Rozczarowująca kondycja trzeciej największej gospodarki świata pchnęła premiera Japonii Shinzo Abego do podjęcia decyzji o rozpisaniu przedterminowych wyborów. Szef japońskiego rządu chce umocnić swoją władzę przed przystąpieniem do drugiej fazy wprowadzania „Abenomiki”.


Dzień po tym, jak okazało się, że Japonia formalnie znów weszła w recesję, Kraj Kwitnącej Wiśni przeżywa prawdziwy polityczny wstrząs. Premier Shinzo Abe ogłosił dziś liderom rządzącej krajem koalicji Partii Liberalno-Demokratycznej i Nowego Komeito, że korzystając ze swoich uprawnień, rozwiązuje niższą izbę parlamentu i ogłasza przedterminowe wybory. Taką informację podała japońska telewizja publiczna. Do urn Japończycy pójdą najprawdopodobniej 14 grudnia.

Jednocześnie – zgodnie z przewidywaniami – premier Japonii zapowiedział, że przekłada termin podniesienia stawki podatku ze sprzedaży do 10% o 18 miesięcy. Przypomnijmy – do poprzedniej podwyżki (z 5% do 8%) doszło wraz z początkiem kwietnia, a z jej skutków japońska gospodarka otrząsnąć nie może się do dziś. Pierwotnie planowano kolejną podwyżkę na koniec 2015 r.
Zdaniem komentatorów, w czasie marszu po kolejną kadencję, Shinzo Abe będzie przekonywał do kolejnych programów pobudzania wzrostu gospodarczego w Japonii zwanych potocznie "Abenomiką". Do niezwykle łagodnej polityki banku centralnego dojść miałby m.in. rządowy pakiet stymulacyjny na dużą skalę.
Jak informuje Reuters, mimo niezadowalających efektów dotychczasowych eksperymentów gospodarczych, Shinzo Abe wciąż cieszy się popularnością blisko 50% Japończyków. Jeżeli wygra grudniowe wybory znaczną przewagą, otrzyma jeszcze silniejszy mandat od japońskiego społeczeństwa do wcielania w życie postulatów "Abenomiki". W przeciwnym razie polityczny sztorm w Japonii trwać może jeszcze długo.
Michał Żuławiński























































