Francuska ekspertka Blanche Leridon przypomniała w rozmowie z PAP, że do podobnych incydentów, jak w minioną sobotę, dochodziło we Francji już w poprzednich latach prezydentury Emmanuela Macrona. Sobotnie wydarzenia były, jej zdaniem, nawarstwieniem tych „epizodów gniewu i przemocy”, na które władze nie znalazły odpowiedzi.


Ekspertka podkreśliła, że zamieszki przyćmiły postulaty, z którymi występowali uczestnicy demonstracji, odbywających się w sobotę.
- We Francji dochodziło do podobnych wydarzeń od początku pierwszej pięcioletniej kadencji (prezydenta Emmanuela) Macrona. To, co widzieliśmy w sobotę, to swego rodzaju podsumowanie, nawarstwienie się tych wszystkich epizodów gniewu i przemocy, na które władza wykonawcza nie była w stanie odpowiedzieć w ciągu ostatnich dziesięciu lat - oceniła Leridon, dyrektorka ds. badań we Francji paryskiego Instytutu Monteskiusza (Institut Montaigne), specjalistka ds. kwestii demokratycznych i instytucjonalnych.
Pierwszym takim epizodem były – jak zauważyła - wystąpienia „żółtych kamizelek”, szczególnie zamieszki z grudnia 2018 r., gdy nastąpił wybuch niezadowolenia społecznego z powodu wysokich kosztów życia. Rozbijano wówczas witryny, tworzono barykady w centrach miast. Drugim takim momentem były demonstracje, które rozpoczęły się po śmierci 17-letniego Nahela, zastrzelonego przez policjanta w Nanterre. „Atakowano wtedy nie tyle sklepy, ile merostwa, autobusy, komisariaty, mediateki (biblioteki multimedialne - PAP)” – przypomniała ekspertka.
Jak dodała, trzecim porównywalnym wydarzeniem były momenty, gdy w 2025 i 2026 r. „wandale na ulicach Paryża przyćmili obrazy euforii po zwycięstwie (klubu piłkarskiego) PSG w finale Ligi Mistrzów”.
- To, co widzieliśmy w sobotę, jest zwieńczeniem, podsumowaniem tych wszystkich już znanych zjawisk, w proporcjach i z (natężeniem) przemocy, która oszołomiła Francuzów – oceniła ekspertka. Wymieniła w szczególności „ataki na budynki, które są ucieleśnieniem Republiki, takie jak merostwo w Limoges”.
- Te akty przemocy całkowicie zaćmiły postulaty – choć były one uzasadnione – licealistów i wszystkich tych, którzy demonstrowali w sobotę przeciwko wysokim kosztom życia – podkreśliła badaczka. Jej zdaniem rząd i partie polityczne powinny spróbować w najbliższych dniach odpowiedzieć na pytanie, „jak sprawić, by postulaty zostały usłyszane i podjąć próbę odpowiedzi na nie”, nie dopuściwszy, by przyćmiła je „przypadkowa skrajna przemoc”.

- Tym, co odróżnia wydarzenia z 17 października od poprzednich wymienionych epizodów, jest ten fakt, że Emmanuel Macron nie jest, tak naprawdę, celem. Za sześć miesięcy już go nie będzie (zakończy drugą i ostatnią kadencję prezydencką - PAP) – zwróciła uwagę ekspertka. Jednocześnie – jak zaznaczyła – prezydent nie jest także „potencjalnym wybawcą, pośrednikiem”, ani też osobą, która „rozładuje” sytuację, „ze względu na to, że brakuje na to czasu, legitymizacji, większości (rządowej w parlamencie - PAP) i budżetu”.
Wieczorne wystąpienie prezydenta spotkało się, zdaniem Leridon, z dużym rozczarowaniem, bowiem padło w nim „mało nowych i konkretnych deklaracji”.
Zdaniem ekspertki „teraz jest potrzebne, by wszystkie siły polityczne uświadomiły sobie (powagę) sytuacji i wezwały do spokoju - tak, aby napięcie opadło, a uzasadnione postulaty mogły być przedstawiane w ramach porządku republikańskiego (tj. z poszanowaniem instytucji i wartości Republiki - PAP)”.
W sobotę demonstracje w całej Francji, zwołane w proteście przeciwko rosnącym kosztom życia, przerodziły się w zamieszki. Ich sprawcy atakowali budynki publiczne, plądrowali sklepy i punkty handlowe. Do starć z policją i prób grabieży doszło również w niedzielę w Paryżu i Marsylii; oddziały policji nie wszędzie zdołały powstrzymać te ataki.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ rtt/































































