REKLAMA

Absurdy polskiego prawa. Historia naszego czytelnika

2014-08-14 09:14
publikacja
2014-08-14 09:14
theta

Skąd w Polsce ogólne przekonanie o kłodach pod nogi rzucanych przedsiębiorcom i pozostałym obywatelom przez urzędy? Jeden z naszych użytkowników opowiedział nam historię, która dobrze oddaje absurd niektórych przepisów i procedur.

Sprawa jest w zasadzie błaha, ale jest kwintesencją stanu przepisów prawa w Polsce. Nasz użytkownik otrzymał z urzędu miasta standardowe pismo, w którym proszony jest o  złożenie informacji o posiadanych nieruchomościach na potrzeby ustalenia wysokości podatku od nieruchomości.

Fragment pierwszego pisma

Z treści pisma jasno wynika, że urząd miasta ma wiedzę, że dana osoba posiada nieruchomość. Dysponuje także adresem tej nieruchomości oraz numerem aktu notarialnego. Mimo wszystko prosi o złożenie deklaracji o posiadanej nieruchomości.

Pierwsza wizyta w urzędzie

Nasz bohater udał się więc do urzędu w celu załatwienia sprawy. - Na pracowników urzędu nie mogę powiedzieć złego słowa. Mimo, że przyszedłem po wyznaczonym ustawowo terminie urzędnicy byli bardzo uprzejmi i pomocni. Z aktem notarialnym na biurku wspólnie wypełniliśmy deklarację o posiadanej nieruchomości – opowiada użytkownik.

Około dwa tygodnie po wizycie w urzędzie okazało się, że wypełniona wspólnie z urzędnikiem deklaracja jest niepełna. Użytkownik otrzymał pismo, że w złożonym dokumencie zabrakło informacji o garażu, który przynależy do nieruchomości.

Fragment drugiego pisma

Urząd miał tu rację. - Rzeczywiście zabrakło informacji o garażu. Tylko po pierwsze, dlaczego mając akt notarialny na biurku pracownik urzędu nie dostrzegł tego braku? Po drugie, po co urząd prosi pisemnie o składanie deklaracje skoro (jak wynika z treści nadsyłanych pism) ma całą dokumentację i wiedzę na temat metrażu i rodzaju nieruchomości – pyta nasz czytelnik. Odpowiedź jest prosta. Bo takie są przepisy.

Druga wizyta w urzędzie

To jednak nie koniec. Nasz użytkownik ponownie udaje się do urzędu, by uzupełnić informację o nieruchomości. - Pismo otrzymałem w maju a urząd odwiedziłem w sierpniu więc liczyłem się z tym, że mogę zapłacić jakąś karę. Nie znam się na urzędowych pismach, ale mojego humoru nie poprawiały fragmenty dokumentu o tym, że mam prawo zapoznać się z aktami sprawy oraz zebranym materiałem dowodowym - mówi czytelnik. Obawy jednak okazały się przedwczesne.

- Ale znowu, zgrzeszyłbym, gdybym coś złego na pracowników urzędu powiedział. Wchodzę do biura, żadnej kolejki, grzeczna Pani zaprasza i pyta w jakiej sprawie. Odpowiadam, że chcę złożyć korektę deklaracji i zostaję przekierowany do miłego Pana, który informuje mnie, że pojawiłem się po wyznaczonym czasie i wczoraj wysłane zostało do mnie pismo w tej sprawie. Pierwsza myśl. Dostałem karę! Ale nic z tych rzeczy. Miły Pan miał dla mnie tylko dobre wieści. Okazało się, że urząd nie mógł dłużej czekać na moją korektę i Wydział Podatków i Opłat Lokalnych sam(z urzędu) wyliczył mi wysokość podatku. I tylko tej kwestii dotyczy pismo, które wczoraj zostało do mnie wysłane. Żadnej kary, tylko informacja o kwocie podatku do zapłaty – opowiada czytelnik.

Odetchnął z ulgą, ale na usta cisnęło mu się ostatnie pytanie, które udało się zadać. - Dlaczego w zasadzie wysyłaliście Państwo do mnie dwa pisma z prośbą o deklarację, skoro (jak się finalnie okazało) urząd dysponuje wszystkimi informacjami potrzebnymi do ustalenia wysokości podatku?- Mili urzędnicy odpowiedzieli z uśmiechem, że takie są przepisy i nie mogli tego wcześniej zrobić. Dopiero fakt, że nasz czytelnik zwklekał z korektą pozwolił na załatwienie sprawy z urzędu.

Ta sprawa jak w soczewce pokazuje absurdy prawa, które generują niepotrzebne koszty i absorbują uwagę urzędników oraz petenta. Trzy pisma wysłane do naszego bohatera, które jakiś pracownik urzedu musiał przygotować i wysłać. Choćby wpisanie odpowiednich danych osobowych, adresu. nieruchomości czy wydruk pisma wymaga zasobów. Wszystkie pisma podpisane są przez Naczelnika Wydział Podatków i Opłat Lokalnych, którego też trzeba było zaangażować. Sprawa jest mało istotna, ale jednocześnie rodzi się pytanie, jakie trudności pojawiają się przy bardziej skomplikowanych formalnościach. Nasz czytelnik nie ma pretensji do urzędników za to, że egzekwują przepisy, ale o jakość tych przepisów. Pomyślmy, że codziennie wykonywanych jest tysiące bezsensownych czynności i drukowanych jest tony podobnych pism. Ile to kosztuje nerów i pieniędzy. I wszystko w majestacie prawa...

Grzegorz Marynowicz

Źródło:
Tematy
Najtańsze konta osobiste z premią – listopad 2020 r.

Najtańsze konta osobiste z premią – listopad 2020 r.

Komentarze (17)

dodaj komentarz
~wwff
Proszę nie robić nagonki na urzędników. Przepisy są takie, że trzeba złożyć deklarację dla podatku. To jest tak, że podatnik sam sobie "wymierza" podatek i to jest normalne. Dzięki temu można sobie wpisać 50 m2 zamiast 150 i jeszcze "zapomnieć" o garażu. W praktyce trudno to skontrolować. Może Proszę nie robić nagonki na urzędników. Przepisy są takie, że trzeba złożyć deklarację dla podatku. To jest tak, że podatnik sam sobie "wymierza" podatek i to jest normalne. Dzięki temu można sobie wpisać 50 m2 zamiast 150 i jeszcze "zapomnieć" o garażu. W praktyce trudno to skontrolować. Może z najnowszymi budynkami jest już inaczej. Złożenie deklaracji to nie jest ciężka robota. Robi się tak raz na dziesięciolecia.
~ech
Proszę czytać ze zrozumieniem. Urzędnicy są tu wręcz chwaleni, artykuł pokazuje jedynie, jak durne mamy prawo. Co potwierdza miły urzędnik.
Tak więc nagonka jest na polityków tworzących prawo.
~nowotworczyk
artykuł wspaniały. to czego mi brakuje w takich artykułach to brak działania. ponarzekać lubimy wszyscy, ale trzeba też coś z tym robić! sam chciałbym zastosować coś takiego na własnym szczecińskim podwórku, ale pracuję w tej chwili nad innymi projektami i na ten zwyczajnie nie starczy mi czasu. a sprawa powinna wyglądać artykuł wspaniały. to czego mi brakuje w takich artykułach to brak działania. ponarzekać lubimy wszyscy, ale trzeba też coś z tym robić! sam chciałbym zastosować coś takiego na własnym szczecińskim podwórku, ale pracuję w tej chwili nad innymi projektami i na ten zwyczajnie nie starczy mi czasu. a sprawa powinna wyglądać następująco: widzę problem, zgłaszam np. do redakcji. redaktor opisuje, a na końcu artykułu dodaje "ponieważ chcę to zmienić, to wysłałem pismo w tej sprawie, do Pana/Pani XYZ w tym i tym urzędzie z prośbą o odniesienie się do problemu i czy można coś z tym zrobić. jeśli nie dostanę odpowiedzi, zwrócę się do jego przełożonego, jeśli ten nie odpowie, zwrócę się wyżej, za każdym razem zaznaczając, że ten i ten nie ustosunkowali się do mojej odpowiedzi. w końcu ktoś odpowie, a ja będę ciekaw ile głów poleci". tylko w ten sposób można naprawiać źle pracującą maszynę biurokratyczną. bo z takiego artykułu poza chwilą, kiedy napawamy się z nieudolności systemu nic nie zyskujemy.
~endi
A my - podatnicy za " pracę " tych urzędników płacimy ciężkie pieniądze , zapewne ich czynności więcej nas kosztowały niż cały ten nowy podatek od garażu ...
~elvisek242
ja wiem czemu urzędasy to robią :)bo każdego obywatela traktują jako potencjalnego złodzieja i kłamcę, więc próbują zmusić go do złożenia deklaracji na wypadek jak by miał coś do zatajenia to może wyjdzie kiedy ją wypełni, tj. wykaże niezgodność danych w urzędzie z danymi faktycznymi, które chciał zataić ja wiem czemu urzędasy to robią :)bo każdego obywatela traktują jako potencjalnego złodzieja i kłamcę, więc próbują zmusić go do złożenia deklaracji na wypadek jak by miał coś do zatajenia to może wyjdzie kiedy ją wypełni, tj. wykaże niezgodność danych w urzędzie z danymi faktycznymi, które chciał zataić przed urzędem, proste jak drut, że w złodziejskim kraju takie jest intencjonalne podejście urzędów do obywateli
~Zer0
Widać, że opisana akcja NIE miała miejsca na Lubelszczyźnie ... ostatnio chciałem coś załatwić i "miła" pani stwierdziła, że nie może mi pomóc bo nie mieszkam już w Lublinie :-/ ?? (chodź jestem nadal tam zameldowany). Co lepsze ... druga "miła" pani powiedziała to samo. Pozdrowienia dla urzędników z I US :-)
~aczana
To co opisujecie to jeszcze nic w porównaniu z tym , że każdy urząd gminny, powiatowy czy wojewódzki nawet skarbowe urzędy mają "swoje" druki, a te dostępne na stronie ministerstwa czy odpowiednich organów są delikatnie mówiąc "be' i trzeba pisać od nowa i zbierać podpisy od nowa co generuje koszty To co opisujecie to jeszcze nic w porównaniu z tym , że każdy urząd gminny, powiatowy czy wojewódzki nawet skarbowe urzędy mają "swoje" druki, a te dostępne na stronie ministerstwa czy odpowiednich organów są delikatnie mówiąc "be' i trzeba pisać od nowa i zbierać podpisy od nowa co generuje koszty papieru, druku, paliwa i czasu. Różnica polega na tym, że urzędnicy są przyzwyczajeni do swoich druków i jakikolwiek inny jest po prostu nie do przyjęcia. Czy macie takie doświadczenia?
~zxc
szkoda że nie informują podatnika o tym że jak nic nie zrobi to i tak mu wylicza podatek i nie poniesie konsekwencji zadnych
~Fjaf
Bo przepis mówi, że mogą też wlepić karę; co też napisali.
~rw
to bardzo proste i nie ma tu żadnej pomyłki ... przepisy są tak sformułowane żeby urzędnicy mieli pracę i mieli co robić, nawet jeśli są to czynności czysto absurdalne

Powiązane: Prawo przedsiębiorcy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki