Wydawało się, że krajowy rynek paliwowy jest podzielny na trwałe pomiędzy takich potentatów jak Orlen i Lotos. Kierowca miał do wyboru zaopatrzyć się w paliwo na jednej z dyżych polskich sieci, u któregoś z zagranicznych firm lub na prywatnych stacjach.
Rywalizacja właścicieli małych stacji z dużymi firmami była skazana na porażkę, dlatego postanowili połączyć siły i stworzyć prywatne sieci. Obecnie działa już kilkanaście takich sieci, największe z nich grupują nawet 100 stacji benzynowych.
Działając wspólnie małe stacje mają szansę na przetrwanie. Ponadto, dzięki sieci udało się powołać spółkę, która jest odpowiedzialna za zakup paliw. Spółka kupuje większe ilości paliw, co pozwala pojedynczym właścicielom zaoszczędzić znaczne kwoty.
Stowarzyszenie stacji podpisało również korzystne umowy na remont obiektów i zmianę znaku towarowego. Sieć umożliwia wprowadzenie kart lojalnościowych dla klientów, a co za tym idzie daje szansę na większe obroty
Sieci starannie dobierają swoich partnerów. Szans nie mają ci, co kiedyś wpadli na chrzczeniu paliwa.
A jak na rosnącą pod bokiem konkurencję patrzą duże sieci? Oficjalnie mówią, że nie obawiają się konkurencji. Zdarza się jednak, że podkradają prywatnym sieciom właścicieli najlepiej zlokalizowanych prywatnych stacji benzynowych, proponując im korzystne umowy franszyzowe
J.B.
Na podstawaie: Dariusz Malinowski, „Właściciele prywatnych stacji jednoczą siły”




























































