Unieważnienie kredytu frankowego i co dalej? Jak działa przedawnienie?

3 października 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wypowiedział się w sprawie kredytów indeksowanych do walut obcych. W komentarzach po rozstrzygnięciu wskazywano, że w razie unieważnienia umowy kredytu może pojawić się problem ustalenia zasad przedawnienia roszczeń banku i kredytobiorcy.

Orzeczenie TSUE z początku października wywołało wiele kontrowersji. Odmienne interpretacje dotyczą m.in. konsekwencji unieważnienia umowy kredytowej. Prawnicy reprezentujący kredytobiorców spierających się z bankami wskazywali, że w takim przypadku szczególnego znaczenia może nabrać kwestia przedawnienia roszczeń. Kredytobiorca mógłby odzyskać tylko te raty, które nie uległy przedawnieniu, a bank nie mógłby z kolei żądać zwrotu kwoty kredytu. Byłoby to korzystne dla klientów pozywających kredytodawców. Z kolei banki powołują się na przepis mówiący o możliwości dochodzenia roszczeń nawet po minięciu okresu przedawnienia.

O tym, jakie praktyczne konsekwencje może mieć ten szczegół rozmawiamy z radcą prawnym Aleksandrą Jakubowską z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp. k.

(Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp. k. )

Michał Kisiel, Bankier.pl: Po wyroku TSUE jedną z najgoręcej dyskutowanych kwestii jest sposób rozliczenia się banku i kredytobiorcy po ewentualnym unieważnieniu umowy kredytowej. Według jakich zasad może być przeprowadzona taka operacja?

Aleksandra Jakubowska: W przypadku stwierdzenia nieważności umowy, strony powinny zwrócić sobie wzajemnie to, co świadczyły, czyli bank oddaje kredytobiorcy wpłacone przez niego środki, a kredytobiorca ma zwrócić bankowi kwotę wypłaconego kredytu. W takiej sytuacji strony powinny rozliczyć się pozostałą różnicą. Takie rozliczenie jest dla kredytobiorcy korzystne, ponieważ oddaje wyłącznie wypłacony kapitał, bez odsetek, opłat i prowizji.

Wszystko wyglądałoby prosto z matematycznego punktu widzenia, gdyby nie przedawnienie. Co do zasady roszczenie kredytobiorcy wobec banku przedawnia się z upływem 10 lat, a po zmianie kodeksu cywilnego w dniu 9.07.2018 r., każda zapłacona rata przedawnia się po 6 latach. Istotne jest to, że przedawnienie dla kredytobiorcy obejmuje każdą ratę oddzielnie, natomiast roszczenie banku jako przedsiębiorcy przedawnia się po 3 latach.

Oznacza to, że przy stwierdzeniu nieważności umowy kredytu „frankowego”  roszczenie banku będzie zawsze przedawnione. Warto również wskazać, że z informacji płynących z mediów, na ostatnich pięciu korzystnych wyroków dla kredytobiorców, aż w czterech sąd uznał, że umowa jest ważna, ale bez nieuczciwych zapisów umownych, a tylko w jednej uznał umowę za nieważną. To również wskazuje skalę problemu.

Czy skoro roszczenie banku jest przedawnione, kredytobiorca musi oddawać kwotę udzielonego kredytu?

Biorąc pod uwagę przepisy o przedawnieniu kredytobiorca nie powinien w ogóle oddawać bankowi kwoty kredytu, zwłaszcza jeżeli dla siebie żąda wyłącznie rat, które nie uległy przedawnieniu.

W prawie przewidziano jednak możliwość odstąpienia od tej reguły. Na czym to polega?

Owszem, przepisy kodeksu cywilnego przewidują sytuację, kiedy możliwe jest dochodzenie przez przedsiębiorcę roszczeń od konsumenta po okresie przedawnienia. W ostatnim czasie pojawił się w mediach temat nowelizacji kodeksu cywilnego i wprowadzenia nowego art. 1171. Zgodnie z tym przepisem sąd może, ale tylko w wyjątkowych przypadkach i po rozważeniu interesu stron, nie uwzględniać upływu terminu przedawnienia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi. Istotne jest, że przepis nie działa automatycznie, o jego zastosowaniu zawsze decyduje sąd orzekający w konkretnej sprawie.  

Jak należy rozumieć tutaj „względy słuszności”? W jaki sposób bank będzie mógł użyć w praktyce takiego narzędzia?

Pamiętać trzeba przede wszystkim, że instytucja przedawnienia ma fundamentalne znaczenie w prawie i gwarantuje pewność sytuacji podmiotów obrotu prawnego. Skoro w ogóle ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie samego przedawnienia i uznaje, że jest ono zgodne z prawem, to odstępstwo od tej zasady powinno następować naprawdę w wyjątkowych przypadkach.

Nie można rozpatrywać wyjątku bez zasady ogólnej, która w tym przypadku wynika z art. 117 § 21 kodeksu cywilnego - po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi.

Względy słuszności wskazane w przepisie to pojęcie bardzo ogólne, nieostre, dające pewną swobodę sądowi. Jednak sam przepis art. 1171 kodeksu cywilnego daje wskazówki, jakie okoliczności powinny być wzięte pod uwagę przez sąd, zanim zdecyduje się na zastosowanie wyjątku od reguły. Zalicza się do nich długość terminu przedawnienia – im dłuższy był termin, tym mniejsza szansa na jego nieuwzględnianie, następnie jest to długość okresu od upływu terminu przedawnienia do chwili dochodzenia roszczenia – czyli im później bank wystąpi ze swoim żądaniem, tym bardziej jego sytuacja jest niekorzystna, oraz charakter okoliczności, które spowodowały niedochodzenie roszczenia w terminie – bank będzie musiał wytłumaczyć, dlaczego wystąpił ze swoim roszczeniem po upływie terminu przedawnienia.

Wskazane przesłanki nie ograniczają oczywiście swobody sądu w ocenie względów słuszności, ale stanowią pewne ukierunkowanie. Natomiast podnoszenie, że bank nie „zarobi” na kredycie czy wręcz będzie stratny, nie może być uznane za względy słuszności – pamiętajmy, że to banki były autorami nieuczciwych klauzul umownych, które w konsekwencji mogą doprowadzić do unieważnienia umowy przez sąd. Sąd przy ocenie zapisów umownych, będzie badał naruszenie przez bank dobrych obyczajów oraz czy doszło do rażącego naruszenia interesów konsumentów.

Chciałabym również wskazać, że samo wprowadzenie art. 1171 kodeksu cywilnego nie stanowi jakiejś nadzwyczajnej rewolucji w prawie i nie wprowadza nieznanego do tej pory wyjątku. Pamiętać trzeba o art. 5 kodeksu cywilnego, który od zawsze stanowił pewną furtkę na wzruszenie chociażby właśnie przedawnienia.

Skoro zatem taka furtka istniała, czy konieczne było wprowadzanie kolejnego przepisu, dodatkowo wskazującego, że dotyczy to roszczeń wyłącznie przeciwko konsumentowi?

Jak zazwyczaj w procesie legislacyjnym bywa, zostało to wywołane zmianą innego przepisu, tj. art. 117 kodeksu cywilnego poprzez dodanie do jego treści § 21, z którego wynika, że po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi – czyli przedsiębiorca może wprawdzie wystąpić do sądu z takim roszczeniem przedawnionym, ale sąd zbada termin przedawnienia z urzędu i wobec ustalenia, że roszczenie jest przedawnione, oddali powództwo. Biorąc zatem pod uwagę, że tylko podniesienie zarzutu przedawnienia było rozumiane jako korzystanie ze swojego prawa, a zastosowanie tej instytucji przez sąd z urzędu nie mieści się w tej definicji, ani przedsiębiorca, ani sąd nie mogliby skorzystać z dobrodziejstwa art. 5 kodeksu cywilnego. Można domyślać się, że ustawodawca wprowadzając omawiane rozwiązania w art. 1171 kodeksy cywilnego  kierował się zachowaniem zasady równowagi stron, chociaż w myśl ustawy zasadniczej, to konsumentowi przysługuje szczególna ochrona, którą Państwo powinno zapewnić.

Czy konsumenci faktycznie zostali pozbawieni ochrony i banki mogą żądać od nich roszczeń, nie bacząc na terminy przedawnienia?

Konsumenci nie pozostali bez ochrony, gdyż wobec nich w dalszym ciągu zastosowanie znajdzie art. 5 kodeksu cywilnego i wynikająca z niego ochrona, a także dodany nowelizacją kodeksu cywilnego  art. 117 § 21. W przeciwnym wypadku doszłoby do sytuacji paradoksalnej, np. klient wziął kredyt na 300 tys. zł, do banku w związku z nieuczciwymi zapisami w zakresie klauzuli indeksacyjnej wpłacił łącznie  310 tys. zł, z czego nieprzedawnione jest 280 tys. zł. Z uwagi na wspomniany przepis możemy dojść do paradoksalnego stwierdzenia, że bank może dochodzić zwrotu 300 tys. zł z uwagi na ochronę wynikającą z art. 1171 kodeksu cywilnego, a konsument z uwagi na upływ terminu przedawnienia będzie mógł dochodzić zwrotu tylko 280 tys. zł. Warto wskazać, że prawo powinno być równe w stosunku do wszystkich podmiotów i w  takiej sytuacji sądy powinny częściej sięgać do zasad słuszności.

Czy problem przedawnienia zawsze będzie istotny w sądowych sporach dotyczących kredytów frankowych?

Cała dyskusja może w ogóle okazać się przedwczesna, ponieważ jak wskazała prof. Ewa Łętowska wyrok stwierdzający nieważność umowy kredytowej może przyjąć zarówno charakter deklaratoryjny lub konstytutywny. Pierwszy z wymienionych potwierdzi fakt, że umowa jest nieważna od chwili jej zawarcia, natomiast drugie rozstrzygnięcie określi skutek nieważności od chwili wydania orzeczenia. O tym, którą drogę wybiorą sądy będzie można powiedzieć dopiero po kilkunastu czy kilkudziesięciu wyrokach prawomocnych.

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 3 silvio_gesell

Przeczytałem komentarze, jedynym winnym jest NBP pod prezesurą Belki, który skupował euro zamiast franka, bo błędnie założył, że ich kurs będzie powiązany ad infinitum.

! Odpowiedz
27 7 wtomek

Kredyty udzielano zgodnie z naszym prawem. Czemu orzeczenie TSUE działa wstecz?
Kto odpowiada za ten stan prawny, mamy wiele instytucji nadzorujących i żadna się nie wykazała. Prawo zadziała wstecz , bo takim stanem rzeczy jest zainteresowanych wiele osób ze świecznika . Niedouczone i pazerne mamy elity.

! Odpowiedz
20 16 no_comment

sel państwowe instytucje w końcu ograniczyły kredyty w CHF ale spotkało się to ze społecznym protestem - wygoogluj sobie np. akcje "chcemy ryzykować" portalu money. Prawda jest taka, że sporo ludzi było zachwyconych kredytem w CHF, traktowało to jako sprytny sposób na tani zakup mieszkania a wszelkie ryzyka kursowe olewali w myśl zasady kto nie ryzykuje ten nie żyje

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 16 marekrz

Jak napisałeś "chcemy ryzykować" było dziełem portalu Money. Nadzór w liście do naczelnego Money.pl stwierdził, że była to akcja marketingowa "podmiotów zawodowo zainteresowanych powszechną jego dostępnością". Tyle, że nawet naczelny Money.pl nie zdawał sobie sprawy z tego, że banki kłamią w umowach o tym, że kupują franki, a za całą akcją tak naprawdę stoją międzynarodowi spekulanci, którzy obłowili się na carry trade w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 10 sel

Wszystkie banki są stale nadzorowane i kontrolowane przez państwowe instytucje za co ci urzędnicy biorą grubą kasę . Dlaczego żadna kontrola , żaden kontrolujący urząd nie wstrzymał udzielanie kredytów frankowych? jeżeli były niezgodne z obowiązującym wtedy stanowionym w 2007r przez PiS prawem?.

! Odpowiedz
4 22 passenger

Zawsze można przestać spłacać kredyt i wtedy po stronie banku leży udowodnienie klientowi jaką kwotę jest winny, a wtedy okazuje się, że po uwzględnieniu nieprawnych zapisów, pożyczona kwota była w PLNach, a nie frankach ;)

Frankowicze, POWODZENIA! WALCZCIE!

! Odpowiedz
6 24 oksymetolon

najlepiej rozliczyć całą kwotę grosz do grosza i nie zawracając głowy przedawnieniem - to wystarczająca sankcja dla złodzieja bankstera

! Odpowiedz
16 8 tomek1978

Rozmawiałem z pełnomocnikiem z stopchf.pl na temat tego artykułu, poniżej jego opinia:

"Autorka niestety bardzo uprościła sprawę. E.Łątowska twierdzi, że mamy tutaj do czynienia z condictio causa finita, a zatem wyrok unieważniający umowę kredytową ma charakter konstytutywny, a nie deklaratoryjny, polecam zapoznać się z jej stanowiskiem. Uważamy, że w większości przypadków tzw. odfrankowienie tj. wyeliminowanie mechanizmu indeksacji wskutek usunięcia klauzuli abuzywnej i w konsekwencji uzyskania kredytu w PLN oprocentowanego według stawki LIBOR + marża jest najkorzystniejszą opcją dla klientów. "

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 19 christopher1988

odfrankowienie wcale nie jest w każdym przypadku najkorzystniejszym rozwiązaniem, a na pewno unieważnienie jest kompleksowym sposobem pozbycia się toksycznego problemu. Niemniej, sposób rozstrzygnięcia uzależniony jest stricte od zapisów umowy i tego, czy w ogóle umowa taka będzie mogła funkcjonować w obrocie prawnym gdy pozbawimy ją zapisów abuzywnych. Należy strategię dopasować do konkretnego przypadku i rodzaju umowy. Nie wszędzie będzie odfrankowienie tak jak nie wszędzie będzie unieważnienie... a już na pewno nie jest i nie będzie to koncert życzeń kredytobiorcy ani jego pełnomocnika. Należy odpowiednio wyczuć sprawę i obserwować orzecznictwo i umieć na bieżąco reagować.

Reasumując, dużym uproszczeniem jest twierdzić, że tylko odfrankowienie jest najkorzystniejszą opcją dla klientów. Problem frankowiczów jest złożony i ma wiele twarzy i trzeba dobrze dobierać argumenty do danego przypadku, a przede wszystkim traktować każdą sprawę bardzo indywidulanie (co z resztą pokazały pozwy grupowe będące totalną pomyłką)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 2 sammler

Oczywiście, że to byłoby najkorzystniejsze dla frankowiczów. Jest tylko jeden malutki, maleńki haczyk. Sąd nie ma prawa "wypuścić" z rąk umowy, która jest sprzeczna z wolą stron tej umowy co do jej zasadniczej treści. A zasadniczą treścią umów kredytowych (sięgającą do samej definicji kredytu z PB) jest to, by ich oprocentowanie było powiązane z rynkową ceną pieniądza, jaką w przypadku CHF jest stawka określana np. przez LIBOR CHF. A nie WIBOR.

Pisałem to już nie raz i powtarzał się nie będę. Sędzia, który wypuścił odfrankowiony bubel w ogóle nie wziął tego pod uwagę (jeszcze w ub. r. był asesorem - być może to tłumaczy jego skandaliczną decyzję). I dlatego powinien zostać odsunięty od orzekania. Niech pracuje w archiwum albo jakiejś izbie pamięci.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne