Inwestorzy obawiają się, że wypłata odszkodowań może negatywnie odbić się na ich sytuacji finansowej. Indeks DJ Stoxx sektora ubezpieczeniowego spadł o 4,4 procent do najniższego poziomu od trzech lat. Największa na świecie grupa reasekuracyjna Munich Re jako pierwsza przedstawiła wstępną ocenę ewentualnych kosztów. Zdaniem spółki odszkodowania mogą kosztować nawet do jednego miliarda euro, co może negatywnie odbić się na zyskach w 2001 roku.
Akcje niemieckiej spółki, które wcześniej straciły 4,7 procent, do godziny 16.10 czasu warszawskiego wzrosły o 1,5 procent. Notowania francuskiego towarzystwa AXA spadły o blisko osiem procent, Swiss Re o 0,4 procent, Zurich Re o 6,35 procent, a Allianza o 1,06 procent. Agencja ratingowa Moody's ocenia, że łączne koszty mogą wzrosnąć nawet do 10-15 miliarda dolarów. Rzeczniczka Swiss Re oceniała początkowo, że koszty wyniosą około sześciu miliardów dolarów.
Dotychczas najwyższe odszkodowanie, 3 miliarda dolarów, związane z katastrofą bądącą wynikiem działania człowieka wypłacono w 1998 roku w związku z wybuchem platformy wiertniczej Piper Alpha. O wypłatę odszkodowań zwrócą się zapewne właściciele World Trade Center, którego budowa kosztowałą na początku lat 70-tych 750 milionów dolarów, a także linii lotniczych United Airlines i American Airlines.
Straty poniosą również amerykańscy ubezpieczyciele oraz wiodące towarzystaw ubezpieczeniowe i reasekuracyjne mieszczące się w Londynie, Europie i Bermudach. Druga co do wielkości grupa reasekuracyjna na świecie Swiss Re podała w środę, że powinna mieć wystarczające środki na pokrycie odszkodowań spowodowanych wtorkowymi atakami terrorystycznymi w USA.
Największy i najstarszy na świecie ubezpieczyciel, londyński Lloyd's poinformował, że w ciągu 24 godzin dokona pełnej oceny kosztów zniszczeń. "Towarzystwa reasekuracyjne i Lloyd's bezpośednio ucierpią" - powiedział analityk Credit Lyonnais. Udziałowcy Lloyd's znacząco ucierpieli podczas ataku bombowego na World
Trade Center w 1993 roku. Koszty odszkodowań wyniosły wówczas 510 milionów dolarów.
Lloyd's, którego udziałowcy zabezpieczają polisy ubezpieczeniowe od ponad trzystu lat, nadal odczuwa wpływ strat poniesionych w lat 80-tych i 90-tych. Część udziałowców zbankrutowała wtedy z powodu wypłaty znacznych odszkodowań na pokrycie strat powstałych w wyniku powodzi czy wybuchu platform wiertniczych. Amlin, trzeci co do wielkości poręczyciel wchodzący w skład Lloyda miał w środę przedstawić wyniki półroczne, jednak zrobi to dopiero 18 września.
Inni brytyjscy ubezpieczyciele CGNU i Royal & Sun Alliance również oceniają ewentualne koszty. Rzecznik CGNU powiedział, że w zeszłym roku spółka wycofała się z rynku ubezpieczeń od nieruchomości i wypadków w USA, jednak będzie zapewne zmuszona wypłacić odszkodowania liniom lotniczym. Holenderscy ubezpieczyciele ING Groep, Aegon i Fortis również uważają, że jest za wcześnie by ocenić koszty. Dodały jednak, że ich udziały na rynku amerykańskim są niewielkie.