

Po pierwsze, dobrze się stało, że Kancelaria Prezydenta przyjęła do wiadomości fakt zaangażowania banków we frankowe CIRS-y. W ten sposób porzuciła błędne twierdzenia niektórych frankowców głoszących, że banki żadnych franków nie mają. Akceptacja podstawowych faktów na ogół przybliża do rozwiązania problemu.
Po drugie, zaangażowanie NBP to opcja awaryjna, do tej pory rezerwowana na wypadek ostrego kryzysu finansowego. Jak w roku 2009, gdy na ratunek bankom NBP dogadał się z SNB i otworzył linię swapową. Wtedy było to rozwiązanie nadzwyczajne i tymczasowe. Teraz mowa jest o mechanizmie stałym, obliczonym na dekady. Byłaby to operacja eksperymentalna i obarczona bardzo dużym ryzykiem.
Po trzecie, nawet taki pomysł nie rozwiązuje problemu wielomiliardowych strat w kilku bankach. Prowadziłyby one do utraty większości kapitałów własnych i potrzeby ratunkowego dokapitalizowania przynajmniej kilku średniej wielkości banków. Czyli do kryzysu bankowego pełną gębą.
Po czwarte, moje poważne wątpliwości budzi sensowność prowadzenia tak ryzykownej operacji. Wystawianie na ryzyko polskich rezerw walutowych będących (przynajmniej formalnie) własnością 38,5 mln Polaków, aby ratować finanse 200-300 tys. frankowców, w mojej opinii cechuje się zbyt niską relacją korzyści do ryzyka.
Po piąte, od ponad roku wiadomo, że kwestia walutowych kredytów mieszkaniowych (nie tylko tych frankowych) stanowi systemowe zagrożenie dla sektora bankowego i gospodarki. Wiemy, że kwestię tę powinno się rozwiązać, zanim uderzy w nas kolejna fala kryzysu finansowego.
Wiadomo, że ktoś musi wziąć na siebie ciężar strat na ryzyku kursowym. Wiadomo też, że banki nie są w stanie przyjąć 100% tych strat. Byłoby też bardzo źle, gdyby choć złotówka na ratowanie banków i frankowców miała pochodzić z pieniędzy podatników – czy to od rządu, czy z NBP.
Finanse publiczne nie powinny stać się zakładnikiem błędów popełnionych zarówno przez zbyt pazerne banki, jak i zbyt lekkomyślnych kredytobiorców. Frankowe piwo powinni wypić tylko ci, którzy go nawarzyli.
Tekst jest komentarzem do artykułu pt. "Skąd banki wezmą franki na przewalutowanie?".




























































