Od wtorku 8 kwietnia linia Ryanair wprowadza nowy system odpraw online. Ma być wygodniej, ale tylko tym pasażerom, którzy zdecydują się wydać więcej pieniędzy. Spokojnie, niedługo wszyscy nimi będziemy.
Biznes, jak przyroda, nie znosi próżni. Polscy pasażerowie cieszą się uruchomionymi przez Ryanair tanimi (od 19 zł) połączeniami krajowymi z Warszawy do Wrocławia i Gdańska (wkrótce również z Gdańska do Krakowa), ale przecież tani przewoźnik musi na czymś zarabiać. Właśnie wprowadza nowe zasady, które - jak można przypuszczać - za jakiś czas przyniosą mu spore przychody z zupełnie nowego źródła. Oficjalnie chodzi o wydłużenie okresu odprawy online.
Z wygody zrobić konieczność
Pasażerowie wstający z miejsca jak na zawołanie i błyskawicznie formujący kolejkę do wejścia na pokład stali się znakiem rozpoznawczym tras obsługiwanych przez tanich przewoźników. Do niedawna o miejscu na pokładzie u tzw. tanich przewoźników decydowała zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Wizz Air nadal nie sprzedaje numerowanych miejsc (za dodatkową opłatą 17 zł można natomiast kupić pierwszeństwo wejścia na pokład), od 1 lutego na zmianę zdecydował się Ryanair. Naturalnie nie dlatego, by oszczędzić pasażerom fatygi. Nowe, wchodzące dziś w życie zmiany, nie pozostawiają złudzeń - niedługo wszyscy zaczniemy rezerwować sobie miejsca za dodatkowe pieniądze. Bo to, co dzisiaj brzmi jak dodatkowa wygoda, wkrótce zmusi sfrustrowanych pasażerów do regularnego powiększania ceny biletu o stawkę za rezerwację. Dlaczego?
- Od 8 kwietnia 2014 r. godziny otwarcia odprawy online zostaną wydłużone od 30 dni do 2 godzin przed każdym lotem - informuje przewoźnik. Co istotne:
-
wcześniejsza odprawa online (30 dni do 8 dni przed każdym lotem ) jest dostępna tylko dla klientów, którzy wykupili miejsca rezerwowane;
-
klienci, którzy nie chcą wykupić miejsc, mogą odprawić się online od 7 dni do 2 godzin przed każdym lotem. Bezpłatne miejsca będą przydzielane losowo.
Ile kosztuje rezerwacja miejsca w samolocie linii Ryanair? Miejsca Zwykłe (w rzędach 6-15 i 18-31) kosztują 5 euro/funtów (w zależności od waluty rezerwacji w Polsce 24 zł); można do nich dokupić pierwszeństwo wejścia na pokład za dodatkową opłatą w wysokości 2 euro/funtów. Miejsca Premium (w rzędach 1-5 - szybkie wyjście, w rzędach 16 i 17 - dodatkowa przestrzeń na nogi i rzędy 32 i 33 - szybkie wyjście) kosztują 10 euro/funtów (w Polsce 47 zł; wliczone pierwszeństwo wejścia na pokład).

Czy klient wyda dodatkowe 10 euro, kupując bilet w podobnej cenie? Wątpliwe. Czy zrobi to, mając świadomość, że będzie odprawiał się na końcu, a bez rezerwacji miejsca usiądzie (on i jego towarzysze podróży) na przypadkowo wylosowanych miejscach? W tym cała rzecz.
To nie koniec zmian
Zmiany w regulaminach i cennikach - czasami zaskakujące - to ryzyko wpisane w zabawę z tanimi liniami lotniczymi. Jak każdy biznes, powinny zarabiać, dlatego na pewno jeszcze nie raz zaskoczą subtelnymi krokami w stronę podniesienia cen podróży. Najpierw opcjonalnie i dla niektórych, czekając, aż kolejna nowa reguła wejdzie wszystkim w krew.
Ten kij ma jednak dwa końce i niesprawiedliwym byłoby pominięcie innych zmian, na jakie decydują się low costy. Choć jeszcze ponad rok temu wydawało się to mało prawdopodobne, mamy dziś lotnicze połączenia pomiędzy polskimi miastami z obietnicą, że może być ich więcej. Ryanair zmienił właśnie archaiczną i uciążliwą w obsłudze stronę internetową, a w nowej wersji pojawiła się m.in. opcja wyszukiwania najtańszych biletów, co zwykle wiązało się ze żmudną manualną pracą. Dziś we Wrocławiu Michael O'Leary, dyrektor generalny irlandzkiego przewoźnika, ma ogłosić zimową siatkę połączeń. Z całą pewnością to nie koniec zaskoczeń.































































