Ukraińską gospodarkę można zilustrować jednym obrazkiem: hutą stojącą na polu i podłączoną gazociągiem z Rosją. Jest to wielki europejski kraj, który od tysiąca lat nie potrafi wykorzystać drzemiącego w nim potencjału.
Licząca ponad 600 tysięcy kilometrów kwadratowych Ukraina jest największym krajem leżącym całkowicie w Europie. Kijów jest kolebką Rusi, która ponad tysiąc lat temu była jednym z najpotężniejszych państw na Starym Kontynencie. Ukraina była najludniejszym i najsilniejszym ekonomicznie po Rosji krajem byłego Związku Radzieckiego. Jednakże z powodu braku reform i nieefektywności socjalistycznej gospodarki pierwsze lata niepodległości przyniosły ekonomiczną zapaść. Szacuje się, że w latach 1991-99 gospodarka Ukrainy skurczyła się o ponad 60%.
Podzielony kraj na wymarciu
Zapaść gospodarcza doprowadziła do głębokiego kryzysu demograficznego. W latach 1992-2012 liczba mieszkańców spadła z 52,2 mln do zaledwie 44,6 mln. Bez wojny i epidemii w 20 lat Ukraina utraciła 15% ludności! Pod względem tempa przyrostu naturalnego plasuje się na 228. miejscu na świecie i zajmuje drugą lokatę pod względem liczby zgonów na tysiąc mieszkańców. Zapaść demograficzna sprawiła, że liczba Ukraińców na Ukrainie stopniała do 37 mln - to mniej więcej tyle, co Polaków żyjących w Polsce. Rosjanie stanowią 17% populacji, a językiem rosyjskim posługuje się 26% mieszkańców Ukrainy.
Produkt krajowy brutto w poszczególnych regionach Ukrainy. Dane za 2011 rok.

Źródło: Stratfor.
Współczesna Ukraina to faktycznie dwa różne państwa. Zachodnia, proeuropejska i (paradoksalnie) nacjonalistyczna część kraju praktycznie pozbawiona przemysłu jest zdecydowanie biedniejsza od rosyjskojęzycznego Wschodu. Według danych ukraińskiego urzędu statystycznego cytowanych przez Stratfor PKB na mieszkańca w regionie dniepropietrowskim jest dwukrotnie wyższy niż w regionie lwowskim - najbogatszej części zachodniej Ukrainy. Siedem z dziesięciu największych ukraińskich przedsiębiorstw siedzibę ma na wschodzie kraju. To domena oligarchów silnie powiązanych z gospodarką Rosji. Poza Kijowem i Odessą na wschodzie Ukrainy leżą też wszystkie największe miasta.
Pola, huty i... niewiele więcej
Od wieków największym skarbem Ukrainy były czarnoziemy - czyli najbardziej urodzajne gleby świata, których na wschód od Bugu jest pod dostatkiem. Do czasu rewolucji bolszewickiej (skutkującej gwałtownym spadkiem produkcji rolnej i dwoma falami głodu) Ukraina była nazywana "spichlerzem Europy". Dziś rolnictwo generuje mniej niż 10% ukraińskiego dochodu narodowego i stanowi 25% wartości eksportu.
Współczesna Ukraina stalą i węglem stoi. Przemysł odpowiada za prawie jedną trzecią PKB, czyli więcej niż w większości krajów europejskich. Stal i wyroby metalowe to obok produktów petrochemicznych i wagonów kolejowych główne produkty eksportowe. Dominację przemysłu stalowego i energetycznego najlepiej ilustruje lista 10 największych ukraińskich przedsiębiorstw.
10 największych ukraińskich firm według rankingu Deloitte| Firma | Branża
|
Właściciel
|
|
| 1
|
Metinvest
|
hutnicza
|
Rinat Achmetow
|
| 2
|
Naftohaz
|
energetyka
|
państwo
|
| 3
|
Energorynok
|
energetyka
|
państwo
|
| 4
|
Ukrzaliznycia
|
koleje
|
państwo
|
| 5
|
DTEK
|
energetyka
|
Rinat Achmetow
|
| 6
|
ISD
|
hutnicza
|
Serhij Taruta, Witalij Hajduk
|
| 7
|
Energy Company of Ukraine
|
energetyka
|
panstwo
|
| 8
|
ArcelorMittal Kryvyj Rih
|
hutnicza
|
ArcelorMittal
|
| 9
|
Ukrtatnafta
|
paliwowa
|
państwo, Tatneft, władze
Tatarstanu
|
| 10
|
Donetskstal
|
hutnicza
|
Victor Nusenkis
|
Źródło: Deloitte; "500 największych przedsiębiorstw w Europie Środkowo i Wschodniej".
Właścicielem przedsiębiorstw z pierwszej piątki jest albo państwo, albo pan Rinat Achmetow. Widać tu skutki niedokończonej prywatyzacji, niemal brak zagranicznego kapitału oraz dominację przemysłu ciężkiego, energetyki i górnictwa. Baza przemysłowa odziedziczona po ZSRR wciąż góruje w gospodarczym krajobrazie Ukrainy.
Można pokusić się o tezę, że węglowo-metalowa czapa sponsorowana tanim gazem z Rosji wysysa zasoby z gospodarki, co w połączeniu z brakiem poszanowania prawa i wszechobecną korupcją hamuje rozwój innych branż. W efekcie jeden z największych europejskich krajów wytwarza dobra i usługi finalne o wartości zaledwie 173,9 mld dolarów (dane za 2012 rok). Licząc w parytecie siły nabywczej Ukraina jest dopiero 40. gospodarką świata, plasując się pomiędzy Wietnamem i Singapurem, a za Austrią. PKB na mieszkańca to niespełna cztery tysiące dolarów (licząc według oficjalnego kursu walutowego). Jeśli liczyć według parytetu siły nabywczej, to PKB przypadające na Ukraińca jest niższe niż Albańczyka czy Chińczyka.
Ukraina nie odgrywa istotnej roli w międzynarodowym podziale pracy. Ukraiński eksport warty był w 2013 roku tylko 77,8 mld dolarów (niemal trzykrotnie mniej niż polski), co plasuje kraj na 51. miejscu w świecie. Za Chile, Słowacją, Finlandią i... Portoryko. Ponad 26% ukraińskiego eksportu trafia do Rosji, a 28% do Europy. Polska była dopiero piątym rynkiem zbytu dla ukraińskich produktów, ustępując Turcji, Chinom i Egiptowi.
Kraj nad Dniestrem i Dnieprem nie stanowi też istotnego rynku zbytu - wartość importu rzędu 85 mld USD stawiał Ukrainę pomiędzy Danią a Norwegią. To wartościowo rynek mniejszy niż Czechy i niewiele większy niż Węgry. W 2012 roku polskie przedsiębiorstwa sprzedały na Ukrainie towary o wartości 17,2 mld złotych (5,3 mld USD), co stanowi zaledwie 2,8% ogółu polskiego eksportu. W tym ujęciu większe znaczenie ma dla polskiej gospodarki Słowacja, choć należy odnotować, że względem roku 2010 polski eksport na Ukrainę zwiększył się aż o połowę.
Gazrurka Putina i obustronne uzależnienie
Istnieje jednak rynek, na którym Ukraina jest istotnym graczem. Kraj importuje z Rosji ok. 45 mld m3 (dane za 2012 rok) gazu ziemnego rocznie i jest 7. na świecie konsumentem tego paliwa. Kupowany po preferencyjnych cenach (tj. niższych od europejskich) gaz stanowi o konkurencyjności ukraińskiego przemysłu, ale z drugiej strony jest instrumentem rosyjskiej kontroli nad gospodarką naszego wschodniego sąsiada. Bez taniego gazu z Rosji ukraiński sektor metalurgiczny zapewne nie wytrzymałby globalnej konkurencji, a donieccy oligarchowie utraciliby swoje wpływy.
Uzależnienie jest jednak obopólne. Bez 11,5 mld dolarów od Ukraińców (dane za 2013 rok) Gazprom popadłby w tarapaty finansowe tak samo jak budżet Federacji Rosyjskiej. Rosjanie raczej nie znaleźliby z dnia na dzień odbiorców na 45 mld m3 błękitnego paliwa. Tym bardziej nie byliby go w stanie dostarczyć na Zachód bez ukraińskich rurociągów.
Abstrahując od geopolitycznego znaczenia Ukrainy gra o Kijów ma też nie mniej istotne tło gospodarcze. Kraj uzależniony od jednej branży i jednego surowca z niewydolnym i skorumpowanym państwem uzależniony jest od zagranicznych pożyczek. Dług publiczny Ukrainy w 2013 rok wzrósł o 13% i sięgnął 73,1 mld dolarów, co stanowi 40,5% PKB.
Złoty a sprawa ukraińskaNie jest to dużo jak na europejskie standardy, ale ani ukraińskiego państwa ani gospodarki nie można mierzyć europejską miarą. Oprócz słabości w ściąganiu podatków i ogromnej szarej strefy Ukraina ma bardzo krótką zapadalność zadłużenia i tylko w tym roku musi zrolować (tj. pożyczyć pieniądze na spłatę starych długów) 17,4 mld USD. Podobna kwota będzie wymagalna w 2015 roku, stąd szacunki mówiące o potrzebie "pakietu ratunkowego" rzędu 35 mld USD wydają się być poprawne.
To klasyczna rozgrywka geopolityczna w stylu kolonialnym. Mamy słaby kraj, z monokulturą gospodarczą silnie współuzależniony od Rosji, ze społeczeństwem rozdartym pomiędzy Wschodem a Zachodem. Determinacja Ukraińców w dążeniu do lepszego życia (tj. w stylu europejskim) okupiona życiem blisko stu ludzi może się zatem okazać niewystarczająca.
Putin nie da sobie bez walki wydrzeć kraju, bez którego Rosja nigdy nie była i nie będzie imperium. A władcy Niemiec i Francji nie mają istotnych interesów na Ukrainie, za to mają wiele do stracenia w Rosji. Wydaje się, że jednym istotnym graczem stojącym po stronie Majdanu są Stany Zjednoczone, których dumę Rosjanie mocno nadszarpnęli blamażem Obamy w sprawie Syrii oraz przejmując "opiekę" nad Edwardem Snowdenem - amerykańskim wrogiem publicznym nr jeden. Czyżby w ramach rewanżu Amerykanom nie wystarczyło olimpijskie zwycięstwo w meczu hokeja i postanowili zredukować rosyjskie wpływy na wschód od Bugu?
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl






















































