Muszę się pochwalić. Nasz indeks zaskoczeń ekonomicznych, który pokazuje, jak mocno dane z gospodarki odbiegają od prognoz, wyłapuje takie zmiany w gospodarce, które mają wpływ na prognozy rynkowe. Indeks SpotData od połowy lipca notował bardzo wysokie odczyty, a w ostatnich dniach kilka dużych banków podniosło wyraźnie swoje prognozy dla PKB Polski na ten rok. Czyli indeks dobrze wyłapał zmiany okoliczności ekonomicznych. Ale jednocześnie wczoraj napłynęły bardzo słabe dane o indeksie PMI, które mogą prowadzić do pytania, czy prognozy nie są podnoszone pochopnie?
PKO BP i Credit Agricole podniosły w ostatnich dniach swoje prognozy dynamiki PKB na 2018 rok do 5 proc. Niedługo mogą zrobić to inne banki. Optymizm opiera się na przekonaniu, że wysoka dynamika konsumpcji i inwestycji publicznych uodparniają Polskę na efekty spowolnienia przemysłowego na świecie.
Ten sielski obraz zaburzył wczorajszy odczyt indeksu PMI, czyli najlepszego bieżącego wskaźnika koniunktury w przetwórstwie. Spadł on nieoczekiwanie w lipcu do 52,9 pkt, czyli o 1,3 pkt – mocniej niż wskazywała jakakolwiek prognoza rynkowa. Nasz indeks również z tego powodu się bardzo wyraźnie obniżył.


Co z tego wynika? Jak zwykle przy obserwacji wszelkich wskaźników ekonomicznych, jeden odczyt nie może być traktowany jako dowód na jakąkolwiek zmianę trendów. Tym bardziej, że odczyt PMI nie jest wcale taki zły. Wiadomo, że druga połowa roku może być nieco gorsza od pierwszej, a słabość inwestycji firm prywatnych stanowi zagrożenie dla tempa rozwoju. Ale w tym momencie nie ma przekonujących sygnałów, które wskazywałyby, że potencjalne słabości gospodarki przekładają się na realne procesy. Chwilo, trwaj!
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.






























































