Premier Tusk udał się w podróż do Nigerii, kraju trzy razy większego niż Polska, w którym żyje 170 mln mieszkańców. To jeden z największych producentów ropy naftowej na świecie, od lat targany wewnętrznymi konfliktami.
Nigeria jest jednym z najludniejszych państw w Afryce. Kraj ten uznawany jest jednego z trzech liderów gospodarczych w Afryce - obok RPA i Egiptu. PKB Nigerii wynosi 238 mld dolarów, czyli ponaddwukrotnie mniej niż Polski. Per capita mierzone parytetem siły nabywczej to ok. 2,5 tys. dolarów, czyli ośmiokrotnie mniej niż u nas.
Połowa mieszkańców Nigerii to chrześcijanie. Od lat trwają tam wewnętrzne krwawe konflikty pomiędzy nimi a wyznawcami islamu, chociaż tak naprawdę chodzi o kontrolę złóż ropy. Od lat działa tu radykalna muzułmańska organizacja Boko Haram, która dokonuje porwań dla okupu. Ostatnio zasłynęła rzezią w domu wicegubernatora stanu Adamawa, gdzie zabito 11 osób. Porwania i zabójstwa w tym kraju to codzienność. Ale to niejedyny problem - szacuje się, że nawet 8,5 mln mieszkańców (5% populacji) tego kraju jest nosicielami wirusa HIV.
| Zobacz też: | |
| Premier: Nigeria to jeden z z najważniejszych partnerów Polski | |
Premier Tusk raczej nie pojechał do Nigerii nikogo nawracać i leczyć
Polska może mieć tylko jeden interes - ropę. Jej wydobycie w Nigerii jest szacowane na 2 mln baryłek dziennie, co czyni ten kraj 12. największym producentem tego surowca na świecie. Prawdopodobnie UE obudziła się kilka lat za późno. Chińczycy czują się już w Afryce jak u siebie w domu. W samej Nigerii budują rafinerie oraz linie kolejowe. Problemy etniczne ich nie interesują, kwestie natury etycznej to też nie ich domena. Europejczykom, czyli dawnym kolonizatorom, mieszkańcy Afryki dużo uważniej patrzą na ręce.
Robienie tu interesów nie jest łatwe
Nigeria znajduje się na 131. miejscu w rankingu Doing Business. To bardzo odległe miejsce oznacza nic innego, jak to, że bez łapówek nic się tutaj nie załatwi, np. legalne nabycie nieruchomości jest praktycznie niemożliwe. Właśnie tu wymyślono też ogólnoświatowy, nigeryjski przekręt. Wskaźnik postrzegania korupcji mieści się w granicach od 1,0 do 1,9, co oznacza, że drobne prezenty trzeba wręczać na każdym kroku. Dla porównania, w Polsce wskaźnik ten oscyluje w granicach 5,5-6,0.
Żeby zapłacić tu wszystkie potrzebne podatki, trzeba poświęcić minimum 952 godziny, czyli prawie 6 tygodni rocznie. Całkowita stopa opodatkowania to 33%. Jest to mniej niż w Polsce, ale nie śpieszyłbym z przenoszeniem tutaj działalności gospodarczej. Po pierwsze, wiecznie brakuje prądu, po drugie, żeby cokolwiek eksportować legalnie z Nigerii, trzeba dopełnić przynajmniej 10 różnych formalności i poświęcić na to miesiąc. Słowem, wizyta premiera w tym kraju ma raczej charakter kurtuazyjny, bo szanse na rozpoczęcie jakiegokolwiek wspólnego interesu są bliskie zeru.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl































































