REKLAMA

Nadchodzi inflacja?

Maciej Kalwasiński2020-12-23 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2020-12-23 06:00
Film Stills

Pandemia koronawirusa nie spowodowała w Polsce tak gwałtownego spadku inflacji, jak można się było spodziewać. Ma to też dobre strony dla naszych portfeli: w przyszłym roku, mimo oczekiwanego ożywienia gospodarczego, ceny będą rosły wolniej - prognozują analitycy.

W mijający rok wchodziliśmy z szybko rosnącymi cenami - w styczniu inflacja konsumencka wyniosła 4,4 proc. w ujęciu rocznym i była najwyższa od grudnia 2011 r. - oraz wysokimi oczekiwaniami inflacyjnymi. Stojący na czele Rady Polityki Pieniężnej prezes NBP Adam Glapiński uspokajał, że wysoka inflacja to zjawisko przejściowe i nie ma potrzeby podwyżki stóp procentowych. W lutym wzrost cen jeszcze przyspieszył i sięgnął 4,7 proc. Wtedy do gry wkroczył koronawirus.

Władze podjęły próbę zahamowania rozprzestrzeniania się Covid-19, wprowadzając liczne ograniczenia, a mieszkańcy Polski w przytłaczającej większości dostosowali się do poziomu zagrożenia. Dzięki temu zbiorowemu wysiłkowi i poświęceniu liczba zakażeń rosła wolno, więc zyskaliśmy czas na przygotowanie się na spodziewaną II falę na jesieni. Decyzje Polaków i analogiczne kroki podejmowane w innych krajach odbiły się oczywiście negatywnie na działalności gospodarczej, a w efekcie - na poziom cen.

W teorii spadek aktywności gospodarczej powinien doprowadzić do spadku popytu - mniej pracy to mniej dochodu, wzrost obaw o przyszłość to wzrost skłonności do oszczędzania, zamknięty sektor rozrywkowy czy turystyczny to mniej okazji do wydawania pieniędzy, a spadek mobilności na całym świecie to tańsze paliwa. A skoro popyt spadł, to strona podażowa - czyli sprzedający - powinni obniżyć ceny, żeby zachęcić klientów do zakupów.

Jednak z drugiej strony covidowa recesja zagraża również stronie podażowej - produkcja czy transport półproduktów i produktów, nie wspominając o świadczeniu różnych usług, są utrudnione, a czasami nawet niemożliwe. Kryzys powinien też osłabić polską walutę, a zatem zwiększyć koszty importu. Do tego jeszcze przed wybuchem pandemii szybko rosły płace, w tym płaca minimalna. A skoro koszty działalności rosną, a konkurencja maleje, to sprzedawcy są bardziej skłonni podwyższać ceny.

Inflacja spadała wolniej, niż przewidywali ekonomiści

Która z tych przeciwstawnych sił okazała się silniejsza? W kolejnych miesiącach inflacja konsumencka spadła, ale dość nieznacznie. Majowy i sierpniowy dołek znalazł się na poziomie 2,9 proc., czyli powyżej celu banku centralnego. Według szacunków analityków, w całym roku inflacja ma sięgnąć 3,4 proc. - najwyższego poziomu od 2012 r.

/ Bankier.pl

Jeszcze wyższe odczyty publikują statystycy Eurostatu - inflacja HICP (czym różnią się te wskaźniki, pisał Michał Żuławiński) sięgnęła w listopadzie aż 5 proc. i była zdecydowanie najwyższa w Unii Europejskiej. Z kolei inflacja bazowa - nieuwzględniająca zmian cen żywności i energii - w lipcu, wrześniu i listopadzie wynosiła 4,3 proc., czyli najwięcej od 19 lat. Jak to możliwe?

Polska gospodarka okazała się zaskakująco odporna na kryzys, w czym wydatnie pomogła interwencja państwa. Bezrobocie wynosi raptem 3,5 proc. (wg miary Eurostatu), a bezrobocie rejestrowe tylko 6,1 proc. (mierzy je GUS). Zatrudnienie w III kwartale było wyższe niż rok wcześniej. W skali makro dochody gospodarstw domowych nie spadły tak mocno, jak można się było spodziewać.

Jeżeli w warunkach załamania aktywności gospodarczej podtrzymuje się zatrudnienie, to jednocześnie wynagrodzenia są wyższe, niż wynikałoby to z warunków czysto rynkowych. A skoro wynagrodzenia są wyższe, to firmy mają wyższe koszty i jednocześnie popyt na ich towary jest bardziej stabilny niż gdyby rząd nic nie robił. Dlatego ceny są wyższe - tłumaczy Ignacy Morawski, główny analityk "Pulsu Biznesu".

Popyt napędza podaż i vice versa: ludzie zachowali miejsca pracy, gdyż w kraju i za granicą znaleźli się nabywcy na wytwarzane przez nich dobra. Dzięki temu sami zarobili pieniądze, które mogli wydać na produkowane przez innych towary. Więc pracodawcy nie musieli masowo zwalniać  pracowników itd. Wymuszone przerwy w produkcji i transporcie okazały się krótkotrwałe, nie doszło do trwałego przerwania globalnych łańcuchów dostaw - szok podażowy okazał się "szoczkiem" - a złoty nie osłabił się drastycznie (wbrew życzeniom NBP).

Sprawdziły się przewidywania Morawskiego: inflacja nie spadła tak mocno, jak oczekiwano, "kolejne programy pomocowe rządu dla firm i pracowników sprawiły, że sytuacja finansowa ludności nie pogorszyła się bardzo, a firmy nie będą musiały angażować się w wojnę cenową".

Usługi napędzały inflację

Ponadto, wysoką inflację napędzały wzrosty cen usług. Z danych GUS wynika, że w listopadzie towary podrożały tylko o 1,8% rdr, tymczasem usługi - aż o 7,8 proc. Jeszcze w lutym ceny w obu kategoriach rosły bardziej zgodnie (4,1 proc. i 6,4 proc.). Jak to wytłumaczyć?

Najmocniej rosły ceny tych usług, których nie możemy jako konsumenci uniknąć - wywóz śmieci drożeje o połowę, a usługi finansowe niewiele mniej. O ponad 10 proc. więcej trzeba zapłacić za wizytę u stomatologa czy fryzjera, a także za energię. O ile w przypadku towarów zazwyczaj mamy szeroki wybór nie tylko konkretnej marki czy sklepu, gdzie robimy zakupy, a same produkty łatwo transportować, to w sektorze usług konkurencja jest mniejsza, szczególnie że zazwyczaj mocno ograniczona geograficznie - mieszkaniec Wrocławia nie będzie szukał fryzjera czy dentysty w Białymstoku, nawet gdyby miał zapłacić o 20 proc. mniej za usługę.

W ciągu roku słabły też wzrosty cen żywności - w marcu jedzenie drożało o ponad 8 proc. w ujęciu rocznym, a w listopadzie - już tylko o 2 proc. W Polskę na szczęście nie uderzyła tak mocno jak w poprzednich latach zapowiadana susza, dzięki czemu w drugiej połowie roku nie doświadczyliśmy kosmicznych cen warzyw i owoców. Stopniowo poprawiała się także choćby sytuacja na globalnym rynku wieprzowiny (za sprawą Chin) i w poprzednim miesiącu mięso to było tańsze niż rok temu.

Z kolei analitycy PKO BP wskazują, że "prawdziwa" inflacja mogła być w mijającym roku niższa niż oficjalna miara GUS. Urząd statystyczny wylicza inflację na podstawie zmian cen koszyka dóbr i usług konsumpcyjnych. Wagi poszczególnych kategorii (żywność, odzież, transport etc.) określane są raz w roku, na podstawie badania struktury wydatków gospodarstw domowych. "W trakcie obowiązywania najostrzejszych antyepidemicznych restrykcji w konsumpcji wyraźnie wrósł udział żywności, napojów, alkoholu i wyrobów tytoniowych (jedna kategoria) kosztem odzieży oraz wydatków na hotele i restauracje" - zauważają eksperci.

Natomiast dr Janusz Jankowiak szacował w lipcu, że faktyczna inflacja była wyższa, niż podawał GUS. Intuicyjnie ta wersja wydaje się bardziej prawdopodobna, ponieważ na początku pandemii wydatki gospodarstw domowych przesunęły się zapewne w stronę żywności, czyli kategorii drożejącej szybciej niż inne. Ponadto, konsumenci mieli mniejszy wybór (run na sklepy, ograniczenie w przemieszczaniu), a niektórzy mogli przedkładać wygodę robienia zakupów w określonym miejscu nad oferowane tam ceny. Warto przy tym pamiętać, że każdy ma "własną inflację" i może ona znacząco odbiegać od tej publikowanej przez GUS czy odczuwanej przez sąsiada.

Jaka będzie inflacja w 2021 r.?

"Prognozowanie jest trudne, zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy przyszłości" – miał powiedzieć Niels Bohr, duński fizyk i laureat Nagrody Nobla. 2020 r. zdecydowanie dostarczył kolejnych argumentów na poparcie tej tezy, a 2021 r. jawi się jako nowe wyzwanie. Ekonomiści spodziewają się, że w całym przyszłym roku inflacja CPI przekroczy cel NBP, czyli 2,5 proc.

Prognozy inflacji na 2021 rok [%]

Q1 Q2 Q3 Q4
Bank Pekao 1,8 2,5 2,3 2,6
Credit Agricole 2,2 2,8 2,7 2,8
ING Bank Śląski 2,4 3,3 3,1 3,5
mBank 2 2,4 2,8 3,3
PKO BP 2,6 3,2 3,2 3,5
Polski Instytut Ekonomiczny 2,3 3,1 2,9 3,1
NBP 2,4 2,8 2,7 2,6

Jeszcze w I kwartale inflację w dół ciągnął będzie efekt wysokiej bazy - w I kwartale bieżącego roku inflacja CPI wynosiła aż 4,5 proc. Eksperci z Credit Agricole podkreślają również znaczenie niskiej presji płacowej oraz niskiej inflacji w strefie euro. W kolejnych kwartałach wzrost cen ma przyspieszać.

Analitycy PKO BP wskazują kilka ważnych czynników proinflacyjnych:

  • "rachunki za prąd pójdą w górę na skutek wprowadzenia od stycznia opłaty za dostęp do mocy, podniesienia opłaty OZE (nawet mimo braku opłaty kogeneracyjnej), wzrostu cen prądu oraz prawdopodobnego wzrostu opłat przesyłowych;
  • ceny żywności zaczną ponownie rosnąć (ze względu na postępujące zmiany klimatyczne uważamy, że scenariusz bazowy powinien uwzględniać wyższe ryzyko anomalii pogodowych, a zatem także mniej obfite zbiory, co podnosi ceny płodów rolnych);
  • mocny wzrost popytu konsumpcyjnego i normalizacja sytuacji na rynku pracy będą działać w kierunku wzrostu inflacji bazowej;
  • czynniki regulacyjne i administracyjne nadal będą podsycać wzrost cen (opłaty za wywóz śmieci, taryfy wodne, opłata „cukrowa” i „małpkowa”, podatek handlowy i podwyżka płacy minimalnej);
  • globalne ożywienie gospodarcze w połączeniu z dużą globalną płynnością będą działać w kierunku wzrostu cen surowców, ropy i paliw".

Z kolei ekonomiści z Credit Agricole zwracają uwagę na ceny żywności i prognozują, że "dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych obniży się w 2021 r. do 1,0% r/r wobec 4,8% w 2020 r. W najbliższych kwartałach spadek dynamiki cen żywności będzie miał szeroki zakres produktowy i zostanie odnotowany m.in. w przypadku cen mięsa, owoców, pieczywa i produktów zbożowych oraz nabiału. Przeciwny wpływ będzie miał wzrost dynamiki cen w kategorii napoje bezalkoholowe będący skutkiem wejścia w życie od początku 2021 r. tzw. podatku cukrowego".

"W II poł. 2021 r. oczekujemy stopniowego wzrostu dynamiki cen żywności, co związane będzie z wygasaniem efektów wysokiej bazy sprzed roku, a także wyższym popytem na żywność, w szczególności w kanale HoReCa (hotele, restauracja, kawiarnie) wraz zakładanym przez nas wygasaniem pandemii. W niektórych branżach, w szczególności w branży mięsnej, wyższy popyt najprawdopodobniej zbiegnie się w czasie w niższą podażą, ograniczoną ze względu na niską opłacalność produkcji w poprzednich kwartałach, co będzie dodatkowo podbijać ceny" - dodają.

/ Credit Agricole

"W 2021 roku rysuje się też scenariusz szybciej niż obecnie rosnących cen żywności. Globalne ożywienie wywinduje ceny żywności, która podlega wymianie międzynarodowej, do normalności powracać będą też ceny mięs, które w ostatnim czasie silnie się obniżały" - uważa z kolei Marcin Mazurek z mBanku. Jego zdaniem inflacja na dobre rozpędzi się dopiero w 2022 r., kiedy znów rozpędzą się ceny usług przy zacieśnieniu rynku pracy.

Analitycy PIE wskazują również na 7-proc. podwyżkę płacy minimalnej, który może dodatkowo pobudzać popyt, oraz wzrost cen ropy. "Na wzrost inflacji w Polsce będzie oddziaływać również przewidywany wzrost światowej ceny ropy. Amerykańska agencja ds. Energii (EIA) prognozuje, że koszt baryłki typu Brent wzrośnie w 2021 r. z 41,4 do 48,5 USD. Materializacja takiego scenariusza oznacza przeszło 10-procentowy wzrost dynamiki cen paliw w drugim kwartale 2021 r. oraz jej stabilizację wokół 3,0-3,5 proc. r/r w drugiej połowie roku" - piszą.

Inflację może wesprzeć również osłabienie złotego, które przekłada się na wzrost kosztów importu. Wzrost niepewności na rynkach finansowych lub pogorszenie stabilności finansowego Polski w oczach inwestorów może prowadzić do deprecjacji waluty. Swoje trzy grosze dorzuca również NBP, który w ubiegłym tygodniu sprzedawał polskie złote na rynku, aby były tańsze. Jaki był cel banku centralnego? Analitycy wymieniają m.in. próby wsparcia eksportu, ale i zwiększenie zysku NBP, który trafia następnie do budżetu państwa.

Analitycy PKO BP dostrzegają również wpływ zmiany koszyka GUS. "Rewizja koszyka na początku przyszłego roku stworzy dodatkową, niższą bazę statystyczną pod przyszłoroczne wskazania inflacji mierzonej przez GUS. Jest to kolejny argument przemawiający za wyższą (od wcześniejszych oczekiwań) inflacją w średnioterminowej perspektywie (kolejne kwartały 2021)" - piszą.

Wszyscy analitycy podkreślają znaczenie postpandemicznego tempa ożywienia gospodarczego, które obecnie trudno przewidzieć. "Wzrost presji na CPI wywoła również oczekiwane ożywienie popytu konsumpcyjnego. Już w 3kw20 jego poziom był wyższy niż w 4kw19, czyli w okresie sprzed pandemii, pomimo silnego załamania w 2kw20. Niskie bezrobocie, hojne programy fiskalne zwiększające dochody do dyspozycji gospodarstw domowych w połączeniu z dwucyfrowym wzrostem podaży pieniądza to skuteczne paliwo dla pobudzenia inflacji. Stymulację fiskalną i monetarną stosują też państwa eurolandu czy USA. Nie możemy jednak zapominać, że nie wchodziły one w kryzys z inflacją sięgającą 4,7%" - zauważają ekonomiści z ING Banku Śląskiego.

Gdyby okazało się, że popyt szybko się odbudowuje po zniesieniu kwarantanny, a podaż jest ograniczona, to zobaczymy przyspieszenie cen - komentuje Morawski.

Można się również spodziewać podwyżek cen kategorii dóbr i usług, do których konsumenci nie mają dostępu w czasie pandemii. Jeśli uda się zatrzymać Covid-19, stęsknieni Polacy ruszą do restauracji czy w podróże, a podaż tych uciech jest wszak ograniczona. Ponadto, przedsiębiorcy zapewne będą chcieli jak najszybciej odrobić covidowe straty.

