Profesjonalny Inwestor 2017: od bitcoina do Chinageddonu

Przyszłoroczne perspektywy dla rynku polskiego i światowego, sytuacja na złocie, ropie naftowej i w wielkiej geopolityce, a przede wszystkim wielkie wzrosty na bitcoinie – to główne tematy panelu dyskusyjnego towarzyszącego konferencji „Profesjonalny Inwestor 2017”.

Od 1 do 3 grudnia w Gdańsku odbywała się zorganizowana przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych konferencja „Profesjonalny Inwestor 2017”, której partnerem medialnym był Bankier.pl. Punktem kulminacyjnym trzech dni intensywnych warsztatów poświęconych rozmaitym aspektom inwestowania był panel dyskusyjny poświęcony perspektywom giełdowej koniunktury w 2018 r.

Od lewej: Piotr Neidek ( Dom Maklerski mBanku), Wojciech Białek (Centralny Dom Maklerski Pekao SA), Paweł Szczepanik (Szkolenia z Inwestycji Giełdowych), Grzegorz Zalewski (Dom Maklerski BOŚ SA)
Od lewej: Piotr Neidek ( Dom Maklerski mBanku), Wojciech Białek (Centralny Dom Maklerski Pekao SA), Paweł Szczepanik (Szkolenia z Inwestycji Giełdowych), Grzegorz Zalewski (Dom Maklerski BOŚ SA) (SII)

Jak jednak szybko się okazało, biorący udział w dyskusji Piotr Neidek ( Dom Maklerski mBanku), Wojciech Białek (Centralny Dom Maklerski Pekao SA) i Paweł Szczepanik (Szkolenia z Inwestycji Giełdowych) pochylili się także nad innymi tematami, do czego w niemałym stopniu przyczynił się prowadzący dyskusję Grzegorz Zalewski (Dom Maklerski BOŚ SA).

Dinozaury o bitcoinie

- Czy któryś z Panów posiada jakikolwiek portfel kryptowalut? – zapytał prowadzący już na samym wstępie dyskusji. Odpowiedzi zdecydowanie twierdzącej nie uzyskał od żadnego uczestnika. Nie znaczy to jednak, że paneliści co do joty zgadzali się w kwestii najgorętszego ekonomicznego tematu mijającego roku.

- Zakładam, że obecna faza hossy kryptowalutowej to jest hossa na cebulkach tulipanów, która kiedyś się zawali – powiedział Wojciech Białek, nawiązując do manii, która ogarnęła XVII-wieczne Niderlandy.

- Jestem dzieckiem hossy 1993 r., wiec to, co umiem robić, to handlować akcjami i indeksami.  Natomiast jeżeli chodzi o porównanie do cebulek tulipanowych – tak, one się zawaliły, ale dało się na nich zarobić. Jeżeli jest gdzieś kasa do wyjęcia, to dlaczego tego nie robić – dodał Paweł Szczepanik, który o zmienności jako najlepszym przyjacielu inwestora sporo mówił w trakcie swojego bloku wykładowego.

Odmienny pogląd zaprezentował Grzegorz Zalewski. Autor wielu książek o tematyce inwestycyjnej tym razem sam postawił się w roli tego, któremu ktoś inny powinien wyjaśnić rynkowy mechanizm.

- Nie zgodzę się z tym, że w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, czym handlujemy. Nie jestem o tym przekonany w przypadku kryptowalut. Zatwardziali uczestnicy rynku są przekonani, że nadszedł czas nowej waluty i cały świat będzie handlował bitcoinem, ale zadaję im proste zadanie – przekonajcie mnie, bo nie wiem, na czym to polega. (…) Zwłaszcza, że ktoś tajemniczy za tym stoi i stworzył coś wielkiego. Dla młodszych jesteśmy dinozaurami, które nie wiedzą, o co chodzi – skwitował.

Łyżkę miodu to tej krypto walutowej beczki dziegciu dołożyły wypowiedzi Piotra Neidka, który porównał bitcoina i spółkę do innych rynkowych wynalazków.

- Kontrakty terminowe wzbudzały niepewność wśród tych, którzy grali na akcjach, jednak znalazły miejsce na rynkach. (…) Krytpowalutom jest potrzebna historia żeby, coś sensownego powiedzieć. Jeżeli jest na coś popyt, a jest to medialne, to nie ma argumentów, żeby tym nie handlować i nie robić szumu. Musi jednak pojawić się większy krach, bo bez niego trudno oceniać sens inwestowania w kryptowaluty – stwierdził.

„Rynki retro”

W dalszej części debaty, jej uczestnicy – jak sami stwierdzili – przeszli do tematów „rynków retro”. Na pytanie o najciekawsze aktywo 2018 r. odpowiedzi było całkiem sporo.

- W ostatnich latach formowały się trzy bańki. Bańka obligacyjna napędzana drukiem pieniądza i zakupami aktywów przez banki centralne. Bańka w sektorze IT: Facebook, Amazon, Netflix, Google itp. No i bańka w Chinach, która narasta przez lata. Zbliża się moment pęknięcia tych baniek, więc… zagrałbym na krótko na obligacjach chińskich firm z sektora IT – nieco żartobliwie zadeklarował Wojciech Białek.

Zmieniając ton na bardziej poważny, główny analityk Centralnego Domu Maklerskiego polecił przyjrzenie się dolarowi (ze względu na podwyżki stóp procentowych w USA przy najniższych w historii realnych stopach w Polsce) oraz akcjom polskich małych i średnich spółek (w związku z aktualną fazą cyklu oraz ruchami zagranicznego kapitału).

- Jeżeli chodzi o akcje, to też obstawiałbym bez wątpienia sWIG80. Wiąże się to jednak z ryzykiem. Natomiast jeżeli ktoś chciałby je ograniczyć, to niech kupi sobie Dow Jones. Wierzę w amerykańskie emerytury, które są ulokowane w akcjach. W Dow Jones są amerykańskie pomniki: Coca Cola, McDonald’s itp. Są za duzi, żeby upaść, w razie czego będzie się ich ratować – dodał Paweł Szczepanik.

Na rynek amerykański uwagę zwrócił również Piotr Neidek z mBanku. Jego zdaniem jednak, ciekawsze od akcji będą obligacje.

- To dosyć odważna teza, ale gdy spojrzymy na 30-letnie obligacje USA, to kanał z ostatnich 20-30 lat zmusza do zadumy, że pozostało kilka miesięcy do zrobienia punktu zwrotnego i 2018 r. jest właśnie takim okresem – stwierdził.

Chiny, ropa, antydolar

Pod koniec dyskusji Wojciech Białek wrócił od omawianego przez siebie od lat scenariuszu „Chinageddonu”, czyli poważnego kryzysu gospodarczego w Państwie Środka.

- W moim scenariuszu w przyszłym roku zaczyna się Chinageddon. Duży kraj komunistyczny istnieje 79 lat. Chiny powstały w 1949 r., więc ten „czas przydatności do spożycia” im się w przyszłym roku kończy. Od lat mówiłem, że tak jak ZSRR przestał istnieć 11 lat po igrzyskach w Moskwie, tak Chiny przestaną istnieć 11 lat po igrzyskach w Pekinie. Jeżeli w przyszłym roku zacznie się ten krach, to surowce umrą, obligacje będą drożeć, a dolar wystrzeli w kosmos – powiedział Wojciech Białek. Jak dodał, warto obserwować ceny ropy w kontekście wyborów prezydenckich w Rosji (18 marca 2018 r.). Do tego czasu „czarne złoto” może znajdować się pod presją Kremla, chcącego przekonać Rosjan, że z tamtejszą gospodarką nie jest wcale tak źle.

Samo „zwykłe” złoto również stanowiło przedmiot debaty. Już na starcie swoje stanowisko jasno określił Paweł Szczepanik, który choć przyznał, że zna traderów, którzy „spokojnie handlują sobie na złocie”, to jednak metal ten ma jego zdaniem „wartość zupełnie wymyśloną”.

- Biorąc pod uwagę proste prawo ekonomii o popycie i podaży i biorąc pod uwagę ilość dodrukowanej gotówki oraz ograniczoność zasobów mineralnych, to pomimo tego że pieniądze te zapchały większość dziur w systemie, to muszą doprowadzić do tego, że ceny dóbr o ograniczonej podaży wzrosną – zauważył Piotr Neidek.

- Złoto ma się do dolara tak, jak dolar do bitcoina. Cztery pokolenia temu, czyli jeden duży cykl temu, w tzw. belle epoque, papierowe banknoty były równie oderwane od złota, jak bitcoin oderwany jest dziś od dolara. Tamci ludzie wiedzieli, czym jest złoto, a potem patrzyli, jak zmienia się cena dolara wyrażona w uncji złota – powiedział Wojciech Białek.

- Złoto jest antydolarem. Kiedy nastąpi Chinageddon i dolar eksploduje, to w takich warunkach złoto musi spaść. Kiedy je kupować? Popatrzmy na poprzednią hossę w IT: w 1999 r. nastąpił krach, Fed się temu przyglądał, a po 10 miesiącach zaczął obniżać stopy. Gdy obniżył na tyle, żeby ratować spadające spółki IT, to dolar zaczął tracić, co uruchomiło wielką hossę na złocie. Trzeba czekać na podobny schemat: potanieć muszą akcje FANG, a pod wpływem krachu Fed musi zmienić kierunek polityki monetarnej – zakończył.

Michał Żuławiński

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
5 5 sel

Dlaczego te cyfrowe ślaczki w komputerowych dyskach nazywa się walutami?, przecież to z walutą nie ma nic wspólnego , chyba że jakiś kraj czy bank stworzy sobie swoją cyfrową walutę..

! Odpowiedz
1 2 loool

Oto chodzi żeby nie angażować w to banków i rządów bo oni sobie te pieniądze drukują a potem dają tobie papier bez pokrycia za ciężką pracę. Ja ja chcę tobie za coś zapłacić to jest to nasza sprawa a nie banku który na tym chce skroić swój interes a państwo zaraz będzie ciekawe skąd , co , i komu.

! Odpowiedz
0 0 pomorzaninm

Banknot zastąpiony zostanie Zapisem Komputerowym ktory przy odpowiednim poziomie zakodowania bedzie bardziej zabeczpieczony niz papierowy banknot.
FED i inne Banki Centralne musza wymyslec i akceptowac swojego "kryptoDOLARA" i to bedzie rozwiazanie tego "problemu".

! Odpowiedz
WIG -0,47% 62 619,60
2017-12-15 17:15:00
WIG20 -0,73% 2 416,95
2017-12-15 17:15:00
WIG30 -0,65% 2 775,50
2017-12-15 17:15:00
MWIG40 -0,07% 4 733,96
2017-12-15 17:15:00
DAX 0,28% 13 106,75
2017-12-15 17:35:00
NASDAQ 1,17% 6 936,58
2017-12-15 22:02:00
SP500 0,87% 2 674,98
2017-12-15 21:59:00

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl