Gospodarcze konsekwencje tańszej ropy

główny analityk Bankier.pl

Załamanie cen ropy naftowej wywołało radość kierowców na całym świecie i poczucie bezsilności na Kremlu. Teraz w grze pozostają dwa zasadnicze pytania: jak nisko może spaść ropa i jak długo pozostanie na tym poziomie?

W poniedziałek rano baryłka europejskiej ropy Brent kosztowała 68,20 USD, a cena amerykańskiego surowca typu Crude wynosiła 64,47 USD. W obu przypadkach były to stawki o ok. 40% niższe niż pięć miesięcy temu oraz bliskie 4-letnim minimom.

Jednakże patrząc w ujęciu historycznym, ropa wcale nie jest tania. Ceny wyższe od obecnych występowały jedynie w roku 2006 oraz w latach 2007-08 i 2010-14. Nawet po uwzględnieniu zmiany wartości dolara w czasie (czytaj: niejednostajnego spadku jego wartości) ceny rzędu 70 USD za baryłkę nie należą do niskich. Drożej niż w ostatnio bywało tylko podczas kryzysów naftowych.

Realna i nominalna cena baryłki ropy naftowej (w USD) (Źródło: BP Statistical Review of World Energy. June 2014. Modyfikacja: Dział Analiz Bankier.pl.)



Nie zmienia to faktu, że przecena najważniejszego surowca na naszej planecie o 35% nie zdarza się zbyt często i zawsze niesie za sobą poważne konsekwencje ekonomiczne i polityczne. Te drugie zostawmy ekspertom z innych branż i zajmijmy się skutkami gospodarczymi.

Cena determinuje podaż

Przez ostatnie 4 lata ceny ropy pozostawały w miarę stabilne, odchylając się o 10-20 USD od średniej rzędu 108 USD za baryłkę (Brent). Przy takich cenach firmy naftowe kalkulowały opłacalność inwestycji i rozpoczynały nowe projekty. Teraz wiele z nich może okazać się nierentownych, przynajmniej jeśli obecne ceny utrzymają się przez dłuższy czas. Im niżej spadną ceny, tym więcej przyszłych i istniejących projektów wydobywczych znajdzie się pod kreską.

Koszty wydostania spod ziemi baryłki ropy są bardzo zróżnicowane. W Arabii Saudyjskiej są miejsca, gdzie wystarczy zainwestować kilka dolarów, aby uzyskać baryłkę czarnego złota. W całym regionie Bliskiego Wschodu granicą opłacalności są ceny rzędu 20-40 USD za baryłkę, ze średnią na poziomie 29 USD. Ale nie wszędzie ropę da się pozyskać tak niskim kosztem. Najdroższe platformy wiertnicze zlokalizowane na szelfie dostarczają ropę po koszcie nawet 60 USD/bbl. Średni koszt wydobycia w Rosji to 55 USD. Równie droga jest eksploatacja złóż położonych głęboko pod dnem morskim.

Próg rentowności wydobycia ropy naftowej (Źródło: Rystad Energy)

Jeszcze droższy jest surowiec pochodzący z amerykańskich łupków, którego wydobycie kosztuje średnio 62 USD za baryłkę. A to właśnie z tego źródła pochodzi znaczna część wzrostu podaży ropy naftowej. W ciągu ostatnich 3 lat produkcja ropy w USA wzrosła z 5 do 9 mln baryłek dziennie, osiągając najwyższą wartość od roku 1983. Ale teraz wraz ze spadkiem cen część amerykańskich łupków staje się nierentowna. Według październikowego raportu Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) przy cenach ropy rzędu 80 USD za baryłkę tylko 4% amerykańskiego wydobycia jest pod kreską. Analitycy IEA stwierdzają, że tylko 2,6 mln baryłek dziennego wydobycia pochodzi z projektów o progu rentowności przekraczającym 80 USD za baryłkę.

Tyle że już kilka tygodniu po publikacji tego raportu ceny spadły w okolice 70 USD, co czyni powyższe szacunki nieaktualnymi. Bazując na danych Rystad Energy, można oszacować, że przy obecnych cenach zagrożona jest tylko niewielka część światowej podaży, w tym przede wszystkim wydobycie z piasków bitumicznych. Niemal całkowicie nieopłacalne stały się projekty wydobywcze w Arktyce.

Jak zareaguje popyt?

Zatem przy obecnych cenach raczej nie grozi nam gwałtowny spadek wydobycia ropy naftowej. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, jak w nowych warunkach zachowa się popyt. Przez pierwszą dekadę XXI wieku produkcja ropy desperacko goniła zużycie, które w latach 2003-10 wzrosło globalnie z 80,2 mln baryłek dziennie (bpd) do 87,8 mln bpd, czyli o 9,5%. Przez następne trzy lata konsumpcja czarnego złota zwiększyła się o kolejne 4%, w 2013 roku osiągając 91,3 mln bpd.

Za 45% wzrostu zapotrzebowania na ropę w latach 2003-13 odpowiadały Chiny, które podwoiły swój apetyt na czarne złoto i zostały drugim największym (po USA) konsumentem tego surowca. Pozostałe kraje regionu Azji i Pacyfiku dołożyły połowę tego co Chiny i odpowiadały za niemal ¼ wzrostu popytu. Zużycie ropy szybko rosło także w państwach produkujących ten surowiec: na Bliskim Wschodzie, w Rosji i Afryce. Równocześnie kraje rozwinięte od 2007 roku sukcesywnie redukowały zapotrzebowanie na ropę: Stany Zjednoczone o prawie dwa miliony baryłek dziennie, Europa (bez Rosji) o 1,8 mln baryłek, a Japonia o milion baryłek w ciągu ostatnich 10 lat.

Popyt i podaż ropy naftowej. Ceny (w USD/bbl, oś pionowa) i ilość (w mln bpd, oś Y) nabywanej ropy naftowej. (Euan Mearns, Energy Matters)




















Źródło: Euan Mearns, Energy Matters.

Tegoroczna przecena ropy wynikła z pojawienia się globalnej nadpodaży surowca, które pojawiła się w wyniku równoczesnego działania dwóch sił. Z jednej strony amerykańska „rewolucja łupkowa” i szybka odbudowa dostaw z Libii zwiększyły podaż surowca. A równocześnie malejące tempo globalnego wzrostu gospodarczego doprowadziło do wolniejszego wzrostu zapotrzebowania. I nagle ropy zrobiło się za dużo. Przynajmniej przy cenach przekraczających 100 USD/bbl.

Popyt na ropę jest stosunkowo mało elastyczny cenowo, co oznacza, że nawet silne zmiany ceny nie mają dużego wpływu na zmianę ilości nabywanego surowca. A ta determinowana jest przede wszystkim poziomem aktywności gospodarczej na świecie. Z tym jednak jest coraz gorzej. Japonia znalazła się w recesji, strefa euro balansuje na jej krawędzi, a wzrost gospodarczy w Chinach będzie w tym roku najwolniejszy od 25 lat. Nawet notujące przyzwoitą dynamikę PKB Stany Zjednoczone zużywają coraz mniej ropy.

W takich warunkach trudno oczekiwać nagłego ożywienia po stronie popytu, nawet po spadku cen o 35%. Z drugiej strony tańsze paliwa to istotne wsparcie dla globalnej gospodarki pogrążającej się coraz głębiej w kryzysie nadmiernego zadłużenia tłumiącego aktywność ekonomiczną. Istnieje jednak szansa, że rynek znalazł właśnie nowy punkt równowagi w okolicach 70 dolarów za baryłkę.

To cena, przy której nafciarze nadal zarabiają na wydobyciu, a równocześnie konsumenci (zwłaszcza amerykańscy) odczują istotną ulgę w swoich portfelach. To także cena, która satysfakcjonuje Saudyjczyków oraz pozostałych największych producentów z Zatoki Perskiej. Być może to właśnie jest stawka, na którą „umówili się” Amerykanie z Saudyjczykami, aby osłabić Rosję Putina. A przy okazji dopiec Iranowi, Wenezueli, ISIS i innym przeciwnikom Pax Americana.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 5 ~chehłacz

Uwielbiam czytać analizy po roku... ropa poniżej 30$ :) i nadal spada...

! Odpowiedz
4 5 ~Black24

nie wierzę ze USA dogadali się z AS, sytuacja jest inna niż w czasach zimnej wojny. Rosja znaczą częśc wydobycia sprzedaje nie w hurcie a w detalu poprzez swoje stacje benzynowe i rafinerie (w USA 6% rynku detalicznego paliw nalezy do producentów z Rosji) a w latach 80-tych mieli tylko hurt. Patrząc z powyższych danych i info o zadłużeniu USA to wygląda że najwięcej stracą właśnie jankesi...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 2 ~plazowicz

Stracą wyłącznie łupkarze, reszta będzie na dużym plusie, bo bedzie miała tanią energię, która wyciągnie gospodarkę z kłopotów.

! Odpowiedz
0 2 ~pozdrawiam odpowiada ~plazowicz

Jeszcze 12 lat temu opłacało się wydobywać ropę w cenie 30-35USD. 15 lat temu za baryłkę dostawało się 20-25USD i też się opłacało wydobywać. Rok wcześniej było to tylko 15-20USD...

Dalej wierzycie ekspertom, którzy twierdzą, że poniżej 50-60USD się nie opłaca? Prawda jest taka, że powyżej 65USD zaczyna się opłacać "kombinować" z LPG, CNG i biopaliwami a powyżej 100USD wdrażać produkcję z łupków, piasków roponośnych i węgla. Nafciarzom wydawało się, że nie ma dla czarnego złota alternatywy i można bezkarnie windować ceny w nieskończoność.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~PS odpowiada ~pozdrawiam

Obstawiam stabilizację cen przy 50USD +/- 10%

Nafciarze dalej zarobią, ale zatrzymają kurczenie się ichniego rynku zbytu i rozwoju konkurencji. Kraje rozwinięte co prawda dalej będą inwestować w energooszczędność oraz rozwijać nowe źródła energii, ale kraje rozwijające się będą mogły pozwolić sobie na większe zakupy

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 5 ~popek

Zgadzam się z konkluzją artykułu. Decyzja OPEC to efekt dealu między Arabią Saud. i USA. Rosyjscy producenci nie wytrzymają cenowej konkurencji z bliskiego wschodu, a ich miejsce zajmą producenci z tego regionu.

! Odpowiedz
1 3 ~Matematyk

Czym się różni oś pionowa od osi Y??

! Odpowiedz
2 0 ~mar_mgr_ekonomii

hehehe...a tego kolejnego błędu nawet nie zauważyłem z tymi osiami - co rusz Pan Kolany odwala fuszerkę ...nawet nie potrafi jasno i prawidłowo opisać wykresu !!!

! Odpowiedz
4 13 ~dd

brawo KOLANY tłumaczysz baranom a oni nadal za socjalizmem

! Odpowiedz
4 1 ~edukator

Brawo, brawo. jakoś nie widzę by ktoś się rzucił na kupno ropy by ożywić popyt. Przeczytałem cały artykuł i nie widzę odpowiedzi jaki będzie to miało wpływ na gospodarke.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
ROPA -7,01% 25,06
2020-03-27 21:59:00
ZŁOTO -0,59% 1 629,20
2020-03-27 21:59:00
MIEDŹ 0,01% 4 812,75
2020-03-27 20:00:00
SREBRO 0,07% 14,63
2020-03-27 21:59:00
PLATYNA -0,09% 738,40
2020-03-27 21:59:00

Znajdź profil