REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Rosjanie weszli do Azowstalu. Relacja z 4.05.2022 r.

2022-05-05 07:03
publikacja
2022-05-05 07:03

Środa, 4 maja, jest siedemdziesiątym dniem inwazji Rosji na Ukrainę. Były dowódca ukraińskiego pułku Azow Maksym Żorin powiedział w środę, że wojska rosyjskie atakujące zakłady metalurgiczne Azowstal w Mariupolu "zdołały się częściowo przebić na jednym z kierunków" natarcia. Dodał, że na terenie kombinatu trwają ciężkie walki i że są tam cywile.

Rosjanie weszli do Azowstalu. Relacja z 4.05.2022 r.
Rosjanie weszli do Azowstalu. Relacja z 4.05.2022 r.
fot. Azov Regiment / / Cover Images


Parlamentarzysta: Wojska rosyjskie są na terenie Azowstalu

Wojska rosyjskie są na terenie zakładów metalurgicznych Azowstal w Mariupolu - potwierdził w środę wpływowy ukraiński parlamentarzysta i negocjator na rozmowach z Rosją, Dawyd Arachamija. Dodał przy tym, że władze mają kontakt z ukraińskimi obrońcami Azowstalu.

"Próby szturmowania zakładów trwają drugi dzień. Rosyjskie wojska przebywają już na terytorium Azowstalu" - powiedział Arachamija w komentarzu dla Radia Swoboda. Rozgłośnia dodała, że Arachamija powołał się na słowa dowódcy ukraińskiego pułku Azow, broniącego zakładów.

Wcześniej w środę portal Ukrainska Prawda podał, że wojska rosyjskie przedarły się do Azowstalu i że trwają tam ciężkie walki.

Następnie Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował w komunikacie około godz. 18 czasu lokalnego (godz. 17 w Polsce), że wojska rosyjskie ponowiły ofensywę, której celem jest zajęcie terenu Azowstalu. Sztab dodał, że Rosjanie nie odnieśli sukcesu.

Doniesienia Ukrainskiej Prawdy potwierdził częściowo mer Mariupola Wadym Bojczenko. "Dziś trwają na terenie naszej twierdzy, Azowstalu, ciężkie walki. Nasi chłopcy bronią tej twierdzy, ale jest bardzo trudno, bo jest ostrzeliwana z ciężkiej artylerii, z czołgów, działa lotnictwo i podeszły okręty" - powiedział mer w telewizji ukraińskiej w środę.

Bojczenko mówił także, że nie ma już kontaktu z ukraińskimi obrońcami Azowstalu. Na terenie zakładów pozostają "setki cywilów, z których ponad 30 to dzieci" - dodał.

Prawie całkowicie zniszczony przez Rosjan Mariupol doświadcza jednej z największych katastrof humanitarnych. Ośrodkiem ukraińskiego oporu pozostawał kombinat Azowstal, gdzie broni się pułk ukraińskiej Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Według wicepremier Ukrainy Iryny Wereszczuk na terenie kombinatu znajduje się ponad 40 ciężko rannych żołnierzy.

Mer: wojska rosyjskie ostrzelały rakietami centrum miasta Dniepr

Wojska rosyjskie ostrzelały w środę wieczorem centrum miasta Dniepr w środkowo-wschodniej Ukrainie - przekazał w komunikatorze Telegram mer Borys Fiłatow. Celem ataku była infrastruktura kolejowa.

"Ostrzał samego centrum Dniepru. Nie wychodźmy ze schronów! Czekamy na oficjalne informacje od administracji wojskowej" - napisał Fiłatow. (https://t.me/borys_filatovv/532)

Z kolei prezes ukraińskich kolei Ołeksandr Kamyszin poinformował, że celem ataku była infrastruktura kolejowa.

"Rosyjscy żołnierze kontynuują celowy ostrzał infrastruktury kolejowej. Kolejny atak rakietowy na infrastrukturę kolejową w Dnieprze. Wśród kolejarzy nie było ofiar. Skala szkód zostanie oceniona pod odwołaniu alarmu przeciwlotniczego" – napisał na Telegramie Kamyszin. (https://t.me/zalizni_zminy/556)

Tego samego wieczoru eksplozje było słychać też w Mikołajowie na południu Ukrainy. "W Mikołajowie słychać wybuchy. Przyjaciele, zostańcie w schronach! Nigdy nie stójcie przy oknach ani nie publikujcie zdjęć ani filmów" - zaapelował mer miasta Ołeksandr Sienkewycz. (https://t.me/senkevichonline/1000)

Jak poinformował portal informacyjny Ukrainska Prawda w środę drugi dzień z rzędu, w związku z atakami rakietowymi we wszystkich obwodach Ukrainy, poza okupowanym Krymem i obwodem chersońskim, ogłaszano alarm przeciwlotniczy.

Przedstawiciel Pentagonu: ponad 90 proc. obiecanych haubic dotarło już na Ukrainę

Ponad 90 proc. haubic, jakie USA przeznaczyły dla Ukrainy dotarło już na miejsce - poinformował w środę wysokiej rangi przedstawiciel Pentagonu cytowany przez CNN. Według telewizji ta partia amerykańskiej pomocy wojskowej składa się m.in. z 90 haubic.

Rozmówca CNN dodał, że ponadto na Ukrainę trafiło już 90 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej przeznaczonej do haubic, ze 144 tys. sztuk, które mają zostać dostarczone w tej partii pomocy.

Władze USA nie monitorują transportu amerykańskich dział od chwili, gdy zostają one dostarczone na Ukrainę. "To, dokąd trafi (broń) i jak zostanie wykorzystana zależy od Ukraińców" - wyjaśnił przedstawiciel Pentagonu.

Rozmówca CNN mówił o dostawach pomocy wojskowej dla Ukrainy, którą prezydent USA Joe Biden ogłosił 21 kwietnia. Wartość tego pakietu to 800 mln USD.

W nocy z soboty na niedzielę naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy generał Wałerij Załużny poinformował, że armie Ukrainy i USA uzgodniły kolejne dostawy amerykańskiej broni, amunicji i sprzętu wojskowego.

Sztab: na granicy obwodu sumskiego stoi rosyjska dywizja pancerna

Na granicy obwodu sumskiego, na północy Ukrainy, znajduje się rosyjska dywizja czołgów - podał w środę na Facebooku Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, nie wykluczając, że Rosjanie mogą zintensyfikować ostrzał regionu.

"W pobliżu granicy ukraińsko-rosyjskiej w rejonie miejscowości Kozino w obwodzie kurskim wróg rozmieścił pododdziały 90. dywizji pancernej Centralnego Okręgu Wojskowego" - czytamy w komunikacie. (https://tinyurl.com/2dpuxfwm)

Według ukraińskiego dowództwa jest to manewr mający zapobiec przerzucaniu rezerw Sił Zbrojnych Ukrainy na inne kierunki.

Sztab: Rosjanie starają się zwiększyć tempo ofensywy na wschodzie

Dowództwo wojsk rosyjskich stara się zwiększyć tempo ofensywy na wschodniej Ukrainie w celu dotarcia do granic administracyjnych obwodów ługańskiego i donieckiego, a także rozwinąć działania w kierunku Zaporoża i Krzywego Rogu - podał w czwartek w podsumowaniu sytuacji operacyjnej sztab generalny Ukraińskich Sił Zbrojnych.

"Aby osiągnąć określone cele, przeciwnik stara się zadawać straty jednostkom Sił Obronnych, przegrupować i wzmocnić swoje wojska (...). Wróg zintensyfikował ataki rakietowe i bombowe na infrastrukturę transportową Ukrainy" - czytamy w komunikacie opublikowanym na Facebooku.

"Trwają naloty i ostrzał Charkowa. (...) Na kierunku iziumskim nieprzyjaciel próbuje przejąć inicjatywę i przeprowadzić operacje ofensywne w kierunku Izium-Barwynkowe. W tym celu prowadzi ostrzał artyleryjski pozycji naszych wojsk na terenach miejscowości Hruszuwacha, Nowa Dmytriwka i Kurulka. Ponadto nieprzyjaciel skoncentrował do 40 sztuk śmigłowców szturmowo-transportowych Mi-24 i Mi-8 na terenie obwodu biełgorodzkiego w bezpośrednim sąsiedztwie granicy państwowej Ukrainy" - poinformował sztab.

W kierunku donieckim główne wysiłki wojsk rosyjskich skupiają się na prowadzeniu ofensywy na Łyman, Orichowe, Popasną, Wełyką Nowosiłkę, Huliajpole, Komyszuwachę i Orichiw.

"Aby powstrzymać działania jednostek sił obronnych, nieprzyjaciel prowadzi ostrzał pozycji naszych wojsk niemal na całej linii kontaktu. Wykonuje naloty w rejonach Awdijiwki, Mariupola, Siewierodoniecka, Kramatorska i Hulajpola. Nadal trwają blokady i próby zniszczenia naszych jednostek w rejonie Azowstalu w Mariupolu. Na niektórych obszarach, przy wsparciu samolotów, wróg wznowił ofensywę, aby przejąć kontrolę nad kombinatem. To się mu nie udaje" - skonkludował sztab.

Agencja AP: liczba ofiar w teatrze w Mariupolu dwukrotnie wyższa, niż sądzono

Liczba zabitych w teatrze w Mariupolu w wyniku rosyjskiego bombardowania sięga blisko 600, a nie 300 jak wcześniej sądzono - ocenia agencja Associated Press. Szacunki te AP oparła na relacjach świadków i analizie sytuacji w teatrze przed bombardowaniem.

Atak, dokonany 16 marca, "spowodował faktycznie znacznie więcej ofiar śmiertelnych niż sądzono" - podkreśla AP w materiale, opublikowanym w środę. Agencja szacuje, że w budynku teatru i przed nim zginęło do 600 osób. Associated Press rozmawiała z 23 świadkami - ludźmi, którzy przeżyli bombardowanie i ratownikami. Dziennikarze AP wzięli też pod uwagę relacje osób, które opisały, jak zorganizowano życie w budynku teatru, zamienionym na schron dla cywilów, i w jakich pomieszczeniach chronili się ludzie.

Dziennikarze przeanalizowali też plany teatru oraz zdjęcia i nagrania zrobione przed i po zrzuceniu rosyjskiej bomby.

"Wszyscy świadkowie mówią, że co najmniej 100 osób było na zewnątrz, przy kuchni polowej i żadna nie przeżyła. Mówią też, że sale i korytarze wewnątrz budynku były zatłoczone, a na jedną osobę przypadało około trzech metrów kwadratowych" - wskazuje AP. Wiele osób, spośród tych, które ocalały, oceniło liczbę osób wewnątrz teatru na około 1000 w czasie bombardowania. Ci, którzy przeżyli, zdołali wydostać się przede wszystkim przez wejście główne i boczne. Tylna część budynku i jego drugi bok zostały zniszczone.

Associated Press podaje, że pierwsi ludzie zaczęli ukrywać się w budynku teatru dramatycznego w pierwszych dniach marca, gdy wojska rosyjskie rozpoczęły oblężenie Mariupola. Pierwszymi lokatorami byli aktorzy, pracownicy administracji, artyści - łącznie 60 osób. Wkrótce władze miejskie przeznaczyły ten budynek na schron, ze względu na jego rozległe piwnice i grube mury i już pierwszego dnia zgłosiło się 600 osób - powiedziała agencji AP Ołena Biła, która pracowała w teatrze przez 19 lat. AP przypomina, że widownia teatru obliczona była na 600 widzów.

"Codziennie przychodziło coraz więcej osób, które lokowały się w korytarzach. Grupa 16 mężczyzn utworzyła komitet ds. bezpieczeństwa, by pilnować wejścia frontowego" - relacjonuje AP. Według agencji do 15 marca w budynku stłoczyło się już około 1200 osób. Ludzie "spali w pokojach biurowych, w korytarzach, lożach i piwnicy", byli w holach, garderobach i siedzieli na widowni. Ludzie nie spali jednak na scenie - na niej, pod kopułą, trzymano przyniesione koty i psy.

AP opisuje następnie, że w połowie marca Mariupol był już bez wody, żywności i prądu. Tymczasem "teatr stał się miejscem, w którym każdy mógł otrzymać dostarczane przez Czerwony Krzyż jedzenie i wodę, albo też - nowości o możliwej ewakuacji". Przed teatrem znajdował się zbiornik z wodą, z boku - kuchnia polowa. "Ludzie gromadzili się przy teatrze jako przy najbardziej prawdopodobnym punkcie jakiejkolwiek ewakuacji" - wskazuje Associated Press.

Świadkowie opowiedzieli AP, że wszystkie nowe osoby przybywające do gmachu były rejestrowane przy wejściu. Przybysze dostawali tam coś, co było w Mariupolu wielką rzadkością: gorącą herbatę.

Rosyjski nalot nastąpił 16 marca około godz. 10 rano. Bomba spadła wprost na scenę i kuchnię polową. AP opisuje relacje kilkorga świadków, którzy znaleźli się w pobliżu. Wśród nich - Marii Kutniakowej, której rodzina i sąsiedzi przyszli rano, by schronić się w teatrze. Wówczas - jak wynika z ich relacji - parter teatru był już zapełniony, tak samo jak pierwsze i drugie piętro. Rodzina Kutniakowów znalazła wolne miejsce na trzecim piętrze, obok okna. Było ono ogromne, co stwarzało zagrożenie zasypania szkłem w razie ostrzału. Jednak tylko to miejsce obok okna było wolne, a więc Kutniakowowie je zajęli. Maria powiedziała AP, że obeszła cały budynek w poszukiwaniu wolnego miejsca i że sale były pełne ludzi.

Inny świadek, Dmytro Jurin, w chwili bombardowania szedł do teatru po jedzenie i wodę. Fala uderzeniowa wybuchu powaliła go na ziemię; mężczyzna pobiegł na pomoc i zaczął wyciągać ludzi spod gruzów. "Większość ciał pozostawała niedostępna, w dolnych częściach budynku objętych przez pożar" - opisuje Associated Press.

Agencja przywołuje też relację Julii Maruchnenko, która mieszkała w pobliżu teatru. Kobieta miała przeszkolenie z pierwszej pomocy i po wybuchu pobiegła do budynku, ale nie mogła już pomóc - widziała rozrzucone ciała, oderwane kończyny i kości ludzkie. Ona i dwóch policjantów powiedziało AP, że spod gruzów wydobyto kilkanaście osób, ostatnią - kobietę o imieniu Nadija - sześć godzin po ataku. Nadija powiedziała, że siła wybuchu odrzuciła jej męża i syna i obaj zginęli pod gruzami.

Powołując się na relację dwóch ekspertów AP podaje, że skala zniszczeń wskazuje na 500-kilogramową bombę zrzuconą przez rosyjski samolot wojskowy. Agencja przypomina, że przed i za budynkiem teatru na około tydzień przed atakiem namalowano napis "Dzieci" - tak wielki, że widać go na zdjęciach satelitarnych. Świadkowie dementują rosyjską wersję, by teatr służył jako baza wojskowa: żaden ze świadków nie widział wewnątrz wojskowych ukraińskich.

"Nikt nie wątpi też, że teatr został zniszczony w dokonanym z precyzją rosyjskim ataku lotniczym na cel cywilny, o którym wszyscy wiedzieli, że był największym schronem dla cywilów i że były w nim dzieci" - opisuje agencja AP. 

Ministerstwo obrony: Rosja może wykorzystać terytorium Naddniestrza do ataku na Mołdawię

Rosja prawdopodobnie ma plan, by wykorzystać terytorium nieuznawanego Naddniestrza do ataku na Mołdawię - oceniła w środę wiceszefowa ukraińskiego resortu obrony Hanna Malar, cytowana przez portal informacyjny RBK.

"Putin wykorzystuje terytorium Białorusi do prowadzenia agresji przeciwko Ukrainie. Prawdopodobnie istnieje również taki plan wobec Mołdawii. Zwłaszcza, że rejestrujemy obecnie przygotowania lotniska w Tyraspolu do przyjęcia samolotów i wiemy, że rosyjskie wojska, które obecnie znajdują się w regionie naddniestrzańskim w Mołdawii, są w pełnej gotowości bojowej. Wszystkie scenariusze są możliwe i przygotowujemy się do nich" – powiedziała Malar.

Zaznaczyła jednak, że Rosjanie mieli plany, by zorganizować 9 maja paradę zwycięstwa w Kijowie, a Ukraińcy te plany pokrzyżowali.

"Myślę, że 9 maja jeszcze bardziej rozczarujemy rosyjską armię w niektórych obszarach" – powiedziała wiceminister.

Wywiad wojskowy: w Rosji trwa werbunek do armii "Kozaków i bezrobotnych"

Władze Rosji werbują na wojnę z Ukrainą "Kozaków i bezrobotnych", którzy stracili pracę wskutek nałożonych na ich kraj sankcji – twierdzi ukraiński wywiad wojskowy (HUR).

W celu uzupełnienia braków w siłach zbrojnych rosyjskie władze starają się zwerbować "ochotników" wywodzących się z "Kozactwa" - twierdzi HUR. Główna uwaga skupiona jest na „Kozakach” z obwodu rostowskiego i Kraju Krasnodarskiego. Kampania prowadzona jest również w innych regionach, np. w Kraju Nadmorskim na Dalekim Wschodzie, a także w obwodach briańskim, kurskim i biełgorodzkim, przy granicy z Ukrainą.

Jednocześnie w tych regionach prowadzone są przygotowania do ogłoszenia częściowej mobilizacji na wypadek pogorszenia się sytuacji na froncie - ocenia HUR.

W kręgu zainteresowania władz są również obywatele, którzy stracili pracę na skutek sankcji nałożonych na Rosję oraz byli wojskowi, mieszkający w krajach powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego. 

Resort obrony: możliwe prowokacje ze strony wojsk rosyjskich w związku z 9 maja

Ukraina spodziewa się prowokacji ze stron wojsk rosyjskich bądź aktywizacji ostrzałów w związku z 9 maja, obchodzonym w Rosji jako Dzień Zwycięstwa w rocznicę zakończenia II wojny światowej - powiedział w środę rzecznik ukraińskiego ministerstwa obrony Ołeksandr Motuzianyk.

"Pozostało do tego dnia nie tak wiele czasu. Zmusza nas to do większej czujności w odniesieniu do wszystkich kierunków; nie tylko tam, gdzie są działania bojowe, ale i tam, gdzie jest względnie spokojnie. Oczekujemy, że dojdzie do jakichś prowokacji, czy aktywizacji ostrzałów ze strony armii rosyjskiej" - oświadczył rzecznik na briefingu prasowym.

Motuzianyk ocenił, że Rosja chciałaby osiągnąć przed 9 maja jakieś rezultaty swojej inwazji na Ukrainę. "Jeśli nawet nie osiągnie celów strategicznych, a według stanu na dziś ich nie osiągnęła, to może zmyślić te zwycięstwa i pokazać je w telewizji. To nie jest dla nich problemem" - powiedział rzecznik.

Zdaniem ukraińskiego resortu obrony dowództwo wojsk rosyjskich "próbuje nasilić tempo operacji ofensywnej na wschodzie Ukrainy, aby osiągnąć granice administracyjne obwodów donieckiego i ługańskiego" - wskazał rzecznik. Rosjanie - dodał - próbują też rozwinąć ofensywę na poszczególnych odcinkach w kierunku Zaporoża i Krzywego Rogu. "W tym celu przeciwnik prowadzi przegrupowanie i wzmacnianie wojsk" - mówił Motuzianyk.

Jednocześnie władze Ukrainy nie widzą teraz wielkiego zagrożenia ze strony Naddniestrza, separatystycznego regionu na terenie Mołdawii - powiedział przedstawiciel ministerstwa obrony. Sytuacja przy tym, jak zastrzegł, "jest niełatwa". Nie zmieniła się ona zasadniczo w ciągu ostatniej doby, ale przy tym "oddziały rosyjskie, które są w Naddniestrzu, znajdują się w pełnej gotowości bojowej" - powiedział Motuzianyk.

"Federacja Rosyjska podsyca napięcie, by zastraszyć miejscową ludność rzekomym zagrożeniem dla Naddniestrza ze strony Ukrainy" - ocenił. Zapewnił, że nie są prawdą informacje rozpowszechniane - według niego - przez propagandę rosyjską, że "ukraińskie drony jakoby latają nad magazynami broni i amunicji".

Rzecznik skomentował także doniesienia o tym, że wojska rosyjskie chcą zorganizować 9 maja defiladę w Mariupolu. Motuzianyk zastrzegł, że "nie wie, co Rosjanie planują w Mariupolu", ale zauważył, że tego rodzaju wydarzenia odbywały się niegdyś w Doniecku, kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów. 

Ministerstwo obrony: Rosjanie nadal blokują oddziały ukraińskie w rejonie Azowstalu

Wojska rosyjskie nadal blokują oddziały ukraińskie w rejonie zakładów Azowstal i podejmowały próby szturmu - powiedział w środę rzecznik ministerstwa obrony Ukrainy Ołeksandr Motuzianyk. Wcześniej media podały, że Rosjanie przedarli się na teren zakładu.

"Rosja nadal blokuje nasze oddziały w rejonie zakładów Azowstal. Były próby szturmu. Trwają co pewien czas ostrzały artyleryjskie i rakietowo-bombowe przy użyciu lotnictwa" - powiedział Motuzianyk na briefingu dla prasy.

Rzecznik dodał, że Rosja próbuje prowadzić w Mariupolu działania filtracyjne. "Są fakty wywożenia ludności na tereny Federacji Rosyjskiej, odbywa się to przymusowo, bez zgody ludzi - i to w wieku XXI. To są zbrodnie, które FR popełnia dzisiaj w tym mieście, faktycznie zrujnowanym przez tę samą, rosyjską armię" - powiedział rzecznik.

Wcześniej w środę portal Ukraińska Prawda podał, że wojska rosyjskie przedarły się do Azowstalu i na terenie zakładów trwają ciężkie walki. Mer Mariupola Wadym Bojczenko potwierdził, że toczą się walki i że w środę nie ma już kontaktu z ukraińskimi obrońcami Azowstalu. Na terenie zakładów pozostają "setki cywilów, z których ponad 30 to dzieci" - dodał mer. 

Rosjanie przedarli się do Azowstalu?

Wojska rosyjskie przedarły się do zakładów Azowstal, ostatniego punktu oporu sił ukraińskich w Mariupolu - podał w środę portal Ukraińska Prawda, powołując się na własne źródła. Władze miasta potwierdziły, że na terenie zakładów trwają ciężkie walki.

Szturm Azowstalu rozpoczął się we wtorek, po częściowej ewakuacji cywilów z terenu zakładów. W środę wojska rosyjskie przedarły się do kombinatu, który dotąd bombardowały i ostrzeliwały. Trwają ciężkie walki, nie ma kontaktu z żołnierzami ukraińskimi - relacjonuje Ukraińska Prawda.

Informacje te częściowo potwierdził mer Mariupola Wadym Bojczenko. "Dziś trwają na terenie naszej twierdzy, Azowstalu, ciężkie walki. Nasi chłopcy bronią tej twierdzy, ale jest bardzo trudno, bo jest ostrzeliwana z ciężkiej artylerii, z czołgów, działa lotnictwo i podeszły okręty" - powiedział mer w telewizji ukraińskiej.

Mer powiedział także, że około 30 dzieci czeka na ewakuację z terenu zakładów. We wtorek Bojczenko informował, że w Azowstalu wraz z żołnierzami pozostawało jeszcze ponad 200 cywilów.

Podczas próby szturmu we wtorek Rosjanie użyli sprzętu opancerzonego i czołgów, usiłowali też wysadzić desant i skierowali do walk dużą liczbę piechoty - podała agencja Unian. Również według tej agencji od tego momentu z obrońcami Azowstalu nie ma kontaktu.

Prawie całkowicie zniszczony przez Rosjan Mariupol doświadcza jednej z największych katastrof humanitarnych. Ośrodkiem ukraińskiego oporu pozostawał kombinat Azowstal, gdzie broni się pułk ukraińskiej Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Według wicepremier Ukrainy Iryny Wereszczuk na terenie kombinatu znajduje się ponad 40 ciężko rannych żołnierzy.

Wywiad wojskowy: w Rosji trwa werbunek do armii "Kozaków i bezrobotnych"

Władze Rosji werbują na wojnę z Ukrainą "Kozaków i bezrobotnych", którzy stracili pracę wskutek nałożonych na ich kraj sankcji – twierdzi ukraiński wywiad wojskowy (HUR).

W celu uzupełnienia braków w siłach zbrojnych rosyjskie władze starają się zwerbować "ochotników" wywodzących się z "Kozactwa" - twierdzi HUR. Główna uwaga skupiona jest na „Kozakach” z obwodu rostowskiego i Kraju Krasnodarskiego. Kampania prowadzona jest również w innych regionach, np. w Kraju Nadmorskim na Dalekim Wschodzie, a także w obwodach briańskim, kurskim i biełgorodzkim, przy granicy z Ukrainą.

Jednocześnie w tych regionach prowadzone są przygotowania do ogłoszenia częściowej mobilizacji na wypadek pogorszenia się sytuacji na froncie - ocenia HUR.

W kręgu zainteresowania władz są również obywatele, którzy stracili pracę na skutek sankcji nałożonych na Rosję oraz byli wojskowi, mieszkający w krajach powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego. 

Wywiad: Rosjanie szykują w Mariupolu paradę na 9 maja

Rosyjscy okupanci w Mariupolu szykują paradę wojskową na 9 maja, gdy w Rosji obchodzony jest Dzień Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami – poinformował w środę ukraiński wywiad wojskowy na Telegramie.

„Mariupol, według planów raszystów (Rosjan), ma się stać centrum +uroczystości+. W tym celu w mieście trwa gorączkowe uprzątanie centralnych ulic z gruzów, ciał zabitych i rosyjskich niewybuchów” – napisał wywiad.

Według wywiadu trwa szeroka kampania propagandowa, w trakcie której Rosjanom będą pokazywane materiały o rzekomej radości mieszkańców zajętych terenów ze spotkania z żołnierzami rosyjskimi.

Jak podano, do zrujnowanego Mariupola przybył pierwszy wiceszef administracji (kancelarii) prezydenta Rosji ds. polityki wewnętrznej Federacji Rosyjskiej Siergiej Kirijenko.

„W celu przygotowania odpowiednich materiałów Mariupol odwiedził raszystowki propagandzista Władimir Sołowiow oraz szef okupacyjnej administracji Doniecka Denys Puszylin” – dodał ukraiński wywiad.

Ewakuowana z Azowstalu: nie można sobie wyobrazić piekła, przez jakie przeszliśmy 

Nie można sobie wyobrazić piekła, jakie przeszliśmy – powiedziała dziennikowi „Wall Street Journal” 54-letnia Elina Cybułenko, której udało się ewakuować po tygodniach spędzonych w bunkrach pod fabrykami Azowstalu w oblężonym przez Rosjan Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy.

Cybułenko przybyła we wtorek do Zaporoża w konwoju ewakuacyjnym ze 150 cywilami uciekającymi z Azowstalu. Z jej relacji wynika, że od początku marca ukrywała się w jednym z podziemnych bunkrów wraz z około 100 innymi osobami, jedząc chleb i makaron.

„Nie można sobie wyobrazić warunków, jakie znosiliśmy (…) Prawdziwe piekło zaczęło się 7 kwietnia, gdy co sekundę czuliśmy kolejne bomby trzęsące fundamentami naszego bunkra” – powiedziała Cybułenko, która wcześniej pracowała w Azowstalu.

Ewakuowani stamtąd cywile jechali przez dwa dni poprzez okupowane przez Rosjan terytorium w autobusach nadzorowanych przez ONZ i Czerwony Krzyż. Wkrótce po ich wyjeździe wojska rosyjskie wznowiły niemal bezustanne bombardowanie fabryki.

W poniedziałek wieczorem, w drodze do pozostającego pod kontrolą ukraińską Zaporoża, konwój został zatrzymany w rosyjskim obozie filtracyjnym w Manhuszu – przekazał jeden z urzędników ONZ.

Według świadków w takich obozach Rosjanie sprawdzają cywilom telefony w poszukiwaniu dowodów na ich związki z ukraińskim wojskiem. Kolejka samochodów czekających w Manhuszu jest tak długa, że niektórzy wolą wracać do Mariupola lub ryzykować przejazd inną trasą, niż czekać kilka dni na przepuszczenie – przekazał „WSJ”.

25-letnia inżynierka Tania Trocak, która przed inwazją pracowała w Azowstalu, ewakuowała się we wspieranym przez ONZ konwoju razem z mężem. Według niej ludzie, którzy zostali w fabryce, mają zapasy żywności na tydzień. „Tym ludziom też trzeba pomóc. Sytuacja jest krytyczna” – powiedziała.

Mer Mariupola Wadym Bojczenko poinformował we wtorek, że w Azowstalu wraz z żołnierzami pozostawało wówczas jeszcze ponad 200 cywilów, a w całym mieście było ich około 100 tys.

Osoby wyjeżdżające z Mariupola muszą przejeżdżać przez wiele rosyjskich punktów kontrolnych, gdzie żołnierze każą mężczyznom zdejmować koszule i szukają tatuaży mogących sugerować nastawienie proukraińskie – podał „WSJ”.

75-letnia Wałentyna Portianczenko, która dotarła do Zaporoża w poniedziałek, powiedziała gazecie, że jej matka, ocalała z niemieckiego obozu koncentracyjnego, przeprowadziła się z nią do Mariupola kilka lat po II wojnie światowej, gdy ona sama miała cztery lata. Według niej brak żywności, wody i prądu w Mariupolu są cięższe niż trudy, jakich doświadczyła jako dziecko.

„Wszystko jest zniszczone” – powiedziała przez łzy, dodając, że przed wyjazdem w pośpiechu nie mogła nawet spakować ubrań, a te, które ma na sobie, dostała od wolontariuszy.

Prokurator: w piwnicy szkoły w Jahidnem 11 osób zmarło z głodu i zaduchu

Jedenaście osób przetrzymywanych przez siły rosyjskie w piwnicy szkoły w Jahidnem na północy Ukrainy zmarło z powodu głodu i zaduchu – powiedział portalowi Suspilne prokurator kozieleckiej prokuratury okręgowej Roman Pererwa.

Jak podkreślił, okupanci przez prawie miesiąc przetrzymywali w piwnicy około 350 osób, z czego blisko 70 dzieci.

Pererwa dodał, że siedem osób zginęło w Jahidnem, w obwodzie czernihowskim, na skutek wybuchów min lub zostało zastrzelonych przez okupantów.

Jahidne od 3 do 30 marca było okupowane przez wojska rosyjskie. Rosyjscy żołnierze mieszkali w prywatnych budynkach, których właściciele zostali przeniesieni do szkolnej piwnicy.

CNN: 9 maja Putin może formalnie wypowiedzieć Ukrainie wojnę, by nasilić ofensywę

9 maja, gdy w Rosji obchodzony jest Dzień Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, prezydent Władimir Putin może formalnie wypowiedzieć wojnę Ukrainie lub ogłosić powszechną mobilizację, by nasilić ofensywę – podała stacja CNN, powołując się na zachodnich urzędników i analityków.

Rosja rozpoczęła swoją inwazję na Ukrainę 24 lutego, ale Putin wciąż określa ją jako „specjalną operację wojskową” i nie wypowiedział formalnie wojny. Może się to jednak zmienić 9 maja – twierdzą źródła CNN.

W Dniu Zwycięstwa nad Niemcami w II wojnie światowej w Moskwie odbywa się zwykle defilada wojskowa, a rosyjscy przywódcy zgodnie z tradycją oglądają ją ze stanowiska przy mauzoleum Włodzimierza Lenina na Placu Czerwonym. Zachodni urzędnicy sądzą, że Putin wykorzysta znaczenie symboliczne i wartość propagandową tego dnia, by ogłosić sukces militarny na Ukrainie, znaczne nasilenie działań wojennych albo obie te rzeczy – podała CNN.

Putin ma w tym zakresie wiele możliwości, a „wypowiedzenie wojny jest najmocniejszym scenariuszem” – ocenił analityk z think tanku International Crisis Group (ICG) Oleg Ignatow.

Nawet bez wypowiadania wojny rosyjski przywódca może skorzystać z przepisów pozwalających na ogłoszenie pełnej lub częściowej mobilizacji w wypadku agresji lub groźby agresji przeciwko Rosji. To umożliwiłoby władzom nie tylko pobór do wojska, ale też przełączenie gospodarki na tryb wojenny – podała CNN.

Według Ignatowa mobilizacja mogłaby oznaczać wydłużenie służby obecnych poborowych, powołanie rezerwistów lub mężczyzn w wieku poborowym, którzy mają za sobą trening wojskowy. Taka decyzja wiązałaby się jednak z ryzykiem dla Putina i jego rządu.

„Zmieniłaby całą narrację Kremla”, a Putin musiałby przyznać, że inwazja na Ukrainę nie przebiega zgodnie z planem – powiedział Ignatow. Określił taką możliwość jako „bardzo ryzykowną” również dlatego, że pełna mobilizacja dodatkowo zaszkodziłaby rosyjskiej gospodarce. Mogłaby też osłabić poparcie dla Putina, ponieważ niektórzy Rosjanie opowiadają się za inwazją na Ukrainę, ale sami nie chcą walczyć. „Jeśli ogłoszona zostanie pełna mobilizacja, części ludzi to się nie spodoba” – ocenił Ignatow.

Putin może również ogłosić stan wojenny, zawiesić wybory i skonsolidować władzę w swoich rękach. To z kolei może oznaczać zakaz wyjazdu z kraju dla mężczyzn w wieku poborowym, co również mogłoby się okazać niepopularne.

Prezydent Rosji może też przy okazji Dnia Zwycięstwa ogłosić aneksję separatystycznych tzw. republik ludowych w Donbasie na wschodzie Ukrainy, ofensywę na Odessę na południu tego kraju lub przejęcie pełnej kontroli nad Mariupolem w obwodzie donieckim; pojawiły się też oznaki przygotowań do aneksji tzw. republiki ludowej w Chersoniu na południu Ukrainy – oceniły źródła CNN.

„(Putin) będzie w stanie ogłosić pewne zwycięstwa rosyjskiej armii na Ukrainie. Może spróbować to wykorzystać, by umocnić swoje poparcie” – powiedział Ignatow. Zaznaczył, że trudno jest przewidzieć, co zrobi Rosja, ponieważ decyzje podejmowane są tam przez „jednego człowieka i kilku jego doradców”.

Sekretarz rady bezpieczeństwa: Rosja zaatakuje Kazachstan i Mołdawię 

Wojna na Ukrainie nie skończy się na tym kraju; na rosyjski atak powinny przygotować się także Kazachstan i Mołdawia – oświadczył sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow w wywiadzie dla telewizji islandzkiej.

„Jestem więcej niż pewien, że wojna nie skończy się na terytorium naszego kraju. Będzie jeszcze dużo innych rzeczy. O ile się nie mylę (szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej) Ławrow powiedział w ostatnich dniach, że Kazachowie to bracia, więc oni też powinni szykować się na okupację. Mołdawianie to też bracia. Szykujcie się, bracia Mołdawianie i Kazachowie” – oznajmił Daniłow, cytowany przez ukraińską agencję Ukrinform.

Straż graniczna: nie wykluczamy, że Białoruś włączy się do wojny

Władze w Kijowie nie wykluczają, że Rosja użyje w pewnym momencie białoruskich wojsk w wojnie przeciwko Ukrainie – oświadczył w środę rzecznik ukraińskiej straży granicznej Andrij Demczenko, cytowany przez agencję Reutera.

Białoruś rozpoczęła wcześniej w środę niezapowiedziane ćwiczenia wojskowe. Białoruskie ministerstwo obrony ogłosiło, że celem manewrów jest sprawdzenie gotowości bojowej armii, i zapewniło, że „nie stanowią zagrożenia” dla sąsiednich krajów.

„Nie wykluczamy, że Federacja Rosyjska może w pewnym momencie wykorzystać terytorium Białorusi oraz Siły Zbrojne Republiki Białorusi przeciwko Ukrainie. Dlatego jesteśmy gotowi” – powiedział Demczenko.

Sekretarz rady bezpieczeństwa: operacja odblokowania Mariupol na razie niemożliwa 

Przeprowadzenie wojskowej operacji odblokowania oblężonego przez Rosjan Mariupola nad Morzem Azowskim jest na razie niemożliwe, bo Ukraina nie ma wystarczającej ilości broni ciężkiej – oznajmił sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow.

„Wszyscy (obrońcy Mairupola) to bohaterowie, wszyscy, którzy tam są. Gdyby była choćby najmniejsza szansa ich uwolnienia z punktu widzenia operacji wojskowej, to by ją przeprowadzono. Niestety nie mamy obecnie ciężkiego uzbrojenia i broni w wystarczającej ilości. Proszę uwierzyć, że gdybyśmy ją mieli, prezydent wydałby rozkaz i taka operacja by się odbyła” – powiedział Daniłow w wywiadzie dla telewizji islandzkiej, cytowany przez agencję Ukrinform.

Prawie całkowicie zniszczony przez Rosjan Mariupol doświadcza jednej z największych katastrof humanitarnych. Ośrodkiem ukraińskiego oporu pozostaje kombinat Azowstal, gdzie broni się pułk ukraińskiej Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Według wicepremier Iryny Wereszczuk na terenie kombinatu znajduje się ponad 40 ciężko rannych żołnierzy. Szef Czerwonego Krzyża w Mariupolu Pascal Hundt powiedział, że w mieście nadal uwięziona jest nieokreślona liczba cywilów.

Rosyjskojęzyczni Ukraińcy masowo porzucają swój język na rzecz ukraińskiego

Z powodu rozpoczętej 24 lutego rosyjskiej inwazji na Ukrainę rosyjskojęzyczni Ukraińcy masowo porzucają swój język na rzecz ukraińskiego. "W tym języku padł rozkaz ataku na moje miasto; odkąd to sobie uświadomiłam, stał się dla mnie nie do zniesienia" - mówi PAP 20-letnia Uliana z Charkowa.

"Rozkaz zbombardowania mojego domu, moich ulubionych miejsc, mojej szkoły został wydany po rosyjsku. Gdy to sobie uświadomiłam, opanowało mnie obrzydzenie, nagle mój własny język stał się nie do zniesienia. Od tamtego momentu przestałam go używać, nie mogę go nawet słuchać" - tłumaczy pochodząca ze wschodniej Ukrainy kobieta.

Na pytanie, czy zmiana była trudna, odpowiada: "Chociaż moim pierwszym językiem jest rosyjski, ukraińskiego uczyłam się całe życie - zmiana nie była zatem tak trudna". "Rodzice i moi znajomi nie byli zaskoczeni podjętą decyzją, od dawna znali moje poglądy na tę sprawę i przyznają, że się tego spodziewali" - dodaje.

"To dla mnie naprawdę przykre, że tak duża część (mieszkańców) kraju, w tym do niedawna ja, mówi językiem ludzi, którzy od dawna chcą nas upokorzyć, podważyć nasze istnienie i zniszczyć nasze aspiracje" - mówi.

50-letni Ołeksandr tłumaczy, że trzy lata temu zaangażował się w pomoc żołnierzom walczącym w Donbasie i wtedy rozpoczął się dla niego proces odchodzenia od "języka, którym mówiliśmy w domu". "Woziłem im sprzęt i tak dalej, potem zacząłem rozwozić rannych po szpitalach czy na operacje. Tak się złożyło, że większość kursów wykonywałem na zachodzie, w ukraińskojęzycznych obwodach wołyńskim i lwowskim. Z szacunku do tych ludzi zacząłem uczyć się ukraińskiego i w tym języku mówić w ich otoczeniu" - wspomina.

"Do 24 lutego nadal posługiwałem się rosyjskim. Jednak tego dnia miarka się przebrała. Teraz nie zaczynam już rozmów po rosyjsku, mówię, że nie znam tego języka i go nie rozumiem. Rozmawiam tak tylko ze swoją mamą i przyjaciółką, Tatarką z Krymu, której pierwszym językiem nie jest rosyjski, ale tylko tak możemy się porozumieć" - wyjaśnia.

Również 27-letni Wład ze wschodniej Ukrainy postanowił unikać rosyjskiego i posługiwać się ukraińskim. „Tak zaczynam rozmowy, co nastąpiło po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji, tak staram się też rozmawiać z osobami, które znają ukraiński" - mówi.

"Tak, (rosyjski) to też mój język, ale od ponad dwóch miesięcy brzydzi mnie wszystko, co rosyjskie" - przyznaje 26-letni Daniel z Kijowa. "Jeśli tylko mogę, jeśli mój rozmówca rozumie ukraiński, posługuję się tym językiem" - dodaje.

Według najnowszych danych rosyjski jest pierwszym językiem dla około 30 proc. ludności Ukrainy.

Autobusy ewakuacyjne z mieszkańcami Mariupola wyjechały z miasta

Konwój autobusów, którymi jest ewakuowana ludność cywilna z oblężonego Mariupola nad Morzem Azowskim, opuścił w środę miasto dzięki współpracy ukraińskiego rządu, ONZ i Czerwonego Krzyża - poinformował w mediach społecznościowych szef władz obwodu donieckiego Pawło Kyryłenko.

Autobusy zmierzają do Zaporoża. Po drodze z Mariupola pojazdy mają zatrzymać się w trzech miejscach zbiórki ludności chcącej ewakuować się z regionu. Możliwe będzie także dołączenie do konwoju osób chcących wyjechać prywatnymi samochodami.

Dowództwo Południe: żołnierze rosyjscy masowo zakładają ukraińskie mundury, niewykluczone prowokacje 

Żołnierze rosyjscy w obwodzie zaporoskim na południu Ukrainy zaczęli masowo zakładać ukraińskie mundury – poinformowało w środę Dowództwo Operacyjne Południe na Facebooku, nie wykluczając, że może chodzić o prowokacje.

Według Dowództwa w mieście Tokmak w obwodzie zaporoskim okupanci zaczęli masowo szyć mundury Sił Zbrojnych Ukrainy i nie jest wykluczone, że tak przebrani będą chcieli przeprowadzić prowokacje, by zdyskredytować żołnierzy ukraińskich na okupowanych terenach.

„Tymczasem dzięki działaniom naszych mobilnych grup przeciwczołgowych zapewniono kontrolę nad terytorium czterech miejscowości w pobliżu granicy administracyjnej obwodu mikołajowskiego i chersońskiego” – dodano.

Jak podkreślono, okręty Floty Czarnomorskiej są w gotowości do ataków rakietowych na terytorium Ukrainy. 

Sztab generalny: Rosja straciła już 24,5 tys. żołnierzy 

Od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło około 24,5 tys. żołnierzy, 1077 czołgów, 2610 pojazdów opancerzonych i 491 systemów artyleryjskich, a także 194 samoloty i 155 śmigłowców - poinformował w środę Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

W ciągu ostatniej doby siły rosyjskie straciły około 300 żołnierzy, 15 czołgów, 43 pojazdy opancerzone, 16 systemów artyleryjskich, 24 pojazdy kołowe i cysterny oraz 12 dronów - przekazał Sztab w komunikacie opublikowanym na Facebooku (https://tinyurl.com/mj8ff9hn).

Dodano, że od 24 lutego do 4 maja Rosja straciła łącznie 1867 pojazdów i cystern, 303 drony, 81 systemów przeciwlotniczych, 163 wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe, 10 jednostek pływających i 87 pocisków manewrujących.

W komunikacie sztabu zaznaczono, że w ciągu ostatniej doby nieprzyjaciel poniósł największe straty na kierunku iziumskim.

Brytyjski resort obrony: Rosja ma 22 batalionowe grupy taktyczne w pobliżu Iziumu

"Rosja rozmieściła 22 batalionowe grupy taktyczne w pobliżu Iziumu (w obwodzie charkowskim na wschodzie Ukrainy - PAP), próbując posuwać się wzdłuż północnej osi Donbasu. Pomimo trudności w przełamaniu ukraińskiej obrony i nabraniu rozpędu, Rosja najprawdopodobniej zamierza przemieścić się poza Izium, aby zająć miasta Kramatorsk (w obwodzie donieckim) i Siewierodonieck (w obwodzie ługańskim). Zdobycie tych miejsc umocniłoby rosyjską kontrolę wojskową nad północno-wschodnim Donbasem i stanowiłoby punkt etapowy dla działań zmierzających do odcięcia sił ukraińskich w tym regionie" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.

Rzecznik MSZ o słowach papieża: ta wojna nie została sprowokowana przez NATO 

Wojna na Ukrainie nie została sprowokowana przez Ukrainę, NATO ani żadną inną stronę – oświadczył w środę rzecznik ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Ołeh Nikołenko, komentując dla portalu Hromadske słowa papieża Franciszka, że jednym z możliwych powodów rosyjskiej napaści mogło być "szczekanie pod drzwiami Rosji przez NATO".

„Doceniamy, że Ukraina pozostaje w centrum jego uwagi. Jesteśmy wdzięczni za wysiłki papieża na rzecz przywrócenia sprawiedliwego pokoju i zakończenia wojny, która w żaden sposób nie została sprowokowana przez Ukrainę, NATO ani żadną inną stronę” – oznajmił Nikołenko.

W opublikowanym we wtorek wywiadzie dla włoskiego dziennika "Corriere della Sera" papież powiedział, że jednym z możliwych powodów rosyjskiej napaści na Ukrainę i postawy Władimira Putina mogło być "szczekanie pod drzwiami Rosji przez NATO". Dodał, że jest gotów spotkać się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Moskwie, natomiast na razie nie pojedzie do Kijowa.

Nikołenko oznajmił, że Ukraina potwierdza swoją wolę dialogu i ponawia zaproszenie dla papieża do Kijowa.

„I dla papieża, i dla całego świata stało się teraz absolutnie jasne, że ani Rosja, ani osobiście Putin nie są nastawione na zatrzymanie rozlewu krwi na ukraińskiej ziemi” – powiedział rzecznik MSZ w Kijowie, apelując do Franciszka o podejmowanie starań na rzecz pokoju w Ukrainie.

W kijowskich kawiarniach wrócił popyt na słodkości, a goście starają się dawać sute napiwki

W kawiarniach i restauracjach Kijowa znów jest popyt na słodkości. Mimo wojny goście starają się też dawać sute napiwki. Alkohol nie jest teraz zbyt często zamawiany, choć zakaz handlu nim przestał obowiązywać - opowiada PAP Andrij, kelner w jednym z kijowskich lokali gastronomicznych. Jak mówi, czas spędzony w restauracji daje ludziom poczucie powrotu do normalności.

"Nasza restauracja wznowiła pracę na początku kwietnia. Przez pierwszy tydzień czynna była jedna z pięciu sal. Teraz gościmy klientów w dwóch salach i wystawiliśmy kilka stolików na zewnątrz. Menu mamy na razie niepełne, lecz w porównaniu z tym, co było na początku kwietnia, jest dużo lepiej. Wtedy przyrządzaliśmy tylko to, co mogliśmy kupić na bazarku, który się znajduje w dzielnicy Trojeszczyna. Tam już w drugim tygodniu wojny kijowianie mieli możliwość kupienia prawie wszystkiego, bo akurat w tej dzielnicy jest dość dużo hurtowni spożywczych" - powiedział PAP 30-letni Andrij.

Jak dodał, obecnie gościom serwowane są już świeże sałatki, a miesiąc temu był z tym problem. "Przed wojną przychodziło się do nas raczej na piwo, do którego zamawiano deskę serów, jakieś kabanosy czy ryby. Teraz goście chętniej zamawiają potrawy mięsne na gorąco i smażone ziemniaki. Ze względu na to, że wzrosło zainteresowanie deserami, czego wcześniej u nas nigdy nie było, dodaliśmy kilka pozycji. Dobrze schodzą eklery, galaretki i nawet ciasta" - mówi Andrij.

Jak dodaje, klientami jego lokalu są przeważnie okoliczni mieszkańcy, ale "ze względu na to, że znajdujemy się w śródmieściu, przychodzą do nas też zagraniczni przedstawiciele różnych misji, którzy przyjeżdżają do Kijowa".

"Generalnie ludzi jest mniej. Sporo osób obecnie nie jest w stanie przychodzić do restauracji, zarówno ze względów finansowych, jak i psychologicznych. Przed wojną napiwek mieliśmy wliczony do rachunku, a teraz z tego zrezygnowaliśmy. Zauważyłem jednak, że nasi goście starają się zostawiać szczodre napiwki i bardzo dziękują za to, że jesteśmy otwarci. Mówią, że czas spędzony w restauracji daje im poczucie normalnego życia" - relacjonuje kelner.

Jak zauważa, ze względu na to, że restauracja, w której pracuje, mieści się w tym miejscu od dawna, "znamy tu wszystkich". "Emerytów z pobliskich kamienic zapraszamy na darmowe obiady. Wojskowi też są u nas obsługiwani nieodpłatnie" - zapewnia.

Andrij przypomina sobie, że wcześniej w restauracji piło się dużo piwa. "Zwłaszcza w piątki zawsze było u nas dużo ludzi, którzy balangowali do późnych godzin nocnych. Teraz zauważyłem, że mimo zniesienia zakazu sprzedaży alkoholu, który obowiązywał w Kijowie na początku wojny, nasi goście rzadko go zamawiają, a jeśli już, to bardzo mało. Mówią, że jakoś nie mają na niego ochoty. Natomiast wzrosło zainteresowanie napojami gazowanymi i kawą, chociaż kawy w Kijowie i przed wojną piło się dużo" - dodaje.

Matka schwytanego wolontariusza: Rosjanie zmuszali go do mówienia

Pokazany w rosyjskiej telewizji schwytany na Ukrainie pracownik brytyjskiej organizacji pomocowej nie mówił ani nie zachowywał się w naturalny sposób, co sugeruje, że był zmuszany do mówienia - przekazała jego matka, którą cytuje we wtorek stacja Sky News.

Paul Urey z Manchesteru jest jednym z dwóch pracowników organizacji pozarządowej The Presidium Network, którzy w zeszłym tygodniu zaginęli na Ukrainie. Według niej, obaj zostali schwytani na punkcie kontrolnym na południe od miasta Zaporoże, gdy jechali samochodem, aby pomóc kobiecie i dwójce dzieci w ewakuacji.

We wtorek w jednej z rosyjskich stacji wyemitowano nagranie wideo przedstawiające Ureya. Jego matka, która obejrzała to nagranie, oświadczyła, że jej zdaniem, zmuszono go do mówienia. "Jego słowa są zbyt pozbawione emocji, a wyraz twarzy sprawia, że nie wierzę w to, co mówi. Zazwyczaj mówi szybko i rzeczowo. Znam swojego syna jak każda matka, a to nie jest jego naturalne zachowanie" - powiedziała Linda Urey.

W poprzednich dniach w rosyjskiej telewizji wyemitowano podobne nagrania z udziałem dwóch Brytyjczyków, którzy z racji osobistych związków z Ukrainą walczyli w regularnych siłach zbrojnych tego kraju - Aidena Aslina i Shauna Pinnera, a także Andrewa Hilla, który najprawdopodobniej walczył w szeregach ukraińskiego legionu międzynarodowego.

Tymczasem dziennik "The Times" przytacza we wtorek ostrzeżenie ukraińskiego think tanku Centrum Strategii, że Rosjanie mogą zmusić kilkuset jeńców do przejścia w paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa, która zaplanowana jest na Placu Czerwonym w Moskwie 9 maja.

Tatiana, mieszkanka Makarowa: przystawił mi do głowy pistolet; powiedziałam, że będę patrzeć mu w oczy, żeby zapamiętał mnie do końca życia

Przystawił mi do głowy pistolet. Powiedziałam, że przez cały ten czas będę patrzeć mu w oczy, żeby zapamiętał mój wzrok do końca życia – mówi PAP Tatiana, 45-letnia mieszkanka Makarowa. W trakcie okupacji części położonego w obwodzie kijowskim miasta Rosjanie zamieszkali w jej domu, próbowali zabrać jej oszczędności i w końcu zagrozili śmiercią.

„Przez miesiąc mieszkaliśmy z mężem w piwnicy własnego domu. Orki weszły na nasze podwórko i zakomunikowały, że będą mieszkać u nas, a my mamy wynosić się do piwnicy” – wspomina kobieta. „Robili tam, co chcieli” – dodaje.

Tatiana jest dyrektorką szkoły w liczącym przed wojną około 10 tysięcy mieszkańców Makarowie. Dziś budynek placówki jest zupełnie zniszczony, a jego pracownicy wraz z kilkoma wolontariuszami próbują usunąć lżejsze części zbombardowanej konstrukcji.

„Szukali pieniędzy. Wiedziałam o tym, dlatego wcześniej przykleiłam taśmą klejącą część naszych oszczędności do własnego ciała. To było kilkaset dolarów w kilku banknotach, którymi okleiłam brzuch” – tłumaczy. „Na szczęście ich nie znaleźli” – dodaje.

„Chcieli też zabić męża, jak robili to z wieloma mężczyznami, których podejrzewali o przynależność do armii. Jakoś udało mi się ich ubłagać” – wspomina rozmówczyni PAP.

Tatiana przyznaje, że „tylko cudem przeżyła ten miesiąc”. „Poza groźbami najgorszy był brak jedzenia. W piwnicy jedliśmy tylko to, co wcześniej tam trzymaliśmy. Nie zdążyliśmy przecież zrobić żadnych zapasów” – przyznaje.

Rozmowę przerywa dzwonek telefonu. Po krótkiej wymianie zdań kobieta przeprasza i mówi, że musi jechać na identyfikację zwłok swojej byłej pracownicy. „To dziewczyna, która zaangażowała się w pomoc przy ewakuacji mieszkańców miasta” – wyjaśniają sprzątające szkolne podwórko kobiety. „Bus, którym pomagała wywozić ludzi, został ostrzelany. Przeżyła i wróciła do Makarowa, by kontynuować ewakuację innych; za kolejnym razem nie miała tyle szczęścia” – dodają.

Wielu mieszkańców regionu zginęło na drogach, którymi próbowali przedostać się w bezpieczniejsze części kraju.

„Ołeksandr wyjechał ze swoim przyjacielem poza miasto, by sprawdzić bezpieczeństwo dróg prowadzących na zachód Ukrainy. Do Makarowa zbliżali się już Rosjanie, w samym mieście słychać było odgłosy niedalekich walk. Chciał sprawdzić, czy będzie mógł bez większego ryzyka przewieźć swoją rodzinę” - 45-letni Wowa przytacza PAP historię pracującego w jego przedsiębiorstwie kierowcy.

„Jego samochód został ostrzelany, wraz z przyjacielem zginął na miejscu. Rosjanie umieścili później pod ich ciałami miny, auto stało w tym samym miejscu – na poboczu drogi – przez miesiąc, ich rodziny nie mogły zabrać zwłok. Dopiero po wyzwoleniu tego terenu ciała wydobyto z samochodu i pochowano” – wspomina przedsiębiorca.

Rozpoczęta na początku marca okupacja części miasta zakończyła się w kwietniu, gdy Rosjanie wycofali się z zajmowanych wokół Kijowa obszarów. Szacuje się, że wskutek walk i ostrzału Makarów został zniszczony w około w 40 procentach.

Sztab generalny: siły rosyjskie niszczą naszą infrastrukturę transportową 

Siły rosyjskie przeprowadziły ataki rakietowe w ośmiu obwodach Ukrainy w celu zniszczenia infrastruktury transportowej kraju – poinformował w środę Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy na Facebooku.

Ataki rakietowe przeprowadzono w obwodach dniepropietrowskim, kirowohradzkim, lwowskim, winnickim, kijowskim, zakarpackim, odeskim i donieckim.

Przeciwnik kontynuuje działania ofensywne we wschodniej strefie operacyjnej z zamiarem przejęcia pełnej kontroli nad obwodem ługańskim i donieckim oraz stworzenia korytarza lądowego z tych terenów do okupowanego Krymu.

Wróg ostrzeliwał Charków oraz wieś Protopopiwka w obwodzie charkowskim z artylerii i moździerzy. Wojsko rosyjskie przeprowadzało też zwiad powietrzny w okolicach kilku miejscowości rejonu barwinkowskiego i próbowało prowadzić natarcie w kierunku wioski Dowheńke, ale bez powodzenia.

Ostrzeliwano wojska ukraińskie na kierunkach donieckim i twarijskim. Na kierunku łymańskim przeciwnik prowadzi ofensywę w stronę wioski Szandryhołowe, walki trwają. Siły rosyjskie prowadzą też działania szturmowe w rejonie Popasnej w obwodzie ługańskim, tu także trwają walki.

Wojska rosyjskie kontynuują ataki lotnicze w Mariupolu nad Morzem Azowskim i nacierają na pozycje ukraińskie w okolicy kombinatu Azowstal w tym mieście.

Na kierunku zaporoskim wróg prowadzi działania ofensywne w stronę miejscowości Orchiw, ale bez powodzenia. W Gorłówce do centralnej kostnicy dostarczono ponad 100 ciał zmobilizowanych żołnierzy, którzy zginęli na terytorium obwodu zaporoskiego.

Na kierunku południowobużańskim siły rosyjskie użyły artylerii, wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych oraz czołgów wzdłuż całej linii frontu w celu zniszczenia umocnień ukraińskich pozycji. Nasiliły się działania bojowe w okolicach wsi Tomyna Bałka.

W ciągu ostatniej doby ukraińska obrona przeciwlotnicza i piechota strąciły siedem rosyjskich samolotów bezzałogowych i osiem pocisków manewrujących.

Na terytorium Donbasu w ciągu ostatniej doby siły ukraińskie odbiły 12 ataków wroga, zniszczyły sześć czołgów, pięć systemów artyleryjskich, 15 pojazdów opancerzonych i osiem samochodów.

Kobieta uratowana z Azowstalu: traciliśmy nadzieję, że kiedykolwiek wyjdziemy 

To było okropne, traciliśmy nadzieję, że kiedykolwiek wyjdziemy – powiedziała BBC Keteryna, która wraz z dwójką dzieci spędziła dwa miesiące w bunkrze pod zakładami Azowstal w oblężonym przez wojsko rosyjskie Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy.

Keteryna wysiadła z autobusu ewakuacyjnego w kontrolowanym przez siły ukraińskie Zaporożu; cały jej dobytek upchnięty był w małym plecaku. Jej dzieci w wieku sześciu i 11 lat przetarły oczy – wcześniej przez dwa miesiące nie widziały światła słonecznego.

„To, jak żyliśmy, mówiąc szczerze, było okropne. Od rana i w nocy byliśmy bombardowani. Artyleria, rakiety, naloty z powietrza” – opowiada, cytowana przez BBC.

„Nasze dzieci nie mogły spać. Płakały, bały się. My też. Były chwile, gdy traciliśmy nadzieję, że kiedykolwiek wyjdziemy” – dodała Keteryna.

Żyli w ciemnościach, żywiąc się racjami otrzymywanymi od grupy ukraińskich żołnierzy. Azowstal był ostatnim bastionem obrony Mariupola. Większość miasta została obrócona w ruinę przez rosyjskie bombardowania i ostrzały.

W weekend Keteryna i jej dzieci ujrzały światło słoneczne po raz pierwszy od ponad 60 dni. Dzięki skomplikowanej operacji ewakuacyjnej z bunkrów pod Azowstalem udało się uratować około 100 osób.

Była wśród nich również Inna Babusz, która ukrywała się tam z 17-letnią córką. „Mieliśmy nadzieję, że każdy kolejny dzień będzie ostatnim w tym piekle. Że wrócimy do domu w pokojowym Mariupolu, ale teraz on nie istnieje” – powiedziała, cytowana przez BBC.

Ukraina przygotowuje kolejną ewakuację z Mariupola 

Ukraina przygotowuje na środę kolejną ewakuację cywilów z opanowanego niemal całkowicie przez Rosjan portowego miasta Mariupol na południowym wschodzie kraju - poinformował w nocy z wtorku na środę szef administracji obwodu zaporoskiego Ołeksandr Staruch na Telegramie.

Miejscem zbiórki ma być centrum handlowe w zachodniej części Mariupola, oddalone jednak wiele kilometrów od kombinatu metalurgicznego Azowstal, który jest ostatnim bastionem ukraińskiego oporu w mieście i gdzie ukrywa się jeszcze wielu cywilów.

We wtorek, z pomocą ONZ i Czerwonego Krzyża, udało się ewakuować z zakładów Azowstal i samego Mariupola 156 cywilów - kobiet, dzieci i osób starszych. Zostali oni przewiezieni autobusami do Zaporoża. Uratowanie tych ludzi z ogromną ulgą przyjął prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. "Wreszcie są całkowicie bezpieczni" - powiedział Zełenski w nagraniu wideo wyemitowanym we wtorek wieczorem.

Mer Mariupola Wadym Bojczenko poinformował, że w mieście, które przed rosyjską agresją liczyło około 400 tys. mieszkańców, wciąż znajduje się około 100 tys. cywilów.

Zełenski o rosyjskich atakach rakietowych: oznaki słabości Moskwy 

Prezydent Wołodymyr Zełenski uważa, że liczne wtorkowe ataki rakietowe na Ukrainę są oznakami słabości Moskwy. "Najwyraźniej rosyjska armia wyjątkowo nerwowo zareagowała na nasze sukcesy" - powiedział Zełenski w nagraniu wideo wyemitowanym we wtorek wieczorem.

"Rosjanie maskują jedynie swoją niemoc, ponieważ Ukraina jest dla nich za silna" - stwierdził Zełenski.

Z kolei szef kancelarii prezydenta Ukrainy Andrij Jermak napisał w komunikatorze Telegram, że ataki na ukraińską infrastrukturę kolejową mają na celu zatrzymanie dostaw zachodniej broni. "Ale to się nie uda" - podkreślił Jermak.

Władze: są ofiary śmiertelne wtorkowych ataków rakietowych 

O ofiarach śmiertelnych, a także o rannych wskutek wtorkowych ataków rakietowych przeprowadzonych przez siły rosyjskie poinformowały władze w kilku ukraińskich obwodach.

Jedna osoba zginęła, a cztery zostały ranne podczas rosyjskiego ostrzału hromady (gminy) koczubeiwskiej w obwodzie chersońskim na południu kraju – podały lokalne władze na Facebooku. 

Dowództwo operacyjne Południe poinformowało portal Suspilne o zabitych i rannych na skutek zaatakowania przez siły rosyjskie infrastruktury kolejowej obwodu kirowohradzkiego dwoma rakietami wystrzelonymi z kierunku kaspijskiego.

Mer Lwowa Andrij Sadowy poinformował o dwóch osobach rannych na skutek ataku rakietowego na miasto. We Lwowie są problemy z dostawami prądu i wody. Poważnemu uszkodzeniu uległa infrastruktura komunalna. 

Szef władz obwodu dniepropietrowskiego Wałentyn Rezniczenko powiadomił zaś o jednej osobie rannej w ataku rakietowym w rejonie kamieńskim. Poważnie uszkodzona została infrastruktura kolejowa.

O atakach rakietowych informowano we wtorek po południu w wielu obwodach Ukrainy. Po raz pierwszy zaatakowane zostało zamieszkane przez mniejszość węgierską Zakarpacie, atakowano też obwód kirowohradzki, a dwie rakiety strącono nad obwodem winnickim.

O ataku rakietowym na miasto Arcyz w obwodzie odeskim poinformował mer Serhij Parpułanski. Nad obwodem siły ukraińskie strąciły trzy rakiety – powiedziała portalowi Suspilne rzeczniczka dowództwa Południe Natalia Humeniuk.

Ostrzelany zostały też rejon krzyworoski na granicy z obwodem chersońskim – podał szef władz rejonowych Jewhen Sytnyczenko na Facebooku. 

Rosyjskie ostrzały rakietowe różnych regionów, m.in. Zakarpacia

Do rosyjskich ostrzałów rakietowych kilku obwodów, w tym po raz pierwszy zamieszkanego przez mniejszość węgierską Zakarpacia, doszło we wtorek w Ukrainie. Poinformowali o tym przedstawiciele władz regionalnych.

„Uderzyła rakieta w obiekt w hirskim rejonie Zakarpacia. Na miejscu pracują służby, ustalamy informacje o szkodach i ewentualnych ofiarach” – oznajmił szef władz obwodowych Wiktor Mykyta na Telegramie. 

Wcześniej o rosyjskich atakach rakietowych w obwodzie lwowskim informował szef władz obwodowych Maksym Kozycki. Według mera Lwowa Andrija Sadowego uszkodzone zostały trzy podstacje energetyczne i w części miasta nie ma prądu. 

Szef władz obwodu winnickiego Serhij Borzow powiadomił, że obrona przeciwlotnicza strąciła nad obwodem dwie rosyjskie rakiety. Obecnie trwają poszukiwania odłamków. 

Informacje o wybuchach nadchodzą również w obwodu kirowohradzkiego. O uderzeniu rakiety w hromadzie (gminie) dolińskiej poinformował szef miejscowych władz Jewhenij Zwizdowski – pisze portal Hromadske.

O tym, że odgłosy wybuchów słychać było również w Mikołajowie, powiadomił korespondent portalu Suspilne.

Tymczasem ukraińskie koleje przekazały, że na skutek ostrzałów obiektów infrastruktury stanęło we wtorek 13 pociągów.

Alarmy przeciwlotnicze ogłoszono we wtorek po południu w niemal wszystkich obwodach na terytorium Ukrainy. 

Władze: siły rosyjskie zabiły we wtorek w obwodzie donieckim 21 cywilów 

Co najmniej 21 cywilów zostało zabitych we wtorek w obwodzie donieckim przez siły rosyjskie, a 27 odniosło obrażenia w wyniku ataków – poinformował szef władz obwodowych Pawło Kyryłenko na Telegramie.

„3 maja Rosjanie zabili 21 cywilnych mieszkańców obwodu donieckiego i zranili 27. To największa liczba ofiar w ciągu jednego dnia od czasu ostrzelania przez Rosjan dworca kolejowego w Kramatorsku” 8 kwietnia – oznajmił Kyryłenko. (https://t.me/pavlokyrylenko_donoda/3256)

Jak dodał, 10 cywilów zginęło w Awdijiwce, 5 w Łymanie, 4 w Wuhledarze i po jednym w Wełykiej Nowosiłce i Szandryhołowie.

Władze: w obwodzie lwowskim doszło do rosyjskich ataków rakietowych 

W obwodzie lwowskim doszło we wtorek, według wstępnych informacji, do rosyjskich ataków rakietowych - oświadczył szef władz obwodowych Maksym Kozycki na Telegramie, apelując do ludności o pozostanie w schronach.

Wcześniej mer Lwowa Andrij Sadowy przekazał na Facebooku, że w mieście było słychać we wtorek wieczorem odgłosy wybuchów. (www.facebook.com/andriy.sadovyi/posts/565526341602140)

Podał też, że w części miasta są zakłócenia w dostawach prądu; w wyniku rosyjskiego ataku uszkodzone zostały dwie podstacje.

Źródło:Bankier24
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Wojna w Ukrainie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki