REKLAMA
ZAPISY

Brak związku przyczynowego...

2006-11-24 15:38
publikacja
2006-11-24 15:38
Nie jestem pewien dokładnej daty wydania decyzji Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa Śródmieście w sprawie możliwości zaliczenia w koszty wydatków związanych z nabyciem garnituru dla celów prowadzonej działalności. W tym konkretnym przypadku chodziło o działalność pośrednictwa ubezpieczeniowego. W owym czasie współpracowałem z pewną ogólnopolską agencją ubezpieczeniową, której agenci zbudowali w ogromnej mierze dziś jeden z najważniejszych brandów w ubezpieczeniach na życie. Po kilku latach agencję wchłonęła międzynarodowa grupa ubezpieczeniowa, sowicie opłacając jej właścicieli. Pomimo wielu zastrzeżeń natury etycznej muszę przyznać, że szefowie przykładali ogromną wagę do wykształcenia zawodowego współpracowników, prowadzili szeroką akcję informacyjną na temat młodego rynku, informowali na bieżąco o zmianach podatkowych tak, by współpracownicy nie płacili niepotrzebnie frycowego. Oczywiście, nic nie odbywało się za darmo. Za każdą przesyłkę kserowanych materiałów agencja potrącała sobie należne koszty, ale specjalnie nikt nie protestował, poza nielicznymi wyjątkami. Z tych wyjątków powstały kolejne agencje, których szefowie i tak spotkali się po latach pod jednym dachem, acz na różnych stanowiskach w tej samej firmie ubezpieczeniowej. Wracając zaś do decyzji administracyjnej, była ona niezwykle przychylna dla ówczesnych agentów ubezpieczeniowych. Pozwalała mianowicie zaliczyć w koszty działalności wydatki poniesione na zakupu garnituru – garsonki, ponieważ – jak wykazano - istniał związek przyczynowy pomiędzy wydatkiem a przychodem. Decyzja obowiązywała podatników wedle właściwości miejscowej urzędu, ale pozostali, z terenu całej Polski, mieli w dokumentacji kopię na tzw. wszelki wypadek, by w razie kontroli skarbowej przedłożyć ją dla właściwego miejscowo urzędu skarbowego. Wiadomo, że nie zapewniała stuprocentowej ochrony kontrolowanemu agentowi ubezpieczeniowemu przed przykrymi konsekwencjami, ale zawsze mogła być podstawą do przetargów. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, był to 1994 lub 1995 rok. To cała epoka – nie tylko w ubezpieczeniach, ale i w podatkach. Dziś decyzje organów skarbowych w tej mierze raczej nie budzą wątpliwości co do tego, która strona ma rację w sytuacjach wątpliwych. Niestety, gremialnie odmawiają możliwości zaliczenia w koszty uzyskania przychodów nabycia garnituru lub garsonki z uwagi na brak związku przyczynowego pomiędzy wydatkiem a przychodem.

Jeden z najbardziej znanych przedsiębiorców polskich nie tak dawno stwierdził w wywiadzie prasowym, że nie ma zaufania do partnerów biznesowych, którzy podczas spotkania handlowego różnią się od niego ubiorem. Zapewne miał na myśli tzw. ubiór biznesowy. Kolejny oznajmił, że udając się na spotkanie z kontrahentami, ubiera się tak, że kiedy wchodzi do obcego biura, asystentki na dzień dobry tytułują go prezesem, zanim zdąży się przedstawić. Niestety, obydwaj nie pociągnęli sprawy, wykazując związek pomiędzy stosownym dla okoliczności ubiorem a podpisanymi kontraktami, skutkującymi wzrostem przychodów kierowanych przez nich firm. Dla osób prowadzących własną działalność gospodarczą ten związek jest oczywisty, dla urzędników skarbowych związek taki nie istnieje, wszak każdy przedsiębiorca chciałby upchać w kosztach wszystko co jest tylko możliwe, by nie płacić podatków, a przecież państwo jest w nieustającej, ba – wzrastającej potrzebie. Już choćby z tego powodu warto jest odgórnie zadekretować, że właściciel firmy prywatnej jest zwykłym naciągaczem oszukującym państwo i nie każdy koszt (to prawda) da się powiązać z przedmiotem działalności, a tym bardziej z przychodami. Nasza (jaka ona tam nasza?!) ordynacja podatkowa zakłada domniemanie winy podatnika. Wynikiem takiego założenia jest, iż każdy zobowiązany do płacenia danin na rzecz państwa, jest potencjalnie nieuczciwy i winny naruszenia przepisów podatkowych. Kto nie wierzy, niech zapozna się z przepisami ordynacji i skonfrontuje je z decyzjami organów skarbowych oraz wyrokami sądów administracyjnych (sic!). Nie trzeba być specjalnie biegłym, by związek pomiędzy ubiorem a przychodami dostrzec. Co prawda Jan Kochanowski pisał, że nie szata zdobi człowieka, ale było to dawno, dawno temu i nijak nie przystaje do obecnych realiów. Nie każde przysłowie jest mądrością narodu, nie każda mądrość wcześniej wymyślona przed wiekami taką jest, a już na pewno nie zasługuje na nieustające cytowanie.

Jakby na przekór polskim mądrościom i stanowiskom urzędów, szata zdobi człowieka. Jest jednym z czynników decydujących o powodzeniu, nie tylko w biznesie. Właściwy strój ma bezpośredni wpływ na dochody firmy i jej właściciela. W dochodach przeszkadza głównie ograniczoność. Ograniczoność nie przeszkadza w podejmowaniu urzędniczych decyzji, jest ich osnową. - No bo jak to tak, każdy chciałby się wystroić i przychodzić do pracy jak to panisko, i to w dodatku na koszt firmy! Przecież ja też i to w dodatku niezwykle ciężko pracuję w urzędzie, tropię nieuczciwych podatników, przewracam codziennie miliony dokumentów z miejsca na miejsce, monitoruję, wzywam, przesłuchuję ... pożyteczny jestem – wyłka zapewne niejeden zakorzeniony w posadach urzędnik. Nie zawsze do sukcesu finansowego wystarcza solidne przygotowanie zawodowe. Jakże często jego uzupełnieniem jest miła aparycja oraz dbałość o staranny ubiór i jego poszczególne elementy. Często właśnie wygląd buduje obraz przedsiębiorcy. Kto nie wierzy, niech podyskutuje w gronie najbliższych znajomych. Kochanowski przepadnie z kretesem. Ubiór kreuje nasz wizerunek, nasz wizerunek bywa jednym z czynników manipulacji a manipulacja towarzyszy biznesowi od zarania. Nasz wygląd określa status zawodowy, zajmowane stanowisko, pełnioną funkcję społeczną. Wysokiej klasy ubiór podkreśla zaangażowanie w pracę i profesjonalizm. Dzięki niemu wysyłamy do otoczenia sygnały świadczące o naszym autorytecie, dzięki niemu przyjmuje ono łatwiej nasze rozwiązania. W rozwiniętych demokracjach Europy odpowiedni strój od blisko dwustu lat jest postrzegany jako konieczny element zawodowego i finansowego sukcesu. Dziś tylko nielicznym udaje się zakwestionować obowiązujący schemat: panowie w interesach występują w garniturach, zaś panie w garsonkach. Co do reguł obowiązujących w tym względzie, odsyłam np. do książki autorstwa Edwarda Pietkiewicza pt. „Etykieta menedżera”.

Jak wspomniałem na początku, był taki rok albo takie czasy, gdy urzędy skarbowe łaskawszym wzrokiem patrzyły na tych przedsiębiorców, którzy z racji specyficznej profesji (wszelkiej maści pośrednicy, których dochody uzależnione są od kontaktów z bliżej nieokreśloną grupą odbiorców ich usług) zobligowani byli do starannego wyglądu (garnitur – garsonka), wszak ten bezpośrednio przekładał się na ich dochody, a więc dało się wykazać związek przyczynowy. Niestety, obawiam się, że to odległa przeszłość, która nie powróci. Dziś inne czasy, inne wymagania stawiane urzędom skarbowym, inne podejście do podatnika. Na podstawie wielu rozstrzygnięć można bez obawy o popełnienie błędu stwierdzić, że wątpliwości mają tylko przedsiębiorcy. Przedsiębiorcy mają istotny problem natury podatkowej, czy mogą zaliczyć w koszty działalności wydatki na ubiory biznesowe dla swoich pracowników i dla siebie samych, gdy są one nieodzowne w trakcie spotkań z kontrahentami. Okazuje się, iż w przedmiotowej sprawie podstawowe znaczenie ma kwestia ustalenia rodzaju danej odzieży służbowej, jak również charakter wykonywanej pracy. Gdy dotyczy to pracownika (np. asystenta agenta ubezpieczeniowego) ważne jest, czy ma on obowiązek używać ubioru wyłącznie w pracy, czy też może być on używany również poza miejscem stałego wykonywania pracy. Rzecz w tym, czy danemu ubiorowi można nadać tylko i wyłącznie charakter służbowy, czy też po części osobisty. Jeśli bowiem jakaś jego część może mieć charakter osobisty, brak jest możliwości zaliczenia wydatków na ten cel w koszty uzyskania przychodów, natomiast istnieje możliwość zaliczenia ich w koszty reprezentacji w granicach limitu 0,25% przychodów. Urzędy skarbowe twierdzą, że ubiór służbowy, by za taki mógł być uważany, musi utracić charakter odzieży osobistej. Odzież służbowa powinna mieć charakter specjalny i noszona wyłącznie w związku z wykonywaną pracą. Może to być mundur, kombinezon, fartuch itp. Garnitur? A jakże, gdy ma firmową barwę, krój, logo. Ale, ale ... W jednej z interpretacji urząd skarbowy uznał, że wydatki poniesione na zakup materiałów dla uszycia strojów łużyckich dla pracowników sklepów firmowych nie są kosztem uzyskania przychodów, wszak w tym rejonie można spokojnie po godzinach pracy hasać po mieście w stroju ludowym, bo taki to region.

Co do ubioru biznesowego przedsiębiorcy – raczej nie ma na co liczyć, gdy chodzi o zaliczenie go w koszty działalności. Agent w sweterku ma szansę na powodzenie jedynie w gronie dobrych znajomych i to pod warunkiem, że się umówi na kawę, wódkę, a przy okazji spisze kontrakt ubezpieczeniowy. Agent musi ubierać się biznesowo, ponosić wydatki na zakup przyzwoitej jakości garniturów, garsonek, krawatów, koszul. Przykład wymienionych na wstępie przedsiębiorców potwierdza przełożenie wyglądu na dochody. Tylko jak udowodnić urzędnikowi skarbowemu, że dobrej marki garnitur, zakupiony w powszechnie dostępnej sieci sklepów, bez określonego koloru firmowego (jakiego koloru firmowego powinien używać multiagent albo owca?), kroju i logo (identyczna uwaga, jak w przypadku koloru), jak oddzielić czas pracy od osobistego, gdy jest on nienormowany? Jak w końcu odrzucić oczywiste stwierdzenie: jak cię widzą, tak ci płacą, w szczególności na coraz bardziej wymagającym rynku. Stanowiska urzędów w tej sprawie wydają się nieprzejednane. Twój biznes, twój kłopot. Można je zawrzeć w stwierdzeniu, że zakup odzieży nie może być uznany za koszt uzyskania przychodu prowadzonej działalności, ponieważ tego rodzaju wydatki ponosi każda osoba fizyczna, niezależnie od tego, czy prowadzi działalność gospodarczą, czy też jej nie prowadzi. Takie koszty działalności mają być pokrywane z dochodu po opodatkowaniu podatkiem dochodowym. I basta! Wyjątkiem jest sytuacja zakupu odzieży, która na skutek nadania jej charakterystycznych cech (barwa, logo), będzie pełnić funkcję reklamową, co spowoduje utratę charakteru odzieży osobistej, ponieważ będzie wykorzystywana li tylko dla celów prowadzonej działalności gospodarczej. Niektóre urzędy wymagają dodatkowo udowodnienia, że noszenie określonego stroju znajduje uzasadnienie w decyzji firmowej, wprowadzającej obowiązek noszenia w pracy stroju służbowego, pełniącego funkcję reprezentacyjną. Bywa, że usłużbowienie ubioru wystarczy jedynie do zaliczenia wydatków na jego nabycie w koszty uzyskania przychodów wyłącznie w ramach wydatków na reprezentację (limit 0,25% przychodu). Zważywszy na powyższe, szkoda czasu na spieranie się z urzędnikami skarbowymi, ale mając w pamięci, że szata służbowa zdobi, ba – bezpośrednio przekłada się na uzyskanie przychodów. I nie zmienią tego stanu rzeczy przyjazne stanowiska urzędów skarbowych oraz wyroki sądów administracyjnych.

Sławomir Dąblewski
e-mail: esde@wp.pl
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Moda, odzież, ubrania, przemysł tekstylny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki