REKLAMA

Głód silniejszy niż kule. W Sudanie państwo przestało istnieć

2026-04-18 08:00
publikacja
2026-04-18 08:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Po trzech latach wojny Sudan jako państwo nie istnieje, trawi je kryzys humanitarny – powiedziała PAP afrykanistka Aleksandra Mizerska, dyrektorka regionalna Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). W jej ocenie głód w Sudanie jest wykorzystywany jako narzędzie wojny.

Głód silniejszy niż kule. W Sudanie państwo przestało istnieć
Głód silniejszy niż kule. W Sudanie państwo przestało istnieć
fot. ZOHRA BENSEMRA / /  Reuters / Forum

Mijają trzy lata odkąd rozpoczęły się walki między Sudańskimi Siłami Zbrojnymi (SAF) reprezentującymi rząd, a paramilitarna grupa, czyli Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). Bezpośrednim powodem wybuchu konfliktu było wykluczenie RSF ze struktur regularnej armii oraz próby przejęcia władzy po zamachu stanu w 2021 r.

Konflikt doprowadził do największego na świecie kryzysu przesiedleńczego, który objął, według danych ONZ, ok. 14 mln ludzi.

Mizerska w październiku spotkała się i rozmawiała z uchodźcami wojennymi, którzy przebywają w Sudanie Południowym, w hrabstwie Aweil Wschodni, ok. 40 km w linii prostej do granicy z Sudanem.

Jak wspomniała, to podwójni uchodźcy, pochodzący z Sudanu Południowego, którzy kilkanaście lat temu wyemigrowali do Sudanu, a teraz z powodu wojny wrócili do kraju. W jej ocenie ponad 90 proc. z nich to kobiety i dzieci szukające bezpieczeństwa i pomocy.

Wakacje na giełdzie

- Cały czas spotykamy się z ludźmi, którzy uciekają przed wojną i są w sytuacji kryzysowej. Patrzymy na ten konflikt, nie widząc bezpośrednich ofiar działań zbrojnych, lecz obserwując całkowity rozpad instytucji państwowych, w tym destrukcję opieki zdrowotnej, edukacji czy gospodarki rolnej – powiedziała rozmówczyni. Jej zdaniem „Sudan jako państwo w zasadzie nie istnieje”.

- Pogłębiający się kryzys humanitarny nie został w żaden sposób zaopiekowany. Patrząc z perspektywy organizacji pomocowej, nie ma żadnych spektakularnych zmian po tych trzech latach. Widzimy raczej zmęczenie oraz coraz większą lukę pomiędzy potrzebami, a pomocą, bo ta skala rośnie zdecydowanie szybciej niż odpowiedź na nią – podkreśliła Mizerska.

Według danych ONZ niedawno opublikowanych, 21 mln Sudańczyków zmaga się z brakiem bezpieczeństwa żywnościowego, w tym 6,3 mln znajduje się w stanie skrajnego kryzysu żywnościowego. Jednocześnie ponad 40 proc. obywateli wymaga natychmiastowej pomocy medycznej, w kraju liczącym ok. 53 mln mieszkańców.

UNICEF podał w tym tygodniu, że w całym Sudanie w 2026 r. ok. 4,2 mln dzieci będzie cierpieć z powodu ostrego niedożywienia, w tym ponad 825 tys. to będą przypadki ciężkie, które mogą być śmiertelne, jeśli pomoc medyczna nie zostanie dostarczona.

Według relacji Mizerskiej nie maleją potrzeby uchodźców, którym PCPM pomaga w szpitalu i ośrodku dożywienia w Gordhim w Sudanie Południowym. – Pomagamy kobietom i dzieciom do pięciu lat. Dzięki wsparciu polskich darczyńców co roku wysyłamy pomoc do Sudanu Południowego, a dzięki wyjątkowej mobilizacji w ubiegłym roku w tym roku mogliśmy zwiększyć jej skalę o ponad 80 proc. Jednocześnie realia wojny sprawiają, że sytuacja pozostaje nieprzewidywalna, a ewentualne nowe fale uchodźców mogą znacząco wpłynąć na zakres potrzeb – wyjaśniła.

- Widzimy w jakiej kondycji są ludzie, którzy zgłaszają się do naszego ośrodka, w tym nasi lekarze i pielęgniarki oceniają stan dzieci. Odbiega on mocno od prawidłowego rozwoju niemowląt i najmłodszych dzieci. Mogę powiedzieć, że w tym konflikcie głód jest narzędziem wojny – dodała.

W rozmowie afrykanistka wspomniała o trudnościach z dostarczeniem pomocy, kiedy to transport z żywnością terapeutyczną i lekami kupionymi w Kenii musi pokonać ponad 4 tys. km, by dotrzeć do potrzebujących. – Pokonanie trasy z Nairobi do Gordhim zajęło miesiąc i duża część tego czasu to załatwianie formalności oraz zatrzymywanie ciężarówek na posterunkach w Sudanie Południowym. Trudności te z roku na rok są coraz bardziej dotkliwe - oceniła.

Oceniła, że na razie nie widać szans na zakończenie wojny i pokój w Sudanie, a kryzys się pogłębia. – Z punktu widzenia pracownika humanitarnego nie widzę żadnych sygnałów, które mogłyby dać jakąkolwiek nadzieję i świadczyć o tym, że w ciągu na przykład najbliższego pół roku albo roku coś się zmieni – powiedziała.

- Sami Sudańczycy nie rozmawiają o polityce, nie mają dylematów czy wrócić do kraju. Nikt o tym nie myśli, bo skupia całą swoją uwagę i siły na przetrwaniu z dnia na dzień. Mówię o ludziach, którzy nie mają dachu nad głową, nie mają co włożyć do garnka albo nie mają czym nakarmić swoich dzieci – dodała Mizerska.

PCPM prowadzi ośrodek dożywiania w Gordhim, w północno-zachodnim Sudanie Południowym od 2017 r. W ramach działań w tym kraju polska fundacja w latach 2019-2025 objęła opieką medyczną ponad 100 tys. dzieci oraz ponad 41 tys. matek.

Marta Zabłocka (PAP)

mzb/ pś/ amac/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
bha
W zasadzie to takie na Globie coraz to szersze postępujące Prawo Silniejszego, Mocniejszego, Potężniejszego będącego Większej lub mniejszej Skali przy tzw.,, Wadzy'' i mającego ludzi z bronią za sobą - tylko skąd My to Znamy ........ ?????.

Powiązane: Sudan

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki