jednak jest podobna do oceny urzędników administracji, w tym samego prezydenta Trumpa. Dyrektor Secret Service Sean Curran bronił przyjętego modelu ochrony, wskazując, że wielowarstwowy system zadziałał, bo napastnik został obezwładniony zanim dostał się na salę balową.

Campbell zwrócił uwagę na opublikowany przez „New York Post” manifest niedoszłego zamachowca. Jego uwagę zwróciła nie tylko przesadna pewność siebie, zwłaszcza jak na „samotnego wilka”, ale i jego uzasadnienie planowanej zbrodni. Oskarżając prezydenta Trumpa o zdradę, pedofilię i inne przestępstwa, tłumaczył, że musi działać, bo „nie widzi, by ktoś inny podejmował inicjatywę”.

- Ta osoba uważa, że nie ma innego wyboru i musi działać teraz. Widzę tę formę zachowania ostrzegawczego w prawie wszystkich manifestach osób planujących podobne ataki - zaznaczył ekspert.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński, Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ san/ osk/

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (3)

dodaj komentarz
deyidorizer-spray
Jak to? IDF niekompetentne? Coś się tu kupy nie trzyma. Przecie USA utrzymuje i chroni tych terrorystów? Ciekawe dlaczego banksterkowe koszerne pomyje ukrywają jaki mundur ten rzekomy "zamachowiec" nosił pod przykrywką?...
https://old.bitchute.com/video/miRxqIcDgLrH/
dasbot
Nawet ustawki już nie potrafią zrobić. Służby jako pierwszego ewakuowały "Prokopa" (druga osoba w państwie), podczas gdy The Lie Lama spokojnie czekał przy stoliku i obserwował wydarzenia, po czym został ewakuowany jako drugi. Sensu i logiki brak. Ciekawe jaki % gawiedzi uwierzył w ten cyrk..........Clown world.
analizy
Mam całkowicie to samo zdanie. nibyzamachowiec wbiega w tym momencie jak ochroniarzą cały czas patrzy się nie na hol publiczny, ale na drzwi sali za którymi jest prezydent ze świtą i nie próbują go zatrzymać tylko klękają, nie zabiją go tylko obezwładniają, gdy tymczasem na protestach ulicznych od razu zabijali. Oj, kiepsko to wyreżyserowali,Mam całkowicie to samo zdanie. nibyzamachowiec wbiega w tym momencie jak ochroniarzą cały czas patrzy się nie na hol publiczny, ale na drzwi sali za którymi jest prezydent ze świtą i nie próbują go zatrzymać tylko klękają, nie zabiją go tylko obezwładniają, gdy tymczasem na protestach ulicznych od razu zabijali. Oj, kiepsko to wyreżyserowali, nie pomoże mu w sondażach. W Iranie pewnie z tego cyrku śmieją się po pachy.

Powiązane: Donald Trump

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki