Fatalna kondycja amerykańskiej gospodarki odbija się na wszystkich pozostałych rynkach. Drugim ogniskiem zapalnym są gospodarki Włoch i Hiszpani, które zmierzają się z turbulencjami na rynku długu. Globalna wioska jak system naczyń połączonych poddawana jest ciężkiej próbie, której powodzenie zakwestionowali sfrustrowani inwestorzy.
Ropa naftowa w Nowym Jorku osiągnęła poziom najniższy od ośmiu miesięcy. Tak mocno nie taniała już bardzo dawno. Tylko wczoraj notowania ropy spadły o 5,93 proc. osiągając cenę 86,48$ za baryłkę. Kontrakty terminowe spadały dziś o 4,3 proc. (przy wczorajszym -5,8 proc.). - Rynki są pełne nerwów, a ludzie panikują - mówi Jonathan Barratt, dyrektor zarządzający w Commodity Broking Services Pty w Sydney cytowany na Bloombergiem. Przewiduje on, że cena ropy nafrtowej za baryłkę będzie w tym roku wynosić średnio 100$.
Ostre hamowanie Stanów Zjednoczonych ma proste przełożenie na kondycję chińskiej gospodarki. Chiny, w których popyt na ropę naftową ciągle wzrasta mogą w pewnym momencie skorygować swoje szacunki konsumpcji. Jeśli z czasem na światowej scenie problemów, do USA i Europy dołączy Państwo Środka może nastąpić kolejne uderzenie strachu.
O godzinie 11:05 w elektronicznym handlu na giełdzie Nymex za baryłkę ropy płacono 86,46$, czyli o 0,2 proc. mniej niż wczoraj. Ceny ropy spadły o 13 proc. tylko w tym tygodniu, natomiast oznacza to 8,4 proc. spadek w całym 2011 roku.
K.G.























































