Uważaj, o co prosisz bankowca

redaktor Bankier.pl

Niuanse w bankowej nomenklaturze mogą przyprawić o ból głowy. Szczególnie, jeśli w ich wyniku traci się pieniądze z konta.

W spółce, w której stanowisko prezesa pełni jeden z klientów ING Banku Śląskiego, doszło do zmiany, wskutek której stanowisko prezesa bezprawnie przeszło na osobę trzecią. To skłoniło go do zablokowania firmowego rachunku w banku, do którego wydana była karta na nazwisko nieprawnego szefa zarządu. Zamieszanie na szczeblu kierowniczym wyczuliło bank, który zażądał dodatkowych dokumentów. Procedura nie zakończyła się jednak dobrze dla samego poszkodowanego, bo z konta spółki zniknęło ponad 100 000 zł.

Feralna dyspozycja

Nasz czytelnik, prezes wspomnianej firmy, zgłosił się do oddziału banku 17 kwietnia 2018 r., żeby odzyskać dostęp do pieniędzy zgromadzonych na rachunku. Przedstawił przy tym uchwałę spółki z 12 grudnia 2017 r., która unieważniała poprzednią, ponieważ według niej, w wyniku oszustwa powołano nowego prezesa zarządu i miał prawo do obracania tymi środkami.

(fot. Krystian Maj / FORUM)

Uchwała okazała się jednak niewystarczająca do tego, żeby udzielić mu dostępu do rachunku – mógł jedynie zablokować im dostęp do firmowych pieniędzy (doradca, postępując według procedur banku, wymagał od klienta wpisu do KRS jako potwierdzenia objęcia stanowiska prezesa, klient nie otrzymał nawet informacji jakie dokładnie produkty są uruchomione i kto ma do nich dostęp). Tak też zrobił, zaznaczając, że oczekuje blokady całkowitego dostępu do konta. Następnego dnia otrzymał telefon z informacją, że dyspozycja została zrealizowana. Nie otrzymał jednak potwierdzenia na piśmie – ani w przypadku jej złożenia, ani wykonania.

27 sierpnia 2018 roku ponownie zgłosił się do oddziału, żeby dokończyć formalności z kwietnia – tego samego dnia otrzymał wpis do KRS. Udało mu się tym samym otrzymać dostęp do konta, jednak jak się okazało, pieniędzy już na nim nie było. Wgląd w historię rachunku wykazał systematyczne wypłacanie środków z wykorzystaniem karty płatniczej wystawionej na odwołanego prezesa, co nastąpiło przed uzyskaniem wpisu do KRS, ale po zablokowaniu dostępów do konta (karta została zablokowana dopiero 28 sierpnia, czyli następnego dnia po przekazaniu bankowi wpisu do KRS, na którym nasz czytelnik figuruje jako prezes zarządu). Jakim cudem, skoro konto zostało zablokowane?

Słowne niuanse

Klient przeszedł całą procedurę reklamacyjną, w wyniku której otrzymał jednoznaczną odpowiedź banku: – Zrealizowaliśmy ustną dyspozycję „zablokowania istniejących w systemie użytkowników” złożoną 17 kwietnia 2018 roku złożoną osobiście w siedzibie banku. W opinii banku tak sformułowana dyspozycja oznacza tylko blokadę dostępu do serwisu internetowego – z tego powodu karta płatnicza wydana do rachunku nadal działała.

– Nie będę ukrywał, nie znam się na tych pojęciach. Ja prosiłem o zablokowanie wszelkiej możliwości korzystania z tych pieniędzy – jakimikolwiek kanałami czy systemami. Nie byłem tam sam – dyspozycję ze mną składała główna księgowa, która lepiej orientuje się w takich procedurach – tłumaczył nam czytelnik. Po odrzuconej reklamacji, żeby więc upewnić się, że bank zrozumiał jego słowa tak samo jak on i księgowa, udał się z powrotem do oddziału w celu potwierdzenia przebiegu procesu. W obecności dyrektorki oddziału został zapewniony przez doradcę, że przekazał on do banku dyspozycję, która wcale nie ograniczała się wyłącznie do zablokowania użytkowników w dostępie do bankowości internetowej, a do całkowitej blokady środków pieniężnych. Środków, których dziś na koncie już nie ma.

Jest to jednak wojna słowa ze słowem – bank nie udostępnia wewnętrznej korespondencji, w której przekazywano dyspozycję z oddziału do centrali. – Możemy jednak zapewnić, że jej treść była zgodna z pana ustną dyspozycją, na podstawie której zablokowaliśmy użytkowników w systemie bankowości internetowej – argumentował w odpowiedzi na reklamację ING Bank Śląski.

Komunikacyjnego problemu wciąż nie rozwiązano, a czytelnik postanowił zwrócić się o pomoc do sądu i Komisji Nadzoru Finansowego.

Co nie zagrało? Procedury czy komunikacja?

W którym miejscu pojawił się zgrzyt? Potencjalnie mamy tu dwa czynniki, które mogły wywołać dezinformację. Pierwszy to wymóg przedłożenia przez klienta wpisu do KRS, ponieważ sama uchwała nie jest wystarczającym dokumentem potwierdzającym stanowisko prezesa zarządu w spółce.

Ten problem w praktyce bankowych procedur był podnoszony już od dawna, co skończyło się wyrokiem Sądu Najwyższego. Nie okazał się jednak on taki ostateczny, ponieważ pochodzi z 2005 roku, a branża bankowa (sprawiedliwie należy dodać, że nie tylko ona, ale także oferenci innych usług) nadal nie zawsze stosuje się do jego postanowień. W treści wyroku z dnia 7 lipca 2005 r., sygn. akt. V CK 839/04 (LEX nr 536022) jasno podkreślono, że o powołaniu lub odwołaniu zarządu decyduje uchwała wspólników. Wynika to z art. 201 kodeksu spółek handlowych, wobec czego KRS nie może być uznawany za potwierdzenie zmian, gdyż rejestr sądowy ma charaktery wyłącznie deklaratoryjny. – Domniemywa się, że wpis w Krajowym Rejestrze Sadowym jest prawdziwy, lecz jest to domniemanie wzruszalne – czytamy w wyroku.

Zgodnie z tym stanowiskiem nasz czytelnik powinien więc móc już 17 kwietnia przydzielić jedynie sobie uprawnienia do zarządzania majątkiem zgromadzonym na koncie w ING Banku Śląskim. Banki niekoniecznie chcą jednak uznawać uchwały podpisane notarialnie za pewnik. Jak tłumaczy Piotr Utrata z ING Banku Śląskiego, w wielu przypadkach wystarczy uchwała, ale jeśli istnieje podejrzenie sporów w spółce lub wystąpienia innych przesłanek do wzmożonej czujności, banki oczekuje dodatkowo wpisu do KRS.

Komentarz ING Banku Śląskiego

ING Bank Śląski każdorazowo przyjmuje do wiadomości informację o  zmianie reprezentantów danej spółki opierając się na danych zawartych w odpowiednich uchwałach korporacyjnych. Od czasu przedstawienia Bankowi uchwały o zmianie reprezentantów danej spółki mogą oni formalnie działać w jej imieniu - składać oświadczenia woli oraz powoływać/ odwoływać pełnomocników/ użytkowników uprawnionych do wykonywania poszczególnych czynności wobec Banku (w tym również w systemie elektronicznym). Zmiana w zakresie reprezentacji spółki wobec Banku oznacza, że dotychczasowi reprezentanci nie mogą składać oświadczeń woli w imieniu spółki, nie oznacza natomiast automatycznego odebrania im uprawnień do pozostałych czynności dokonywanych np. w systemie lub w zakresie dysponowania środkami na rachunkach, ponieważ to nowi reprezentanci decydują kto i w jakim zakresie może reprezentować spółkę wobec Banku. W przypadku sytuacji spornej, kiedy Bank poweźmie wątpliwość co do tego, które osoby są uprawnione do reprezentowania spółki (np. przy sporze kto zasiada w zarządzie spółki), Bank nie opiera się wyłącznie na uchwale i czeka na wpis do KRS uznając, że sąd dokonuje analizy i rozstrzygnięcia wątpliwości, a następnie dokonuje wpisu.

Niemniej należy sprawiedliwie przyznać, że nawet zgodnie z obecnymi procedurami zniknięcie pieniędzy z rachunku nie powinno mieć miejsca. Chociażby z tego względu, że z samą uchwałą mógł on zablokować całkowity dostęp do rachunku według procedur banku. Gdzieś jednak pojawiło się niezrozumienie.

Warto wszystko mieć na piśmie

Bank inaczej zrozumiał dyspozycję klienta i nie dokonał pełnej blokady kont. Tu już ciężko jednak wskazać konkretnego winowajcę – według wyjaśnień, jakie otrzymał w oddziale banku, dyspozycja została przekazana do centrali tak, jak tego sobie życzył. W praktyce zamiast całkowitej blokady dostępu do pieniędzy, okazała się jedynie „blokadą użytkowników”, przez co karty nadal zostały aktywne.

Choć problem naszego czytelnika nie należy do najłatwiejszych i w dodatku nadal czeka na jego rozwiązanie, to z tej historii inni mogą wyciągnąć już pewne wnioski. Warto sprawdzać i siebie, i przyjmującego dyspozycję doradcę w oddziale lub na infolinii – i to dwa razy. Pisemne potwierdzenie tego, co zostało zlecone i zrealizowane mogłoby wyjaśnić wiele dyskusyjnych kwestii i być może przyspieszyć później czynności zmierzające do naprawienia szkody.

Mateusz Gawin

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 20 ertyy

Sprawa jest oczywista - winny jest bank.

Niestety, w Polsce bankowi niejako nie opłaca się przyznać do winy, lepiej "rżnąć głupa". W najgorszym razie, sąd przyzna rację klientowi i odda tylko tyle ile klient stracił. A może klient nie pójdzie do sądu albo gdzieś się uda znaleźć jakiś kruczek albo gwiazdkę w umowie/regulaminie...

A powinno być jak w cywilizowanych krajach, gdzie bank woli się dogadać z klientem i zwrócić mu szybko środki, bo jak sprawa pójdzie do sądu, to sąd "dowali" bankowi takie kary i opłaty dodatkowe + odszkodowanie dla klienta, że się szybko nauczy porządku...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 9 goralnizinny

Takie rzeczy - tylko w Polsce...

! Odpowiedz
12 15 _justus

Banki to dżuma XXI wieku

! Odpowiedz
3 48 ktosik66

Bank za przyslowiowe "chiny ludowe" nie przyzna się do błędu pracownika. Dla mnie jest to bład banku. Pracownik banku jest tez po to zeby pomoc klientowi i przewidziec mozliwosci. Ale czego wymqagac od np. osoby w trakcie studiow po nocnym wkuwaniu czy tez nocnej imprezie zatrudnionej za 2 tys zł na obsludze Klienta. Zawalila tez kontrola w banku. Dobrze wiemy że nie ten człowiek ktory dyspozycje przyjmował decydował o takiej a nie innej blokadzie. Teraz oczywiście Klient żle podał dyspozycje i "choćby skały srały" tego będa się trzymać.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz