Polski inspektor OBWE, uwolniony wraz z innymi sześcioma kolegami w Słowiańsku na Ukrainie, jeszcze dziś w nocy ma wrócić do kraju. Po majora Krzysztofa Kobielskiego poleciał do Kijowa specjalny samolot wojskowy.
Wieczorem trójka obserwatorów OBWE: Czech, Polak i Duńczyk. przyleciała z Doniecka do ukraińskiej stolicy. Jak poinformowała służba prasowa rządu w Kijowie, na lotnisku powitał ich premier Arsenij Jaceniuk.
Niemieccy obserwatorzy OBWE są już w Niemczech. Wieczorem wylądowali na berlińskim lotnisku wojskowym. Obserwatorzy przylecieli do Berlina na pokładzie niemieckiego rządowego samolotu. Na płycie lotniska czekała na nich minister obrony Ursula von der Layen. Po krótkim powitaniu, obserwatorzy spotkali się ze swoimi rodzinami.
To właśnie Niemcy dowodzili 8-osobową misją z ramienia OBWE, którą od 25 kwietnia przetrzymywano ponad tydzień na wschodzie Ukrainy. W skład grupy wchodziło czterech Niemców, a także Polak, Czech, Duńczyk i Szwed. Szweda zwolniono po dwóch dniach ze względu na stan zdrowia. W niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych przez cały tydzień działał sztab kryzysowy zajmujący się porwaniem. Sprawa była też tematem rozmów kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
Prorosyjscy separatyści rozważali wymianę inspektorów OBWE na swoich towarzyszy, domagających się powstania Donieckiej Republiki Ludowej. Żadne ustalenia tej sprawie jednak nie zapadły.
Niemieckie media podkreślają, że rozstrzygająca dla uwolnienia obserwatorów był właśnie nacisk ze strony Kremla. Obserwatorzy zostali zwolnieni po interwencji rosyjskiego specjalnego wysłannika na Ukrainie
Na wschodzie bez zmian
Od kilku dni na wschodzie Ukrainy trwa prowadzona przez Kijów operacja antyterrorystyczna. Wczoraj nad ranem ukraińskie wojsko rozpoczęło działania, mające na celu odbicie Słowiańska, położonego sto kilometrów od Doniecka. Dziś wkroczyło do Kramatorska koło Doniecka. Do miasta wjechały transportery opancerzone. Ukraińskie oddziały zdobyły siedzibę Służby Bezpieczeństwa w Kramatorsku
Wszystko wskazuje na to, że ukraińska armia rozpoczęła te późnym wieczorem operację antyterrorystyczną w Mariupolu w obwodzie donieckim. Według relacji świadków zamieszczanych a portalach społecznościowych, w mieście słychać strzały, syreny i serie z broni maszynowej. W mieście wzniesiono barykady z opon, które podpalono. .
W Mariupolu siły ukraińskie próbują odbić siedzibę Rady Miejskiej opanowaną przez prorosyjskich separatystów.
Także w Konstantinowce, również w obwodzie donieckim trwają starcia z separatystami, którzy próbują zająć wieżę telewizyjną. Obie strony używają broni. Są ranni.
Takie informacje przekazał na portalu społecznościowym minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow. "Wiadomości Donbasu" podały, że ukraińskie oddziały dokonały desantu w mieście i dochodzi tam do walk. Przestała nadawać miejscowa telewizja, gdyż wieża, o która trwają walki, nie przekazuje sygnału. Konstantinowka leży w połowie drogi między Donieckiem i Słowiańskiem.
Są pewne sukcesy
Wcześniej walki toczyły się w Kramatorsku i w Doniecku. W tym pierwszym mieście oddziały ukraińskie zdobyły siedzibę Służby Bezpieczeństwa, zajęły także wszystkie posterunki separatystów wokół miasta oraz lotnisko i wieżę telewizyjną. Na antenę wróciły ukraińskie kanały. W centrum Kramatorska dochodziło do wymiany ognia, płonęły opony, spalono także trolejbusy i autobusy. Transport publiczny, sklepy, bazary nie działają.
W Doniecku przywódcy samozwańczej Republiki Donieckiej ogłosili mobilizację. To odpowiedź na aktywne działania władz w Kramatorsku. Mobilizacja prorosyjskich bojowników ma doprowadzić do stworzenia "wspólnego ludowego ruchu oporu". Samozwańcze władze twierdzą, że podporządkowują sobie wszystkie organy ścigania, w tym milicję i Służbę Bezpieczeństwa, oraz wojsko. Ci, którzy się nie zgadzają z tą decyzją, mają odejść z pracy.
W Doniecku prorosyjscy radykałowie z krzykami "Rosja!" zdobyli miejscową siedzibę Służby Bezpieczeństwa. Na miejsce od razu przywieziono tarcze, ponieważ bojownicy obawiają się szturmu. W akcji wzięło udział około tysiąca osób, które wcześniej były na mitingu pamięci o ofiarach wczorajszych zamieszek w Odessie. Jego organizatorem był prorosyjski deputowany Ołeh Cariow.
W pobliskiej Gorłowce zwolennicy Republiki Donieckiej zajęli siedzibę Oddziału Milicji do Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Pracowali tam funkcjonariusze innych placówek milicji, których siedziby zostały zajęte wcześniej.
Z kolei w Ługańsku, uzbrojeni separatyści porwali dwa samochody: radiowóz drogówki i auto banku służące do przewożenia pieniędzy. Było tam około miliona hrywien, czyli 300 tysięcy złotych.
Będzie śledztwo ws. wydarzeń w Odessie?
Szefowa unijnej dyplomacji wezwała do przeprowadzenia śledztwa w sprawie ostatnich zamieszek w Odessie. W wyniku starć między zwolennikami władz w Kijowie a separatystami zginęło tam ponad 40 osób.
Zdaniem Catherine Ashton, wydarzenia w Odessie powinny zostać wyjaśnione w drodze niezależnego dochodzenia, a ci, którzy są nie odpowiedzialni, muszą stać przed sądem. Szefowa unijnej dyplomacji zaapelowała do wszystkich stron o powstrzymanie się od użycia siły i nie wykorzystywanie ostatniej tragedii do - jak napisała - "podsycania nienawiści, podziałów i bezsensownej przemocy".
Catherine Ashton wezwała też wszystkie siły polityczne na Ukrainie, by zaangażowały się w pokojowy dialog, który pozwoli znaleźć wyjście z kryzysu. Jednocześnie podkreśliła, że sygnatariusze układu z Genewy z 17 kwietnia muszą zwiększyć swoje wysiłki na rzecz wprowadzenia porozumienia w życie.
To Rosjanie wywołali zamieszki
Wczorajsze zamieszki w Odessie wywołali przybysze z Naddniestrza i Rosjanie. Tak twierdzi Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Podczas starć między zwolennikami władz w Kijowie a separatystami zginęły 42 osoby.
Rzeczniczka Służby Bezpieczeństwa Kateryna Kosariewa powiedziała, że do zamieszek doprowadziły nielegalne grupy zbrojne z Naddniestrza - części Mołdawii, rządzącej przez samozwańcze władze prorosyjskie - i współpracujące z nimi grupy Rosjan. Rzeczniczka dodała, że finansowali ich byli współpracownicy prezydenta Wiktora Janukowycza: Serhij Arbuzow i Ołeksandr Klimienko, którzy "ukrywają się w sąsiednim kraju". Według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, prowokacje w Odessie miały doprowadzić do destabilizacji sytuacji w regionie i na całym południu Ukrainy.
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza /dyd




























































