Niebezpieczne odpady w Polsce to dosłownie palący problem. Choć nielegalne składowiska są niekiedy lokalizowane jeszcze przed pożarem, to opieszałość instytucji państwowych i brak środków utrudniają neutralizację zagrożenia. Kryzys śmieciowy to sprawa polityczna czy wynik zaniedbań? Trudno wskazać jednego winnego.


Śmieci to palący problem w Polsce, szczególnie w ostatnich tygodniach. Jak wynika z danych przedstawionych przez Alicję Defratykę, pomiędzy rokiem 2013 a 2021 ponad 3 razy zwiększyła się masa odpadów (odpowiednio 110,3 tys. ton odpadów i 351 tys. ton), które przywieziono do Polski na podstawie zezwoleń Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ). Natomiast z początkiem maja GIOŚ informował, że 2022 rok był pierwszym, kiedy więcej odpadów wyjechało z kraju, niż przyjechało z zagranicy (import oszacowano na ok. 300 tys. ton).
Ważne
W statystykach od 2013 r. nie są już uwzględniane odpady z tzw. zielonej listy (np. złom, stłuczka szklana, makulatura) przeznaczone do odzysku, które nie wymagają uzyskania zezwolenia GIOŚ na przywóz odpadów.
Szczyt przywozu śmieci do Polski osiągnięto w 2018 roku, kiedy to zaimportowaliśmy na podstawie zezwoleń GIOŚ aż 434,4 tys. ton odpadów. Był to również rekordowy rok, jeśli chodzi o liczbę pożarów składowisk śmieci - zgodnie z danymi NIK wystąpiły one wówczas 243 razy, z czego 45 miało miejsce na terenie województwa łódzkiego. W kolejnych latach liczba ta sukcesywnie spadała.
Na ograniczenie importu odpadów do Polski wpłynęły m.in. wydarzenia właśnie z 2018 roku. Liczne pożary składowisk odpadów wymusiły niejako na rządzących wprowadzenie przepisów, które m.in. ograniczyły transgraniczny przewóz odpadów. Wprowadzono wtedy także całkowity zakaz przywozu do krajów odpadów przeznaczonych do unieszkodliwienia.
"Do Polski można legalnie sprowadzić tylko i wyłącznie odpady-surowce, które nadają się do recyklingu bądź odzysku. Chodzi zatem o takie surowce, które można wykorzystać w duchu gospodarki obiegu zamkniętego - wskazuje wiceszefowa Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska Magda Gosk.
Toksyczne bomby znane i "nietykane"
Zgodnie z obecnymi przepisami za nielegalny transfer odpadów niebezpiecznych na terytorium RP grozi do 12 lat więzienia. Dużym problemem jest jednak niska wykrywalność tego rodzaju przestępstw. Co więcej, jak to w Polsce bywa, różnego rodzaju kontrole trwają długo, a egzekwowanie ich wyników nijak ma się do rzeczywistości.

23 lipca miał miejsce pożar hali z toksycznymi odpadami w Przylepie. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska bronił się jednak, że przeprowadzano dwie kontrole jeszcze w 2015 (!!!) roku w spółce Awinion, które stwierdziły nieprawidłowości w zakresie gospodarowania odpadami. I to odpadami, które stwarzają zagrożenie życia i zdrowia dla osób znajdujących się w strefie oddziaływania magazynu.
Podobna "mina" znajduje się m.in. w Częstochowie. Blisko centrum miasta, w pobliżu siedziby I Urzędu Skarbowego na terenie byłego Wełnopolu w maju 2018 r. odkryto nielegalnie składowane odpady. Co z tego, że zatrzymano podejrzanych w tej sprawie (jeden z nich miał od listopada 2017 r. do czerwca 2018 r. zgromadzić w Kokawie w gminie Mykanów oraz w Częstochowie ponad 4 mln litrów niebezpiecznych substancji), jeśli niebezpieczne odpady wciąż znajdują się w mieście i są zagrożeniem dla zdrowia i życia. Ciekawostką jest też fakt, że wedle ekspertyz zwożone odpady miały pochodzić z państwowej fabryki trotylu - Nitro-Chemu.
Odpady znajdują się na prywatnym terenie, a miasto nie ma wystarczających środków na ich utylizację. Szacuje się, że całkowite koszty usunięcia zagrożeń spowodowanych przestępczą działalnością i nielegalnym składowaniem odpadów przy ul. Filomatów mogą sięgnąć nawet 68,6 mln zł. Częściowo koszty zobowiązały się pokryć Narodowy Fundusu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie (ok. 40 proc. kosztów) oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach (ok.15 proc.).
Śmieci sprawą polityczną?
Najłatwiej zrzucić odpowiedzialność na kogoś i wykorzystać wątek politycznie. Zdaniem obecnego rządu za kryzys śmieciowy odpowiadają Niemcy - dlatego też Polska złożyła skargę do TSUE na zachodnich sąsiadów za nielegalnie przywiezione odpady. "Polski podatnik nie może płacić za wywóz, za zagospodarowanie niemieckich śmieci" - podkreśla minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.
Przeczytaj także
Śmieci zwożone nielegalnie do kraju to tylko jedna strona medalu. W Polsce znajdują się setki nielegalnych składowisk, a na części z nich, jak ustalili dziennikarze TVN24, toksyczne odpady z produkcji trotylu. Jedynym jego producentem w Polsce jest bydgoski Nitro-Chem kontrolowany przez Skarb Państwa.
Prezes Nitro-Chem tłumaczy się, że spółka została oszukana przez nieuczciwego kontrahenta zewnętrznego, który odbierał od nich odpady. Za firmą wstawił się sam Jacek Sasin, minister aktywów państwowych - "Nitro-Chem nie jest trucicielem, ale to on został oszukany" mówił w Sejmie i przekonywał, że "to nie Nitro-Chem jest trucicielem, to firmy, którym wydawaliście [zwrócił się tutaj do posłów Platformy Obywatelskiej - red.] certyfikaty, które wy wprowadzaliście na rynek, te firmy dzisiaj zatruwają Polskę. Dzisiaj próbujecie własnymi grzechami obarczać innych, ale te grzechy ciążą na was i nic tego nie zmieni".
Po 8 latach własnych rządów winienie poprzedniej ekipy za wszystko co złe jest co najmniej groteskowe. Należałoby się raczej zastanowić, co przez 2 kadencje zrobiono, by efektywnie walczyć z nielegalnymi składowiskami odpadów i by je sprawnie likwidować. O wielu takich miejscach zapewne nie wiemy, a gdy staną się "niewygodne", niewykluczone, że również pójdą z dymem.




























































