
Źródło: iStockphoto/Thinkstock
W przemówieniu dotyczącym relacji z Unią, szef brytyjskiego rządu przekonywał, że jego kraj dąży do zmian reguł gry we wspólnocie. Jak mówił, referendum jest potrzebne, bo wielu obywateli sprzeciwia się obecnym zasadom. Zapewnił jednak, że on sam chce Wielkiej Brytanii w Unii, choć na innych zasadach. "Nie chcę, by Wielka Brytania odcinała się od świata" - oświadczył Cameron. "Nie jestem brytyjskim izolacjonistą, ale chcę lepszych warunków dla mojego kraju i Europy. Przemawiam zatem jako brytyjski premier z pozytywną wizją przyszłości Unii. Wielka Brytania chce i powinna chcieć odgrywać ważną rolę w tej przyszłości" - powiedział szef brytyjskiego rządu. Podkreślił, że Wielka Brytania nie zamierza wstępować do strefy euro.
![]() | » Wielkiej Brytanii opłaca się wyjść z Unii? |
Martin Schulz: Cameron prowadzi niebezpieczna grę
Jako niebezpieczną grę ocenił przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz słowa brytyjskiego premiera Davida Camerona na temat przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii. Według Schulza gra ta jest prowadzona dla potrzeb polityki wewnętrznej.
Zdaniem szefa PE ogłoszenie przez Camerona referendum w sprawie pozostania Wielkiej Brytanii w Unii, jest grą niebezpieczną, będącą taktyką w wewnętrznych rozgrywkach politycznych. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego jest przekonany, że chęć renegocjowania przez Londyn członkostwa w Unii i akceptowanie przez nią jedynie części unijnego prawa, byłoby groźnym precedensem, prowadzącym do dezintegracji i potencjalnie do rozpadu Unii.
Martin Schulz stwierdził, że Wielka Brytania w dobie globalizacji nie powinna być zainteresowana zredukowaniem swojego statusu w Unii i nie powinna stać się uczestnikiem drugiej kategorii. Co oznaczałoby osłabienie swego wpływu na sprawy europejskie i światowe. Unia - jak dodał - potrzebuje silnej Wielkiej Brytanii, jako pełnoprawnego członka.
Francja ostrzega przed brytyjskim referendum
Brytyjskie zapowiedzi referendum w sprawie członkostwa w Unii są niebezpieczne. Taką opinię wyraził szef francuskiej dyplomacji, Laurent Fabius. W przemówieniu, dotyczącym stosunków Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, premier David Cameron wyraził pragnienie, aby najpóźniej do końca 2017 roku przeprowadzić referendum w sprawie członkostwa w Unii. Warunkiem przeprowadzenia referendum byłoby jednak pozostanie Partii Konserwatywnej u władzy.
Komentując to wystąpienie, szef francuskiej dyplomacji powiedział, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii byłoby ryzykowne dla niej samej. Dodał, że Francja chce, aby Londyn odgrywał pozytywną rolę we Wspólnocie. Nie może jednak zaakceptować sytuacji, w której każdy kraj wybiera sobie z Unii to, co chce. Fabius skomentował w ten sposób zapowiedzi Camerona, dotyczące renegocjacji warunków brytyjskiego członkostwa. Laurent Fabius porównał Unię do klubu piłkarskiego - jeśli jest się w takim klubie, to nie można mówić, że chce się grać w rugby.
Wystąpienie Camerona to kij włożony w mrowisko
Brytyjski premier David Cameron wsadził dziś kij w mrowisko brytyjskich sporów o dalszy udział w Unii Europejskiej. Jego postulat renegocjacji zasad członkostwa i poddania potem ich wyniku pod referendum powszechne nie zadowala do końca nikogo.
38 lat po pierwszym plebiscycie - w sprawie członkostwa w EWG, aż trzy czwarte Brytyjczyków chce nowego referendum unijnego. Premier zyskał więc poklask. Jeden z jego własnych posłów, konserwatysta Bernard Jenkin zwraca uwagę, że Cameron jako pierwszy brytyjski premier powiedział Brytyjczykom, iż powinni mieć coś do powiedzenia w sprawie swojej przyszłości w Europie.
Lider eurosceptycznej partii UKIP Nigel Farage, czołowy zwolennik zerwania z Unią, zauważa, że zmienił się charakter debaty o Europie. "Przez 15 lat mówiono nam, że UKIP reprezentuje poglądy znikomej mniejszości, o których nie powinno się wspominać przy dzieciach "- dodał Farage. Ale polityk ma też zastrzeżenie:"Wszystko jednak zależy od tego, czy Cameron wygra następne wybory, na co się nie zanosi, od renegocjacji. Może za 5 lat zagłosujemy, a ja nie chcę czekać 5 lat!"
Opozycja labourzystowska też deklaruje sprzeciw, ale z innych pozycji. Zwracają uwagę, że przez następne 5 lat nie będzie pewności, czy Brytyjczycy pozostaną w Unii Europejskiej, z korzyściami ze wspólnego rynku. A to tak, jakby powiedzieć potencjalnym inwestorom: omijajcie Wielką Brytanię. Tego zdania jest też koalicjant Camerona, przywódca liberałów, wicepremier Nick Clegg. Priorytetem powinna być walka o reanimację gospodarki, przyciąganie inwestorów, tworzenie miejsc pracy, "... a to zadanie będzie o wiele trudniejsze, jeśli czekają nas lata ciągłej niepewności."
IAR/Franceinfo/BBC/to/Grzegorz Drymer/Londyn/mcm/Andrzej Geber/Strasburg/Internet/Siekaj/pbp
Źródło:IAR































































