Co najmniej osiem miesięcy drożyzny - tak brytyjski minister Darry Jones ocenia czas, z jakim Europa będzie walczyć o minimalizację skutków amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi. Ten czas należy jednak liczyć od momentu zawarcia pokoju, a przypomnijmy na razie mamy do czynienia z zawieszeniem broni.


- Optymistyczny scenariusz zakłada, że skutki gospodarcze utrzymają się co najmniej osiem miesięcy od momentu zakończenia konfliktu, zatem ludzie będą musieli borykać się z wyższymi cenami energii, żywności [...] i biletów lotniczych, w konsekwencji tego, co Donald Trump zrobił na Bliskim Wschodzie - powiedział w wywiadzie dla BBC główny sekretarz premiera Darren Jones.
Presja cenowa jest bardziej prawdopodobna niż puste półki w supermarketach.
Już teraz Narodowy Związek Rolników ostrzega, że w ciągu najbliższych sześciu tygodni w górę pójdą m.in. ceny ogórków, pomidorów i mleka.
Szok cenowy? Nic to. Ale widmo braku piwa na Mundialu
Bliski Wschód "stanął", co zaburzyło globalne łańcuchy dostaw i spowodowało wzrost cen. W ubiegłym tygodniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy zapowiedział, że szok energetyczny uderzy w Wielką Brytanię najmocniej, biorąc pod uwagę rozwinięte gospodarki świata. W tym celu opracowano specjalny plan, który zakłada m.in. finansowanie reaktywacji zakładu bioetanolu Ensus.
Ewentualne niedobory mogła wpłynąć na potencjalne braki piwa lanego w brytyjskich pubach podczas letniego Mundialu. - Robimy, co w naszej mocy, by do tego nie doszło - zaznacza sekretarz.

opr. aw































































