Na pewno inflacja pomaga [budżetowi państwa - red.], czego nie ukrywałem. Natomiast miejmy świadomość, że w pewnym momencie budżet musi zapłacić rachunki za wysoką inflację w postaci podwyżek czy waloryzacji - powiedział w poniedziałkowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej" Łukasz Czernicki, główny ekonomista resortu finansów.


Łukasz Czernicki, główny ekonomista resortu finansów był pytany w poniedziałkowym "Dzienniku Gazecie Prawnej" m.in. o wzrost limitu wydatków. Wyjaśnił, że konieczne było to ze względu na strukturę kosztową.
"Cel inflacyjny NBP, opisany w dotychczasowej regule (teraz rząd chce wpisać do niej prognozę inflacji – przyp. "DGP".), bardziej odpowiadał poziomowi inflacji z pierwszej połowy poprzedniej dekady. A w zeszłym roku mieliśmy 5,1 proc. inflacji, teraz jest jeszcze wyższa, podobnie pewnie będzie w 2023 r. Bez zmiany reguły po prostu nie dałoby się normalnie funkcjonować" - wyjaśnił Czernicki.
Odnosząc się do sposobu radzenia sobie z inflacją, podkreślił, że jeżeli spowolnienie gospodarcze rysuje się na horyzoncie, to powinniśmy zastosować strategię „miękkiego lądowania”.
"Jako ekonomista sądzę, że staramy się podążać drogą środka – nie zarzynamy się, generując nadwyżkę, co mogłoby oznaczać cięcie wydatków np. na 500+. W najbliższych latach gra będzie toczyć się o to, jaką politykę fiskalną prowadzimy i jaka kształtuje się nasza równowaga zewnętrzna. Wbrew temu, co głoszą niektórzy ekonomiści, nie jesteśmy wcale drugą Rumunią. Kraj ten jest w bardzo trudnej sytuacji ze względu na to, że, po pierwsze, ma dużo wyższe deficyty fiskalne, a po drugie, ma dużo wyższy deficyt na rachunku bieżącym" - wskazał.

Dopytywany, czy partia rządząca mając taką regułę wydatkową w okresie przedwyborczym nie "ulegnie pokusie", by złożyć kolejne obietnice, odpowiedział, że reguła wskazuje nam maksymalny poziom wydatków, co oznacza, że można dojść do wyznaczonego pułapu, ale też nie trzeba. Dodał, że nie da się do końca przewidzieć tych wydatków m.in. ze względu na zwiększające się nakłady na cele militarne.
Czernicki w wywiadzie dla "DGP" ocenił, że patrząc z perspektywy czasu, błędem było wpisanie celu inflacyjnego do reguły wydatkowej. "Reguła oparta na celu inflacyjnym w dobie stabilnej inflacji dobrze się sprawdzała. Natomiast nie da się przejść przez dwucyfrową inflację z limitem wydatków, który jest zakotwiczony w inflacji 3-, 4-krotnie mniejszej" - podkreślił.(PAP)
ak/ amac/





















