Po decyzji o wstrzymaniu wypłat dotacji firmy rezygnują ze wsparcia. Trwają kontrole – resort funduszy sprawdza projekty i już wiadomo, że wykrył nieprawidłowości. Co ciekawe, minister Pełczyńska-Nałęcz uważa, że w przypadku branży HoReCa znacznie lepszym wsparciem niż granty byłyby pożyczki. Afera z KPO wzbudziła też ostrą wymianę zdań w Parlamencie Europejskim.


Minął już ponad miesiąc, odkąd wybuchła w Polsce afera dotycząca dotacji z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Przypomnijmy, unijne pieniądze, które w założeniu miały wzmacniać działalność firm z branży HoReCa (hotele, restauracje, catering) poszkodowanych podczas pandemii, były przyznawane na projekty budzące olbrzymie wątpliwości lub wręcz absurdalne. Jak opisywaliśmy, dofinansowanie poszło m.in. na jachty, kursy gry w brydża, wymianę mebli czy mobilne ekspresy do kawy. To spotkało się z olbrzymim oburzeniem w sieci.
W efekcie afery stanowisko straciła szefowa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) Katarzyna Duber-Stachurska. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz postanowiła wstrzymać wypłaty już przyznanych dotacji i zapowiedziała szczegółowe sprawdzenie prawidłowości wydatkowania środków. Kontrole trwają – ich wyniki mamy poznać do końca września.
💬 Dzisiaj podjęłam decyzję, że żadne środki nie zostaną przekazane na wypłaty dla beneficjentów, dopóki poszczególna umowa nie zostanie skontrolowana i uznana za zgodną z zasadami HoReCa - minister @Kpelczynska podczas konferencji prasowej.
— Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej (@MFIPR_GOV_PL) August 12, 2025
Różne odsłony afery z dotacjami
Afera zaczęła się od opublikowania na stronie KPO mapy dotacji z firmami, które otrzymały dofinansowanie. Można tu mówić o pewnych regionalnych prawidłowościach. I tak np. na Podhalu większość górali starających się o wsparcie dostała dotacje na usługi SPA, m.in. jacuzzi i sauny. Natomiast o zakup jachtów najczęściej starały się przedsiębiorstwa działające w północnej i środkowej Polsce. Szeroko opisywaliśmy, jak radny PiS, Paweł Pecura, zachęcał przedsiębiorców, aby ubiegali się o dotacje na jachty i ile brał od nich za przygotowanie wniosków.
🔥 Hej PiS! KTO PISAŁ WNIOSKI NA… JACHTY z KPO 🇪🇺⁉️ Wasz radny PiS Paweł Pecura z Ostrowi Mazowieckiej 😱
Posted by Piotr Borys on Saturday, August 9, 2025
Warto dodać, że decyzja o wstrzymaniu wypłat wzbudziła wiele kontrowersji w środowisku prawniczym. Zdaniem mecenasa Marka Jarosiewicza, adwokata i partnera w kancelarii Wódkiewicz Sosnowski Jarosiewicz, obecna sytuacja jest bardzo niesprawiedliwa dla firm, które złożyły wnioski, wypełniły kryteria, zainwestowały swoje środki, ale nie dostaną wypłat, bo doszło do ich blokady. Spodziewa się on lawiny pozwów od firm w tej sprawie.
Firmy rezygnują z przyznanych dotacji
Co obecnie słychać w aferze KPO? Ostatnio wokół sprawy jest nieco ciszej, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Na przykład na Podkarpaciu do początku września 21 firm zrezygnowało z przyznanych już dotacji z programu HoReCa. Tu warto wyjaśnić, że w tym regionie operatorem, który rozdzielał pieniądze z KPO dla branży HoReCa, była Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego (RARR), czyli spółka podlegająca samorządowi województwa podkarpackiego. Już na początku afery resort funduszy przekazał, że kontrole zaczną się "od RARR, co do której widać, że jest najwięcej wątpliwości na tym etapie".
Nadzór nad RARR sprawuje członkini zarządu woj. podkarpackiego Małgorzata Jarosińska-Jedynak – i to ona poinformowała o rezygnacji firm z przyznanych dotacji. W efekcie tego RARR rozwiązała umowy z 21 beneficjentami, a kolejne cztery są w okresie wypowiedzenia. Te umowy zakładały dofinansowanie w łącznej wysokości ponad 10,3 mln zł.
– Tyle pieniędzy nie trafi do przedsiębiorców i nie będzie pracowało na rzecz gospodarki – powiedziała Małgorzata Jarosińska-Jedynak w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Dodała, że znaczna część rezygnacji miała związek z wybuchem afery wokół KPO.
– Beneficjenci oczywiście nie podali jako powodu rezygnacji tego całego zamieszania, które wybuchło wokół HoReCa, ale trudno nie połączyć tych faktów – podkreśliła Jarosińska-Jedynak.
Członkini zarządu woj. Podkarpackiego zaznaczyła, że przedsiębiorcy, którym przyznano dotacje, dzwonią do RARR i niepokoją się o przyszłość dotowanych przedsięwzięć.
– Wielu z nich wzięło kredyty na realizację projektów i musi spłacać raty, a nie mają pewności, czy i kiedy otrzymają dofinansowanie, bo płatności zostały wstrzymane – powiedziała Jarosińska-Jedynak.
Pełczyńska-Nałęcz: "były nieprawidłowości"
Już po sprawdzeniu pierwszych projektów budzących wątpliwości minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz stwierdziła, że „były nieprawidłowości”. Przyznała dziennikarzom, że ma wiedzę o wynikach pierwszych kontroli, ale chce, żeby to przedsiębiorcy pierwsi je poznali. Jak wskazała, kontrole są prowadzone według procedur, co oznacza po kolei: pozyskanie dokumentów, sprawdzenie, wyjazd na miejsce, informację pokontrolną, możliwość odwołania i potem decyzję.
– Nie będę biegać po mediach, żeby przedsiębiorca z mediów się dowiadywał, co nam z kontroli wyszło. Dostanie możliwość odwołania się od tego, a dopiero potem będę informować. Nie obchodzą mnie żadne naciski – mówiła Pełczyńska-Nałęcz.
W pierwszej kolejności sprawdzanych było kilkudziesięciu beneficjentów.
– To są te najbardziej ryzykowne projekty, które zmapowaliśmy – stwierdziła minister.
Obecnie kontrolami objęte są także pozostałe przedsięwzięcia. Jednocześnie sprawdzani są operatorzy programu. I tu szefowa resortu przyznała, że już wiadomo, że pojawiły się przypadki, w których doszło do konfliktu interesów u operatorów. W takich sytuacjach to operator „będzie ponosił pełną finansową konsekwencję źle podpisanych umów”.
Minister funduszy już na początku afery powiedziała, że „jeżeli zostanie wykryta nieprawidłowość, to jest możliwość wystąpienia i zażądania zwrotu środków”. Jako przykład takiego działania podała przypadek dotacji dla firmy firmy EkoEnergia Polska. Jej właścicielem jest zięć marszałek województwa świętokrzyskiego Renaty Janik. Zdaniem minister Pełczyńskiej-Nałęcz nastąpił tu konflikt interesów przy przyznaniu wsparcia.
Resort domaga się zwrotu 4,36 mln zł z budżetu województwa. W związku z odmową zwrotu środków przez marszałek Renatę Janik i zarząd województwa świętokrzyskiego sprawa trafiła do Prokuratorii Generalnej.
„Młyny sprawiedliwości mielą systemowo, ale skutecznie. Marszałek i zarząd województwa świętokrzyskiego odmówili zwrotu nieprawidłowo wydanych środków. W związku z tym w imieniu rządu polskiego wystąpiłam do Prokuratorii Generalnej o skierowanie sprawy do sądu” – napisała minister funduszy na platformie X.
Wezwałam Panią Marszałek Województwa Świętokrzyskiego do zwrotu 4, 365 mln zł publicznych pieniędzy z inwestycji funduszowych, ponieważ doszło do konfliktu interesów. Pani Marszałek podpisała umowę na dotacje dla firmy partnera życiowego swojej córki. Na dodatek wbrew funduszowym…
— Katarzyna Pełczyńska (@Kpelczynska) August 14, 2025
Minister funduszy: lepsze byłyby preferencyjne pożyczki
Co ciekawe, Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z Business Insiderem stwierdziła, że gdyby to ona od początku decydowała o wsparciu dla branży HoReCa – a przypomnijmy, że jest to spuścizna po rządach PiS – nie zdecydowałaby się na stuprocentowe bezzwrotne dotacje dla restauratorów, hoteli i cateringu.
– Gdybym to ja od początku planowała, myślę, że dużo lepszym rozwiązaniem byłyby nie granty, a preferencyjne pożyczki. To by było lepsze, dlatego, że preferencyjne pożyczki dają możliwość rozwoju, ale jednocześnie nie budzą takiej emocji, że ktoś po prostu dostaje – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz.
Rząd spełnia obietnice poprzednika
Minister przypomniała, że program wsparcia dla HoReCa był "wpisany do KPO przez PiS, dlatego, że był wpisany zaraz po COVID-19, kiedy wszyscy pamiętamy, że ta branża bardzo ucierpiała". Obecny rząd kontynuuje program, bo kieruje się ciągłością zobowiązań państwa.
– Jeżeli państwo powiedziało, wesprzemy branżę turystyczną w osobie poprzedniego rządu, no to nas to też obowiązuje – stwierdziła Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z Business Insiderem.
Problemem dotyczącym ewentualnych zmian było to, że poprzedni rząd nie tylko wprowadził program, ale potem go zmodyfikował.
– Natomiast ta konkretnie inwestycja nie tylko została przez PiS wprowadzona. Ale ona została zrewidowana, czyli oni ją jeszcze zmienili. I w takiej sytuacji rzeczywiście bardzo trudno coś zmienić. To już jest zazwyczaj ustalone, że skoro wprowadziliście, skoro zrewidowaliście, to już raczej realizujcie – wyjaśniała stanowisko Komisji Europejskiej minister funduszy.
Pełczyńska-Nałęcz: to nie są "darmowe" pieniądze dla firm
Zaznaczyła, że przedsiębiorcy nie dostają z KPO „darmowych” pieniędzy.
– Oczywiście tu nie ma, że ktoś po prostu dostaje, tam są biznesplany, jest zobowiązanie inwestora, że wprowadzi to do biznesu, że ten biznes się rozwinie, że będą z tego większe podatki. My to wszystko kontrolujemy – podkreśliła Pełczyńska-Nałęcz.
Ale też dodała, że "coraz bardziej przechodzimy we współpracę na wsparciu przedsiębiorczości z grantów na pożyczki".
– Zawsze uważnie się przyglądam emocjom społecznym. I myślę, że gdyby to były pożyczki, byłoby lepiej – stwierdziła.
Jednocześnie zapowiedziała, że pierwsze informacje o najbardziej kontrowersyjnych projektach mają być podane w połowie września.
O aferze KPO na forum Parlamentu Europejskiego
Afera z dotacjami wzbudziła też ostra wymianę zdań na poniedziałkowym posiedzeniu Parlamentu Europejskiego (PE) w Strasburgu. Doszło na nim do konfrontacji europosłów Patryka Jakiego z PiS oraz Andrzeja Halickiego z PO.
Ten pierwszy na otwarciu posiedzenia domagał się przeprowadzenia debaty na temat wydatkowania pieniędzy z KPO w Polsce. Jednak przewodnicząca PE Roberta Metsola oświadczyła, że wniosek w tej sprawie jest „niedopuszczalny”, bo debata nie byłaby reakcją na wydarzenie lub rozwój sytuacji politycznej, które miały miejsce po przyjęciu ostatecznego projektu porządku obrad. Wprowadzenie tego punktu byłoby zatem wbrew regulaminowi obrad PE.
Europoseł Jaki argumentował, że sprawa jest ważna, bo podczas wakacji okazało się, że miliony dotacji z KPO zostały wydane „na 107 jachtów, solarium w pizzerii, klub swingersów, imprezy techno na balkonie”.
– Jeśli głosujecie nawet przeciwko krótkiej debacie na ten temat, to nie ważcie się nawet w przyszłości pouczać nas na temat praworządności i na temat tego, jak rozwijać europejską gospodarkę. Chyba że naprawdę uważacie, że kluby swingersów działają na rzecz europejskiej konkurencyjności – zwrócił uwagę Patryk Jaki.
To wystąpienie spotkało się z reakcją europosła PO Andrzeja Halickiego.
– To hipokryzja. Kto ma debatować? Mąż pani premier Szydło, który te pieniądze i projekty ocenia? Czy pan minister Buda, który nie był w stanie złożyć wniosku, żeby te pieniądze w ogóle do Polski trafiły, bo nie miał zgody prezesa Kaczyńskiego? Żadne euro, żadne pojedyncze euro nie zostało wydane – podkreślił Andrzej Halicki.
Wątpliwości wyjaśnią europejscy prokuratorzy
Dodał, że w celu wyjaśnienia tej sprawy polscy prokuratorzy współpracują obecnie z europejskimi.
– A nie tak, jak za waszych czasów – ukrywano skandale i rzeczywiście kradzione były miliardy – mówił europoseł PO.
Na początku sprawą afery KPO zajęła się Prokuratura Regionalna w Warszawie, jednak po kilku dniach postępowanie zostało przekazane Prokuraturze Europejskiej.
– Będą je prowadzili niezależni prokuratorzy – podkreślił minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Według danych PARP, w ramach wsparcia HoReCa ze środków KPO podpisanych zostało 3005 umów z przedsiębiorcami. Do końca lipca firmom wypłacono 110 mln zł z całkowitej kwoty wsparcia 1,24 mld zł. Jak wspomnieliśmy, w sierpniu wypłaty zostały wstrzymane – mają być odblokowane po zakończeniu kontroli.
Wyłudzenia w odpowiednikach KPO w innych krajach
Warto zaznaczyć, że Polska rozpoczęła korzystanie z KPO z dużym opóźnieniem. Inne kraje zaczęły wydatkować dotacje na ten cel z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO jest jego częścią) znacznie wcześniej, a prowadzone w nich kontrole wykazały wiele nadużyć. Okazało się, że programy z dotacjami, które w założeniu miały pomagać firmom w odbudowie działalności, są traktowane przez naciągaczy jak kasa bez dna. Tu przedstawiamy niektóre ciekawe przypadki wyłudzeń z innych krajów.

























































