Ponad 340 zarzutów prokurator przedstawił 67-letniemu diagnoście z Lublina, który miał za łapówki poświadczać nieprawdę w dowodach rejestracyjnych - podała we wtorek policja. Ustalono, że samochody przechodziły badania, choć nawet nie pojawiły się w stacji kontroli.


Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie podinsp. Andrzej Fijołek poinformował, że o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która działała od marca do września 2024 r. podejrzanych jest sześciu mężczyzn w wieku 24-67 lat.
Jak ustalono, w wyniku działania grupy do ruchu dopuszczane były pojazdy, których stan techniczny mógł stwarzać realne zagrożenie dla życia i zdrowia uczestników ruchu drogowego.
Policja podała, że liderem grupy był 67-latek, który pracował na stacjach diagnostycznych w Lublinie i w powiecie bialskim. Mężczyzna potwierdzał wykonanie badań technicznych w dowodach rejestracyjnych i dokonywał wpisów do ogólnopolskiego systemu informatycznego, mimo że pojazdy w tych dniach nie wjeżdżały do stacji.
- Pozostali zatrzymani dostarczali diagnoście dokumenty oraz pieniądze za „dokonanie” przeglądu technicznego pojazdu – przekazał Fijołek.
Mundurowi zatrzymali podejrzanych w ubiegłym tygodniu. Zajęli pieniądze, zaświadczenia o przeprowadzonych przeglądach i dowody rejestracyjne, które czekały na podbicie. Członkowie grupy mogli zyskać na procederze nawet 100 tys. zł. Prokuratura Okręgowa w Lublinie przedstawiła wszystkim zatrzymanym zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych oraz poświadczania nieprawdy w dokumentach. 67-latek poza tym usłyszał ponad 340 zarzutów za fikcyjne badania techniczne pojazdów.

Szef grupy został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Pozostali podejrzani zostali objęci dozorem, mają wpłacić łącznie 180 tys. zł poręczenia majątkowego i mają zakaz opuszczania kraju.
Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań w tej sprawie. Podejrzanym grozi do ośmiu lat więzienia. (PAP)
pin/ mark/

























































