REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

GIS: badania pacjenta w Łodzi wykluczyły ebolę

2014-10-14 15:47
publikacja
2014-10-14 15:47

Badania próbki materiału biologicznego pobranego od mężczyzny przebywającego w szpitalu w Łodzi wykluczyły, że jest on zakażony wirusem ebola - poinformował PAP Główny Inspektorat Sanitarny. Rzecznik GIS ocenił, że postępowanie służb medycznych było w tym przypadku prawidłowe.

"Przebadana próbka dała wynik negatywny" - powiedział rzecznik GIS Jan Bondar.

Wcześniej mówił, że pewny wynik daje badanie dwóch próbek, jednak w tym przypadku można było wykluczyć zakażenie już po pierwszym badaniu, ponieważ - jak pokazał wywiad epidemiologiczny - mężczyzna nie był narażony na kontakt z wirusem.

Jak poinformowała PAP rzeczniczka Narodowego Instytutu Zdrowia PublicznegoPZH Monika Wróbel, badania drugiej próbki musiałyby się odbyć przynajmniej 24 godziny po badaniu pierwszej, które zakończyło się ok. godz. 5. "Drugą próbkę będziemy badać, jeśli dostaniemy takie zlecenie od szpitala. Jeśli szpital z Łodzi sobie zażyczy badania, to je zrobimy, jednak z tego, co wiemy, może go nie być, ponieważ z dotychczasowego wywiadu epidemiologicznego wynika, że ten pacjent nie miał prawa się zakazić" - powiedziała.

Rzecznik GIS pozytywnie ocenił działania łódzkich służb sanitarnych i medycznych, bo - jak dodał - ostrożność w takich przypadkach jest jak najbardziej wskazana.

Podkreślił jednocześnie, że podstawą stwierdzenia, iż ktoś jest narażony, czy uznanie kogoś za osobę podejrzaną o zakażenie wirusem ebola, jest pobyt w Afryce w ciągu ostatnich 21 dni.

"Miałem informacje, że ten mężczyzna w ostatnich latach nie opuszczał strefy Schengen" - zaznaczył Bondar. Podkreślił, że mężczyzna wrócił z Berlina, a nie z Liberii, Ghany czy Sierra Leone.

Według niego, fakt niewyjeżdżania poza strefę Schengen automatycznie wyklucza ebolę. "To jest kluczowa sprawa. Jeśli ktoś w ciągu 21 dni nie był w tych trzech krajach, to eboli mieć nie może, chyba, że byłby objęty jakimś niemieckim dochodzeniem epidemiologicznym, ale też nie było informacji, że niemiecka policja szuka jakiegoś obywatela Polski" - zaznaczył rzecznik GIS. Jednak - jak podkreślił - służby w Łodzi takich informacji nie miały, więc ich reakcja była jak najbardziej prawidłowa w tej sytuacji.

Dodał, że nie ma czegoś takiego jak objawy charakterystyczne dla eboli, przynajmniej we wczesnej fazie choroby. "Jeśli ktoś ma gorączkę, objawy biegunkowe, to może oznaczać 100 różnych chorób. Dlatego kluczowe jest nie to, jakie kto ma objawy, tylko to, czy wrócił z Afryki Zachodniej. No chyba, że miał kontakt z osobą, która jest uznana za podejrzaną, ale to jest zupełnie inna sytuacja" - dodał rzecznik GIS.

Wicedyrektor ds. lecznictwa Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Biegańskiego w Łodzi dr Zbigniew Bednarkiewicz powiedział dziennikarzom we wtorek, że objawy, które miał pacjent były poważne: wysoka temperatura, wymioty, nudności, czyli "typowe objawy, które w powiązaniu z innymi okolicznościami mogą sugerować zarażeniu ebolą".

Poinformował, że pacjent jest nadal hospitalizowany, nie chciał jednak udzielać żadnych informacji o jego stanie zdrowia.

"Jeśli jest sytuacja, że potencjalny pacjent dzwoni do pogotowia ratunkowego i przedstawia pewne objawy, które mogą sugerować zarażenie wirusem ebola lub inną wysoce zaraźliwą chorobą, to w tym momencie każdy musi podjąć odpowiednie procedury. I to zostało zrobione. (...) Pacjent nie musi wiedzieć, czy dane objawy są związane z zarażeniem czy nie. Od tego są odpowiednie służby, medyczne służby, które to oceniają i podejmują stosowne działania. Mogę powiedzieć, że w tym przypadku służby zadziałały odpowiedzialnie, odpowiednio, zgodnie z przyjętymi z Polsce procedurami" - zaznaczył dr Zbigniew Bednarkiewicz.

Do Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Biegańskiego w Łodzi trafił w poniedziałek pacjent z okolic Sieradza, który zgłaszał objawy sugerujące podejrzenie zakażenia wirusem ebola. To jedyna w regionie placówka przystosowana do leczenia pacjentów z najcięższymi chorobami zakaźnymi w warunkach izolacji.

Rzecznik łódzkiego Sanepidu Zbigniew Solarz mówił w poniedziałek PAP, że pogotowie otrzymało sygnał od samego pacjenta, a wskazane przez niego objawy nakazały podjęcie środków ostrożności.

"Pacjent z rejonu Sieradza zadzwonił bezpośrednio na pogotowie i opisał takie objawy, które wskazują, że mogą to być symptomy choroby zakaźnej, również takiej, wobec której zastosowano procedury, czyli eboli. Został dowieziony w transporcie specjalistycznym bezpośrednio z domu do szpitala w Łodzi" - mówił Solarz.

Według najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na gorączkę krwotoczną, której epidemia trwa od kilku miesięcy, zmarło na całym świecie prawie 3,5 tys. osób, w tym 678 w Sierra Leone. 7,5 tys. zostało zainfekowanych. Przeniesienie wirusa ebola następuje przez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami osoby zakażonej.

W odróżnieniu do wirusa odry, ospy wietrznej lub grypy wirus ebola nie szerzy się drogą powietrzną. Transmisja wirusa ebola możliwa jest również od osoby zmarłej z powodu zakażenia oraz od zakażonych/padłych zwierząt np. małpy czy nietoperzy. Maksymalny okres wylęgania choroby to do 21 dni od chwili kontaktu ze źródłem zakażenia.(PAP)

szu/ akw/ malk/

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Epidemia eboli

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki