Uruchomienie własnego programu jądrowego przez Polskę byłoby kosztowne, mogłoby zająć kilkanaście lat i musielibyśmy liczyć się z negatywną reakcją społeczności międzynarodowej - powiedział PAP ekspert ds. proliferacji broni jądrowej Łukasz Kulesa. Jego zdaniem lepiej dążyć do wejścia do NATO-wskiego programu Nuclear sharing.


Prezydent Karol Nawrocki oświadczył w niedzielę w programie „Śniadanie Rymanowskiego” w Polsat News, że jest „wielkim zwolennikiem” przystąpienia Polski do projektu jądrowego i przyznał, że „Polska powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej”. Pytany o zgodę Stanów Zjednoczonych i traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, odpowiedział: „Nie wiem, ale musimy działać w takim kierunku, abyśmy mogli rozpocząć prace”. Jako powód podał toczący się w sąsiedztwie konflikt zbrojny oraz imperialną politykę Rosji.
Ekspert: To wyjście z traktatów i sprzeciw USA
Były dyrektor ds. proliferacji i polityki nuklearnej w Royal United Services Institute oraz starszy współpracownik w European Leadership Network Łukasz Kulesa ocenił w rozmowie z PAP, że uruchomienie własnego programu nuklearnego wymagałoby wyjścia Polski z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.
W takim przypadku musielibyśmy liczyć się z reakcją społeczności międzynarodowej, w tym sojuszników. Ekspert przypomniał, że na niedawnej konferencji monachijskiej wysoki urzędnik amerykańskiego Departamentu Obrony Elbridge Colby oświadczył, że USA nie będą popierać proliferacji broni jądrowej wśród swoich przyjaciół. – Na wsparcie Stanów Zjednoczonych w tej sprawie nie ma więc co liczyć. Reakcja pozostałych sojuszników również zależałaby od tego, jak oceniliby związane z tym możliwości i ryzyka. Należy brać pod uwagę także reakcję adwersarzy, przede wszystkim Rosji – zaznaczył Kulesa.
Polska broń atomowa to lata pracy
Zwrócił zarazem uwagę, że na taki program składa się wiele komponentów. Najważniejsze jest pozyskanie wysoko wzbogaconego uranu lub plutonu, co oznacza konieczność budowy odpowiednich instalacji, których Polska obecnie nie posiada. Do tego dochodzi konstrukcja samego ładunku, testy, budowa środków przenoszenia oraz stworzenie doktryny, która składałaby się na wiarygodny potencjał odstraszania. Zdaniem rozmówcy PAP, wszystko to najprawdopodobniej zajęłoby od kilku do kilkunastu lat.

Nie bez znaczenia jest też kwestia finansowania. Nie wiadomo, czy miałoby się to odbywać np. kosztem modernizacji konwencjonalnych sił zbrojnych. Ekspert przypomniał, że obecnie Francuzi przeznaczają 10 proc. swojego budżetu obronnego na siły jądrowe, przy czym to tylko utrzymanie i modernizacja, a nie budowa całej infrastruktury produkcyjnej od zera.
Poza tym, jak podkreślił Kulesa, przy realizacji takiego programu musielibyśmy zakładać brak wsparcia podmiotów zewnętrznych. Bez zgody USA certyfikacja naszych samolotów wielozadaniowych F-35 nie wchodziłaby w grę, więc w przypadku pocisków balistycznych musielibyśmy polegać wyłącznie na własnych konstrukcjach i rodzimej produkcji.
Alternatywa: Nuclear Sharing
Zapytany, jak znaczący musielibyśmy zbudować potencjał, żeby odegrał odstraszającą rolę, ekspert odparł, że Moskwa posiada prawie 4 tys. głowic. Część z nich jest przeznaczona dla systemów strategicznych, ale dysponuje ona także 1,5–2 tys. systemami niestrategicznymi (taktycznymi), w tym na potrzeby ewentualnej eskalacji w Europie.
– Żeby polskie odstraszanie mogło zadziałać, musielibyśmy zbudować potencjał wystarczająco duży, zróżnicowany i zabezpieczony przed uderzeniem prewencyjnym, aby mieć zdolność do przeprowadzenia uderzenia odwetowego na tyle niszczącego, by Rosja nie podjęła dyskusji o użyciu broni jądrowej przeciwko Polsce – wyjaśnił Kulesa. Jego zdaniem punktem odniesienia może być Francja, która ma ok. 290 głowic, a możliwość odwetu zapewniają głównie atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi. – Stworzenie przez Polskę podobnego arsenału, z komponentem oceanicznym, byłoby niesłychanie trudne, o ile nie niemożliwe – ocenił.
Ekspert zwrócił zarazem uwagę, że Polska obecnie jest objęta gwarancjami bezpieczeństwa trzech państw jądrowych i uczestniczy w kształtowaniu oraz realizacji polityki Sojuszu, w tym polityki nuklearnej. Istnieją zatem opcje, które nie dotyczą budowy samodzielnego potencjału nuklearnego, ale mogą wzmacniać właśnie ten nuklearny wymiar naszego bezpieczeństwa. Zdaniem rozmówcy PAP byłoby to przede wszystkim dołączenie Polski do natowskiego programu Nuclear sharing i certyfikacja naszych F-35, a także szkolenie do udziału w misjach jądrowych. Wchodziłaby w grę ewentualna budowa infrastruktury, gdyby doszło do porozumienia z Amerykanami o rozmieszczeniu ich broni jądrowej w Polsce. Możliwe byłyby także dalsze kroki w dialogu z Francją o odstraszaniu jądrowym.
Prezydent chce własnej broni jądrowej
Karol Nawrocki sygnalizował potrzebę posiadania przez Polskę zdolności odstraszania nuklearnego już wcześniej. We wrześniu ub. r. w wywiadzie dla dziennika „Fakt” zadeklarował, że „posiadanie broni atomowej i przystąpienie do programu Nuclear sharing byłoby dobrym rozwiązaniem dla bezpieczeństwa Polaków”. Mówił, że czuje się zobowiązany robić wszystko dla bezpieczeństwa kraju, a polski atom nie wiązałby się z ryzykiem agresji, bo nasze wojny mają charakter „augustiański”, czyli są wojnami obronnymi.
Również we wrześniu ub.r. w wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej LCI Nawrocki powiedział: „Uważam, że Polska powinna być częścią programu Nuclear sharing, powinna mieć swoje zdolności atomowe: energetyczne i militarne”. Wskazał wówczas, że potencjał atomowy jest elementem partnerstwa polsko-francuskiego, które ma zostać sformalizowane w tzw. Traktacie z Nancy. Dopytywany wtedy przez dziennikarza, czy Polska planuje własną broń atomową, odparł, że „jest jeszcze zbyt wcześnie, aby o tym mówić”.
Nuclear sharing to mechanizm NATO, którego kluczowy filar stanowią Stany Zjednoczone. W jego ramach w kilku państwach europejskich, w tym na terytorium Niemiec, rozmieszczone są amerykańskie głowice jądrowe. O parasolu nuklearnym mówił w 2025 r. prezydent Francji Emmanuel Macron, rozpoczynając debatę na temat ochrony partnerów Paryża w Europie poprzez francuskie odstraszanie nuklearne.
Polska ratyfikowała w 1969 r. układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej - międzynarodowy traktat zabraniający państwom posiadającym technologię budowy takiej broni sprzedaży jej do krajów, które jej nie posiadają. Ponadto sygnatariusze układu zobowiązali się do zaprzestania prób jądrowych.
Na początku lat 90. XX w. ówczesny prezydent Lech Wałęsa wyrażał wolę, by Polska kupiła broń jądrową od posiadającej ją jeszcze wtedy Ukrainy. (
Szef MON: Jestem za rozwojem polskich zdolności badawczych w zakresie broni jądrowej
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w poniedziałek, że jest za rozwijaniem przez Polskę własnych zdolności badawczych w zakresie broni jądrowej. W tej sprawie lepiej więcej robić niż mówić o swoich zamierzeniach - dodał.
Prezydent Karol Nawrocki powiedział w niedzielę w Polsat News, że jest on „wielkim zwolennikiem” tego, aby Polska włączyła się w projekt jądrowy. Jego zdaniem Polska „powinna podążać drogą rozwoju własnego potencjału nuklearnego, z poszanowaniem wszystkich międzynarodowych regulacji”. O te słowa Kosiniak-Kamysz zapytany został podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Krakowie.
- Na pewno program Nuclear Sharing oraz parasol nuklearny to są dzisiaj rzeczy, które są zawsze przedmiotem analiz Sojuszu Północnoatlantyckiego, wspólnych sojuszniczych decyzji – powiedział szef MON. Jak dodał, „cieszy też otwartość prezydenta Francji na temat parasola nuklearnego”.
Nuclear Sharing to mechanizm NATO, którego kluczowy filar stanowią Stany Zjednoczone. W jego ramach w kilku państwach europejskich, w tym na terytorium Niemiec, rozmieszczone są amerykańskie głowice jądrowe. O parasolu nuklearnym mówił w 2025 r. prezydent Francji Emmanuel Macron, rozpoczynając debatę na temat ochrony partnerów Paryża w Europie poprzez francuskie odstraszanie nuklearne.
Kosiniak-Kamysz powiedział też w poniedziałek, że jest „za rozwojem też własnych zdolności badawczych i rozwojowych”. Jak dodał, w sprawie zdolności nuklearnych „lepiej więcej robić niż komunikować i mówić o planach, i zamierzeniach”. - Lepiej osiągać efekty niż tylko mieć w tym zakresie marzenia. One są potrzebne, ale im więcej działania, więcej decyzji na tym poziomie NATO-wskim, tym ta skuteczność będzie większa – mówił wicepremier.
Szef MON ocenił, że kwestia broni jądrowej jest tematem „chyba najwrażliwszym z wrażliwych” i wymaga on „staranności, rzetelności, działania, a nie wielkich dyskusji na ten temat”.
gru/ pś/ mhr/
























































