Republika Południowej Afryki to - patrząc po PKB - trzecia największa gospodarka na Czarnym Lądzie. Dziś oficjalnie wkroczyła ona w obszar recesji.
Z technicznego punktu widzenia recesją określa się dwa kwartały z ujemną dynamiką PKB z rzędu. Według najnowszych danych w I kwartale południowoafrykańska gospodarka skurczyła się o 0,7% (wskaźnik annualizowany). Tymczasem w IV kwartale 2016 roku wskaźnik ten dla RPA wyniósł -0,3%. Oznacza to więc, że gospodarz piłkarskiego mundialu z 2010 roku wkroczył właśnie w obszar recesji.
Dane były zaskakujące dla analityków, którzy spodziewali się wzrostu PKB o około 1%. Tymczasem w sektorze usług spadek wyniósł aż o 5,9%, a przemysł o 3,7%. Wyniku nie uratowały więc nawet dodatnie dynamiki w górnictwie i rolnictwie. Przeceną na dane zareagował rand, który był dziś najgorszą walutą na świecie. Około godziny 14:00 tracił po ok. 1% do euro i dolara. Do najlepszego jena tracił aż 2%.
Po raz ostatni recesję w RPA widziano na przełomie 2008 i 2009 roku, gdy zanotowano trzy z rzędu kwartały ujemnej dynamiki PKB. Później Republika Południowej Afryki przeżywała cztery lata wzrostu (choć raz udało się wypracować dynamikę przekraczającą 5%, to jednak przymiotnikiem "szybki" ów wzrost można określić tylko w warunkach europejskich, a nie afrykańskich). W 2014 przytrafił się jednak kwartał z ujemną dynamiką, w 2015 i na początku 2016 dwa kolejne, aż w końcu do RPA zawitała recesja.
Problemy Republiki Południowej Afryki widać zresztą nie tylko na wskaźniku dynamiki PKB. Warto choćby wspomnieć, że według danych za pierwszy kwartał bezrobocie w RPA wynosi aż 27,7%, co jest wynikiem najgorszym od 13 lat. Rządowe zadłużenie względem PKB wzrosło z 27,8% w 2008 do 50,1% w 2015 roku.
Niezatapialny prezydent
Uzasadnień dla spowolnienia upatruje się właśnie w wysokim bezrobociu oraz załamaniu cen surowców w ostatnich latach. Spore znaczenia mają jednak również czynniki czysto polityczne. W kwietniu pisaliśmy na Bankier.pl, że "mieszkańcy Południowej Afryki uważają Jacoba Zumę za najgorszego prezydenta i żądają, by złożył urząd zanim doprowadzi kraj do bankructwa i ruiny". Zuma to bohater licznych skandali - politycznych i korupcyjnych - z którym utożsamia się problemy kraju.
Ostatni z nich dotyczył zwolnienia z pracy ministra finansów Pravina Gordhana. W Południowej Afryce uznano to za krok niemal samobójczy. Tym bardziej, że ruch ten miał najprawdopodobniej podłoże pozamerytoryczne. W łaski Zumy wkupiła się rodzina Guptów, która poprzez bliskie związki z prezydentem powiększa swój majątek. To oni mieli doprowadzić do dymisji poprzedniego ministra. Wówczas na jego miejsce powołano Gordhana, którego wybór miał ugłaskać zagranicznych inwestorów i opozycję. Ten jednak również przeciwstawiał się wpływom Guptów, co miało stanowić główny pretekst do jego odwołania.
W reakcji na odwołanie Gordhana obywatele RPA wyszli na ulice, kurs południowoafrykańskiego randa natychmiast spadł o ponad 10%, a zagraniczne agencje oceniające wiarygodność gospodarczą i kredytową orzekły, że pożyczanie pieniędzy obecnemu rządowi południowoafrykańskiemu obarczone jest niezwykłym ryzykiem. Dziś S&P oraz Fitch uznają obligacje RPA za śmieciowe.
Prezydenta Zumę próbowano odwoływać kilkakrotnie, jednak z każdej batalii póki co udało mu się wyjść z tarczą. Jego kadencja ma trwać do 2019 roku, jednak Zuma zaczyna już tracić zwolenników także w swoich własnych szeregach. Za odwołanie Gordhana potępili go nawet członkowie kierownictwa jego własnej partii. Plotki głoszą, że namawiają oni 74-letniego już Zumę do wybrania się na emeryturę przed końcem kadencji.
Adam Torchała



























































