Ponad 1400 żołnierzy brytyjskiej armii popłynęło w środę na ćwiczenia NATO w Niemczech wynajętym pasażerskim promem - podały brytyjskie media. Wprawdzie ministerstwo obrony przekonuje, że nie wynika to z braku własnego transportu, ale te wyjaśnienia nie wszystkich przekonują.


Żołnierze z 7. Lekkiej Brygady Zmechanizowanej, której członkowie nazywani są „szczurami pustyni”, oraz z pułku Szkockich Gwardzistów, wypłynęli w środę z portu w North Shields w północno-wschodniej Anglii w 16-godzinną podróż promem linii DFDS do Holandii, a stamtąd pojadą pociągiem do środkowych Niemiec na NATO-wskie ćwiczenia „Rhino Storm”.
Ministerstwo obrony zapewniło, że użycie pasażerskiego promu do transportu wojska nie wynika z braku własnych okrętów, ale ma na celu przetestowanie możliwości wykorzystania cywilnej infrastruktury w razie konieczności wysłania wojsk na kontynent w odpowiedzi na atak na któryś z krajów NATO.
Cytowany przez media dowódca Szkockich Gwardzistów Charlie Gilmore przyznał, że użycie pasażerskiego promu do transportu wojska wygląda na niezwykłe w obecnych czasach, ale przypomniał, że takie sytuacje zdarzały się przed laty, np. w czasie wojny o Falklandy w 1982 r. oraz podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. Wyjaśnił też, że stoją za tym względy praktyczne, bo do przewiezienia 1400 żołnierzy samolotami transportowymi konieczne byłoby siedem kursów.
Te wyjaśnienia nie przekonują mediów, które przypominają, że brytyjskie siły zbrojne są mocno niedofinansowane i brakuje im sprzętu. Jako najświeższy przykład wskazują to, że wysłany na Cypr po wybuchu amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem niszczyciel HMS Dragon dopłynął tam prawie trzy tygodnie po ataku na brytyjską bazę na tej wyspie, gdyż po drodze musiał usunąć awarię. (PAP)

bjn/ mal/





























































