Kwietniowe dane Rezerwy Federalnej ujawniły niemal rekordowy spadek długów konsumpcyjnych w Stanach Zjednoczonych. Otwarte pozostaje pytanie, czy jest to początek nowego trendu, czy tylko „zdarzenie jednorazowe”.


W kwietniu wartość nominalna istniejącego kredytu konsumenckiego w Stanach Zjednoczonych zmalała o 68,8 mld dolarów – wynika z danych Rezerwy Federalnej. Był to drugi najsilniejszy spadek w historii tych danych oraz spora niespodzianka, ponieważ ekonomiści spodziewali się regresu przeszło trzykrotnie mniejszego. Rynkowy konsensus zakładał spadek zadłużenia konsumenckiego o 20 mld USD.
Amerykanie zaczęli oddłużać się już w marcu, gdy spłacili 6,8 mld USD (po rewizji z pierwotnie raportowanych -12 mld USD) długów zaciągniętych na konsumpcję. Łącznie w marcu i w kwietniu zadłużenie z tytułu kredytu odnawialnego (czyli przeważnie na kartach kredytowych) zmalało o blisko 80 miliardów dolarów. Pozostałe długi (w znacznej mierze kredyty studenckie i samochodowe) zmalały w kwietniu o 10,5 mld USD po wzroście o 14,7 mld USD w marcu.
Nie zmienia to faktu, że amerykański konsument wciąż zadłużony jest na ponad 4,13 bln dolarów – czyli w ujęciu nominalnym dwa razy mocniej niż 10 lat temu. I że przez ostatnią dekadę zadłużał się równie ochoczo jak przez lata poprzedzające kryzys z lat 2007-09. Statystyka ta nie obejmuje kredytów hipotecznych, z tytułu których Amerykanie są winni bankom ponad 10 bilionów dolarów.
Istnieją dwa wytłumaczenia tego spadku zadłużenia w USA. Pierwsze z nich zakłada, że mieszkańcy Ameryki przejrzeli na oczy i wreszcie dotarło do nich, że życie na kredyt jest finansowym samobójstwem. W takim układzie mielibyśmy do czynienia z nowym trendem, który utrzyma się także po zniesieniu lockdownu. Dodajmy przy tym, że statystyki za kwiecień pokazały spadek wydatków Amerykanów aż o 13,6% mdm, podczas gdy dochody wzrosły o 10,5% mdm (co było efektem rozesłania przez rząd federalny 1200 USD per capita w ramach ustawy CARES). W rezultacie stopa oszczędności w USA wystrzeliła w górę z ok. 7% do rekordowych 33%.

Istnieje też druga – być może bliższa prawdzie – możliwość. Podczas kwietniowego zamknięcia gospodarki Amerykanie po prostu nie mieli jak wydawać pieniędzy. Sklepy i większość punktów usługowych były pozamykane. Turystyka i wiele innych atrakcji z dnia na dzień stały się niedostępne, a przecież nie wszystko można kupić przez internet. Poza tym nie zapominajmy, że w kwietniu pracę straciło ponad 20 mln Amerykanów, a kolejne miliony zaczęły się obawiać jej utraty. Rozsądne było więc przeznaczenie czeku otrzymanego od rządu (na 1200 USD) na spłatę najdroższego w obsłudze długu, jakim są karty kredytowe.
Na całą sprawę można też spojrzeć z punktu widzenia makroekonomisty. Amerykańska gospodarka popytem konsumpcyjnym stoi – konsumpcja prywatna stanowi ok. 70% produktu krajowego brutto Stanów Zjednoczonych. W ostatnich latach była to w znacznym stopniu konsumpcja napędzania tanim i łatwo dostępnym kredytem. Jeśli Amerykanie faktycznie ograniczą życie ponad stan, to malejący popyt konsumpcyjny pogłębi i przedłuży koronawirusową recesję.
Może się też okazać, że w maju sytuacja powróciła do stanu sprzed kryzysu. Że Amerykanie znów zaczęli radośnie obciążać swoje karty kredytowe, kupując rzeczy, na które jeszcze nie zarobili. Dane za maj poznamy jednak dopiero 8 lipca.
Krzysztof Kolany





























































