Pekin boi się powrotu giełdowego szaleństwa

redaktor Bankier.pl

Chińskie walory drożeją najszybciej od blisko czterech lat i są w tym roku najlepszą inwestycją giełdową na świecie. Silne odbicie budzi w Pekinie wspomnienia bańki z 2015 r. Wzrostom znów towarzyszą bowiem ogromne obroty napędzane przez inwestorów indywidualnych.

Ubiegły rok był dla inwestorów giełdowych zza Muru fatalny - Chiny utraciły miano drugiego największego globalnego rynku akcji, a Shanghai Composite zdobył niechlubny tytuł najgorszego (spośród znaczących) indeksu na świecie. Tak jak po nocy przychodzi dzień, a po burzy - spokój, tak po spadkach w końcu muszą pojawić się wzrosty. Jednak skala tegorocznego odbicia okazała się na tyle duża, że zaniepokoiła władze w Pekinie.

Indeks szerokiego rynku giełdy w Szanghaju z najgorszego na świecie stał się globalnym liderem, zyskując w tym roku ponad 21 proc., w tym blisko 15 proc. w samym lutym. Jeszcze szybciej, bo aż o blisko 30 proc., rosną najważniejsze indeksy na drugim parkiecie za Murem - w Shenzhen. Zrzeszający największe spółki z obu giełd CSI300 zwyżkuje o 26 proc. Odnotowane w ubiegłym miesiącu tempo wzrostów jest najszybsze od pierwszej połowy 2015 r. - szczytu ostatniej bańki spekulacyjnej. "Chiński Nasdaq", czyli Chinext, poszybował w kilkanaście sesji o niemal jedną trzecią!

Kliknij, aby przejść do notowań
Kliknij, aby przejść do notowań (Bankier.pl)

Powrót do przeszłości

Gwałtowne wzrosty przywołały w Pekinie wspomnienie powstania bańki w latach 2014-15 i konsekwencji jej pęknięcia. Szczególnie że silnym wzrostom towarzyszyły wzmożony handel oraz napływ na rynek nowych inwestorów indywidualnych.

W ubiegły poniedziałek łączne obroty na obu chińskich parkietach po raz pierwszy od listopada 2015 r. przekroczyły bilion juanów. Wynik udało się powtórzyć również dzień później i wczoraj. Średnie obroty w ostatnim tygodniu lutego wyniosły ok. 800 mld juanów, ponad dwukrotnie więcej, niż w ostatnim roku czy jeszcze w styczniu.

W przedostatnim tygodniu lutego na inwestycję w akcje zdecydowało się ponad 315 tys. nowych inwestorów. To najlepszy wynik od marca 2018 r., choć daleki od rekordów sprzed niecałych czterech lat, gdy napływ chińskich "swetrów" grubo przekraczał milion osób tygodniowo. Liczba otwartych rachunków maklerskich według stanu na 22.02 wynosi blisko 150 milionów!

Jednak to, co ucieszyłoby wszystkich na polskim rynku akcji borykającym się z odpływem inwestorów indywidualnych, za Murem budzi spore obawy. "Detal" odpowiada bowiem w Państwie Środka za większość obrotu (niektórzy szacują, że nawet za ponad 80 proc.), brakuje mu jednak wiedzy i doświadczenia, nieprzesadnie przejmuje się kwestią ryzyka, łatwo poddaje się modom i ulega panice, czego dowód dał właśnie w 2015 r. A spora zmienność nie odpowiada lubującym się w stabilności władzom Komunistycznej Partii Chin.

Pewne podobieństwa widać również w sytuacji makroekonomicznej. Tempo wzrostu gospodarczego w ostatnim kwartale wyraźnie spadło (oficjalne nieco mniej wyraźnie), a coraz więcej spółek wykazywało problemy z bieżącym regulowaniem zobowiązań. Firmy rewidują w dół prognozy wynikowe, szczególnie cienko przędzie nastawiony na eksport sektor przemysłowy.

Nie tylko Trump

Początek 2019 r. przyniósł jednak inwestującym za Murem sporo dobrych wieści. Wśród powodów do odbicia na pierwszy plan wysuwa się oczywiście ocieplenie relacji na linii Waszyngton-Pekin. Po fali doniesień medialnych o zbliżającym się pozytywnym finale rozmów, przed tygodniem Donald Trump poinformował, że wbrew wcześniejszym planom nie podwyższy od 1 marca ceł na towary obejmujące ok. 40 proc. importu z Chin. W niedzielę "The Wall Street Journal" podał, że Amerykanie mogą nawet znieść większość karnych taryf nałożonych w ubiegłym roku, jeżeli Chińczycy zdecydują się na większe zakupy w USA i zmniejszą ograniczenia w dostępie do własnego rynku dla zagranicznej konkurencji. Doniesienia nie tylko rozbudzają nadzieje na zakończenie (a może raczej odłożenie ad Kalendas Graecas) konfliktu i podnoszą na duchu inwestorów, ale mogą również pozytywnie oddziaływać na realną gospodarkę, skłaniając biznes do zwiększenia inwestycji, a konsumentów - do dodatkowych wydatków.

Czerwień na chińskich giełdach (tym kolorem oznacza się tam wzrosty) nie jest jednak wyłącznie zasługą prezydenta Trumpa. Istotne wsparcie nadeszło również z Pekinu - władze zarządziły poluzowanie polityki fiskalnej i monetarnej oraz regulacji ciążących instytucjom finansowym, a przewodniczący Xi przypomniał o konieczności dalszego rozwoju rynku kapitałowego. Do realnej gospodarki w końcu dotarła rekordowa fala kredytu, a kampania delewarowania oficjalnie odeszła w zapomnienie, gdyż "osiągnięto jej cele".

Wraz z kredytową ekspansją wrócił jednak giełdowy postrach Pekinu - margin trading, polegający na zakupie papierów za pożyczone pieniądze. Póki wyceny rosną, mechanizm wspiera marsz na północ; gdy spadają - napędza bieg na południe, ponieważ zabezpieczeniem pożyczki są akcje. Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem najszybszego zwiększania długu na zakup chińskich walorów od 2015 r. - podaje Bloomberg. Natomiast wciąż pozostaje on na relatywnie niskim poziomie w porównaniu do ostatnich lat, nie wspominając o szczycie ostatniej bańki.

Władze dostrzegły jednak, że na skutek ograniczeń w legalnym dostępie do tego źródła finansowania, pojawiły się źródła ukryte i nielegalne, pozwalające na inwestowanie z lewarem. Nie dziwią zatem słowa nowego szefa nadzoru rynku giełdowego Yi Huimana, który stwierdził, że jego nowa praca przypomina pobyt na szczycie wulkanu.

Wzrostom za Murem sprzyjały także informacje nadchodzące z zagranicy - gołębie sygnały członków amerykańskiej Rezerwy Federalnej i decyzja o zwiększeniu udziału chińskich spółek w indeksach MSCI. Niskie wyceny na początku roku, a potem ich dynamiczny wzrost przyciągnęły większą uwagę inwestorów zagranicznych, którzy w styczniu zwiększyli zaangażowanie w chińskie walory najmocniej w historii, a w lutym niemal powtórzyli ten wynik, pomimo wyraźnie mniejszej liczby dni handlowych. Ich udział w rynku Państwa Środka pozostaje jednak minimalny i wynosi zaledwie 2 proc.

Napływ netto na giełdę w Shenzhen (niebieski) i Szanghaju (pomarańczowy) przez połączenie z Hongkongiem [mld juanów]
Napływ netto na giełdę w Shenzhen (niebieski) i Szanghaju (pomarańczowy) przez połączenie z Hongkongiem [mld juanów] (Bankier.pl na podstawie danych HKEX)

Ostatnia reduta odzyskana

Jeszcze rok temu poziom 3000 pkt. na Shanghai Composite uważano za ostatnią redutę, której bronić będą władze w Pekinie. W połowie czerwca obrona została z impetem przełamana, a w kolejnych miesiącach indeks spadł nawet poniżej 2500 pkt. W poniedziałek w końcu odzyskał opuszczony niemal 9 miesięcy wcześniej szaniec. Chińskie giełdy z kapitalizacją wynoszącą ponad 7 bln dolarów znów są światowym wiceliderem.

Tempo kontrofensywy napędzanej przez entuzjazm pospolitego ruszenia zdumiało nawet przywódców w Pekinie. Na jak długo harcownikom wystarczy sił i chęci, a wodzom - tolerancji dla ryzykownych występków? W końcu "główna bitwa" toczy się na zupełnie gdzie indziej. I to raczej przebieg zdarzeń na tym froncie będzie determinował rozwój sytuacji na chińskich parkietach.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 19 tomwak

Problemy na GPW rozwiązano za sprawą podatków typu kopalniane (mniejsze dywidenda).

! Odpowiedz
WIG 0,00% 56 772,29
2019-05-22 10:42:00
WIG20 -0,07% 2 189,46
2019-05-22 10:57:45
WIG30 -0,06% 2 522,34
2019-05-22 10:57:00
MWIG40 0,15% 3 946,85
2019-05-22 10:42:45
DAX 0,02% 12 145,38
2019-05-22 10:55:00
NASDAQ 1,08% 7 785,72
2019-05-21 22:03:00
SP500 0,85% 2 864,36
2019-05-21 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.