Po udanym początku roku główny indeks giełdy w Szanghaju wspiął się na najwyższy poziom od dwóch lat.
Po zwyżce o 0,38 proc. Shanghai Composite zamknął piątkową sesję na poziomie 3487,86 punktów. Był to już trzynasty dzień wzrostów w tym roku na czternaście dni handlowych. 11-dniowa wzrostowa passa na przełomie roku była najdłuższą taką serią od 25 lat.
Główny indeks parkietu za Murem jest w trendzie wzrostowym od stycznia 2016 r., gdy po pęknięciu bańki w połowie 2015 r. i kolejnym załamaniu na przełomie 2015/2016 znalazł się poniżej poziomu 2800 punktów. Od dwóch lat SSEComp rośnie powoli, ale stabilnie. O "stabilizację" dba "chiński plunge protection team" - korekty są rzadkie i niezbyt głębokie. W ubiegłym roku raptem 10 sesji zakończyło się zmianą o ponad 1 proc. - 5 razy odnotowano wzrosty, a 5 spadki. Tylko raz, 23 listopada, zmiana przekroczyła 2 proc. - indeks stracił wówczas 2,26 proc. W tym roku mamy już za sobą jedną sesję o "podwyższonej" zmienności - podczas pierwszego dnia handlu 2018 r. Shanghai Composite zyskał 1,24 proc.
Ton Shanghai Composite nadają największe spółki. A to właśnie one mocno zyskały na poprawie koniunktury w 2017 r. Dobrze radzi sobie zarówno sektor bankowy, nad którym wciąż wisi jednak widmo delewarowania, jak i budowlanka, napędzana wysokim, choć ostatnio trochę słabszym, popytem na nieruchomości. Chińskim firmom sprzyja również rosnący na świecie popyt na towary zza Muru. W sektorze przemysłowym zyski w 2017 r. były wyższe o ponad 20 proc. niż rok wcześniej.
Wyraźnie gorzej radzi sobie "chiński Nasdaq", czyli Chinext. Poziom 1728 punktów jest raptem 38 punktów powyżej dołka z lipca. Jeśli spadnie poniżej tego poziomu, to znajdzie się najniżej od blisko 3 lat, czyli od czasów jeszcze przed gwałtowną hossą z 2015 r.
Najnowsze wieści zza Muru

Więcej informacji, komentarzy i analiz dotyczących gospodarki Chin znajdziesz w naszej nowej sekcji.
Maciej Kalwasiński



























































