Lepiej zapobiegać niż leczyć
Informacje na temat wirusa świńskiej grypy, jakie dotarły do nas z Meksyku szybko wywołały duży niepokój nie tylko wśród obywateli, ale przede wszystkim urzędów państwowych odpowiedzialnych za nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Ale „na najgorsze” przygotowują się również firmy i przedsiębiorstwa.
Obecnie w wielu z nich wprowadza się specjalne środki ostrożności na wypadek wystąpienia epidemii. Pierwszym – najczęściej stosowanym przez firmy – obostrzeniem dotyczący wirusa świńskiej grypy, jest albo całkowity zakaz albo znaczące ograniczenie podróży służbowych do Meksyku, gdzie przedsiębiorstwa mają swoje przedstawicielstwa, oddziały, filie czy po prostu prowadzą tam swoje interesy. Sytuacja, jaka panuje dziś w Meksyku zmusiła też niektóre z firm do całkowitego zamknięcia swoich biur i zaprzestania działalności. Na taki krok zdecydowała się m.in. firma Sony.
Podwyższony stan gotowości obowiązuje również w wielu polskich firmach ubezpieczeniowych oraz bankach. W Commercial Union planuje się zakup specjalnych maseczek ochronnych na twarz, które będą mogły być natychmiastowo użyte w przypadku nasilenia się epidemii wirusa w Polsce. Podobna sytuacja m miejsce w wielu bankach. Tam jednak szczególny nacisk kładzie się obecnie na testowanie rozwiązań, które umożliwią pracownikom wykonywanie pracy poza biurem.
W jednym z zagranicznych banków w Polsce pracownicy – po szczegółowym zapoznaniu się z przygotowaną przez bank instrukcją – mieli wręcz obowiązek sprawdzenia, czy na wypadek choroby będą mieli możliwość wykonywania pracy z domu. Do tego wszyscy pracownicy przechodzą szczegółowe szkolenia – najczęściej organizowane przez firmy medyczne – dotyczące sposobów walki z wirusem. Są też instruowani o tym, gdzie należy się zgłosić na wypadek gdyby się okazało, że ich stan zdrowia zaczyna być „wątpliwy” i szybko ulega widocznemu pogorszeniu. Ale to nie wszystko. Niektóre z instytucji finansowych idą jeszcze dalej i organizują dla swoich pracowników szkolenia z zakresu sposobów zarządzania emocjami w organizacji podczas kryzysu.
Wygrani i przegrani
Dotychczas wirus świńskiej grypy naraził państwo Meksyk na straty rzędu setek milionów dolarów. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, aby w kolejnych dniach a nawet tygodniach sytuacja w Meksyku miała ulec jakieś znaczącej poprawie. Popyt na mięso wieprzowe w tym kraju zaczyna spadać w tak szybkim tempie, że jest tylko kwestią czasu kiedy osiągnie poziom zera.
Dramatyzmu tej całej sytuacji dodaje jeszcze fakt, że dotychczasowi importerzy meksykańskich produktów wieprzowych – Chiny, Tajlandia - wprowadziły właśnie całkowity zakaz importu tego mięsa. Utrata tak dużych i chłonnych rynków zbytu oznacza dla Meksyku tylko jedno – stratę kolejnych setek dolarów w ciągu każdej godziny.
Wirus świńskiej grypy okazał się też dotkliwym ciosem dla branży turystycznej, która w Meksyku wypracowuje przecież dość istotną część produktu krajowego brutto. Na łeb na szyję spadają także notowania akcji wielu europejskich i światowych przewoźników, w tym m.in. British Airways, Lufthansa czy KLM, którzy loty do Meksyku ograniczyli do niezbędnego minimum.
To, co dla jednych jest przekleństwem, dla innych może okazać się dobrodziejstwem. Tak jest w przypadku firm farmaceutycznych, które na wirusie świńskiej grypy robią niezły interes, a ich notowania na światowych giełdach wciąż pną się w górę. Doskonałą reklamę koncernom produkującym leki zrobiła dodatkowo sama Światowa Organizacja Zdrowia (ang. WHO – Word Health Organisation), której przedstawiciele podczas organizowanych naprędce konferencji prasowych kreślili wręcz kasandryczne wizje świata, ogarniętego plagą wirusa.
Nie ulega wątpliwości, że zdecydowana większość dużych firm i przedsiębiorstw, które działają na rynkach międzynarodowych, jest dobrze przygotowana na atak świńskiej grypy. Pracownicy są dobrze przeszkoleni i świadomi ewentualnych zagrożeń, a pracodawcy do sprawy podchodzą z dużą powagą i ostrożnością.
Bartosz Niedzielski
Zobacz również:
Wirus na rynku





























































