Tam mieszkam: Boliwia (odc. 2)

redaktor naczelna portalu Bankier.pl

Coraz więcej drogich butików i ekskluzywnych restauracji, wieżowce rosnące jak grzyby po deszczu, wrażenie, że więcej tu na ulicach nowych aut niż w Europie. Raj dla amerykańskich emerytów. Taka też – oprócz brudu, braku higieny i porządku, korupcji - jest Boliwia. Zaskoczeni?

O codzienności w Ameryce Południowej w rozmowie z cyklu #TamMieszkam opowiada mieszkająca w Boliwii Polka Danuta Stawarz, autorka bloga boliviainmyeyes.wordpress.com.

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Jeśli Europejczyk przenosi się do takiego kraju, jak Boliwia, to pewnie lokalne społeczeństwo umie zaskakiwać go nawet długo po przeprowadzce.

Danuta Stawarz: Tak, odpornością na zmiany. Można to zauważyć szczególnie w urzędach, gdzie czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. I nie chodzi mi tylko o wygląd pomieszczeń, zdartą farbę i stare sprzęty, ale o mentalność urzędników, która jest oporna wszelkim zmianom na lepsze. Co prawda wspomniałam wcześniej, że Boliwijczycy są szczególnie innowacyjni w wymyślaniu nowych przepisów, ale zwykle są one jeszcze bardziej pokręcone i bezsensowne od poprzednich.

życie w Boliwii

Poza tym, czy to w publicznym szpitalu, czy w urzędzie imigracyjnym, ludzie ustawiają się w kolejki już w późnych godzinach nocnych! Jest to dla mnie tym bardziej dziwne, że w bankach i prywatnych klinikach od lat działa prosty i skuteczny system numerków i rejestracji telefonicznej. Powoli wchodzi on i do niektórych urzędów, ale by cokolwiek załatwić, zwykle i tak trzeba stać w kolejce.

Odnoszę też często wrażenie, że Boliwijczycy wprost uwielbiają strajkować. Nie ma tygodnia, żebym nie słyszała o blokadach dróg w jakimś zakątku kraju. Niemal zawsze proponowane przez rząd zmiany spotykają się z oporem części społeczeństwa – tej większej, biedniejszej i pozbawionej edukacji.

W jakich warunkach przyszło jej żyć?

Mówi się, że większość społeczeństwa Boliwii żyje w skrajnym ubóstwie. Można to zaobserwować na prowincji, gdzie ludzie często nadal mieszkają w lepiankach (domach z adobe), bez prądu i bieżącej wody. Nieciekawie wyglądają też obrzeża wielkich miast, gdzie domy z surowej czerwonej cegłówki zdają się stać jeden nad drugim.

życie w Boliwii

Jednocześnie oboje z moim partnerem, który przecież całe życie spędził w Irlandii, zauważyliśmy, że nigdzie nie widzieliśmy tylu nowych samochodów, co w Boliwii. A muszę dodać, że ceny samochodów i elektroniki są o wiele wyższe niż w Europie.

Santa Cruz de la Sierra, gdzie obecnie mieszkamy, określana jest mianem miasta amerykańskiego, ponieważ wysokie budynki rosną tu jak grzyby po deszczu, pełno tu drogich butików i ekskluzywnych restauracji, na które jest coraz większe zapotrzebowanie. Podobną tendencję można zresztą zaobserwować w La Paz i Cochabambie.

Można by więc rzecz, że społeczeństwo boliwijskie szybko i umiejętnie bogaci się…

Jest to dalekie od prawdy – bogacą się ludzie, którym już wcześniej nieźle się powodziło, którzy zbudowali swoje fortuny na wydobyciu gazu czy cennych metali i takich osób w Boliwii nie brakuje. Zwiększa się też napływ zagranicznego kapitału. Inwestują ekspaci, zwykle przybywający z USA. Boliwia zdaje się być rajem dla amerykańskich emerytów, którzy wydają się nie przejmować biurokracją, zachwalając tanie produkty i usługi. Pelno tu rownież brazylijskich studentów medycyny, szkolących sie na prywatnych uniwersytetach. Zresztą, jeżeli ktoś dysponuje dużą gotówką, to wszędzie będzie mu dobrze.

W tym samym  czasie protestują nauczyciele w szkołach publicznych, których zarobki sa bardzo niskie. Kwitnie też szara strefa – szczególnie tzw. cocaleros, czyli producentów koki, którzy stanowią bardzo ciekawą grupę społeczną. Zwykle nie obnoszą się ze swoim bogactwem tak, jak ludzie na Zachodzie. Nie kupują nowych samochodów, nie stawiają pięknych domów, ale na przykład podróżują samolotem a nie autobusem, kobiety zaś noszą coraz bardziej wymyślne tradycyjne stroje i obwieszają się złotą biżuterią. Z drugiej strony, dzięki temu tradycyjna kultura kwitnie i ma się bardzo dobrze, co zresztą widać w krajobrazie miasta El Alto (tu znajduje się jedno z najwyżej położonych lotnisk na świecie), w którym powstają nowe, kolorowe, urządzone z przepychem budynki w stylu chola.

Jest Pani zadowolona ze swoich obecnych warunków bytowych i mieszkaniowych?

Nie za bardzo. Condominium, w którym mieszkamy od niemal dwóch lat, znajduje się niedaleko centrum Santa Cruz de la Sierra, w całkiem dobrej dzielnicy. Wynajem 2-pokojowego mieszkania w okolicy to wydatek w granicach 600-800 dolarów amerykańskich. Oddzielnie płaci się za utrzymanie budynku, ochronę, czyszczenie basenu itp. Warunki mieszkalne jak na nasze europejskie standardy są przeciętne, ale tu w Boliwii uchodzą za luksus. Tylko czy można nazwać luksusem mieszkanie, w którym ściany obrastają grzybem, gdzie pojedyncze szyby w oknach falują na wietrze, gdzie słychać wszystko, co się dzieje na zewnątrz, jak i u sąsiadów na dole, na górze i z boku? Gdzie mrówki w kuchni to norma, bo ludzie nauczyli się z nimi żyć?

życie w boliwii

Prawda jest taka, że w Boliwii od kilku lat buduje się dużo i byle jak. Kilka miesięcy temu w naszym budynku pod ciężarem wody zarwała się część dachu. Kiedy pada deszcz, woda wlewa się przez nieszczelne okna do środka. Niedawno w Santa Cruz, mieście zbudowanym na miękkim piaszczystym gruncie, zawalił się nowo budowany wieżowiec, a takie katastrofy budowlane podobno nie należą do rzadkości. W Cochabambie zaś, która co jakiś czas doświadcza niewielkich trzęsień ziemi, ściany budynków pękają, w chodnikach tworzą się dziury i raczej nikt tego nie naprawia, bo to przecież normalne.

Niestety narzekamy również na głośnych sąsiadów czy budowlańców za oknem pracujących w godzinach nocnych. Co ciekawe, nie istnieje tu pojęcie ciszy nocnej. Myśleliśmy o tym,  by zmienić mieszkanie, ale nikt nam przecież nie zagwarantuje spokoju. Poza tym nawet nasz znajomy Anglik, który zawsze chwalił sie, że można mieszkać za 300 BOB miesięcznie, ostatnio sam przeniósł się do nowego budynku niedaleko centrum, bo - jak stwierdził - miał już dosyć dzielenia pokoju ze szczurami i ciągłego rozstroju żołądka.

Co kosztowało Panią do tej pory najwięcej wyrzeczeń?

Przeprowadzka do Boliwii pochłonęła nasze oszczędności, tak więc niestety nie mamy zbyt wiele funduszy na dalekie podróże po kontynencie południowoamerykańskim. Dlatego też staramy się zwiedzać i poznawać lokalne atrakcje. Planujemy też Tour de Bolivia, który będzie uwieńczeniem naszej przygody w tym państwie.

Przeprowadzka do innego kraju Ameryki Południowej w ogóle wchodzi w grę? Żyłoby się Wam tam łatwiej?

Z całą pewnością w Argentynie, Chile czy Urugwaju poziom życia jest o wiele wyższy, ale to w Boliwii mieszka rodzina mojego partnera, dlatego to właśnie to państwo było naszą pierwszą opcją. Poza tym Boliwia zdążyła skraść nasze serca swoją przebogatą kulturą, niezwykłą historią, pięknem krajobrazu, otwartością ludzi.

emigracja boliwia 

Oboje doszliśmy też do wniosku, słuchając historii znajomych z innych państw Ameryki Południowej, że wcale tak inaczej u nich nie jest, a to, czego nam najbardziej brakuje, to właśnie europejski sposób myślenia i styl życia. Planowanie przeprowadzki do „sąsiadów” raczej nie wchodzi w grę, chyba że oznaczałoby to wyraźną poprawę naszych finansów, umożliwiającą nam odwiedziny rodziny i przyjaciół na Starym Kontynencie co najmniej raz w roku.

Przewrotnie, bo dopiero na koniec zapytam: czy jako obcokrajowiec powinnam (i mogłabym) mieć na głowie słynny boliwijski melonik*?

A czemu by nie? Nie wywołałoby to wrogości cholitas, a raczej pobłażliwy uśmiech. (śmiech) Zresztą, takie małe meloniki noszą tylko Indianki Aymara z La Paz. Gdzie indziej tego typu kapelusze są rzadko spotykane, zastąpione innymi rodzajami sombrero.

Tylko jak go nosić?

Melonik, jako najbardziej rozpoznawalny element stroju cholita określa stan cywilny kobiety. Jeżeli kapelusz noszony jest pośrodku głowy, kobieta jest mężatką. Przechylony na bok oznacza kobietę niezamężną lub wdowę. Mieszkanki La Paz żartują też, że melonik bardziej z tyłu głowy oznacza, że sytuacja noszącej go kobiety jest skomplikowana.

U Was już wszystko wyjaśnione? Zostaniecie tu na dłużej?

Już jakiś czas temu doszliśmy do wniosku, że nie zostaniemy w Boliwii na zawsze, bo nie jesteśmy w stanie zrezygnować ze stylu życia, do jakiego oboje przywykliśmy, nie mówiąc już o założeniu i utrzymaniu rodziny. Myślimy jednak zostać jeszcze jakiś czas w kraju słomkowego sombrero i panów z gołymi brzuchami (tak się bowiem nosi u nas w tropikach), aby nabrać więcej doświadczenia w sferze zawodowej (szczególnie ważne w przypadku mojego partnera) oraz dogłębnie poznać ten piękny i jakże ciekawie niejednoznaczny kraj (co jest szczególnie istotne dla mnie).

Rozmawiała Malwina Wrotniak-Chałada. Polecamy również pierwszą część wywiadu.

* Mówi się, że meloniki pierwotnie były przeznaczone dla pracujących w Boliwii inżynierów kolei. Kiedy okazało się, że przesłane im kapelusze były za małe, kupiec odsprzedał je miejscowym kobietom, którym ta ozdoba głowy bardzo przypadła do gustu.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
8 7 ~rrr

Polska jeszcze gorsza niż Boliwia, bo więcej murzyńskich tanich niewolników, kolor skóry biały ale mentalność murzyńska, jak słusznie stwierdził p. Radek Sikorski:)

! Odpowiedz
3 9 ~wojtek

zmienić zdjęcia i jak w Polsce :-)

! Odpowiedz
0 5 ~Danuta

Cenowo podobnie, ale porsze mi uwierzyc, ze o niebo lepiej!:)

! Odpowiedz
4 2 ~Danuta odpowiada ~Danuta

To sie pospieszylam! Gwoli wyjasnienia - lepiej w Polsce:)

! Odpowiedz
1 8 ~foxi

Ciekawy reportaż !Jakoś nic nie słychać do tej pory o Paragwaju ?Brak tam ekspatów z Polski, Europy czy z USA ?Byłem tam i jest wspaniale !Następnym razem wybiorę się chyba też z Chaco w Paragwaju do Boliwii.

! Odpowiedz
0 1 ~Danuta

Koniecznie! Boliwijskie Chaco rowniez jest przepiekne:)

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne