Niedawno w Estonię uderzyły dwa drony. Jednak przedsiębiorstwa działające w pasie przygranicznym wciąż nie są przygotowane na finansowe skutki incydentów zbrojnych. Rynek ubezpieczeniowy w obliczu nowej rzeczywistości pozostaje podzielony, a firmy okazują się często nieświadome dostępnych rozwiązań.


„Drony latają nam tutaj nad głowami cały czas, jeden po prostu wleciał w komin. Co zrobisz” – mówi z pewną rezygnacją Daimar Truija, dyrektor portu Kunda. Jego słowa najlepiej oddają nastroje panujące wśród biznesu w prowincji Lääne-Viru. Mimo realnego zagrożenia, port nie zdecydował się na radykalne zmiany w strategii ochrony, ani na wykupienie dodatkowego ubezpieczenia. Według Truiji uderzenie bezzałogowca w pobliskie Auvere było „po prostu przypadkiem”.
Incydent w Auvere: Przypadek czy nowa norma?
Środowy incydent w elektrowni Auvere pokazał, jak cienka jest granica między pokojem a strefą konfliktu. Ukraiński dron, lecący z przestrzeni powietrznej Rosji, uderzył w górną część komina elektrowni. Według Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KAPO) maszyna zboczyła z kursu, prawdopodobnie pod wpływem rosyjskich systemów walki elektronicznej.
ReklamaZobacz także
Premier Kristen Michal potwierdził, że celem ukraińskiego kontrataku był rosyjski port Ust-Ługa. Choć nikt nie odniósł obrażeń, incydent ten obnażył luki w ochronie ubezpieczeniowej kluczowej infrastruktury.
Kluczowe rozróżnienie: dron cywilny vs wojskowy
Większość przedsiębiorców żyje w przekonaniu, że ich standardowe polisy chronią majątek przed wszelkimi zdarzeniami losowymi. Rzeczywistość jest jednak inna. Firmy takie jak If Kindlustus, Salva Kindlustus czy Ergo jasno komunikują: standardowe umowy nie pokrywają szkód wynikających z działań wojennych.

Lauri Nõu z If Kindlustus wyjaśnia, że o wypłacie odszkodowania decyduje nie samo urządzenie, a kontekst zdarzenia:
- dron cywilny: szkoda może zostać uznana za zdarzenie objęte standardowym ubezpieczeniem mienia.
- dron wojskowy / atak zbrojny: szkoda klasyfikowana jest jako ryzyko wojenne i bez specjalnej klauzuli nie zostanie zrekompensowana.
„Wiele firm nie zauważyło braku klauzuli wojennej w swoich umowach. Często uświadamiają to sobie dopiero po fakcie” – zauważa Martti Kork, szef firmy drzewnej Barrus.
Co obejmuje specjalistyczne ubezpieczenie wojenne?
Dla firm, które chcą rozszerzyć ochronę, rynek oferuje specjalne kontrakty. Mogą one obejmować uszkodzenia mienia spowodowane przez:
- akty terroryzmu i sabotaż;
- rebelie, zamachy stanu oraz niepokoje społeczne;
- bezpośrednie i pośrednie działania wojenne;
- wywłaszczenie mienia przez państwo.
Obecnie takich rozwiązań wymagają głównie inwestorzy instytucjonalni i fundusze emerytalne. Lokalni przedsiębiorcy często rezygnują z nich ze względu na „oswojenie się” z wojną w Ukrainie lub brak wymogów ze strony banków udzielających kredytów.
Srogie konsekwencje, srogie koszty ochrony
Według Kaido Konsapa z firmy brokerskiej Iizi, ubezpieczenie od ryzyk wojennych nie musi być zaporowo drogie. Oscyluje ono w granicach 2 promili wartości ubezpieczonego mienia.
W praktyce więc jeśli wartość mienia ubezpieczonego wynosi około 10 mln euro i opiewa na sume ubezpieczenia 5 mln euro, to szacowana składka roczna wyniesie między 10 tys. a 30 tys. euro.
Dlaczego system nie jest gotowy na wojnę?
Lauri Tõnise z Ergo wskazuje na brutalną matematykę ubezpieczeń. Branża opiera się na przewidywalności, a wojna jest zjawiskiem nieobliczalnym.
Obrazuje to doskonale przykład Ukrainy. W pierwszym roku inwazji szkody majątkowe wyniosły 135 mld dolarów podczas gdy cały krajowy rynek ubezpieczeń był wart zaledwie 1,5 mld dolarów. Tradycyjny model biznesowy po prostu nie jest w stanie udźwignąć takiej skali zniszczeń.
Rekomendacje dla przedsiębiorców:
Eksperci radzą, aby nie czekać na kolejny incydent. Jeśli Twoja firma działa w regionie podwyższonego ryzyka (np. Wschodnia Wirowia), powinieneś:
- Dokonać rewizji polis. Sprawdzić obecność wyłączeń dotyczących siły wyższej i działań wojennych.
- Uzyskać pisemne potwierdzenie. Zapytać ubezpieczyciela, jak zinterpretowałby uderzenie zbłąkanego drona.
- Rozważyć kontrakty długoterminowe. Umowy na ryzyka wojenne zawiera się często na 3 lata, co gwarantuje stałą cenę nawet w przypadku eskalacji konfliktu.
Autorzy: Karmen Laur, Kristel Härma































































