Czwartkowy wysyp fedomowy nie spodobał się inwestorom. Nowojorskie indeksy spadły po przeszło 1%, notując najgorszą sesję od września. Rynek wciąż obawia się skutków pierwszej od 2006 roku podwyżki stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.
Dow Jones stracił 1,44%, Nasdaq oddał 1,22%, a S&P500 1,40%. Pod kreską znalazły się wszystkie indeksy sektorowe S&P, a sam indeks ponownie znalazł się poniżej 200-sesyjnej średniej kroczącej. Wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy zakończyły sesję na dziennych minimach.
Czwartkową dominantą były wystąpienia publiczne przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Głos zabrało aż 6 z 10 członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), z przewodniczącą Janet Yellen na czele. James Bullard powiedział, że „rozsądek” sugerowałby zakończenie eksperymentu z zerowymi stopami procentowymi.
Jeszcze bardziej bezpośredni był wpływowy szef nowojorskiego Fedu William Dudley, według którego podwyżka (tj. normalizacja) stóp procentowych może nastąpić już w grudniu. Grudniowej podwyżki oczekuje też większość ekonomistów, a rynek terminowy wycenia jej prawdopodobieństwo na ponad 70%. Tematu polityki monetarnej nie poruszyła prezes Janet Yellen.
Teoretycznie Wall Street nie powinna obawiać się pierwszej od lipca 2006 roku podwyżki stóp procentowych w USA. Historia uczy, że dopiero cały cykl podwyżek zabija giełdowego byka. Ale jeszcze nigdy wcześniej krótkoterminowe stopy procentowe w Ameryce nie były tak niskie i to przez tak długi czas (od grudnia 2008 roku). Obawy inwestorów nie są więc bezpodstawne.

Byli jednak analitycy, które czwartkowe spadki wiązali raczej z informacjami z Chin i przeceną surowców niż z zalewem fedomowy. Surowcowy indeks CRB ponownie znalazł się w pobliżu wieloletniego minimum z sierpnia. Miedź osiągnęła najniższą cenę od lipca 2009 roku. Najtańsza od sierpnia była też ropa naftowa, a złoto na chwilę znalazło się najniżej od lutego 2010 roku.




























