Osobną kwestią jest przełożenie gwałtownego wzrostu podaży pieniądza na wzrost cen. Zdania w tej kwestii są oczywiście podzielone, natomiast warto zauważyć, że GUS mierzy inflację konsumencką, tymczasem "pandemiczne" pieniądze mogą w dużej mierze być przeznaczane na inwestycje.

Ponadto, kluczowy wpływ na poziom inflacji będzie miała luka popytowa. Nawet zakładając mocne odbicie popytu, to podaż w wielu sektorach nadal utrzymuje zapas mocy przerobowych, a konkurencji na rynku krajowym sprzyja otwartość na produkty i usługi z zagranicy. Dlatego dużym zagrożeniem dla niskich cen byłoby ograniczenie wymiany międzynarodowej - czy to z powodów epidemicznych, czy ideologicznych.

Wrześniowa rozmowa o inflacji z dr. Wojciechem Paczosem z Cardiff University:

Dobra inflacja?

Z punktu widzenia makroekonomicznego umiarkowana inflacja (zazwyczaj rozumiana jako ok. 2 proc. r/r) jest korzystniejsza niż deflacja. Nie wchodząc w szczegóły tej gorącej dyskusji, w kontekście kryzysu covidowego warto podkreślić jeden z jej wątków: inflacja pozwoli obniżyć wskaźniki długu (relację zadłużenia do dochodów, czyli PKB), którym przyglądają się inwestorzy. Szybszy wzrost cen to (używając ekonomicznego zaklęcia ceteris paribus) większe wpływy do budżetu.

Bez inflacji będzie bardzo ciężko wyjść z długów wygenerowanych przez kryzys epidemiczny - twierdzi Ignacy Morawski.

"Może nawet zdarzyć się tak, że podwyższona inflacja będzie zjawiskiem jak najbardziej pożądanym, bo jej koszty społeczne będą mimo wszystko niższe niż ewentualne znaczące podwyżki podatków" - dodaje główny ekonomista "Pulsu Biznesu". "Ukryty" podatek inflacyjny częściowo zastąpi zatem podwyżkę "jawnych" podatków i opłat. Pozwoli też biznesowi szybciej odrobić pandemiczne straty.

Inflacja jest ceną, którą zapłacimy za przejście przez kryzys relatywnie suchą stopą. "Zakładam, że potężne programy pomocowe rządów pomogą gospodarkom podnieść się z kolan i odbudować po kryzysie. To jest makroekonomiczny standard – korzystamy z przyszłych strumieni dochodów, by zapewnić sobie wygładzenie konsumpcji dziś i zapobiec katastrofie zdrowotnej i społecznej. Jeżeli jakaś forma korzystania z długu jest uzasadniona, to właśnie taka" - komentował Morawski.

Niestety inflacja najmocniej uderza w osoby najmniej zarabiające oraz drobnych ciułaczy. Pierwsi wydają swój cały niewielki dochód, podczas gdy osoby zamożniejsze na konsumpcję przeznaczają mniejszą część "portfela" (więcej inwestują). Drudzy oszczędzają głównie w bankach - odkładają zaskórniaki na kontach i lokatach - gdzie dopada ich represja finansowa, oprocentowanie depozytów jest bowiem zdecydowanie niższe niż inflacja. Realne stopy procentowe w Polsce są niemal najniższe na świecie.

Rada Polityki Pieniężnej, która ustala poziom stóp proc. NBP mających wpływ na cenę pieniądza na rynku, ma zatem twardy orzech do zgryzienia - walczyć z inflacją przez podwyżkę stóp czy nie, gdyż odbije się to na zadłużonych (państwie, kredytobiorcach, biznesie)? Na razie większość RPP jest przeciwna zmianom, więc do 2022 r. stopy proc. zapewne nie zostaną podniesione.

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy

Komentarze (78)

dodaj komentarz
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
jas2
Z punktu widzenia makroekonomicznego umiarkowana inflacja (zazwyczaj rozumiana jako ok. 2 proc. r/r) jest korzystniejsza niż deflacja. Nie wchodząc w szczegóły tej gorącej dyskusji, w kontekście kryzysu covidowego warto podkreślić jeden z jej wątków: inflacja pozwoli obniżyć wskaźniki długu (relację zadłużenia do Z punktu widzenia makroekonomicznego umiarkowana inflacja (zazwyczaj rozumiana jako ok. 2 proc. r/r) jest korzystniejsza niż deflacja. Nie wchodząc w szczegóły tej gorącej dyskusji, w kontekście kryzysu covidowego warto podkreślić jeden z jej wątków: inflacja pozwoli obniżyć wskaźniki długu (relację zadłużenia do dochodów, czyli PKB)
jpelerj
IMHO najcelniejszy dotąd komentarz to ten autorstwa bt5, przytaczam go, bo może nie być zauważony (jest jednym z pierwszych w dyskusji), a warto:
"Jak się futruje gospodarkę długiem 200 mld w 1 rok i deficytem budżetu największym do PKB w Unii tj. 12% to nie bedzie deflacji. Inflacji też nie będzie bo te pieniadze
IMHO najcelniejszy dotąd komentarz to ten autorstwa bt5, przytaczam go, bo może nie być zauważony (jest jednym z pierwszych w dyskusji), a warto:
"Jak się futruje gospodarkę długiem 200 mld w 1 rok i deficytem budżetu największym do PKB w Unii tj. 12% to nie bedzie deflacji. Inflacji też nie będzie bo te pieniadze z dotacji covidowych nie trafiaj ot tak do napychania kieszenie ludziom jak to było np. w PRL gdzie pensje w przemyśle co miesiac rosły a po premię to się przychodziło z walizka na banknoty. Generalnie ludzie w Polsce na pieniadzach jednak nie siedza - 50% społeczeństwa nie ma żadnych oszczedności , za to masa ludzi ma mniejsze lub większe długi. W takich warunkach na pewno nie wyjdzie duża inflacja mimo sypania kasy do gospodarki przez budżet. Generalnie to nie trzymaja się razem kupy dane o rzekomym niskim bezrobociu w konfrontacji a największym w Polsce deficytem budżetowym w UE."
Zdrowych Świąt i normalnego nowego roku.
meryt
bt5 'Jak się futruje gospodarkę długiem 200 mld w 1 rok i deficytem budżetu największym do PKB w Unii tj. 12%"

Dług brutto sektora instytucji rządowych i samorządowych (%PKB), (2020-2019)

26,6 GR
24,9 IT
24,8 ES
19,6 BE
17,9 PT
17,8 FR
13,7 AT
11,7 DK
11,6 DE
11,3 NL
10,
bt5 'Jak się futruje gospodarkę długiem 200 mld w 1 rok i deficytem budżetu największym do PKB w Unii tj. 12%"

Dług brutto sektora instytucji rządowych i samorządowych (%PKB), (2020-2019)

26,6 GR
24,9 IT
24,8 ES
19,6 BE
17,9 PT
17,8 FR
13,7 AT
11,7 DK
11,6 DE
11,3 NL
10,9 PL

s. 192
https://ec.europa.eu/info/sites/info/files/economy-finance/ip136_en_2.pdf
dlaczego_nie odpowiada meryt
USA 17,8 bln USD
Chiny 10,7 bln USD
Japonia 4,6 bln USD
Niemcy 3,6 bln USD
Wielka Brytania 2,9 bln USD
Francja 2,6 bln USD
Indie 2,2 bln USD
Włochy 2,0 bln USD
Brazylia 1,7 bln USD
anty12
ALe jak to ? Przeciez Vateuszek mowi, ze on ma :D A reszta niech zapitala za miske ryzu. Zobaczycie zeny w 2021 to Wam sie odechce zyc w Polin. Szytki juz postaraja sie o to zeby wasze zycie bylo pieklem.
marynapilecka
Niestety z PO też nie będzie lepiej...kogo wybrać...???

Powiązane: Podsumowania 2020, prognozy 2021

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki