Chińskie akcje trafiły do Twojego portfela - co warto wiedzieć?

analityk Bankier.pl

Inwestorzy posiadający udziały w niektórych funduszach lokujących środki w akcje rynków wschodzących otrzymali "prezent" na Dzień Dziecka. Do ich portfeli pośrednio trafiły walory spółek notowanych na parkietach w Chinach.

Przed rokiem firma MSCI, wiodący dostawca globalnych indeksów akcji, poinformowała, że od 1 czerwca 2018 r. włączy do flagowego indeksu rynków wchodzących walory ponad 200 spółek notowanych na giełdach w Szanghaju i Shenzhen. W efekcie w Dzień Dziecka do portfeli osób inwestujących w akcje z rynków wschodzących za pośrednictwem funduszy trafiły chińskie akcje. Indeks MSCI Emerging Markets jest bowiem punktem odniesienia dla pasywnych funduszy inwestycyjnych zarządzających kapitałem szacowanym na 1,6 biliona dolarów. Włączenie walorów chińskich spółek do indeksu wpływa także na decyzje funduszy aktywnych, dla których indeks jest benchmarkiem.

Na razie do indeksu włączono akcje stanowiące zaledwie 2,5 proc. kapitalizacji 234 spółek z listy A wybranych spośród 3000 notowanych na parkietach w Szanghaju i Shenzhen. Kolejne 2,5 proc. zostanie dołączone od 1 września. Udział walorów z Chin kontynentalnych w indeksie sięgnie wówczas zaledwie 0,8 proc. Analitycy szacują, że w efekcie za Mur trafi ok. 20 mld dol., co nie powinno mieć większego wpływu na zniżkujące ostatnio notowania - dzienne obroty na obu giełdach sięgają łącznie 60-70 mld dol.

Kliknij, aby przejść do notowań
Kliknij, aby przejść do notowań (Bankier.pl)

MSCI będzie za pewne stopniowo rozszerzał udział chińskich firm - gdy do indeksu EM zostanie włączone 100 proc. akcji 234 spółek ich udział w indeksie przekroczy 16 proc. Wciąż nie wiadomo, jak długo potrwa ten proces. Z pewnością jednak otwarcie i integracja chińskich rynków (nie tylko akcji) z globalnymi będzie jedną z najważniejszych zmian zachodzących w światowych finansach.

Do czterech razy sztuka

Konsultacje o włączeniu walorów notowanych za Murem do indeksu trwały od 2013 r. i trzykrotnie zakończyły się niepowodzeniem. Inwestorzy docenili chiński rynek kapitałowy "dopiero" za czwartym razem. Przełom przyniosło umożliwienie zagranicznym inwestorom zakupu akcji notowanych na parkietach Chin kontynentalnych poprzez giełdę w Hongkongu.

Decyzję przyjęto jako kolejny znaczący sukces Pekinu, stopniowego otwierającego chiński rynek finansowy na zagranicę, ale i wyraz oczekiwań globalnej finansjery wobec gospodarczych reformatorów. Podobnie jak w przypadku przystąpienia Chin do WTO i dołączenia juana do koszyka SDR, Państwo Środka nie do końca spełnia bowiem wymagane warunki. Jednak międzynarodowe instytucje, czy to skuszone wizją wielkich zysków, czy to w dowodzie uznania dla roli Chin w globalnej gospodarce, idą na pewne ustępstwa wobec komunistycznych władz, licząc na rychłą dobrą zmianę.

Giełda "z chińską charakterystyką"

A akurat w przypadku chińskich giełd faktycznie jest co zmieniać. Giełdy w Szanghaju i Shenzhen należą co prawda do największych na świecie - ich łączna kapitalizacja sięga obecnie 8,4 bln dolarów - jednak wciąż rządzą się swoimi, nietypowymi jak na symbol kapitalizmu, prawami. Tak jak o modelu gospodarczym Państwa Środka mówi się, że jest to "socjalizm z chińską charakterystyką", tak i giełda jest przykładem "rynku z chińską charakterystyką". I nie chodzi o kolor czerwony, który za Murem oznacza nie spadki, a wzrosty.

(fot. Su Yang / FORUM)

Regulator ma stały wgląd w bieżące transakcje, włącznie z informacjami o indywidualnych kontach, i może momentalnie zamrozić aktywność inwestora - donosi "The Wall Street Journal", powołując się na nieoficjalne informacje od uczestników rynku. Władze oficjalnie przyznają za to, że dbają o "stabilizację rynku". Bardzo aktywna jest "drużyna narodowa", czyli grupa funduszy działających pod egidą Pekinu, gotowa do "skupu interwencyjnego" zniżkujących akcji. Do zakupów w sytuacjach kryzysowych "zachęcane" są również podmioty prywatne. Podczas ostatnich głębokich spadków w lutym o spełnieniu "patriotycznego obowiązku" poinformowało ponad 100 firm. Z drugiej strony władze wprost zakazują lub przynajmniej ograniczają sprzedaż akcji dużym inwestorom. Interwencje szczególnie nasilają się nie tylko przy okazji spadków wycen, ale przede wszystkim w okresach poprzedzających i w trakcie ważnych wydarzeń politycznych.

Chiński rynek akcji na tle świata wyróżnia również niezwykle wysoki udział inwestorów indywidualnych w obrotach - odpowiadają oni za ok. 80 proc. handlu. Do inwestycji na krajowych parkietach przez lata zachęcały władze, m.in. zapewniając dostęp do kredytu pod zakup udziałów czy przekonując o gwarantowanej opłacalności takiej inwestycji. Dlatego spadki boleśnie odbijają się na ich wiarygodności i prestiżu. Szczególnie że obywatele nie boją się otwarcie atakować urzędników za brak interwencji na rynku. Poza tym taka struktura rynku sprzyja powstawaniu baniek spekulacyjnych - inwestorzy indywidualni, często niezbyt dobrze wykształceni i nieposiadający odpowiedniej wiedzy, przywiązują mniejszą wagę do fundamentów, a większą do rynkowych nastrojów. Stąd np. silne wzrosty cen akcji firm zawierających w nazwie słowo "cesarz", gdy na rynek dotarła informacja o zniesieniu limitu kadencji przewodniczącego ChRL.

Typową reakcją na silne spadki jest zawieszenie notowań spółki - jak podaje "South China Morning Post", wartość zamrożonych akcji sięgnęła w marcu 456 mld dol., czyli ponad 3000 razy więcej niż na rynku amerykańskim. Podczas krachu w 2015 r. zawieszono handel walorami ponad 1400 spółek, czyli niemal połowy notowanych na giełdach za Murem.

Do tego dochodzą problemy typowe dla rynków wschodzących - wątpliwości budzą standardy sprawozdawczości finansowej czy zarządzania spółkami publicznymi, m.in. ich transparentność. Ocena kondycji i perspektyw chińskich spółek nastręcza zatem poważnych trudności. Inwestorów może również niepokoić sytuacja w realnej gospodarce - chińskie firmy pozostają mocno zakredytowane, mimo trwającej za Murem kampanii delewarowania i rosnących stóp procentowych w USA. Rolowanie długu może zatem okazać się dla wielu spółek zbyt drogie, co może je skłonić do kolejnych emisji akcji, prowadząc do spadku zysku na akcję. Jak wskazuje "Financial Times", w Chinach rozwodnienie akcji już teraz występuje najczęściej wśród rynków wschodzących.

Ponadto władze coraz częściej wtrącają się w zarządzanie firmami uważanymi za prywatne, nadając kierunek ich rozwojowi i zmuszając do realizacji polityki partii, zamiast maksymalizacji zysku.

Wielu inwestorom mającym większy apetyt na ryzyko nie powinno to jednak przeszkadzać. Mimo że dane z chińskiej gospodarki są często kwestionowane, to rozwój Państwa Środka jest niepodważalny, a wsparcie partii dla niektórych sektorów, przede wszystkim realizujących strategię Made in China 2025, i puchnące portfele Chińczyków, szczególnie chętnie konsumującej klasy średniej, pozwalają wierzyć w ekspansję chińskich firm.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne
SSECOMP -0,41% 2 978,71
2019-10-16 09:02:00
WIG 0,17% 56 876,92
2019-10-16 10:50:00
WIG20 0,08% 2 156,49
2019-10-16 11:05:45
WIG30 0,11% 2 442,60
2019-10-16 11:05:00
MWIG40 0,43% 3 636,44
2019-10-16 10:50:45
DAX -0,20% 12 605,10
2019-10-16 11:02:00
NASDAQ 1,24% 8 148,71
2019-10-15 22:03:00
SP500 1,00% 2 995,68
2019-10-15 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.