Popularne powiedzenie mówi, że "życie zaczyna się po pięćdziesiątce". W przypadku ropy naftowej, po przekroczeniu bariery 50 dolarów za baryłkę, życie - przynajmniej to stabilne i dostatnie - w niektórych rejonach świata się skończy.


Przed 9.00 czasu polskiego za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić 49,95 dolara. To o 13% mniej niż tydzień
temu i aż o 53% mniej niż przed rokiem. Po raz ostatni notowania ropy Brent zeszły poniżej 50 dolarów w maju 2009 r.
Psychologiczną barierę 50 dolarów za baryłkę dawno za sobą ma natomiast ropa WTI, która dziś wyceniana jest na 47,14 dolara.

W nienajlepszych humorach – eufemistycznie rzecz ujmując – muszą być obecnie prezesi firm wydobywczych oraz przywódcy państw uzależnionych od wpływów ze sprzedaży „czarnego złota”, dla których sprawdzenie ceny baryłki to jedna z najważniejszych porannych czynności.
ReklamaZobacz także
Relatywnie najspokojniejsi mogą być liderzy z Bliskiego Wschodu – w tym regionie granicą opłacalności są ceny rzędu 20-40 dolarów za baryłkę, ze średnią na poziomie 29 dolarów. Platformy wiertnicze na szelfie wydobywają ropę po średnim koszcie 43 dolarów, w przypadku Rosji koszt ten wynosi 55 dolarów, a u amerykańskich producentów ropy z łupków 62 dolarów. (Więcej informacji na ten temat w artykule „Gospodarcze konsekwencje tańszej ropy”).
Zwolennicy tezy o innych niż ekonomiczne czy spekulacyjne czynnikach stojących za największą od lat przeceną na rynku ropy sugerują, że kraje arabskie mogły dogadać się z coraz bardziej niezależnymi energetycznie Stanami Zjednoczonymi w celu przyparcia do muru państw, które w ostatnim czasie dawały się Waszyngtonowi we znaki - mowa tu przede wszystkim o Rosji i Iranie. Z drugiej strony, godząc się na niższe ceny ropy naftowej, Arabowie mogą spowolnić dynamiczny rozwój producentów ropy z łupków.
Państwa najbardziej uzależnione od wpływów z ropy naftowej różnią się też między sobą ceną surowca, przy której równoważą się ich budżety. Jak wynika z danych zebranych przez „Wall Street Journal”, budżet Norwegii bilansuje się przy 40 dolarach za baryłkę, Kuwejtu przy 54 dolarach, Kataru przy 60 dolarach, a Zjednoczonych Emiratów Arabskich przy 77 dolarach. Na drugim biegunie znajdują się Libia (184 USD), Iran (130 USD), Algieria (130 USD), Nigeria (122 USD), Wenezuela (117 USD), natomiast w środku stawki plasują się Arabia Saudyjska (106 USD), Irak (100 USD) oraz Rosja (98 USD).
Jeżeli ceny na światowych rynkach nagle nie odbiją, rok 2015 przejdzie do historii jako rok zaciskania pasa w wielu krajach. Oznaki największego od lat kryzysu widać w Wenezueli, po strategiczne rezerwy sięgać musi Rosja, a kurs korony norweskiej jest najniższy od lat. Powody do zadowolenia mają natomiast konsumenci - tańsze paliwo z pewnością widać będzie w danych o inflacji, choć skala przeceny na stacjach benzynowych jest ograniczana przez najdroższego od lat dolara.



























































