Inflacja jest wyższa niż przed pandemią, ale wydaje się opanowana, więc banki centralne na świecie wkroczyły w cykl obniżek stóp procentowych, dla którego czynnikiem niepewności jest prezydentura D. Trumpa - oceniają uczestnicy XXVII debaty PAP Biznes. W Polsce RPP mogłaby juz ściąć stopy, ale tego nie chce.


W XXXVII debacie "Strategie rynkowe TFI" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele EQUES Investment TFI, Goldman Sachs TFI oraz TFI PZU.
"Na początku roku zastanawialiśmy się czy będzie soft, hard, czy no-landing. Teraz wiemy, że mamy no-landing – obniżki stóp bez recesji. Inflacja jest wyższa w większości wiodących gospodarek niż przed pandemią, ale wydaje się być pod kontrolą. Tak uważa większość analityków i banki centralne, które gremialnie ruszyły do obniżek" - ocenił Tomasz Korab, prezes zarządu EQUES Investment TFI.
"To daje dodatkowe paliwo dla gospodarki, która i tak już się kręci - to zupełnie inne otoczenie, gdy mamy ratunkowe obniżki stóp, bo jest problem z gospodarką i musimy ją ratować. W większości gospodarek mamy do czynienia z takim właśnie zjawiskiem. Jak zsumujemy na całym świecie za ostatnie trzy miesiące liczbę obniżek stóp, to ona wynosi 62. To jest najszybsze tempo obniżania stóp (...) od roku 2020, czyli od pandemii, kiedy trzeba było ratować ratować gospodarki. Więc jesteśmy po prostu w cyklu tych obniżek" - dodał.
Tomasz Matras, dyrektor Biura Rynku Akcji w TFI PZU, wskazuje na różnicę między sytuacją banków centralnych w USA i Europie: Fed może ciąć stopy, ale nie musi, a EBC wręcz powinien je obniżać, bo sytuacja gospodarcza obu gospodarek zupełnie inna.
"EBC powinien podbudzać europejską gospodarkę. Pytanie, czy to jest wystarczający środek, bo strukturalne problemy Europy są większe" - dodał.
Matras uważa, że europejską gospodarkę mogą wesprzeć inwestycje w przemysł zbrojeniowy.
"To jest kwestia kilku, czy kilkunastu miesięcy, gdy ten stymulus zacznie działać i napędzi słabo radzącą sobie gospodarkę europejską. Pobudzanie gospodarki poprzez wydatki na infrastrukturę, budowę mostów, dróg, szkół, czy poprzez wpompowanie olbrzymich pieniędzy w przemysł zbrojeniowy - to na koniec dnia nie ma większego znaczenia. (...) Wydaje się, że to jest istotna zmiana, której Europie do końca nie widzimy, bo to wynika z tego, że w Europie przez lata nie było tego przemysłu, on jest niedofinansowany i w tej chwili dopiero się to zaczyna. To chyba będzie koło zamachowe globalnej gospodarki w nadchodzących kilku latach" - ocenił.
W dłuższym terminie trajektorię dla stóp procentowych mogą wyznaczyć działania nowej administracji Donalda Trumpa, np. w zakresie polityki celnej.
"Fed w tym tygodniu, moim zdaniem, obniży stopy procentowe, ale jest pytanie (...) o tempo w jakim to się będzie działo. Przyszły rok jest mniej pewny. Jest to w dużej mierze uzależnione od tego, co się zadzieje z inflacją w Stanach, w jakim tempie i jaką skalę będą przyjmowały cła, o ile w ogóle one będą nakładane" - wskazuje Matras z TFI PZU.
"Osobiście nie wierzę do końca, czy Trump będzie te cła wprowadzał w takim zakresie, jak zapowiadał. To jest forma straszaka dla partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. (...) To będzie raczej takie punktowe pokazanie, że jesteśmy w stanie to zrobić, ale wpływ na gospodarkę, czy na inflację nie będzie aż tak duży. Ale to dopiero się okaże. Natomiast inwestorzy rzeczywiście to wyceniają" - dodaje.
Korab z EQUES TFI zwrócił uwagę, że koreański bank centralny był ostatnio pierwszym, który przy okazji obniżki stóp powołał się na niepewność związaną z nową administracją Białego Domu.
"Może się okazać, że część banków centralnych obawiając się, że zawirowania będą osłabiały ich gospodarkę, mając do tego miejsce, bo inflacja jest sporo niżej niż obecny poziom stóp, będą obniżały stopy" - dodał.
Z kolei Bartłomiej Chyłek, dyrektor Zespołu Analiz i Zarządzający Funduszami Goldman Sachs TFI, ocenia, że pauza w globalnym cyklu cięć stóp byłaby możliwa, jeżeli wzrost ryzyka geopolitycznego doprowadziłby do podbicia inflacji kanałem cen energii, co obecnie nie ma miejsca.
"Konflikt na Bliskim Wschodzie ku zaskoczeniu niektórych nie wpłynął na ceny energii w bieżącym roku – stopa zwrotu z ETF czy funduszy surowcowych, jeśli wyjmiemy metale szlachetne, nie jest porażająca. Wydaje się, że zapowiadana kontynuacja obniżek stóp procentowych zostanie dowieziona. Łatwiej jest odczytać, co będzie w krótszym terminie – w I półroczu wydaje się, że będzie kontynuacja. Moim zdaniem, tylko sytuacja związana z szeroko pojętą geopolityką mogłaby wpłynąć na podbicie inflacji w II półroczu i dopiero wtedy być może mielibyśmy pauzę w szeroko pojętych obniżkach" - powiedział Chyłek.
"W takim układzie, jeżeli weźmiemy bieżącą stopę zwrotu z 10-letnich obligacji, przy założeniu, że przeciętny fundusz ma duration ok. 4, to gdy pomnożymy to przez obniżkę stóp o kolejne 100 pb., to wyjdziemy praktycznie na każdym rynku na stopę 5 nawet do 10 proc. jeżeli chodzi o rynek obligacyjny" - dodał.
Uczestnicy debaty zwracali uwagę, że trudno jest przewidzieć, kiedy RPP powróci do obniżek stóp. Oceniali, że RPP ma przestrzeń do cięć, ale nie widać do tego skłonności.
"Nie wiemy, kiedy w Polsce będą obniżki stóp, ale na rynku jest dość powszechne oczekiwanie, że 100 pb. dostaniemy w 2025 r. Na razie polski bank centralny, można powiedzieć, że odstaje jeśli chodzi o te obniżki, bo dokonał ich pierwszy jakby trochę za wcześnie, a teraz stoi w miejscu, gdy wszyscy inni obniżają, także w naszym regionie. Ale też trzeba powiedzieć, że nie jest tak, że nie ma argumentów przeciwko tym obniżkom" - ocenia Korab z EQUES TFI.
"Nie można powiedzieć, że w Polsce gospodarka ledwo zipie, a inflacja jest bliska zeru (...). RPP jest w sytuacji, że może (obniżać stopy - PAP), ale nie chce. Wielu ekonomistów uważa, że rzeczywiście może, ale są też tacy, którzy uważają, że już powinna, że będzie spóźniona. Ale są argumenty za tym, żeby jeszcze niekoniecznie obniżać, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę" - dodał.
Chyłek z Goldman Sachs TFI ocenia, że obniżki stóp proc. w 2023 r. (-100 pb.) podbiły wynik WIG w 2023 r., ale z tego tytułu nie było paliwa do wzrostów w 2024 r., gdy RPP utrzymywała stopy na niezmienionym poziomie.
"Kolejne wypowiedzi przedstawicieli RPP świadczą o tym, że nie możemy na dzień dzisiejszy być pewni tego, czy do tych obniżek dojdzie przyszłym roku. Być może dopiero w 2026 r." - dodał.
Prezes NBP A. Glapiński w piątkowym artykule dla DGP wskazał, że wg obecnych szacunków inflacja powinna wrócić w pobliże 2,5 proc. – przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP – dopiero pod koniec 2026 r. Podkreślił, że obniżka stóp procentowych w najbliższych miesiącach bądź kwartałach odsunęłaby powrót inflacji do celu, być może nawet na 2027 r., oczywiście w świetle bieżących danych i prognoz.
Wcześniej na grudniowej konferencji prasowej Glapiński poinformował, że w związku z prognozowanym odbiciem inflacji w IV kw. 2025 r. po odmrożeniu cen energii dla gosp. domowych, dyskusja o obniżce stóp proc. przesuwa się na październik 2025 r., a perspektywa samych obniżek na 2026 r.
Wzrost PKB w '25 na przyzwoitym poziomie, Europa może zaskoczyć in plus
"Jesteśmy w momencie nadal rosnącej gospodarki, choć w trochę mniejszym tempie, będziemy mieć zatem całkiem przyzwoitą dynamikę PKB pewnie w Polsce, w USA. Europa nie jest jednorodna, są kraje, które poradzą sobie lepiej i w których widać ożywienie - jak chociażby Hiszpania, ale nie przekreślalibyśmy Europy. Wchodzimy zatem w 2025 r. z dosyć przyzwoitą sytuacją gospodarczą, na całym świecie rozpoczął się cykl obniżek stóp procentowych i pewnie będzie kontynuowany w przyszłym roku" - ocenił dyrektor biura rynku akcji w TFI PZU, Tomasz Matras.
"Nie wykluczam, że Europa może nas pozytywnie zaskoczyć w tym roku. Jeśli chodzi o otoczenie gospodarcze dużo złego jest już w cenach, więc jest tu duża szansa, że europejski rynek zaskoczy. Jeśli w Chinach będą pojawiały się stymulusy - będzie to pozytywna informacja dla europejskiego rynku, który jest 'podpięty' pod chińską gospodarkę. Zadłużenie w Niemczech nie jest aż tak duże, ten kraj ma przestrzeń, żeby pobudzać swoją gospodarkę" - dodał.
Jak wskazał zarządzający, europejską gospodarkę wesprzeć może stymulacja fiskalna w postaci zwiększonych wydatków na zbrojenia.
"To, co dzieje się w geopolityce na świecie, paradoksalnie ma bardzo dobry wpływ na gospodarki krajów rozwiniętych. Mówiąc wprost - idzie pewnego rodzaju stymulus, wynikający z wydatków na zbrojenia. Gigantyczne wydatki w USA czy w Europie to koło zamachowe dla gospodarki. Wydaje mi się, że tego efektu nie widać jeszcze w 100 proc. w Europie, ale to kwestia nadchodzących kilku, kilkunastu miesięcy, kiedy stymulus zacznie działać i napędzi słabo radzącą sobie gospodarkę europejską" - powiedział Tomasz Matras z TFI PZU.
"To dosyć istotna zmiana, której w Europie na razie nie widzimy - wynika to z faktu, że przemysł zbrojeniowy w Europie był niedofinansowany i w tej chwili dopiero to się zaczyna. Chyba będzie to pewnego rodzaju koło zamachowe globalnej gospodarki w nadchodzących kilku latach" - dodał.
Na politykę fiskalną jako wsparcie dla koniunktury w Europie wskazał też dyrektor zespołu analiz i zarządzający funduszami Goldman Sachs TFI, Bartłomiej Chyłek. Dodał, że pozytywna dla wzrostu w krótkim terminie może być też umowa handlowa między Europą a Ameryką Południową.
"Patrząc na globalnie słabszego konsumenta (...) z mojego punktu widzenia ten czynnik wzrostu jest pod znakiem zapytania, natomiast są dwa czynniki, które są pewnie w stanie pobudzić europejską gospodarkę. Po pierwsze zmiana jeśli chodzi o politykę fiskalną w Niemczech - jeśli nowy rząd zdecydowałby się na większy deficyt to wydaje się, że część infrastruktury w Niemczech wymaga odświeżenia. Nie chodzi nawet tylko o drogi i mosty, ale również o infrastrukturę telekomunikacyjną. Jest sporo do zrobienia i dużo w rękach polityków" - powiedział Chyłek.
"Drugi czynnik to umowa między Ameryką Południową a Unią Europejską, jak niektórzy to komentują - umowa między Niemcami a Ameryką Południową, tj. godzimy się na import żywności do Europy, w zamian sektor przemysłowy eksportuje towary do Ameryki Łacińskiej. Jeśli rzeczywiście udało się podpisać tę umowę i weszłaby ona w życie dosyć szybko, to w krótkim terminie miałaby pozytywny wpływ na gospodarki europejskie. Jeśli chodzi o sytuację w USA to chęć do tego, żeby przemysł wracał lokalnie jest dosyć duża. W krótkim terminie wydaje się, że powinno to co najmniej pomóc utrzymać obecne tempo poprawy PKB" - dodał.
Tomasz Matras z TFI PZU zwrócił uwagę, że choć istotny dla Europy pozostaje kształt i zakres zapowiadanych przez Donalda Trumpa ceł, to - jego zdaniem - nie powinny one bardzo mocno wpłynąć na sytuację gospodarczą na Starym Kontynencie.
"Pytanie, czy cła będą wprowadzane w takim zakresie, w jakim zapowiadał to Trump. To jest forma pewnego rodzaju straszaka dla partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych i pewnie coś będzie wprowadzone, ale czy będzie to miało duże znaczenie? Moim zdaniem nie. To będzie raczej punktowe pokazanie, że jesteśmy w stanie to zrobić, ale mim zdaniem wpływ na gospodarkę i na inflację nie będzie aż tak duży" - ocenił zarządzający.
Uczestnicy debaty wskazali, że w kolejnych kwartałach z problemami strukturalnymi wciąż będzie mierzyć się chińska gospodarka.
"Jeśli chodzi o sytuację makro w Chinach to nie zmieniłem zdania - w tej gospodarce są zaciągnięte mocne kotwice, wielkiego zaskoczenie w tym kontekście nie ma. Chiny borykają się z wieloma problemami, najważniejszym z nich jest demografia i spadek liczby ludności - co 10 lat będzie ubywało 100 mln pracujących chińczyków. Chińskie prowincje pozadłużały się i łączne zadłużenie - centralne, prowincji i specjalnych wehikułów finansowania - to skok z prawie 40 proc. do 90 proc. PKB" - ocenia prezes zarządu EQUES Investment TFI, Tomasz Korab.
"Chiński rynek nieruchomości spada, ceny tam są w porównaniu do innych rynków kosmiczne - w Szanghaju trzeba 50 lat pracować, żeby kupić mieszkanie. A do tego wszystkiego 60 proc. majątku chińskich gospodarstw domowych stanowią nieruchomości (...) Kryzys na rynku nieruchomości to problem nie tylko tego, że sektor ciągnie PKB w dół, ale poszkodowany jest też konsument. Zagrożeń tu jest zatem bardzo dużo, będą ciążyły chińskiej gospodarce i są trudne do rozwiązania. Oczywiście jest to centralnie planowana gospodarka, więc pewnie zobaczymy kolejne stymulusy i plany" - dodał.
Bartłomiej Chyłek z Goldman Sachs TFI zaznaczył, że wysokie tempo poprawy PKB w Chinach jest trudne do utrzymania.
"Jeśli spojrzymy na ostatnie dwa lata, to mamy malejącą dynamikę poprawy globalnego PKB, obecnie w okolicach 3,0 pkt. proc. poprawy rok do roku i wydaje się, że ta cyfra nie ulegnie istotnej poprawie w kolejnych latach, akcenty zostaną prawdopodobnie inaczej rozłożone" - powiedział podczas debaty zarządzający.
"Mieliśmy mocny wzrost na azjatyckich rynkach - nowy ulubieniec inwestorów, czyli Indie, z poprawą PKB powyżej poprawy PKB chińskiego. Chiny powoli akceptują, że stopa poprawy na poziomie 5 proc. jest ciężka do 'dowiezienia'. Indie ruszają z niższej bazy i ta poprawa jest w stanie się utrzymywać, poprawa relacji handlowych z USA ma tu kluczowe znaczenie" - dodał.
Uczestnicy debaty pozytywnie patrzą na rynki długu w kolejnych kwartałach.
"Jeśli weźmiemy bieżącą stopę zwrotu z obligacji 10-letnich , założymy, że pewnie przeciętny fundusz ma duration około czterech, pomnożymy to być może przez obniżkę stóp o kolejne 100 pb - mówię tu szeroko - to wyjdziemy praktycznie na każdym rynku na stopę między pięć do nawet dziesięciu procent, jeśli chodzi o rynek obligacyjny" - powiedział Chyłek z Goldman Sachs TFI.
2025 rok zapowiada się dobrze dla polskich aktywów
"Wydaje mi się, że mamy szansę, żeby przyszły rok był kolejnym, dobrym rokiem właściwie dla wszystkich głównych klas aktywów, czy to akcji, czy obligacji. Jest szansa, że 2025 rok dla inwestorów będzie całkiem przyzwoitym rokiem. Rynek polski ma szansę się wyróżnić, chociażby ze względu na wyceny, a sytuacja makro w Polsce jest całkiem przyzwoita. Jeżeli chodzi o rynek Polski, to raczej byśmy upatrywali wyższych stóp zwrotu w segmencie małych i średnich spółek - tam rzeczywiście jest w czym wybierać i są naprawdę ciekawe wzrostowe spółki" - powiedział na debacie Tomasz Matras, dyrektor Biura Rynku Akcji w TFI PZU.
"Jest szansa, żeby 2025 rok był znowu dobry inwestycyjnie - tak jak 2024 rok - i na to szanse są naprawdę bardzo duże" - dodał Tomasz Korab, prezes EQUES Investment TFI.
Zdaniem Matrasa, polski rynek wygląda atrakcyjnie.
"Przyszły rok ma szansę być dobrym dla rynku polskiego. To co złe już jest w cenach. Już naprawdę nie ma za bardzo co negatywnie zaskoczyć. Patrząc na sytuację gospodarczą, fundamentalną, czy spółek, czy całej gospodarki, wydaje nam się, że Polska rzeczywiście wygląda atrakcyjnie. Jest tanio i naprawdę niewiele potrzeba kapitału, żeby naszą giełdę troszkę dźwignąć" - powiedział Matras.
Eksperci zwrócili uwagę, że polska giełda w tym roku radziła sobie całkiem dobrze, ale negatywnie odstawała od rynków rozwiniętych, czy niektórych wschodzących.
"Moim zdaniem, w dużej mierze jest to podyktowane geopolityką, co było doskonale widać w momencie, kiedy poznaliśmy zwycięzcę wyborów prezydenckich w USA. Musimy mieć świadomość tego, że dla wielu inwestorów zagranicznych Polska, czy w ogóle region Europy Środkowo-Wschodniej, nie jest kluczowym rynkiem do inwestycji. W momencie, kiedy pojawia się jakieś ryzyko, to dla takich inwestorów łatwiej po prostu jest tutaj nie być i przeczekać. Moim zdaniem, był to trochę taki efekt paniki, uważam, że przesadzony" - powiedział Matras.
Zdaniem ekspertów, obecne duże dyskonto polskiej giełdy to efekt geopolityki, a zakończenie konfliktu na Ukrainie miałoby pozytywny wpływ na nastroje na rynku w Polsce w 2025 roku.
"W tej chwili rozkład ryzyk i szans dla Polski jest wyjątkowo korzystny. Wyobraźmy sobie gdyby doszło (na Ukrainie - PAP) do zawarcia jakiegokolwiek rozejmu, nawet na warunkach takich, że Rosja zostaje na tych terenach, które ma, to moim zdaniem, to będzie bardzo dobra wiadomość dla polskiego rynku" - powiedział Korab.
"Patrząc na zapowiedzi Trumpa, który chciałby zakończyć dosyć szybko ten konflikt, wydaje się, że sfera związana z otoczeniem geopolitycznym powinna się istotnie poprawić. W takich już ekstremalnie optymistycznych scenariuszach, które możemy sobie powiedzmy rysować, to wtedy wzrost WIG do 105-110 tys. nie powinien być wielkim problemem" - powiedział Bartłomiej Chyłek, dyrektor Zespołu Analiz i Zarządzający Funduszami Goldman Sachs TFI.
Zdaniem Matrasa, sytuacja geopolityczna w przyszłym roku powinna być bardziej pozytywna, co może wspierać rynek akcji w Polsce.
"Inwestorzy zagraniczni zwracają uwagę, że jakikolwiek rozejm w Ukrainie oznacza zielone światło dla kapitału zagranicznego: wróci on nie tylko do Polski, ale też do całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej" - powiedział Matras.
Korab zwrócił uwagę na duże dyskonto polskiego rynku.
"Rynki zagraniczne nie dość, że były wysoko, to jeszcze wzrosły. My tak szybko nie wzrośliśmy, więc efekt jest taki, że dyskonto do Polski wynosi kilkadziesiąt procent, w zależności na od tego, na co patrzymy - czy na historyczne średnie, czy porównujemy się do innych rynków wschodzących. Rynki wschodzące są z 40 proc. dyskontem do rynków rozwiniętych, a Polska z 40 proc. dyskontem do tych rynków wschodzących" - powiedział Korab.
Jego zdaniem, polska gospodarka może w 2025 roku pozytywnie zaskoczyć, sytuacja makro powinna się poprawić dzięki środkom z KPO, czy z powodu rosnącej konsumpcji.
"W 2024 roku tym dużym zaskoczeniem był bardzo słaby konsument. Do tej pory zawsze tak było, że rosły pensje, rosły dochody, więc rosła i konsumpcja, a w tym roku to nie zadziałało" - powiedział Korab.
"Przy takim tempie wzrostu dochodów, konsumpcja nie może być aż taką kulą u nogi. W 2025 roku dojdzie KPO - do firm i do gospodarki efektywnie trafiło około w tym roku 0,6 proc. PKB, a na przyszły rok to będzie około 1,8 proc. PKB" - dodał.
Zdaniem Matrasa, to właśnie środki z KPO to duża szansa dla polskiej gospodarki i dla polskiej giełdy.
"Polska gospodarka całkiem dobrze sobie radzi. Wydaje mi się, że dla inwestorów zagranicznych większe znaczenie ma jednak to, co się dzieje w realnej gospodarce, w dużej mierze kierują się kondycją danej gospodarki. W tym kontekście wydaje mi się, że KPO i inwestycje, które będą się z tym wiązały, raczej będą pozytywnie wpływać na sytuację gospodarczą Polski, na dynamikę wzrostu" - powiedział Matras.
Zdaniem rynkowych ekspertów, w 2025 roku można się spodziewać obniżek stóp procentowych.
"Dość powszechne jest oczekiwanie, że 100 pb. 'dostaniemy' w 2025 roku. Pytanie tylko: kiedy? Nie ma argumentu, który byłby przeciwko tym obniżkom" - powiedział Korab.
"Środowisko stóp procentowych powinno być dalej dla inwestycji w 2025 roku korzystne. Gdy mamy obniżki stóp, to lokata jest mniej atrakcyjna i to będzie zachętą dla tych inwestorów, żeby poszukali funduszu obligacyjnego. Te z kolei powinny przynosić dobre stopy zwrotu" - dodał.
Chyłek zwrócił uwagę, że praktycznie wszędzie banki centralne zaczęły już cykl obniżek.
"My te obniżki zrobiliśmy troszkę wcześniej, to - można powiedzieć - podpompowało wynik WIG-u w 2023 roku, natomiast z tego tytułu nie było paliwa w 2024 roku. Kolejne wypowiedzi przedstawicieli RPP świadczą o tym, że tak naprawdę nie możemy na dzień dzisiejszy być pewni tego, czy do tych obniżek dojdzie w przyszłym roku, czy być może dopiero w 2026 roku" - powiedział Chyłek.
Zdaniem Matrasa, gdyby Rada Polityki Pieniężnej nie obniżała stóp procentowych przynajmniej w pierwszej części 2025 roku, to tworzy to doskonałe środowisko dla sektora bankowego.
Według Chyłka, skala odpisów na kredyty frankowe w 2025 roku prawdopodobnie będzie mniejsza, a spółki konsumenckie będą w stanie w dalszym ciągu poprawiać wyniki, a lepsze wyniki może pokazać sektor wydobywczy.
Według Chyłka, EPS dla spółek z WIG powinien się poprawić o 8-10 proc.
"Wydaje się, że jednak z punktu widzenia polskiego inwestora, to najbardziej atrakcyjną klasą aktywów na przyszły rok będzie rynek akcji"- powiedział Chyłek.
Można spodziewać się dalszych wzrostów na giełdach w USA
Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz i zarządzający funduszami Goldman Sachs TFI ocenił, że w przyszłym roku akcje będą najbardziej atrakcyjną klasą aktywów dla inwestycji.
„Wydaje się, że najbardziej atrakcyjną klasą aktywów w przyszłym roku będzie rynek akcji. Jeśli chodzi o rynki zagraniczne, to lekka preferencja rynków zagranicznych wobec Europy” – powiedział Chyłek.
„Jeśli spojrzymy na wyniki spółek rynków dojrzałych w 2024 r., to nie odbiegał on od długoterminowej średniej w okolicy 10 proc. (…) Fed obniżając stopy, pomógł zaakceptować inwestorom wyższe mnożniki ceny do zysku. Wskaźnik P/E mamy na 2024 r. i 2025 r. w okolicach 23-25. Mamy poprawę wyników, inwestorzy wierzą, że wyniki spółek na rynkach rozwiniętych będą poprawiane w latach 2025-2026. Dodatkowy bodziec niższego kosztu pieniądza wspomaga rynki w bieżącym roku" – dodał.
W ocenie Chyłka poprzeczka dla przebicia prognoz wzrostów na rynkach akcji będzie jednak w przyszłym roku wysoko zawieszona.
"Patrząc na strategie wydane przez banki i inne instytucje, to panuje szeroki konsensus, który wynosi 10 proc. wzrostu dla S&P 500 do ok. 6.600-6.700 pkt. Wydaje się, że aby było paliwo dla wzrostów powyżej 10 proc., to musielibyśmy mieć zaskoczenia przy poprawie wyników firm. Poprzeczka dla wyników jest wysoko zawieszona, przewidywane jest kilkanaście proc. poprawy" - powiedział.
"Aby ją solidnie przebić, będzie potrzebny spory wysiłek. Wydaje się, że rynek USA będzie w przyszłym roku z pozytywną stopą zwrotu, ale niższą niż inne geografie. Jeśli chodzi o inne regiony, to tutaj mamy znak zapytania. Nawet na rynkach w Europie stopa zwrotu może być niejako sterowana z Waszyngtonu. Jeśli cła prezydenta Trumpa zostaną wprowadzone także na partnerów handlowych, Europę, to mielibyśmy problem zarówno z gospodarką, jak i stopami wzrostu na rynku akcji" - dodał.
Tomasz Korab, prezes zarządu EQUES Investment TFI ocenił, że 2024 r. był świetny dla inwestorów akcyjnych.
„Mamy super rok, indeksy wzrosły o dwadzieścia kilka proc., dlatego trudno oczekiwać, że będą dalej tyle rosły. Wszyscy zastanawiamy się kiedy będzie gorzej. Statystycznie giełda amerykańska rośnie o 9 proc. W roku prezydenckim zwykle rośnie więcej, mediana wynosi 12 proc., a w pierwszym roku prezydentury zwykle zwyżkuje jeszcze więcej i tu mediana wynosi 13 proc.” – powiedział Korab.
„Patrząc statystycznie powinno być świetnie. Tempo wzrostu zysków nie wygląda, żeby miało nadzwyczajnie podskoczyć, rynek już wycenił pozytywne pomysły Trumpa w postaci obniżek podatków. Z kolei mogą się pojawić zagrożenia w postaci ceł i taryf odwetowych, co może mieć wpływ na przychody i zyski spółek. Głównym zagrożeniem jest rynek USA, że jest wysoko wyceniany w tej chwili. Mamy wysokie mnożniki, a tylko dalsze wysokie tempo wzrostów zysków może uzasadnić te wysokie mnożniki. Jeśli wzrostu nie będzie, to może być rozczarowanie i możemy mieć spadki” – dodał.
W opinii prezesa zarządu EQUES Investment TFI, obawy dotyczące wyników rynku akcji w USA nie wskazują na możliwe załamanie na tym rynku.
"O ile wspominałem, że kondycja rynku amerykańskiego to jest główne zagrożenie, ale nie jesteśmy pesymistami i nie spodziewamy się krachu. Obawiamy się tam tylko korekty. Jednak sytuacja, w której gospodarka USA rośnie, prognozy zysków są dodatnie i mają rosnąć, wyceny są wysoko, ale często bywały wysoko dość długo, więc nie oznacza to, że muszą spaść. Nie spodziewałbym się jednak silnego rynku, ale życzyłbym sobie, żeby sprawdziły się prognozy co do siły rynku USA" - powiedział.
"Natomiast Chiny to centralnie sterowana gospodarka, więc mamy takie rzeczy jak w tym roku, czyli pakiety stymulacyjne i nowe plany. Niektóre z nich będą korzystne dla poszczególnych spółek czy sektorów, będą powodowały wzrosty. Dlatego na tych chińskich akcjach da się zarobić, ale to dla mnie nigdy nie był preferowany rynek" - dodał.
Tomasz Matras, dyrektor biura rynku akcji w TFI PZU, uważa, że dobra passa amerykańskich giełd powinna być kontynuowana w 2025 r.
„Mnie się wydaje, że na rynku USA tanio nie jest, ale naszym zdaniem to nie wycena jest barierą do dalszych wzrostów. Jesteśmy w długoterminowej hossie, a w przyszłym roku to będzie dojrzała faza tej hossy, dlatego pewnie w przyszłym roku stopy zwrotu z akcji się wypłaszczą i będą niższe. (…) Analizując jak podchodzą do tego inwestorzy na takich rynkach jak USA, to tam patrzy się na dynamikę wzrostu zysków. To jest proste podejście, w otoczeniu, gdy EPS ma szansę wzrosnąć o kilkanaście proc., konsensus rynkowy wynosi 15 proc., jesteśmy w cyklu obniżek stóp, a przyszły prezydent zacznie obniżać podatki dla firm, to nie jest otoczenie, które miałoby spowodować bessę na rynku w USA. Fakt, że jest drogo to nie jest argument, że powinniśmy wejść w fazę bessy. Pod względem fundamentów USA nie wyglądają źle, patrzymy pozytywnie na tamtejszy rynek” – powiedział Matras.
„To co obserwujemy od lipca, to następująca rotacja w USA. Nie jest tak, że tylko ta tzw. wspaniała siódemka największych firm ciągnie rynek USA. Szerokość rynku jest większa, małe spółki sobie radzą lepiej. Obserwujemy rotację sektorową. Wydaje mi się, że przyszły rok to będzie rok spółek cyklicznych, tylko to już nie będą tylko spółki wzrostowe, ale też spółki cykliczne value, obserwujemy tu rotację. Będziemy się powoli przesuwać w kierunku spółek defensywnych, ale moim zdaniem to jeszcze nie będzie przyszły rok. Szerokość rynku to jest pozytywna rzecz, ponieważ oznacza to, że rynek jest zdrowy. Jest większy wybór, zarządzający mogą się wykazać w poszukiwaniach, a sentyment jest bardzo dobry” – dodał.
Według Matrasa ogólnie 2025 r. powinien być całkiem przyzwoity dla inwestorów.
"Wydaje się, że przyszły rok może być kolejnym dobrym rokiem dla wszystkich głównych klas aktywów. (…) Jeśli chodzi o globalne rynki akcji, to preferowalibyśmy rynek USA od Europy. Aczkolwiek, wydaje mi się, że Europa może zaskoczyć, natomiast w naszym scenariuszu bazowym USA będą lepsze od Europy” – powiedział.
"Analizując to, co dzieje się w USA i w Europie, to bardziej preferowalibyśmy rynek USA jeśli chodzi o akcje. Nie wykluczam, że Europa może nas zaskoczyć pozytywnie w 2025 r. Dużo złego już jest w wycenach, jeśli chodzi o otoczenie gospodarcze. Pakiet stymulacyjny w Chinach to pozytywna informacja dla Europy. (…) Ostatnio czytałem analizę, z której wynika, że ze spółek notowanych w indeksie Stoxx Europe 600, 30 proc. przychodów tych spółek jest generowanych na rynku amerykańskim. Z czego duża część przychodów pochodzi z ośrodków wytwórczych zlokalizowanych w USA. To nie jest tak, że przedsiębiorstwa Europy bazują na lokalnym rynku, co doskonale widać po wynikach indeksu DAX. Gospodarka Niemiec radzi sobie słabo w tym roku, a spółki notowane na giełdzie we Frankfurcie wręcz odwrotnie” – dodał.
W ocenie Matrasa w temacie sztucznej inteligencji ważna staje się selekcja przy inwestowaniu.
"Wydaje mi się, że przyszły rok, oprócz sektora finansowego, to będzie także rok dla szeroko rozumianego konsumenta. Obecny rok negatywnie zaskoczył w sektorze spółek konsumenckich w USA, tam dużo złego jest już w wycenach, a baza jest nisko usytuowana. Dlatego będziemy szukać wśród tych spółek z ekspozycją na konsumenta, finansowych, przemysłowych. Jeszcze nie wykluczamy spółek z eskpozycją na AI. Niektóre z nich są już wysoko wyceniane, dlatego trzeba zastosować podejście selektywne. W tej chwili mamy etap weryfikacji czy spółki monetyzują swoje pomysły” – powiedział.
"Zakładaliśmy, że ten rok będzie generalnie dobrym rokiem dla inwestorów, czy to na rynkach akcji, czy obligacji. Przewidywaliśmy, że na giełdach będą wzrosty, ale nie zakładaliśmy, że będą to tak spektakularne wzrosty jak w 2023 r. Wydawało nam się, że to będzie już taka dojrzała faza hossy. W tym kontekście wydaje mi się, że nie trafiliśmy, patrząc na to, co się dzieje na giełdach w USA czy nawet w Europie. W USA indeksy wzrosły o dwadzieścia kilka proc., podobnie jest w Europie – DAX jest na szczytach o 20 proc. od początku roku. Tu nie trafiliśmy. (…) Europa Zachodnia i USA zaskoczyły nas na plus" - dodał.
kkr/ osz/ tus/ asa/ pr/ pat/ gor/ seb/






























































