16 listopada 2007 r. prezydent Lech Kaczyński wręczył nominacje ministerialne dla 18 szefów resortów w nowo powstającym rządzie, na czele którego stanął Donald Tusk. Parlamentarnym fundamentem nowego gabinetu stała się koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. W osiem dni później, dzięki głosom posłów tych partii, rząd uzyskał wotum zaufania. Odpowiedzialność za resorty gospodarki, rolnictwa i pracy wzięli na siebie ludowcy, pozostałe ministerstwa obsadzone zostały ludźmi z nominacji Platformy Obywatelskiej.
Donald marzy… o prezydenturze
W parlamencie VI kadencji mamy do czynienia ze zjawiskiem kohabitacji – prezydent i premier reprezentują dwa różne, opozycyjne w stosunku do siebie obozy polityczne. Wyraźny kryzys na linii Pałac Prezydencki – Rada Ministrów wynika zarówno z politycznych proweniencji polityków reprezentujących oba środowiska, jak i z nieukrywanych ambicji obu liderów. Lech Kaczyński liczy na reelekcję, Donald Tusk od dawna marzy o fotelu Prezydenta. Ta naturalna rywalizacja jest powodem wyraźnego wzrostu aktywności prezydenta i jego chęci kreowania bieżącej polityki państwa. Może się okazać, że na konflikcie najwięcej zyskiwać będzie LiD, bez poparcia, którego nie uda się w Sejmie odrzucić ewentualnego, prezydenckiego weta.
Koalicja, czyli dobra mina do złej gry
Z doniesień medialnych wynika, że współpraca pomiędzy koalicjantami kształtuje się wzorowo. To pierwsze 100 dni 4-letniej sielanki, czy raczej cisza przed burzą? Zdaniem dr. Eugeniusza Młyńca z Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego na razie trudno o jednoznaczną opinię. - Politycy PSL-u po tym jak zachowywali się w poprzedniej koalicji rządowej, jakby zrozumieli „gdzie jest ich miejsce w szeregu”. Ponadto Donald Tusk i Waldemar Pawlak, chcieli zatrzeć gorszące wrażenie, jakie pozostawiły po sobie kłótnie rządzących, pod koniec poprzedniej koalicji. Wydaje się to wynikać w dużej mierze z racjonalności tych polityków oraz ich politycznego doświadczenia – mówi politolog.
Z drugiej strony, politycy wydają się nie zauważać problematycznych kwestii, w których programy ich partii są ze sobą sprzeczne. - Źródeł swoistej sielanki można się doszukiwać również w tym, że rząd nie podjął się rozwiązania kluczowych kwestii dotyczących rolników, które naruszają konstytucyjne zasady równości i sprawiedliwości. Dotyczą one ubezpieczeń (KRUS) i opodatkowania tej części społeczeństwa. Platforma Obywatelska jest kolejną ekipą, która konformistycznie stara się „przeczekać” problem, zamiatając go pod dywan, albo obiecując jego rozwiązanie w następnej kadencji, co jak wiemy nie udało się do tej pory żadnej ekipie – tłumaczy dr Eugeniusz Młyniec.
Z pierwszych 100 dni nowego gabinetu wyłania się obraz rządu stabilnego, w którym przetargi międzypartyjne w większości wypadków mają charakter konsensualny, pod warunkiem, że nie będą dotyczyć drażliwych kwestii fundamentalnie dzielących obie partie. Powodem, dla którego możemy spodziewać się stabilnej koalicji prorządowej jest, odwoływanie się obu partii do dwóch zupełnie różnych grup elektoratu, a przez to brak konieczności konkurowania o głosy tych samych wyborców. O szczególnie destrukcyjnym charakterze tego zjawiska przekonał się Jarosław Kaczyński, którego partia starała się przejąć elektorat mniejszych koalicjantów.
W mediach lepiej, w praktyce tak samo
W jakich płaszczyznach nowy gabinet najbardziej różni się od rządu Jarosława Kaczyńskiego? Zdaniem dr. Młyńca wyraźne różnice widać w warstwie medialnej. – W oczach opinii publicznej zmienił się wizerunek polityków nowej ekipy. Nawet politycy do niedawna oceniani przez opinię publiczną dosyć krytycznie, jak na przykład Waldemar Pawlak, poprawili swoje notowania. Wysokie poparcie w sondażach, jakie otrzymują Platforma Obywatelska i ekipa Donalda Tuska, są wynikami przeszacowanymi. Jest to forma swoistego odreagowania ze strony politycznej publiczności po politykach, którzy budzili niepokój i rezerwę. Osobowości polityczne Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin jak i PiS-u, swoimi irracjonalnymi, fundamentalistycznymi, populistycznymi i demagogicznymi wypowiedziami i zachowaniami, stawiały wyborców w dosyć kłopotliwej sytuacji – mówi dr Eugeniusz Młyniec.
- Jeżeli chodzi o kwestie programowe to niewątpliwie najbardziej widoczne jest zerwanie z „autystyczną” polityką zagraniczną braci Kaczyńskich. Chociaż w warstwie merytorycznych zachowań, a zwłaszcza w stosunku do Stanów Zjednoczonych, niewiele się zmieniło. Nadal niestety Naród nie dowiedział się, na co wskazują sondaże, na czym ma polegać zwiększenie bezpieczeństwa Polski przez instalację na naszym terenie tarczy antyrakietowej. Można się zastanawiać jednocześnie nad niską skutecznością oddziaływań komunikacyjnych polskich polityków z władzami Rosji i społeczeństwem tego państwa – dodaje dr Młyniec.
Brak wspólnego języka z Moskwą
W dialogu z Moskwą strona polska zdecydowała się na ryzyko przełamania impasu i jako pierwsza wyszła z inicjatywą. 27 listopada rząd poinformował, że Polska odstępuje od blokowania możliwości podjęcia przez Rosję negocjacji w sprawie przystąpienia do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Jednocześnie premier zakomunikował, że kwestia umieszczenia amerykańskich instalacji militarnych na terenie Polski powinna być dyskutowana w rozmowach trójstronnych, z uwzględnieniem Rosji.
W odpowiedzi Rosja zobowiązała się do rozpoczęcia procedury znoszenia embarga na polskie produkty rolne. Był to duży medialny sukces nowego rządu, który w dwa miesiące rozwiązał problem, z którym nie poradziły sobie dwa poprzednie gabinety. Embargo na wybrane polskie produkty spożywcze Rosja ustanowiła w listopadzie 2005 r. Do tej pory Moskwa zniosła ograniczenia w imporcie większości produktów rolnych z Polski. Wciąż jednak blokuje możliwość eksportu produktów roślinnych, co stanowi około 20 proc. polskiego eksportu rolno-spożywczego do Rosji. Nie zmienia to faktu, że od czasu zniesienia embarga, do Rosji wyeksportowano tylko 20 ton polskiego mięsa, czyli tyle ile bez problemu zmieści jeden TIR.
Minister Radosław Sikorski jako jeden z największych sukcesów MSZ wymienia właśnie rozmrożenie kontaktów z Federacją Rosyjską, ukoronowaniem czego miała być wizyta premiera na Kremlu. Do spotkania doszło 8 lutego tego roku. Donald Tusk spotkał się z prezydentem Putinem, premierem Wiktorem Zubkowem i pierwszym wicepremierem Dmitrijem Miedwiediewem, niemal pewnym sukcesorem kremlowskiego tronu. Niestety „język miłości” nie zrobił wrażenia na Putinie, ponieważ kilka dni później rosyjski prezydent otwarcie groził Polsce atakiem rakietowym.
Gdzie się podziały tamte ustawy, gdzie te projekty, gdzie tamten rząd?
W polityce wewnętrznej rząd Donalda Tuska oskarżany jest o legislacyjny paraliż. Przez pierwsze 100 dni funkcjonowania gabinetu do laski marszałkowskiej skierowano 45 projekty ustaw (28 do tej pory przeszło proces legislacyjny). Jest to mniej niż w analogicznym okresie rządu Kazimierza Marcinkiewicza, który skierował do Sejmu 53 projekty ustaw, z czego 50 zostało uchwalonych, ale więcej niż przesłał do Sejmu rząd Jarosława Kaczyńskiego – 35 projektów, z czego 34 stały się ustawami. Spośród skierowanych do prac w Sejmie rządowych projektów ustaw znalazły się takie niecierpiące zwłoki projekty jak: ustawy ratyfikujące umowy gospodarcze z Chile i Republiką Tadżykistanu, osiem projektów ustaw o zmianach nazw „akademii” na „uniwersytety”, oraz ustawa o funkcjonowaniu Szkoły Spotkań i Dialogu im. Willy'ego Brandta.
|
|
Zdaniem ekspertów Platforma, skupiała się przez ostatnie lata na budowaniu wizerunku partii kompetentnej, nie zaś na faktycznym przygotowywaniu się do rządzenia. Przykładem może być Gabinet Cieni, którego skład ma się nijak do składu rządu Donalda Tuska. Obecny rząd nie sięga do efektów prac zespołu Jana Rokity, co każe się zastanawiać czy takie efekty w ogóle były.
Liberalizm drugiej świeżości
Platforma Obywatelska szła do wyborów z hasłami liberalizmu wypisanymi na sztandarach, tymczasem zapowiedziano już podwyższenie i rozszerzenie świadczeń dla bezrobotnych, wzrosty płac w budżetówce i uruchomienie skupów interwencyjnych dla rolników. Czy tak wygląda współczesny liberalizm? - To pytanie wydaje się jak najbardziej trafne, a wnioski z niego płynące, najbardziej bolesne, zwłaszcza dla Platformy. Niestety jest to kolejna ekipa po SLD i PC, która stwarzała tylko pozory przygotowania do rządzenia. Okazało się, że dopiero teraz zaczyna się naprędce szukać rozwiązań najbardziej bolesnych tematów, a wyniki jak na razie uzyskuje się mizerne. Nawet koncepcje, np. dotyczące problemów służby zdrowia, ubezpieczeń, oświaty i szkolnictwa wyższego, czy też budowy autostrad i dokończenia prywatyzacji są na etapie materiałów do dyskusji. A gdzie implementacja tych pomysłów? Do tego dochodzą wcześniej wspomniane problemy wsi i rolników. Z doktrynalnych założeń liberalizmu niewiele można dostrzec w programie realizowanym przez Platformę – mówi dr Eugeniusz Młyniec z wrocławskiego Instytutu Politologii.
|
|
- „Podatek liniowy 3x15”, czyli sztandarowe hasło PO z okresu kampanii, które skłoniło wielu wyborców do oddania głosu na tę partię, rozpłynął się w negocjacjach koalicyjnych. Platforma nawet nie próbowała o niego zawalczyć. Także relacje z Kościołem są oparte głównie na uleganiu naciskom, a niekiedy demagogicznym szantażom części hierarchów kościelnych – konkluduje politolog.
Po rządach Platformy Obywatelskiej społeczeństwo oczekiwało gospodarczego zwrotu na prawo i ideologicznego zwrotu na lewo. Pierwsze 3 miesiące pokazały, że Platforma przy podejmowaniu politycznych decyzji, częściej kieruje się w stronę, w którą wieje wiatr sondaży, niż w kierunku, który wskazuje racja stanu. - Niestety ta ekipa w wielu aspektach powiela populistyczne działania poprzednich ekip, które kunktatorsko godziły się na najbardziej destrukcyjne dla budżetu i państwa postulaty związków zawodowych i szkodliwe pomysły w szczególności dotyczące obniżania wieku emerytalnego. Symptomatycznym jest także milczenie Donalda Tuska w reakcji na skandaliczną politykę kadrową pani Prezydent Warszawy. W tym przypadku pani Gronkiewicz–Walc wykazała się wyjątkowym cynizmem i hipokryzją tłumacząc, dlaczego w konkursach wygrywają ludzie, stanowiący „jej ekipę” – komentuje Eugeniusz Młyniec. Zdaniem politologów, partii brakuje odwagi do podejmowania stanowczych i trudnych decyzji. Może to potwierdzać tezę politologa Marka Migalskiego z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, który twierdził, że gabinet Tuska nie będzie się zajmował rządzeniem, a raczej administrowaniem tak, aby niepopularnymi decyzjami nie zamknąć premierowi drogi do Pałacu Prezydenckiego.
Sukcesów mnóstwo, szczególnie w planach
Niestety, jeśli chciałoby się wymienić największe sukcesy rządu, należałoby mówić o jego planach. Wymienić można za to sporo wątpliwych decyzji i posunięć rządu. Pierwsze tygodnie rządów Platformy upłynęły pod znakiem dzielenia łupów: niespodziewanie wymieniono wszystkich wojewodów, trwa proces wymiany zarządów i rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa, wymieniani są urzędnicy średniego szczebla w administracji publicznej. Zastrzeżenia może budzić to, że ponownie alternacja władzy kończy się rotacjami personalnymi w administracji, zaczynając od zarządu, aż na samym portierze kończąc. Uwzględniane są przy tym częściej sympatie polityczne, niż osiągnięcia i kompetencje. Ofiarą takiego mechanizmu padł najprawdopodobniej były prezes ZUS-u Paweł Wypych. Jego odwołanie zatrzymało pierwszą od dawna reformę Zakładu, polegającą na cięciu kosztów w administracji. Wielu komentatorów określało tę dymisję jako „pierwszy błąd Tuska”. Równie niepewna swojej pozycji może czuć się szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Anna Streżyńska, która od dawna walczy z quasi-monopolem TP S.A., a której działania są nie w smak politykom Platformy.
Duże kontrowersje budzi decyzja Waldemara Pawlaka o anulowaniu kary finansowej dla spółki J&S, której wartość wynosiła 461 mln zł, ze względów proceduralnych. Pojawiają się również zarzuty o nieprawidłowym prowadzeniu negocjacji ugodowych z firmą Eureko w sprawie prywatyzacji PZU. Holendrzy domagali się od rządu Jarosława Kaczyńskiego 8 mld zł odszkodowania za opóźnienia prywatyzacyjne, tymczasem od rządu Tuska oczekują, już łącznie z odsetkami i kosztami arbitrażu 40 mld zł. Ekonomiści obawiają się, że jeśli, do końca czerwca zostanie zawarta z Eureko ugoda na kwotę rzędu 20 mld zł, to rząd Tuska ogłosi to jako swój wielki sukces.
Wyjątkowym przejawem lekce ważenia sobie wyborców, jest decyzja ministra finansów Jacka Rostkowskiego o utrzymaniu podatku od zysków kapitałowych. Powszechnie krytykowany podatek Belki wprowadzony został przez rząd SLD w celu łatania dziury budżetowej. Wraz z rozwojem rynków finansowych w Polsce przychody z tego tytułu do budżetu państwa były coraz większe i politycy przyzwyczaili się do tej stałej pozycji w planie finansowym. Platforma należała do partii, które najzacieklej krytykowały ten niesprawiedliwy podatek przed wyborami, tymczasem okazuje się, że również w tym wypadku punkt widzenie zależy od punktu siedzenia. Wystarczy tylko dodać, że przy rosnącej inflacji podatek ten całkowicie wypacza sens oszczędzania, szczególnie na lokatach. Przy założeniu średniorocznej inflacji na poziomie 4 proc., realny zwrot z lokaty bankowej o stałym 6 proc. oprocentowaniu, po zapłaceniu podatku wyniesie 0,86 proc. Podobnie karani są inwestorzy giełdowi i członkowie funduszy inwestycyjnych, którzy ponoszą ryzyko inwestycyjne i w razie powodzenia tracą prawie 1/5 zysku. W razie straty fiskus nie wypłaci inwestorowi rekompensaty, jedynie łaskawie pozwoli amortyzować straty przez okres 5 lat. Jako konkluzja może posłużyć opinia szefa klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, Zbigniewa Chlebowskiego z 16 listopada 2007 r. (dzień zaprzysiężenia rządu): "podatek Belki trzeba zlikwidować. Zawsze powtarzam, że jest to opodatkowanie już raz opodatkowanych dochodów, czyli jest to tak naprawdę podwójny podatek".
Po owocach ich poznacie
Rząd Donalda Tuska sprawia wrażenie słabo przygotowanego merytorycznie i personalnie, do szybkiego i kompetentnego przejęcia obowiązków po poprzedniej ekipie. Dobór ministrów do poszczególnych resortów w większości wypadków był dużym zaskoczeniem dla opinii publicznej, ponieważ były to nazwiska wcześniej nieznane. Dlatego po zaledwie 3 miesiącach trudno oceniać prace poszczególnych resortów, nawet na podstawie dokonań osób nimi kierujących. Ponadto wydaje się, że w większości ministerstw ciągle trwają prace nad rozpakowywaniem kartonowych pudeł z materiałami biurowymi, a nie faktyczne podejmowanie decyzji. W najlepszym wypadku poznajemy 4-letnie plany resortów, które na przestrzeni tak długiego okresu na pewno będą niejednokrotnie modyfikowane. Chociaż takie plany zawierają znacznie więcej konkretów, niż wynika z harmonogramu reform samego premiera, stworzonego w 8-letniej perspektywie. Wystarczy przypomnieć, że żadnej partii po ’89 roku nie udało się wygrać elekcji dwukrotnie z rzędu. Wydaje się, że jeżeli cała kadencja będzie wyglądała tak jak pierwsze 100 dni rządu Donalda Tuska, to ta tendencja nie zostanie przełamana.
Jarosław Ryba
























































