REKLAMA
JANUSZ KRYPTO

Transformacja motoryzacji kosztuje. Zniknęło 15 tys. etatów, a to nie koniec

Katarzyna Wiązowska2025-09-15 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2025-09-15 06:00

Branża motoryzacyjna przechodzi gruntowną transformację. Elektryfikacja, cyfryzacja, rosnące koszty surowców i energii, a także spowolnienie sprzedaży aut spalinowych wymuszają restrukturyzację. Skutkiem są zwolnienia, które dotykają i producentów, i dostawców. Polska, która stanowi istotne ogniwo europejskiego łańcucha dostaw, odczuwa te zmiany szczególnie dotkliwie.

Transformacja motoryzacji kosztuje. Zniknęło 15 tys. etatów, a to nie koniec
Transformacja motoryzacji kosztuje. Zniknęło 15 tys. etatów, a to nie koniec
fot. Maciej Jarzebinski / / Forum

Sektor motoryzacyjny stanowi w Polsce jedną z największych gałęzi gospodarki. Według danych Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności odpowiada za 8 proc. PKB i zatrudnia ponad 201 tys. osób przy produkcji oraz 125 tys. w handlu pojazdami osobowymi. W ostatnim czasie stanął przed wieloma wyzwaniami, do których należy m.in. globalna konkurencja, rosnące koszty energii, inflacja oraz trudna sytuacja geopolityczna. Dodatkowo słabnąca sprzedaż i tym samym produkcja samochodów w Europie powodują coraz mniejszą liczbę zamówień dla polskich fabryk części i komponentów, czego efektem są masowe zwolnienia w wielu zakładach z tej branży.

Z wyliczeń Stowarzyszenia Dystrybutorów i Części Motoryzacyjnych przeprowadzonych pod koniec 2024 r. wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat w Unii Europejskiej w obszarze produkcji części utworzono jedynie 55 tys. nowych stanowisk pracy, podczas gdy zlikwidowano ich ponad dwa razy więcej (ok. 118 tys.).

Nie pomagają cła i chińska konkurencja

Jak twierdzi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, choć sytuacja na polskim rynku motoryzacyjnym wygląda nieźle, bo liczba rejestracji w ubiegłym roku wzrosła w stosunku do 2023 r. o ponad 16 proc., a i w tym roku widać kilkuprocentowy wzrost, to znacznie gorzej wyglądają już wyniki dotyczące produkcji, w której Polska jest piątym krajem w Europie.

– O ile mamy dobre wyniki produkcji samochodów dostawczych i ciężarowych, o tyle zdecydowanie gorzej wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o produkcję samochodów osobowych. Jest ona niewielka i w ostatnich miesiącach notujemy duże spadki. Wszystko dlatego, że branża europejska, której jesteśmy częścią, wciąż doświadcza następstw pandemii, wojny, kryzysu półprzewodnikowego, amerykańskich ceł i ekspansji chińskich firm – mówi Bankier.pl Jakub Faryś. – Dodatkowo przejście na zeroemisyjność wymaga ogromnych inwestycji i gigantycznych nakładów, a sprzedaż tych samochodów nie jest na takim poziomie, jakiego byśmy oczekiwali. Sieć ładowania nie jest najlepsza i nie ma żadnego spójnego europejskiego systemu zachęt.

Trzeba liczyć się z kolejnymi redukcjami zatrudnienia

To wszystko powoduje, że cały czas maleje zatrudnienie w przemyśle motoryzacyjnym.

– W naszym sektorze pracuje obecnie około 200 tys. osób. Skumulowane zwolnienia w ubiegłym i obecnym roku wynoszą około 10-15 tys. osób. Mamy nadzieję, że pojawią się nowe etaty w strefie zeroemisyjności np. w obszarze energetyki czy stacji ładowania. Niestety na razie dzieje się to bardzo wolno.

Jak twierdzi Prezes PZPM trudno prognozować, co będzie w przyszłości.

– Nie sądzę, aby rynek europejski wzrósł, jeśli chodzi o samochody osobowe. To dlatego, że społeczeństwo się starzeje, przesiadamy się na komunikację publiczną i tak jak wskazywałem - brakuje spójnego europejskiego systemu zachęt. Dlatego w najbliższej przyszłości raczej trzeba liczyć się ze zwolnieniami niż zatrudnianiem. Oczywiście może zdarzyć się tak, że jeden z zakładów będzie zwiększał produkcję, ale to będzie kosztem innego. Tu nie jestem nastawiony optymistycznie – dodaje Jakub Faryś.

Tysiące pracowników na bruk

Pod koniec ubiegłego roku zwolnienia zapowiedział m.in. Draexlmaier Jelenia Góra. Ten duży zakład produkcyjny postanowił zmniejszyć zatrudnienie o 220 osób. Z kolei firma MA Polska - producent stalowych elementów nadwozi - zwolniła 260 osób w Tychach i Kielcach.

Również koncern Hutchinson - producent komponentów dla przemysłu motoryzacyjnego, lotniczego i kolejowego - zapowiedział wtedy zwolnienia grupowe dotyczące pracowników dwóch polskich fabryk – w Żywcu i Bielsku Białej. Pracę straciło tam łącznie ponad 170 osób.

Swoją działalność w Polsce zakończył też zakład produkcyjny w Bielsku – Białej należący do koncernu motoryzacyjnego Stellantis. Tam bez pracy zostało w sumie 770 osób. 

W tym roku zwolnienia przeprowadza także niemiecki koncern ZF, które objęły również polskie zakłady niemieckiego giganta. W częstochowskim Centrum Inżynieryjnym Elektroniki ZF prace straciło 110 osób.  Natomiast Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku ogłosiła zwolnienie ponad 310 osób. 

W całej Europie nie jest kolorowo

Zwolnienia dotyczą firm działających nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. W ubiegłym roku w przemyśle dostawczym dla motoryzacji zredukowano zatrudnienie o 54 tysiące miejsc pracy. Zwolnienia ogłosił m.in. Ford, który postanowił zlikwidować blisko 4 tys. miejsc pracy w Europie. Również Schaeffler - niemiecka firma zajmująca się produkcją maszyn i części samochodowych oznajmiła, że zamierza przeprowadzić redukcję zatrudnienia o 4,7 tys. osób.

Tymczasem w maju tego roku Volvo Cars ogłosił zwolnienie 3 tys. pracowników w swoich oddziałach na całym świecie, w tym 1,2 tys. w Szwecji. Z kolei do Audi należące do koncernu Volkswagena zapowiedziało, że do końca 2029 r. zwolni nawet 7,5 tys. osób.

W lipcu o planach zwolnienia kolejnego tysiąca osób przedstawił Bosch. Pracę stracą pracownicy fabryki w Reutlingen, w której produkowane są komponenty elektroniczne do aut. Pół roku wcześniej, w związku z kryzysem w branży motoryzacyjnej, firma zapowiedziała już zwolnienie 7 tys. osób.

To nie tylko chwilowy kryzys?

Wiele wskazuje na to, że zwolnienia w motoryzacji nie tylko w naszym kraju, ale i całej Europie nie są chwilowym kryzysem, lecz symptomem głębszej zmiany - technologicznej i regulacyjnej. Firmy działające w tej branży muszą dostosować się do rzeczywistości, w której auta spalinowe stopniowo ustępują miejsca elektrycznym, co oznacza nie tylko inwestycje, ale też przekwalifikowanie wielu specjalistów. Jednak polski sektor, dzięki swojej pozycji w łańcuchach dostaw i doświadczeniu przemysłowemu, ma potencjał, by być beneficjentem transformacji, jeśli tylko zdoła sprawnie adaptować się do nowych wymogów i technologii.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Inwestor Wojtek: Ja wiedziałem, że tak będzie. Sygnałów ostrzegawczych było aż nadto
Katarzyna Wiązowska
Katarzyna Wiązowska
redaktor Bankier.pl

Dziennikarka prasowa i internetowa. Z wykształcenia ekonomistka, PR-owiec i psycholog komunikacji medialnej. Bliskie jej są tematy dotyczące rynku pracy, przedsiębiorczości i kreatywności. Lubi rozmawiać z ludźmi, poznawać ich historie, również biznesowe. Z pasji – kinomanka.

Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii

Komentarze (11)

dodaj komentarz
prawy_czerwcowy
Zamkniete etaty wynikaja z braku konkretnego plany na dalszy rozwoj carmakerow. Wiele marek jak BMW, Audi, VW zmienilo kierunek z twardej na miekka elektryfikacje pozostawiajac w swoim portfolio silniki hybrydowe czy nawet spalinowe. Jest to spowodowane bezmyslna polityka EU i przymusowa elektryfikacja na ktora wiekszosc ludzi nie Zamkniete etaty wynikaja z braku konkretnego plany na dalszy rozwoj carmakerow. Wiele marek jak BMW, Audi, VW zmienilo kierunek z twardej na miekka elektryfikacje pozostawiajac w swoim portfolio silniki hybrydowe czy nawet spalinowe. Jest to spowodowane bezmyslna polityka EU i przymusowa elektryfikacja na ktora wiekszosc ludzi nie jest gotowa.
mba_tomy
Jest to jedna z wielu przyczyn, czemu nie chcę się przesiąść na chiński samochód. Zamiast wspierać Chiny, kupujmy rzeczy produkowane w chociaż małej części w Polsce.
men24a
Polak narodowiec już ma 17 mln kont utworzonych na chińskiej platformie TEMU a ile na Alliexpres?
No ale nowy ład mu gospodarkę rozwala i polski narodowiec klaskał jak Trump cła nakładał na Europę
helixo
Ludzie z ulicy coraz częściej przychylnie spoglądają na chińskie samochody przez coraz bardziej rosnącą pogardę dla tej europejskiej. Fajnie odwoływać się do patriotyzmu ale często to dział tylko w jednym kierunku jest sposobem na wykorzystywanie klienta. Chyba jakakolwiek lojalność w biznesie czy w stosunku do firm to frajerstwo Ludzie z ulicy coraz częściej przychylnie spoglądają na chińskie samochody przez coraz bardziej rosnącą pogardę dla tej europejskiej. Fajnie odwoływać się do patriotyzmu ale często to dział tylko w jednym kierunku jest sposobem na wykorzystywanie klienta. Chyba jakakolwiek lojalność w biznesie czy w stosunku do firm to frajerstwo bo walka jest o nowych klientów a starzy niech gniją bo większość i tak się nie będzie chciało zmechacić przyzwyczajeń
wnr
Nie żadna transformacja tylko LIKWIDACJA - nazywajcie rzeczy po imieniu
men24a
W 2024 roku sprzedano w Europie 3 mln aut elektrycznych więc jakaś tam transformacja się odbywa.
Więc do tej transformacji doliczmy mniej sprzedanych skrzyń biegów, skomplikowanych silników, brak kosztów serwisu olejowego, rozrządu, filtrow, napinaczy itp
zenonn odpowiada men24a
Za mało aut elektrycznych, by do świadomości ogółu dotarło co się w tych autach psuje i ile kosztuje.

Co psuje się najczęściej (codzienność)
Zapiekanie hamulców – bo mało używane przy rekuperacji.
Zużycie zawieszenia – auto cięższe, szybciej wybija tuleje, łożyska, amortyzatory.
Problemy z elektroniką – błędy sterowników,
Za mało aut elektrycznych, by do świadomości ogółu dotarło co się w tych autach psuje i ile kosztuje.

Co psuje się najczęściej (codzienność)
Zapiekanie hamulców – bo mało używane przy rekuperacji.
Zużycie zawieszenia – auto cięższe, szybciej wybija tuleje, łożyska, amortyzatory.
Problemy z elektroniką – błędy sterowników, czujników, wyświetlaczy.
Usterki klimatyzacji / pompy ciepła – częsty punkt awarii.
Ładowarka pokładowa lub gniazdo ładowania – problemy z komunikacją lub stykiem.

Najdroższe naprawy
Bateria trakcyjna – najkosztowniejsza część auta (od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. zł w zależności od modelu). Nawet wymiana pojedynczych modułów to kilka–kilkanaście tys. zł.
Falownik / przetwornica mocy – koszt kilku do kilkunastu tys. zł.
Silnik elektryczny – raczej rzadko pada, ale wymiana lub regeneracja to też poważny wydatek. Są problemy z łożyskami lub czujnikami położenia.
System chłodzenia baterii – uszkodzona pompa lub nieszczelność potrafi unieruchomić auto i narazić na koszty kilku tys. zł.
Elektronika wysokiego napięcia (BMS, ECU) – awarie sterowników często wymagają wymiany całych modułów.


Używany elektryk po lizingu kupię? Za ile?
men24a odpowiada zenonn
Te samochody elektryczne dzisiaj nie ważą więcej jak kilkanaście lat temu większość aut na drogach. Dopiero te euro normy sprawiły że auta stały się bardzo odchudzone i niebezpieczne na drogach.
Miałem wymianę silnika w aucie,gwarancja nie uznana, koszt 67 tys zł do tego dochodzą co roku złodziejskie koszty serwisu sięgające
Te samochody elektryczne dzisiaj nie ważą więcej jak kilkanaście lat temu większość aut na drogach. Dopiero te euro normy sprawiły że auta stały się bardzo odchudzone i niebezpieczne na drogach.
Miałem wymianę silnika w aucie,gwarancja nie uznana, koszt 67 tys zł do tego dochodzą co roku złodziejskie koszty serwisu sięgające nawet 10 tys rocznie więc nie wiem czy auta elektryczne są aż tak drogie. Ceny baterii mocno idą w dół. Nawet w elektronarzędziach markowych firm zauważyłem obnizki o 50%
Gdybys nie miał ceł na chińskie auta elektryczne i nie blokowali by ci kupna ich to dzisiaj byś się zastanawiał czy kupić 3 elektryki czy jedno spalinowe albo co 5 lat nowe auto elektryczne nie martwiąc się co będzie z tym autem później.
men24a
Więcej ropy i gazu od ruskich

Powiązane: Praca, płaca i kariera

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki